Jacek Maj październik 2012

Kosmatość bobra

Podręczniki rzadko czyta się jednym tchem. Książka Garbala to znakomity przewodnik po edytorstwie XX-wiecznej literatury, które – wbrew pozorom – rodzi wiele pytań. Czy Herberta powinno się wydawać tak samo jak Mickiewicza? Czy wolno ogłaszać teksty wbrew woli zmarłego autora? Jak należy publikować elektroniczną korespondencję?

Artykuł z numeru

Katolicy otwarci: Czy Kościół trzeba ratować?

Katolicy otwarci: Czy Kościół trzeba ratować?

Edytor przypomina detektywa, który poprzez porównywanie różnych odmian tekstu, śledzenie błędów i zbieranie wszelkich wiadomości o okolicznościach powstania dzieła ustala kanoniczną wersję utworu. Jego pracę można też porównać do trudu konserwatora wydobywającego spod przemalówek oryginalny obraz. Niestety często nawet już pierwsze wydanie nosi ślady niepotrzebnych poprawek redaktora. Od lat czekamy np. na krytyczne wydanie Pornografii Gombrowicza. Właściwy rytm powieści został skażony niekonsekwentnymi ingerencjami w pierwodruk.

Fabrykantem fałszywych tekstów może zostać osoba z najlepszymi intencjami, czego dowodzi choćby historia wierszy Dickinson, które zostały odkryte po jej śmierci i poprawione według widzimisię wydawcy. Wystarczy przeoczyć literówkę, aby – jak w jednym z utworów Miłosza – metafora „kosmatość dobra” stała się „kosmatością bobra” i zaowocowała zadziwiającymi interpretacjami.

W czasach powszechnego wydawniczego niechlujstwa (wiele książek ukazuje się bez istotnej informacji, co stanowiło podstawę tekstu; beztrosko modernizuje się interpunkcję i ortografię) warto przypominać, że edytor powinien być kustoszem intencji autora.

Łukasz Garbal

Edytorstwo. Jak wydawać współczesne teksty literackie

Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011, s. 355

Kup numer