Subskrybuj
William Blake, frontyspis z Księgi Losa z wydania w 1808 r. fot. Library of Congress
William Blake, frontyspis z Księgi Losa z wydania w 1808 r. fot. Library of Congress
Filozof, wykładowca Uniwersytetu w Durham w Wielkiej Brytanii, ostatnio wydał książkę Why? The Purpose of the Universe (Oxford University Press, 2023). Współprowadzi podcast filozoficzny Mind Chat

Mój skok nad przepaścią

Po latach debat i rozważań doszedłem do wniosku, że pewna heretycka wersja chrześcijaństwa może być prawdziwa.

Odrzuciłem chrześcijaństwo w wieku 14 lat: wywołałem oburzenie mojej babci, gdy odmówiłem przystąpienia do bierzmowania w wierze katolickiej, w której wzrastałem. Po części stały za tym kwestie intelektualne: dlaczego kochający i wszechmogący Bóg miałby stworzyć świat, w którym jest tak wiele cierpienia? Po części powodem były kwestie natury etycznej: był to czas, gdy zastanawiałem się nad swoją seksualnością i niewłaściwe wydawało mi się zabranianie osobom homoseksualnym wchodzenia w miłosną relację z tymi, którzy ich pociągają. Przede wszystkim jednak chrześcijaństwo jawiło mi się jako religia w bardzo małym stopniu uduchowiona. Niewiele wynosiłem z nudnych kościelnych nabożeństw i wszystko to wydawało mi się nakierowane jedynie na usatysfakcjonowanie starego faceta w obłokach, co z kolei miało umożliwić dostanie się do nieba. Naukę i filozofię uznałem za bardziej racjonalny sposób nadania sensu życiu, co ostatecznie doprowadziło mnie do zostania profesorem filozofii.

Pomimo odrzucenia religii zawsze miałem zmysł religijny, przeczucie, że u podstawy wszystkiego jest głębsza rzeczywistość, coś, co William James nazwał „czymś więcej”. Z tym „czymś więcej” łączyłem się jednak na swój własny sposób, przez medytację i obcowanie z przyrodą. Innymi słowy: byłem jednym z „uduchowionych, ale niereligijnych”.

Wszechświat dostrojony do człowieka?

W takim stanie trwałem przez parę dekad. Czułem się szczęśliwy w tym klubie. W moim życiu nie odczuwałem „wyrwy po Bogu”. Ostatnio jednak parę rzeczy uległo zmianie. Pierwsza to kwestia intelektualna. Większość moich kolegów filozofów przekonały albo argumenty za bardzo tradycyjną ideą Boga, albo ateistyczne argumenty w stylu Richarda Dawkinsa. Doszedłem do wniosku, że obydwie strony debaty mają do pewnego stopnia rację. W kwestii ateizmu pozostaję nadal przekonany, że cierpienie, które znajdujemy we wszechświecie, jest potężnym dowodem przeciwko istnieniu kochającego i wszechmogącego Boga. Uznałem jednak, że istnieją poważne racje przemawiające za czymś boskim. Jedną z nich jest to, jak bardzo prawa fizyki są…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak smakuje życie w Korei