Subskrybuj
fotograf nieznany, portret nieznanej rodziny, miejsce nieznane, lata 60. XIX w. fot. z archiwum autora
Pisarz, kurator wystaw fotograficznych; autor esejów poświęconych fotografii, m. in. Dno oka, Odbicie, Tuż obok, eseju Salki oraz prozy Cieśniny. Obecnie pracuje nad nową książką pod roboczym tytułem Mama Różyczka

Portret rodziny pod kontrolą

Trudno mówić o władzy portretowanej rodziny nad własnym obrazem. Prócz ubrania wszystko znajdowało się w rękach fotografa: to on decydował, w którym ze sztucznych światów umieści swoich modeli

Początek fotografii, niezależnie, o której tu będziemy mówić, o dagerotypie czy fotografii negatywowej, a więc tej, którą można zwielokrotnić na papierze, jest taki sam. Przez ponad pół wieku zdjęcie najczęściej jest w rękach zawodowego fotografa, czyli właściciela atelier i jego pracowników. To oni decydują o tym, jak zdjęcie wygląda, co oprócz modeli się na nim znajdzie, jakie będą proporcje fotografowanych osób do powierzchni całego zdjęcia. Przez pierwsze dziesięciolecia, a nawet dłużej, sam portret, zdjęcie osoby wydawały się niewystarczające: trzeba im było nadać pozory realnego otoczenia; uzyskiwano je za pomocą standardowych, spotykanych na całym świecie środków.

Dywan, kolumna, kotary, stolik, zegar, zastępujący książkę album z fotografiami, wreszcie malowane tło, a na nim drzewa, niebo, pagórki, niekiedy w oddali panorama miasta. Zdarzało się też, że z niewiadomych powodów na zdjęciu znajdowały się sztuczne skały z papier mâché. Bywało, co czasem można zobaczyć na zachowanych zdjęciach, że w miasteczku czy we wsi nie było zakładu fotograficznego: wtedy chodzono się portretować do skonstruowanego ad hoc atelier na wolnym powietrzu. Zamiast podłogi i dywanu wydeptana trawa i podest drewniany (albo i nie), pożyczone skądś krzesła i stolik, wytarte do cna tło ze złuszczoną farbą, czasem, po bokach, kawalątek niewyraźnego pejzażu.

Trudno więc mówić o władzy portretowanego nad własnym obrazem. Prócz ubrania wszystko znajdowało się w rękach fotografa: to on decydował, w którym ze sztucznych światów umieści swoich modeli.

###banner###

Atelier od kuchni

Fotografował ich najczęściej pojedynczo, bo początkowo cena zdjęcia wzrastała wraz z liczbą przedstawionych na fotografii osób, co dla wielu oznaczało poważne ograniczenie finansowe. Do niewielu zawężona była także paleta póz: część z nich przyjmowano w atelier za sprawdzone, najlepsze, reprodukowano je więc bez końca, pochodziły zresztą, zapożyczone niemal…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uchodźców w dom przyjąć