Protesty pod krakowską kurią przeciwko wypowiedziom abp. Marka Jędraszewskiego, 24 listopada 2019 r. / fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta
Protesty pod krakowską kurią przeciwko wypowiedziom abp. Marka Jędraszewskiego, 24 listopada 2019 r. / fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski marzec 2020

Arcybiskup na froncie

Abp Marek Jędraszewski broni Polski przed „tęczową zarazą”, „ekologizmem” oraz „ulicą i zagranicą”. W mediach sprzyjających rządowi jest ważniejszym liderem Kościoła niż papież Franciszek.

Artykuł z numeru

Jak mówi prawica?

Jak mówi prawica?

Często widać w jego homiliach obsesyjne koncentrowanie się na kilku powracających wątkach, które koniecznie muszą się pojawić, niezależnie od okazji – mówi jeden z warszawskich duszpasterzy. – I mimo że często sensownie komentuje treść słowa Bożego, ostatecznie musi dojść do swoich ulubionych tematów: neomarksizmu, „seksedukacji”, „ideologii gender”, „tęczowej zarazy” czy kilku innych. Do tego, co wydaje mu się największym zagrożeniem.

Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski stał się w ostatnich latach twarzą Kościoła w Polsce. Stał się także jego ustami – bo pozycję lidera zawdzięcza głośnym kazaniom i sformułowaniom, wokół których ogniskuje się debata publiczna. A gdy język abp. Jędraszewskiego spotyka się w wielu środowiskach z krytyką, duchowni, w tym liczni biskupi, uznają to za personalny atak na metropolitę, który – ich zdaniem – po prostu głosi Ewangelię. I ślą do niego wyrazy solidarności. W ten sposób krakowski pasterz wydaje się symbolicznie rosnąć w siłę na tle Kościoła nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Bo popierają go m.in. Rzymskokatolicki Episkopat Ukrainy, przewodniczący episkopatów Czech, Słowacji czy Węgier.

Obrona

Sednem nauczania krakowskiego metropolity jest obrona tradycyjnej polskiej pobożności, rodziny i patriotyzmu przed zachodnioeuropejską laicyzacją. Zrekonstruujmy jego sposób myślenia. „Nie ma nic piękniejszego – mówi abp Jędraszewski – niż takie prawdziwie dziecięce odnoszenie się do Boga Ojca, ale jednocześnie nie ma nic bardziej tragicznego niż zatracenie w sobie poczucia dziecięctwa Bożego. Stąd też Pan Jezus przestrzegał swoich uczniów przed takim stanem ducha, który nazwał »ociężałością serca«” (list pasterski na Adwent, 2018).

Ten, kogo dotyka „ociężałość serca”, zdaniem arcybiskupa „ogranicza perspektywę swego życia do spraw wyłącznie doczesnych”, aż „zaczyna się człowiekowi wydawać, że Pan Bóg nie jest mu już do niczego potrzebny”.

Jawi się to jako problem nie tylko wiary, lecz także społeczny i polityczny. Bo – jak naucza abp Jędraszewski – „radykalne odrzucenie Boga” to „zagrożenie dla naszej wolności – i to o charakterze totalitarnym”; „W konsekwencji tego odrzucenia głosi się zupełnie nową wizję człowieka, która sprawia, że staje się on karykaturą samego siebie”. Tak oto od totalitaryzmu dochodzimy do „ideologii gender / LGBT”: „W ramach ideologii gender usiłuje się bowiem zatrzeć naturalne różnice między kobietą a mężczyzną. Co więcej, poprzez agresywną propagandę ideologii LGBT w imię tak zwanej »tolerancji« i »postępu« wyśmiewa się i szydzi z największych dla nas świętości. Równocześnie przymusza się ludzi, w tym także osoby wierzące, do propagowania ideologii LGBT. Tym samym, łamiąc wolność sumienia, nakłania się ich do tego, aby odchodzili oni od zasad wyznawanej przez siebie chrześcijańskiej wiary” (list pasterski, wrzesień 2019).

Wiara ta natomiast nierozerwalnie łączy się z patriotyzmem, bo – jak słyszymy w homilii z grudnia 2018 r. wygłoszonej w 37. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego – „gdy patrzymy na kolejne daty zmagań o wolność, wiemy, że zawsze, we wszystkich kolejnych etapach tych zmagań, uczestniczył Kościół i świadkowie prawdy”.

„Obecnie – mówi abp Jędraszewski – w niektórych środowiskach głosi się dość powszechnie, że współczesna Europa jest już postchrześcijańska, a przepowiadane przez religię chrześcijańską prawdy odnoszące się do Boga i do człowieka należy, w imię wszechwładnego postępu, przenieść ostatecznie do lamusa historii” (wykład inaugurujący obrady Rady Konferencji Episkopatów Europy w Barcelonie, marzec 2017).

„Modlimy się za inne narody Europy i świata, aby zrozumiały – zwłaszcza jeśli chodzi o Europę – że trzeba wrócić do chrześcijańskich korzeni kultury, jeżeli chcemy, żeby Europa została Europą. Musimy Ewangelią przeniknąć serca i umysły ludzi innych kontynentów, jeżeli chcemy, żeby Chrystus był prawdziwie Królem wszechświata”, a „Polska musi wiedzieć, że się nie ostoi i nie zbuduje trwałych fundamentów ładu narodowego i państwowego, jeśli nie będą one wznoszone na chrześcijańskich wartościach, które jakże przejmująco wyraża krzyż na Giewoncie” (w Zakopanem podczas akcji Różaniec do granic, październik 2017).

Zaraza

Czy ciągłe wracanie do „ideologii LGBT” i innych zagrożeń czyhających na wiernych to już symptomy obsesji? Gdzie kończy się zainteresowanie tematem, a zaczyna obsesja? – pytam duszpasterza z Warszawy. – Tam gdzie źle rozkłada się akcenty. Bo mówić o grzechu można dopiero wtedy, kiedy powie się najpierw o miłości Boga. Dobra Nowina ma moc wtedy, kiedy nie staje się w naszych ustach karykaturą samej siebie. Kiedy jej odbiorca słyszy prawdę o tym, że jest kochany przez Boga, a nie że jest zły, bo ulega takiej czy innej ideologii.

Jak dodaje mój rozmówca, „Jezus mówił o grzechu i wzywał do nawrócenia, ale przede wszystkim mówił o miłości Boga, który kocha grzeszników”: – A najmocniejszych słów używał nie wobec „nieczystych” grzeszników, prostytutek i celników-kolaborantów, ale wobec religijnej elity tamtego czasu. On spotykał się z grzesznikami i z nimi jadał, a faryzeusze twierdzili, że najważniejsze jest być „czystym” i że wokół czai się zło. Jezus wychodził na peryferie tamtego świata.

Zapytany przez Marcina Przeciszewskiego, naczelnego Katolickiej Agencji Informacyjnej, o stosunek do osób LGBT abp Jędraszewski na początku lutego odpowiada: – Tak jak każdy inny człowiek są oni dla mnie braćmi. A skoro jestem kapłanem i biskupem, nie zwalnia to mnie z obowiązku troski o ich zbawienie.

Eksperci, z którymi rozmawiam, widzą tę „troskę” inaczej. Prof. Jacek Wasilewski z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego, autor książki Retoryka dominacji, a ostatnio Baśni wolnego rynku, tak interpretuje pojęcia używane przez abp. Jędraszewskiego: – Gdy metropolita krakowski mówi o „ideologii gender”, próbuje opakować zakorzenioną we współczesnej nauce koncepcję gender słowem „ideologia”, pokazać, że to tylko opinia, w dodatku szkodliwa jak komunizm. „Ideologia” nie zawiera prawdy, to zagrożenie, kłamstwo i manipulacja. Nie trzeba i nie należy z nią w ogóle dyskutować, szukać argumentów. Dodatkowo hasło „ideologia gender” jest trudne do zdefiniowania i używane celowo, aby uniknąć odnoszenia się do konkretnych osób, do których księża mogliby wyjść z pomocą duchową. Abp Jędraszewski stosuje perswazję przeciwko osobom LGBT.

O „tęczowej zarazie” metropolita krakowski mówił podczas mszy z okazji 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, w sierpniu 2019 r. (a sam parafrazowany wiersz Józefa Szczepańskiego z „czerwoną zarazą” cytował już co najmniej od czterech rocznic wstecz). – To znów definicja perswazyjna, nacechowana emocjonalnie – wyjaśnia prof. Wasilewski. – Jeśli powiemy, że coś jest zarazą, od razu wiemy, że należy tego unikać. Zaraza rozprzestrzenia się sama, nawet bez pomocy sił zewnętrznych, bez komunistów i innych wrogów, a my powinniśmy dać jej odpór. To określenie wskazuje, że osoby, które gromadzą się pod znakiem tęczy, nie są naszymi bliźnimi. To obcy czy chorzy, od których musimy się izolować. W końcu zarazę trzeba zwalczać, a zatem – jak w przypadku „ideologii gender” – znika potrzeba dialogu i zrozumienia. Nie tylko rysuje się wyraźna granica między nami a bliźnimi, ale znikają wobec bliźnich jakiekolwiek obowiązki. W odruchu samoobrony przed „tęczową zarazą” nie musimy nawet szanować ich znaków, tak jak szanujemy własne, i zaczynamy traktować tęczową flagę jako rodzaj swastyki – czegoś, czego nie potrzebujemy w zdrowym społeczeństwie.

Pod koniec ubiegłego roku głośna stała się wypowiedź abp. Jędraszewskiego o „ekologizmie”, który pozostaje jakoby w sprzeczności „z tym wszystkim, co jest zapisane w Biblii, począwszy od pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju”. Metropolita krakowski mówił na ten temat w wywiadzie dla Telewizji Republika. Odpowiadał na pytanie dotyczące nastoletniej aktywistki Grety Thunberg i manifestu podpisanego przez nią na szczycie klimatycznym ONZ w Madrycie. Prowadzący rozmowę zaznaczał, że według manifestu przyczyną globalnego ocieplenia jest m.in. patriarchat. „Skwituję to krótko: powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my, Europejczycy, nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci” – odpowiadał abp Jędraszewski.

Zdaniem ks. prof. Alfreda Marka Wierzbickiego, kierownika Katedry Etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, używając dość abstrakcyjnych sformułowań, takich jak „ideologia gender” czy „tęczowa zaraza” abp Jędraszewski wpisuje się w dyskurs polityczny i dodaje inspiracji politykom Prawa i Sprawiedliwości.

To przekracza aktywność pastoralną – uważa ks. Wierzbicki.

Mity

Kazania arcybiskupa trzymają się schematu: najczęściej mamy nawiązanie do czytań, następnie do historii Polski, zwłaszcza do czasu rozbiorów, padają nazwiska bohaterów, powstańców, imiona królów i świętych. A potem raz po raz odwołania do współczesności.

Metropolita krakowski nie jest jednak historykiem, ale filozofem. Jego rozprawa habilitacyjna nosi tytuł Jean-Paul Sartre i Emmanuel Lévinas – w poszukiwaniu nowego humanizmu. Studium analityczno-porównawcze. Mimo to w centrum jego duszpasterskiej misji leży dziś obrona katolickiej tożsamości Polski i Europy według bogoojczyźnianej wizji dziejów i pełna pobożnych życzeń.

Prof. Wasilewski: – Homilie oparte są na micie obrony Polski, w którym Kościół odgrywa rolę depozytariusza wolności. Tłem opowieści jest historia zaborów, czasu, w którym kościelne rytuały bardzo splotły się z rytuałami państwowymi. Wprawdzie ten splot występował w całej Europie, ale to, że Polacy nie mogli rozwijać własnej państwowości, sprawiło, że Kościół stał się u nas bardziej narodowy niż powszechny.

Zdaniem prof. Wasilewskiego podobną sytuację mieliśmy w komunizmie: – Potem, gdy wykształciliśmy własne demokratyczne instytucje, cały ten mit można było zawiesić na kołku. Nie powstała jednak wizja nowoczesnego Kościoła, pozostał jedynie mit. I stał się naszym przekleństwem.

– Poczucie zagrożenia obecne w kazaniach abp. Jędraszewskiego służy podtrzymaniu społecznych więzi. Jednocześnie zagrożenie komunizmem z lat 70. zaadoptowane do nowych warunków jest wygodne, niewiele wymaga od słuchaczy, sprawia, że mniej myślimy, co w obecnej sytuacji możemy wnieść, a bardziej, przed czym się bronić – ocenia prof. Wasilewski. – Mówienie o tym, co nam zagraża, zakłada bezradność i bezbronność polskiego ludu. Osoba, która używa takiego języka, w rzeczywistości nie docenia polskich rodzin, ale traktuje je instrumentalnie w celu zachowania władzy ideowej.

Prof. Marcin Napiórkowski, semiotyk kultury, wykładowca Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, zauważa, że kazanie czy katecheza to formy oralne. Czytanie zapisu to nie to samo co słuchanie: – To jest forma, która najlepiej działa „tu i teraz”. Doskonale nadaje się więc do zagrzewania do walki… Albo do obrony, bo abp Jędraszewski szczególnie barwnie mówi o czyhających na wiernych zagrożeniach. To wizja świata wiary jako twierdzy oblężonej przez współczesność, „antykulturę”, „ideologię gender”, weganizm czy inne rzekome niebezpieczeństwa, które porównuje wprost do nazizmu i komunizmu. Słuchając tych wypowiedzi, z dużą dozą dobrej woli można oczywiście znaleźć pierwowzór takiego scenariusza w Piśmie Świętym: to apostołowie pozostający w Wieczerniku w obawie przed Żydami.

Obrazy i scenariusze, do których nawiązuje arcybiskup, są jednak znacznie silniej umocowane w polskiej mitologii narodowej kształtowanej przez „obsesję niepodległości”, czyli coś, o czym prof. Napiórkowski pisał w swojej ostatniej książce Turbopatriotyzm: „Tysiąclecie polskich dziejów opowiadamy tak, jakby to była wyłącznie historia walki o niepodległość i tracenia jej. Nie dostrzegamy różnicy między państwem Mieszka, Jagiełły, Rzeczpospolitą Obojga Narodów i współczesną Polską. To przecież tylko kolejne odsłony odwiecznego starcia między Polską i nie-Polską. (…) Oto polska mitologia pamięci. Zestaw nieuświadamianych nawyków, które stały się naszą drugą naturą. Trochę ponury, ale innego nie mamy”.

– To z tego wynika łatwość, z jaką abp Jędraszewski zmienia w kolejnych kazaniach czyhających na nas wrogów, dostosowując ich treść do bieżących sporów. Wczoraj to „ideologie gender” czy LGBT, dziś – ekologizm i weganizm, jutro ich miejsce może zająć jeszcze coś innego – wyjaśnia prof. Napiórkowski.

– Wydaje się, że według abp. Jędraszewskiego w świecie jest wiele zagrożeń, a Kościół ma misję prowadzenia wojny kulturowej. Większość episkopatu mówi tym samym językiem, a przynajmniej stoi murem za metropolitą krakowskim. Pytanie, co jest ważniejsze: wojna czy ewangelizacja? – zastanawia się ks. Wierzbicki.

Kpinomir

W homiliach arcybiskupa Krakowa często usłyszymy cytaty z Jana Pawła II, zawsze „świętego” i „Wielkiego”, czy s. Faustyny. Przydają mu się zwłaszcza słowa z adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa (2003), że „europejska kultura sprawia wrażenie »milczącej apostazji« człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał” – przewijają się one w homiliach kilkakrotnie.

Często abp Jędraszewski odwołuje się też do wiersza Karola Wojtyły Myśląc Ojczyzna. Zarówno gdy mówi o żołnierzach niezłomnych (styczeń 2017), Tadeuszu Kościuszce (październik 2017), jak i katastrofie smoleńskiej (kwiecień 2018).

Zdaniem prof. Jacka Głażewskiego, historyka literatury z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, arcybiskup tak dobiera i interpretuje cytaty, by pasowały do wywodu. – Sensem właściwym i znaczeniem poezji Wojtyły wcale się nie zajmuje. Jedynie wykorzystuje autorytet papieża. To klasyczne przykłady nadinterpretacji, która polega na oderwaniu od kontekstu myśli samego Wojtyły i uwikłaniu poetyckiego słowa w znaczenie nadane przez interpretatora. To jest manipulacja.

Raz sam abp Jędraszewski dał się wpuścić w maliny. We własnym artykule naukowym o chrzcie Polski powołał się na kronikarza Kpinomira, którego dla żartu wymyślił historyk Philip E. Steele i o którym opowiadał w primaaprilisowym wydaniu „Rzeczpospolitej” w 2016 r.

Podawał np. imiona żon, które rzekomo otrzymał Mieszko: Całusława, Biustyna, Błogomina, Udowita, Pieściwoja, Rębicha i Pępicha… W dodatku abp Jędraszewski zamieścił w swoim artykule przypis do naukowej pracy Steele’a, pokazując w ten sposób, że jej nie przeczytał, a korzystał wyłącznie z tekstu opublikowanego 1 kwietnia.

Arcybiskup potrafił obficie cytować ks. Józefa Tischnera (styczeń 2017), nawet po tym, gdy wcześniej opowiadał w kazaniu o złu tzw. Kościoła otwartego (czerwiec 2013): „Ewangelia, którą głosi Kościół i której sługami staliśmy się mocą kapłaństwa Chrystusowego, nie może ulec deprawacji. Tymczasem zachęt ku temu jest wiele. W postaci tzw. Kościoła otwartego, Kościoła postępowego, Kościoła, który weźmie pod uwagę społeczne oczekiwania, by zmienił swoje nauczanie – chociażby w kwestii aborcji, in vitro, eutanazji, tak zwanych związków partnerskich” – wyliczał w łódzkiej katedrze w 40-lecie swoich święceń kapłańskich.

– Moim zdaniem to jest nieprawda. Kto, będąc w Kościele, chce zmieniać nauczanie o aborcji? – dziwi się warszawski duszpasterz.

– Ale – jak dodaje – na pewno istnieje w Kościele różnica zdań w dostrzeganiu problemów konkretnych ludzi, realnej pomocy np. kobietom w ciąży, będącym w trudnej sytuacji, wspieraniu ich, także materialnym, gdy już urodzą dziecko, o którego życie tak walczono. Bycie pro life to także pomoc samotnym matkom, rodzinom uchodźców, ratujących dzieci przed wojną i śmiercią. Nie można o tym zapominać.

Ks. Wierzbicki przypomina powszechnie uznawane w Kościele wartości nienegocjowalne, o których mówił Benedykt XVI, w tym prawo do życia. Ale dodaje, że ograniczanie nauczania do kwestii bioetycznych powoduje, że nie głosi się nadziei dla człowieka, który może przeżywać dramat. Ocenę Kościoła otwartego uznaje za fałszywą. – To, że znajduje się w nim miejsce na wielość opinii i postaw, jest jego wartością. Zaprzeczanie temu wiąże się z wizją Kościoła, w którym tylko jedna grupa ma rację. Jest to próba antagonizowania Kościoła od wewnątrz, uczynienia go ekskluzywnym, w naszych warunkach: radiomaryjnym.

Ulica i zagranica

Anonimowy duszpasterz przyznaje: – Mam wrażenie, że słowa arcybiskupa często współgrają z tym, co aktualnie korzystne jest dla rządzących. Zwłaszcza jeśli chodzi o kreowanie czyhających na nas zewsząd zagrożeń. Tylko że to łatwo prowadzi do zniekształcania Ewangelii. Nie przypominam sobie, by arcybiskup z taką samą energią mówił o zagrożeniu nienawiścią wobec obcych albo np., przywołując zresztą oficjalne stanowisko episkopatu, wzywał do utworzenia korytarzy humanitarnych, by w ten sposób bronić życia. A szkoda.

Sojusz arcybiskupa z tronem był ostatnio szczególnie widoczny w kampanii wyborczej i okresie około eurowyborów z 2019 r. Trzy tygodnie po nich abp Jędraszewski pytał na Wawelu: „Jak nie modlić się dzisiaj za wszystkich, którym Boża opatrzność pozwala obecnie dzierżyć ster Rzeczypospolitej Polskiej, aby – poprzez ich szczególne uwrażliwienie na sprawy społeczne naszego narodu – mogła być budowana cywilizacja miłości, której celem jest dobro i poszanowanie każdej osoby?” (czerwiec 2019). Tego dnia Lech Kaczyński kończyłby 70 lat, a urodziny obchodził jego brat Jarosław.

Zdarza się, że abp Jędraszewski używa języka wprost politycznego. W jedną z homilii (marzec 2018) wplótł hasło „ulica i zagranica”, które wywodzi się z czasów gomułkowskiej propagandy, a którym w ostatnich latach politycy PiS określali swoich przeciwników.

Prawdopodobnie największa krytyka spadła na metropolitę krakowskiego po niesławnej konferencji prasowej z prezentacją wyników kwerendy na temat wykorzystywania seksualnego nieletnich w Kościele w Polsce z marca ubiegłego roku. Abp Jędraszewski przekonywał wtedy, że gdy mówi się o pedofilii w Kościele, to „stygmatyzuje się w ten sposób Kościół”. Uznał za stosowne, by wzywać przede wszystkim do okazywania miłosierdzia sprawcom (zakwestionował przy tym zasadę „zero tolerancji” – propagowaną przez Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka – mówiąc, że ma ona charakter totalitarny), nie znalazł w sobie jednak empatii dla ofiar. Podobnie było później w homiliach, gdy mówił, że „wszyscy czujemy się zawstydzeni i upokorzeni z powodu postępowania tych osób duchownych, które sprzeniewierzyły się swemu kapłańskiemu lub zakonnemu powołaniu. Jednakże mówienie, że cały Kościół jest zły, jest po prostu nieprawdą, a przez to wielką krzywdą wyrządzaną ogromnej większości wspaniałych i gorliwych kapłanów” (maj 2019).

Księża są po prostu dla arcybiskupa „promieniami i płomieniami światła Chrystusowego w tym świecie, często pogrążonym w mrokach ciemności i nocy” (luty 2019).

Szczególnie duży wysiłek abp Jędraszewski włożył w ubiegłym roku w zwalczanie Karty LGBT i wytycznych Światowej Organizacji Zdrowa dotyczących wychowania seksualnego (przedstawianych przez część duchowieństwa i kościelne media w sposób zmanipulowany). Według niego są to dokumenty „mówiące, jak dzieci deprawować, począwszy już od czwartego roku życia. Jak pozbawiać je niewinności” (marzec 2019). „Jeśli rodzice z obojętnością, a co gorsza, z aprobatą, będą patrzyli zarówno na wspomniane wyżej programy, jak i na tych, którzy je lansują i popierają, to z wielkim prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że ich własne dzieci staną się ofiarami ideologii gender, LGBT i Karty WHO. A dla rodziców szczerze kochających swe dzieci nie może być większej tragedii…” (wrzesień 2019).

Lider

– Stał się liderem wielu środowisk w Kościele, nie ma co do tego wątpliwości – komentuje duszpasterz z Warszawy. – Dla niektórych środowisk, także politycznych, jest głównym przedstawicielem Kościoła, podczas gdy sam papież Franciszek ze swoim nauczaniem znalazł się na marginesie i nieraz odsądzany jest od czci i wiary. Rolą kapłana, „pontifexa”, jest budowanie mostów, a nie dzielenie ludzi. Trzeba bronić wartości, ale broniąc ich, odnosić się z miłością i szacunkiem do tych, którzy myślą inaczej, nawet jeśli w naszych oczach błądzą.

Gdy się o tym zapomina i zaczyna się dzielić, łatwo stracić autorytet duszpasterza. I prawdopodobnie z tego powodu w październiku ubiegłego roku rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego nie zaprosił arcybiskupa na uroczystą inaugurację roku akademickiego – pierwszy raz od wielu lat.

– Przyjmowanie przez metropolitę „strategii obronnej” jest ostatecznie błędem – ocenia mój rozmówca. – Prawdziwym orężem chrześcijaństwa jest bezbronność. Pan Jezus nie walczył mieczem. Pan Jezus, bezbronny, dał się zabić, wybaczając wrogom. Czy tę prawdę i tę miłość widać w głoszonym przez nas nauczaniu? I w naszym życiu? Misją chrześcijan, a zwłaszcza pasterzy Kościoła, jest głoszenie takiej właśnie, niezafałszowanej, Ewangelii. I pokazywanie własnym życiem, czym ona dla nas jest. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” – przypomina i dodaje: – Nie chodzi tu o naiwny optymizm, że runą mury i nagle wszyscy będą braćmi, ale o to, by Kościół był w tym świecie miejscem bez wrogości i pogardy. By był dla niego solą. I światłem.

***

Zdaniem prof. Wasilewskiego właśnie kreowanie z bliźnich wroga jest jednym z najbardziej przykrych zjawisk w chrześcijańskim kraju. – Na tym chyba polega różnica między Janem Pawłem II a Markiem Jędraszewskim. Pierwszy z nich mówił w fantastycznym kazaniu na pl. Zwycięstwa o „wszystkim, co Polskę stanowi”. O każdym, „choćby to był człowiek bezimienny i nieznany”. W słowach papieża odnajdywali się także niewierzący. Tymczasem metropolita krakowski widzi w innych zarazę, mobilizuje zwolenników, a jednocześnie osłabia wpływ i znaczenie Kościoła poza jego wspólnotą. Bo przecież siłę wspólnoty mierzy się szacunkiem do tych, którzy do niej nie należą – dodaje prof. Wasilewski.

Ks. Wierzbicki: – Kościół, jaki znamy z wypowiedzi metropolity krakowskiego, odcina się od dialogu ze współczesnością.

Podczas ingresu do katedry na Wawelu w styczniu 2017 r. abp Jędraszewski prosił duchownych i świeckich: „Podejmijcie wraz ze mną radosny trud głoszenia współczesnemu światu Chrystusa”. Chciał kierować serce „ku każdemu biednemu, cierpiącemu i skrzywdzonemu człowiekowi”.

Wciąż może to zrobić.

7 lutego 2020 r.

Kup numer