70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czy można chcieć zła?

Zacznę od uwagi, która może się wydawać marginalna. Lektura ważnej erudycyjnej pracy amerykańskiego filozofa i badacza Holocaustu Berela Langa Nazistowskie ludobójstwo. Akt i idea kolejny raz uświadamia nam, pomimo przyrastającej w szybkim tempie liczby publikacji o Shoah, jak wciąż nie-współmierna jest ona do tego, co na ten temat powiedziano i wydano w pi-śmiennictwie anglojęzycznym. Aby się o tym przekonać, wystarczy wejść na strony internetowe biblioteki Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie.

I druga sprawa. Mimo aktywności polskich tłumaczy (czego owocem są między innymi Podwójna śmierć Alvina Rosenfelda i Eksperymenty w myśleniu o Holocauście Alana Milchmana oraz Alana Rosenberga) poza szerokim odbio-rem czytelniczym pozostają wciąż dzieła dziś już niekiedy klasyczne. Spośród nich wymieńmy tylko Memory, History and the Extermination of the Jews of Europe Saula Fidlendära, The War against the Jews 1939-1945 oraz The Holo-caust and the Historians Lucy S. Dawidowicz, The Destruction of the European Jews Raula Hilberga, History and Memory after Auschwitz Dominicka LaCapry, Writing and Rewriting the Holocaust. Narrative and the Consequences of Inter-pretation oraz The Texture of Memory. Holocaust Memorial and Meaning Jame-sa E. Younga. Sam Lang jest autorem przynajmniej dwóch książek wartych przełożenia: Holocaust Representation. Art within the Limits of History and Et-hics oraz Post-Holocaust. Interpretation, Misinterpretation and the Claims of History.

A przecież przywołane tu pozycje bibliograficzne dotyczą jedynie histo-riografii oraz traumy i reprezentacji. Pomijają tym samym inne rejony, na któ-rych od kilkudziesięciu lat koncentruje się refleksja badawcza. Należy do nich chociażby teologia Zagłady. Zaległości w tej dziedzinie – przynajmniej czę-ściowo – próbuje nadrobić „Znak”, wydając od czasu do czasu numery poświę-cone drażliwym i złożonym pytaniom o teodyceę po Shoah.

Z inspirującej pracy Langa chciałbym dokładniej omówić dwa problemy. Odkładam zatem na bok nader interesujące kwestie upamiętniania i pamięci (rozdział Mówienie – pisanie – nauczanie. Instytucje pamięci) oraz filiacji mię-dzy strukturą myślenia oświeceniowego a ideologią nazistowską. Ta pierwsza jest dość często podejmowana przy różnych okazjach i stanowi przedmiot licz-nych dyskusji, jakie od kilku lat toczą się w Europie i w naszym kraju. Drugą wolałbym pozostawić zawodowym filozofom dobrze zorientowanym w tej ma-terii. Ze swej strony mogę stwierdzić, że stanowisko prezentowane przez Langa (z dużą ostrożnością podchodzącego do przedmiotu analizy, ważącego słowa, a przy tym dbającego o jasność wywodu), jawi mi się jako najbardziej przekonu-jące spośród znanych mi wypowiedzi, których autorzy dowodzą istnienia koin-cydencji między pewnymi aspektami oświeceniowego paradygmatu a nowocze-snym ludobójstwem. Poza obszarem moich rozważań znajduje się też jeszcze jeden fragment: niezwykle zajmujący namysł nad miejscem oraz rolą syjonizmu w żydowskiej tożsamości i historii w kontekście Holocaustu (rozdział Syjonizm po ludobójstwie).

Po takim oto – może nieco obcesowym potraktowaniu niektórych zagad-nień – chciałbym skupić się na wspomnianych już dwóch pytaniach organizują-cych książkę Langa w stopniu podstawowym. Pierwsze z nich dotyka problemu reprezentacji – często omawianego w piśmiennictwie anglosaskim (między in-nymi w związku z tradycją narratywistyczną w historiografii). Lang wychodzi od dokładnego przyjrzenia się koegzystencji języka i ludobójstwa. Ten nie-chciany mariaż doprowadził w hitlerowskiej propagandzie do oddzielenia języka od osądów moralnych. „Przybiera on postać bezosobowej techniki, która może być stosowana bez względu na cele niezależnie decydujących sprawców i od-zwierciedla te cele tylko w takim stopniu, w jakim powinna – co również jest determinowane przez sprawców”. Krótko mówiąc, słowo stało się bezdusznym narzędziem w rękach władzy, która uzurpowała sobie prawo do wydawania ar-bitralnych wyroków również w dziedzinie moralności.

Tym samym język zdradził własną tożsamość, utracił część ze swej istoty, do której przynależy przecież zdolność krytycznego oglądu rzeczywistości. Padł ofiarą podwójnej gry – w którą go zaangażowano – jednocześnie odsłaniając i fałszując to, o czym orzekał. Wypada w tym miejscu przywołać dość długą listę słów z hitlerowskiego arsenału, poczynając od Endnlösung („ostateczne rozwią-zanie”) i Sonderbehandlung („specjalne traktowanie”). Wszystkie one służyły ukrywaniu zbrodniczych intencji ich użytkowników. Język był więc w prze-dziwny sposób ofiarą i rękojmią nazistowskiego ludobójstwa. Skutki tego dru-giego faktu wybiegają daleko poza dwanaście lat funkcjonowania Trzeciej Rze-szy. Przekonuje o tym – zdaniem Langa – współczesna retoryka polityczna, w której język bywa często traktowany jak techniczny i bezosobowy instrument.

Centralnym szkicem dla zagadnienia reprezentacji jest Przestawianie zła: etyczna treść a literacka forma, w którym amerykański filozof przytacza platoń-ską tezę o potrzebie etycznej oceny dzieła sztuki. Tym samym umiejscawia sie-bie w gronie tych, którzy pisarstwo mierzące się z tematem Holocaustu poddają moralnemu osądowi. Wytłumaczenia dla tego stanowiska szuka Lang w przeko-naniu, że forma nie stanowi odrębnego elementu przekazu artystycznego. Prze-ciwnie, jest takim samym nośnikiem tematu, jak treść. To nie wymaga komenta-rza. Nie tak oczywiste okazuje się inne założenie Langa, w myśl którego pisar-stwo historyczne jest bardziej przekonujące moralnie i literacko niż figuratywne. Jeśli ma to oznaczać społeczne przywiązanie i szczególne zaufanie do sprawy historycznej wiarygodności, to wypada się z tym zgodzić. Dowodzi tego rów-nież popularność form gatunkowych z pogranicza reprezentacji literackiej i do-kumentu. Kariera dzienników, wspomnień, pamiętników, tekstów o charakterze autobiograficznym i biograficznym jest niemożliwa do pominięcia. Z racji kre-dytu zaufania, jakiego odbiorca udziela tekstom opartym na kategorii świadec-twa, mogącym pełnić funkcję źródła w naukach historycznych, ten typ twórczo-ści ma niewątpliwą przewagę nad pisarstwem figuratywnym. Stoi za nim – po-tocznie rozumiane – pojęcie prawdy. Czy oznacza to jednak, że reprezentacje literackie budowane na fikcji są zawsze „mniej przekonujące i moralnie podej-rzane”? Nie wiem, na jakiej zasadzie mielibyśmy rozstrzygać, czy Malowany ptak Jerzego Kosińskiego jest bardziej przekonujący w przedstawianiu Holocau-stu niż Kronika lat wojny i okupacji Ludwika Landaua (osobiście uważam, że prawdę koszmaru Shoah lepiej oddaje pierwsza z tych książek). Przy czym Lang zastrzega się, iż jego rozważania nie mają na celu rozstrzygnięcie, który rodzaj pisarstwa jest bardziej adekwatny (wartościowy) dla reprezentacji Holocaustu. (Czytając Nazistowskie ludobójstwo odniosłem nieco inne wrażenie. Możliwe, iż pojawia się ono w sposób niezmierzony i wbrew intencjom autora). Próbuje je-dynie pokazać niedostatki narracji fikcjonalnej.

Przemyślenia amerykańskiego filozofa prowadzą też do innego wniosku, do którego upoważnia również lektura bogatego zbioru tekstów o Zagładzie utrwalonych w języku polskim. Na przecięciu dyskursu historycznego oraz form ekspresji właściwych literaturze pięknej rodzi się nowa jakość. Następuje zatar-cie granicy między gatunkami i rodzajami literackimi (analiza tego zjawiska ciągle pozostaje zadaniem dla badaczy problematyki Holocaustu) oraz wzajem-ne przenikanie się strategii dokumentalnych i fikcjonalnych.

Ciekawe, ale i nader skomplikowane kwestie natury zła porusza Lang w rozdziałach Planowanie ludobójstwa, Świadomość zła, Decyzja o niepodejmo-waniu decyzji. Z racji skrajnej postaci, jaką przybrało zło w hitlerowskim dąże-niu do wymordowania wszystkich Żydów, przynależy ono tak do poziomu etyki, jak i metafizyki. Wymyka się zarazem naszej zdolności rozumienia jeszcze bar-dziej niż jakakolwiek jego wcześniejsza forma. Aprobując w ogólnych zarysach znaną definicję ludobójstwa autorstwa Rafała Lemkina, Lang za jego najpełniej-sze wcielenie w historii uznaje Shoah. Zwłaszcza jeden element tego wydarze-nia zwraca uwagę filozofa: nieutylitarne, bezinteresowne czynienie zła. Przez co zdaje się ono jeszcze większym wyzwaniem dla intelektu. Czy można pragnąć zła dla niego samego?

Nim odpowiemy na tę wątpliwość, spróbujmy wpierw prześledzić pewien doniosły fragment wywodu Langa. Jego niezwykłość polega na polemicznym usytuowaniu wobec apriorycznie przyjmowanej tezy, w myśl której hitlerowcy widzieli w Żydach nie ludzi, lecz insekty zasługujące na wytępienie. Gdyby tak było – dowodzi Lang – nie napotykalibyśmy tak często we wspomnieniach z wojny na opisy najróżniejszych sposobów torturowania i upokarzania ofiar. To, że propaganda III Rzeszy notorycznie porównywała Żydów do szczurów i in-sektów roznoszących niebezpieczne choroby, nie może stanowić rozstrzygają-cego argumentu. Zatajenie przed otoczeniem właściwego znaczenia formuły słownej „ostateczne rozwiązanie” motywować należy nie tylko względami czy-sto praktycznymi (troska o własne bezpieczeństwo i sukces przedsięwzięcia). Dowodzi to, że naziści mieli świadomość moralnej potworności dokonywanych czynów.

Jeśli człowiekowi – niczym Szatanowi z Raju utraconego Miltona – do-stępne jest pragnienie zła dla niego samego, to zbrodnia na Żydach jest tego naj-lepszym przejawem. W ludobójstwie najpełniej dochodzi do głosu zło jako za-sada. Według Langa trzeba przystać na to, że zło jest zdolne do ewolucji, że po-trafi „udoskonalać” swe techniki i metody działania. Miejscem tej ewolucji jest historia. Holocaust był tym momentem w rozwoju dziejów, który objawił nam zło absolutne – z powodu swego radykalizmu, dostępne do tej pory jedynie Dia-błu.

To wszystko jednak dalej nie wyjaśnia nam, jak można ze zła uczynić re-gułę działania. Czy – wbrew sokratejskiemu mniemaniu – możliwe jest podąża-nie za złem, gdy ma się wiedzę o fatalnych skutkach swoich czynów? Z jednej strony rozum i obserwacja pouczają, że wiele przestępstw popełnianych jest z premedytacją i bezwzględnością, jaką tylko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Z drugiej zaś jako logiczne jawi się nam twierdzenie, że gdyby prześladowca miał pełną świadomość krzywdy, jaką wyrządza, nie postępowałby tak, jak po-stępuje. By rozwiązać ów dylemat, Lang odwołuje się do definicji wiedzy.

Gdyby było prawdą, że nikt nie czyni zła świadomie, a zatem nikt nie mo-że dobrowolnie wybrać czynienia zła, to decyzja czynienia tego, co jest słuszne albo dobre (…), byłaby również „konieczna”; w tym momencie nie by-łoby żadnej alternatywy. W ten sposób złoczyńca zostaje pozbawiony wyboru, ponieważ brakuje mu wiedzy, aby robił to, co powinien; osoba, która czyni do-brze, również nie wybiera – ponieważ to wiedza, którą posiada, determinuje jej wybór.

Chciałbym przywołać jeszcze jedno z szeregu złożonych zagadnień etycznych, które poddaje refleksji Lang. Jest nim do dziś budząca kontrowersje postawa przywódców Judenratów i tzw. teoria mniejszego zła (jakkolwiek to określenie nie pojawia się w książce). Autor Nazistowskiego ludobójstwa przyj-muje za pewnik założenie, że członkowie władz Judenratów, od których hitle-rowcy wymagali dostarczania coraz to nowych grup osób do deportacji, nie mie-li wyboru. Każda z decyzji była moralnie podejrzana. Także ta, która pozosta-wiałaby ją w gestii kata. Zaniechanie wyboru bowiem również było złem. Nie istniała neutralna alternatywa. Lang konfrontuje zachowanie Judenratów z auto-rytetem Majmonidesa i jego bezwzględnym zakazem: „dana społeczność po-winna raczej sama narazić się na ryzyko, niż pozwolić, aby dotknęło to niewinną jednostkę”. Nie można kłaść na szali pojedynczego istnienia przeciwko grupie. Majmonides jednak, gdy wypowiadał te słowa w średniowieczu, nie mógł przy-puszczać, że stawką w tym równaniu może być eksterminacja całego narodu. Wobec takiej alternatywy – i tylko wobec niej – można poświęcić życie części kosztem całości. Lang, nieco enigmatycznie, formułuje to w postaci prawa o charakterze uniwersalnym, pisząc, iż „żaden członek danej społeczności nie bę-dzie odpowiedzialny za odmówienie w niej miejsca innemu członkowi o tyle, o ile podobne żądanie pozostawia wybór społeczności jako takiej – niezależnie od grożących konsekwencji”.

Książka Langa bez wątpienia nie jest pracą powstałą z myślą o czytelniku, który chce „dowiedzieć się czegoś” o Zagładzie. Nie mamy bowiem do czynie-nia z tak popularnymi ostatnio przystępnymi wprowadzeniami do złożonych za-gadnień, ale z kompendium podanym trudnym językiem, podejmującym dość delikatne, a zarazem fundamentalne problemy wymagające rzetelnego przygo-towania intelektualnego. Ci natomiast, którzy zajmują się problematyką Holo-caustu, Nazistowskie ludobójstwo niewątpliwie przyjmą jako ważny punkt od-niesienia, nawet jeśli nie będą w całości podzielać sądów autora.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata