70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zimna dziewczyna

Niewielu w Polsce wie o tym, że poeta Philip Larkin był prozaikiem – choć może są i tacy, co pamiętają „Literaturę na Świecie” z 1993 r., w której pojawiły się fragmenty jego powieści.

Był wprawdzie prozaikiem tylko na początku swojej drogi literackiej, najpierw, kiedy pod pseudonimem Brunette Coleman pisywał parodie powieści dla dziewcząt (jak podaje w posłowiu tłumacz Zimowego królestwa Jacek Dehnel, persona ta była „wojowniczą, palącą jak smok lesbijką w średnim wieku”); potem, bardziej poważnie, kiedy napisał dwie wydane tuż po debiucie poetyckim powieści. I choć planował napisać ich więcej, ostatecznie ów plan porzucił. A jednak nie są to wcale młodzieńcze niewypały. Nie jest nim z pewnością Zimowe królestwo, powieść opublikowana w 1947 r., z którą mogą się wreszcie zapoznać polscy czytelnicy. To zadziwiająco przenikliwa – szczególnie że pisząc ją, Larkin miał zaledwie 23 lata – opowieść o charakterach, relacjach międzyludzkich, a przede wszystkim o psychice dorastającej dziewczyny, która zbyt szybko przekracza smugę cienia. Dlaczego tak się stało, pozostanie właśnie zagadką tego portretu, malowanego na tle zimy w małym angielskim miasteczku, gdzieś w samym środku II wojny światowej.

Katherine Lind jest w tym miejscu cudzoziemką, uchodźczynią z innego kraju, prawdopodobnie niemiecką Żydówką, choć Larkin tej akurat kwestii nie dopowiada. Można by założyć, że posmak goryczy, chłód, a nawet tłumiona złość, którą wyczuwamy w jej obserwacjach, to rezultat wojennej, być może wręcz związanej z Zagładą traumy. Ale wydaje mi się, że to zbyt proste wyjaśnienie. Jej obcość polega na czymś innym, trudno uchwycić jednak, na czym – i tu właśnie Larkin objawia całą wybitność talentu prozaika i poety jednocześnie. Katherine jest cudzoziemką, lecz nie chodzi nawet tak bardzo o różnice kultur; jest cudzoziemką, bo coś oddziela ją od życia, coś sprawia, że ze zbyt dalekiej odległości i zbyt suchym okiem mu się przygląda. Z odległości dalekiej, ale nie aż tak, by całkiem ze świata uciec – idzie przezeń jak każdy, lecz nieco inaczej układa stopy. To właśnie czyni ją tak ciekawą: bardzo zwyczajna dziewczyna, lecz odrobinę dziwna – i ta odrobina wystarczy, by fascynować.

Współgra z jej portretem obraz angielskiej zimy: mroźnych dni i czarnych nocy, ubóstwa oraz wojennych restrykcji. W taki to dzień Katherine wraca myślami do wakacji sprzed paru lat. Została wówczas zaproszona do Anglii pierwszy raz przez chłopaka, z którym korespondowała w ramach programu nauki języka dla uczniów szkół średnich. Trzy tygodnie spędzone z nim i jego siostrą Jane na wsi stają się opowieścią o końcu dzieciństwa i obietnicach młodości, o pierwszych oczekiwaniach i rozczarowaniach. Nie ma tu wielkiej akcji, żadnego dramatu. Także gdy powracamy ze słonecznej wsi do mroźnego miasta. Wszystkie emocjonalne tony wygrywane są w drobnych, codziennych wydarzeniach, a kunszt Larkina polega na tym, że okazują się intrygujące i znaczące. Nic się z pozoru nie dzieje, lecz nie ma miejsca na nudę, a opisy przyrody są doprawdy piękne, szczególnie opisy śniegu.

Już wówczas jednak, w tamte wakacje, Katherine wydaje się nazbyt zdystansowana jak na swój wiek. Teraz, w zimowy dzień ma spotkać Robina ponownie. Nie utrzymywali kontaktu przez minione lata. Jeszcze bardziej wycofana, chłodna Katherine rozlicza się z oczekiwaniami młodości – ze sobą sprzed paru lat. Chce zrozumieć, kim jest teraz. Obserwuje swoją samotność, brak więzi z innymi ludźmi – być może nawet brak nadziei, że życie może być czymś więcej, niż teraz właśnie jest. I, co ciekawe, zgadza się na ów brak.

To chyba bardzo Larkinowskie. Poeta dał nam zatem oryginalny portret młodej kobiety: niezbyt uczuciowej, cierpkiej i rozumnej, a jednak zdolnej do przenikliwych psychologicznych obserwacji. Świetna introspekcja, chłód bohaterki i mróz jej otoczenia angażują tak, że pozwalają wejść w sam środek tego całkiem codziennego i obcego – lecz jedynie odrobinę obcego – świata. I co do Katherine: czy chłód, który nosi w sobie, to sprawa jej losu, czy jednak charakteru, nie wiemy. Z pewnością zaś część siebie dał jej sam Larkin.

_

Philip Larkin

Zimowe królestwo

tłum. Jacek Dehnel

Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017, s. 239

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter