70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Szaleństwo smutku albo katalog splenników i ludzi zadumowych

Książka Miry Marcinów poświęcona jest melancholii w specyficznym polskim wydaniu, niejako rodzimej historii szaleństwa. Chodzi o wewnętrzną specyfikę, wsiąknięcie przeżywania smutku w narodową historię.

O melancholii, acedii – duchowej depresji, poprzedniczce melancholii czy szeroko w XX w. diagnozowanej depresji napisano już wiele tomów naukowych i eseistycznych prac. Ich kulturowe reprezentacje znajdują się też w różnorodnych dziełach. Marek Bieńczyk określa melancholię jako „rozproszenie powodowane przez uporczywe roztrząsanie straty”, jako „bezkresne rozpamiętywanie w świecie, który nie przestaje się przeobrażać”, powołuje się na definicję Nervala, który postrzega ów koncept jako „chorobę widzenia rzeczy, jakimi są”. Kierkegaard, na pytanie, czym jest melancholia, odpowiada: „jest to histeria ducha”. Freud pisze: „kto urodził się melancholikiem, sączy smutek z każdego wydarzenia”. Melancholia jako romantyczny i modernistyczny konstrukt kulturowy opisywana była głównie w kontekście braku, pustki, straty, ale także przesytu, dystansu, znużenia, anhedonii. Akcentowano jej aspekt filozoficzny (egzystencjalny) – traktując po heideggerowsku jako rozumienie bytu (bytu świata i bytu człowieka), psychologiczny – pojmując melancholię jako niebezpieczną nadwrażliwość i delikatność struktury psychiki ludzkiej. Próbowano wreszcie zrekonstruować jej modernistyczne oraz ponowoczesne odmiany, a także opisać fenomen melancholicznej estetyki czy wręcz écriture mélancolique (pisma melancholii).

 

*

Książka Miry Marcinów poświęcona jest zaś melancholii w specyficznym polskim wydaniu, niejako rodzimej historii szaleństwa. Nie chodzi o żaden odmienny polski dyskurs ani refleksje na temat melancholii, ale raczej o wewnętrzną specyfikę, wsiąknięcie przeżywania smutku w narodową historię. Polacy jako „ludzie Północy”, pozbawieni słońca, odznaczają się zupełnie innym temperamentem niż południowi Europejczycy, a do tego mentalność naszą naznaczyły lata rozbiorów, politycznego niebytu i inne martyrologiczne elementy. Historia polskiej refleksji medycznej na temat chorób związana jest z historią naszego kraju, autorzy tych rozpoznań pisali teksty o wpływie i psychicznych konsekwencjach upadku powstań narodowych, a nawet ukuli termin „melancholia patriotyczna”. W takie właśnie, mocno skoncentrowane na XIX w., tło historyczne Marcinów wpisuje dzieje chorób psychicznych w Polsce. A jest to pierwszy z trzech zapowiadanych tomów (kolejne mają być poświęcone odpowiednio histerii i psychozie). Słońce wśród czarnego nieba. Studium melancholii to 550 stron rozdzielonych między wstępną analizę melancholijnego dyskursu a źródła, wzbogacone dodatkiem w postaci albumu z przedrukowanymi Statkiem szaleńców Hieronima Boscha, Melancholią Jacka Malczewskiego czy Edvarda Muncha, prasowymi reklamami leków na melancholię, a także zdjęciami pacjentów w różnych stanach i fotografiami praktyk leczniczych.

Część pierwsza Homo psychologicus i polski statek szaleńców służy autorce do wyjaśnienia podstawowych kwestii związanych z psychiatrycznymi i psychologicznymi koncepcjami XIX w. i opisania stosunku rodzimej myśli psychiatrycznej do rozpoznań zachodnioeuropejskich. Nie bez powodu Marcinów koncentruje się na XIX w. – pełnym sprzeczności „wieku narodzin psychiatrii”, w którym to literatura i sztuka dokonywały romantyzacji obrazu szaleńca (utożsamiając go nieco później z geniuszem), nauka zaś rozwijała się, systematyzując praktyki medyczne i tworząc klasyfikacje chorób psychicznych. Od pierwszego dziesięciolecia XIX w., np. od symbolicznego roku 1808, kiedy to Johann Christian Reil wprowadził termin „psychiatria”, czy nawet wcześniej – od roku 1773 – kiedy sławny francuski lekarz Philippe Pinel uwolnił z łańcuchów chorych psychicznie w paryskich szpitalach i wprowadził nowe metody leczenia, możemy mówić o rewolucji psychiatrycznej. Dokonała się racjonalizacja obłędu, powstała nowa dziedzina medycyny, próbująca wymyślić najróżniejsze środki, dzięki którym XIX-wieczni alieniści (psychiatrzy) dawali społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa, twierdząc, że szaleństwo jest chorobą i jak każdą chorobę można je leczyć. Medykalizacja szaleństwa wpłynęła także na traktowanie dotkniętych nim jednostek (symboliczny gest Pinela) – wcześniej zmarginalizowani, pozbawieni praw, egzystujący poza nawiasem społecznym, zrównani z przestępcami czy żebrakami, byli traktowani jak chorzy (nie wnikam tu w kwestie stygmatyzacji przez chorobę, będą one istotniejsze w XX w.). Zmienił się powoli stosunek lekarzy – zalecali terapie, nie zakuwali w kajdany, odnosili się do chorych z większym szacunkiem. Echa tej rewolucji docierają i do nas – jeden z pierwszych autorów rozpraw z zakresu psychiatrii Józef Jakubowski relacjonuje nowinki z Zachodu już w 1830 r. Po nim mamy do czynienia z wieloma przykładami polskiej literatury psychopatologicznej, której poświęcona jest omawiana książka. Autorka deklaruje, że celem jej publikacji jest „ukazanie, jak polscy badacze (…) konceptualizowali naturę, genezę, funkcje oraz inne fundamentalne aspekty chorób umysłowych w kategoriach psychologicznych” (s. 11).

Z pewnością zaś jest to czas zwiększonej medykalizacji szaleństwa, dopisywania do istniejących, obrosłych znaczeniami fenomenów (takich jak melancholia) katalogu symptomów tworzących jednostkę chorobową. Wiek XIX w archeologii szaleństwa traktowany jest jak moment przejściowy od metafor i mitów do psychofizjologicznych prób rozpatrywania choroby.

 

*

Na tle psychiatrii europejskiej sytuuje Marcinów rodzime idee psychiatryczne, będące de facto modyfikacjami, recepcją czy wręcz echem zagranicznych pomysłów, dopełnia jednak w ten sposób i systematyzuje historię polskiej psychopatologii. Książka, zwłaszcza w części pierwszej, niejako metodologicznej czy historycznej, „poświęcona jest rekonstrukcji, analizie i dyskusji nad podstawowymi wątkami i problemami psychologicznymi pojawiającymi się w rodzimej literaturze z pogranicza szeroko rozumianej psychopatologii i psychiatrii” (s. 21). Pozwala to autorce na ukazanie bogactwa tego piśmiennictwa i różnorodności podejmowanych wątków, z których wcześniej mogliśmy sobie nie zdawać sprawy.

W części drugiej – Studium melancholii. Historia dziewiętnastowiecznej zadumy w Polsce – figura melancholii (jako utożsamiana w XIX w. z obłędem) została wybrana na „najbliższą ogólnej kategorii choroby” (s. 23). Ponadto polscy autorzy szczególnie sobie termin zaduma i inne synonimy melancholii upodobali, w tym rodzaju obłędu widząc egzemplifikację choroby psychicznej. Zdaje się ona najbliższa uniwersalnemu doświadczeniu choroby, obrosła znaczeniami, stała się wręcz fenomenem kulturowym, który łatwo sobie uzmysłowić czy wyobrazić.

W centralnej części książki autorka przybliża historię melancholii niejako od samych starożytnych początków, aż do XIX w., całość dopełniając analizami polskich artykułów i rozpraw psychiatrycznych. Sam termin ewoluował od greckiego melancholia jako synonimu „czarnej żółci” – melaine koina, odsyłającego do antycznej teorii czterech płynów, do choroby psychicznej, objawiającej się jako depresja. Przez wieki zastępowano pojęcie melancholii innymi – zbanalizowanymi lub specjalistycznymi pojęciami: smutek, lypemania, monomania smutna. Jean Étienne Dominique Esquirol w połowie XIX w., odrzucając starą nazwę „melancholia” z całą jej niejednoznacznością, proponuje nowy termin lypemanie lub monomanie triste – rodzaj „szaleństwa smutku”, mający swą podstawę w nastroju przygnębienia. Lypemania okazała się jedynie terminem zastępczym, dziś – w przeciwieństwie do melancholii – nieznanym szeroko. Pojęcie melancholii, zachowujące od starożytności ciągłość, zastąpiono w XX-wiecznych ujęciach psychiatrycznych i późniejszych klasyfikacjach medycznych poprzez nazwy poszczególnych jednostek chorobowych, wprowadzając pojęcie depresji. Współcześnie używa się czy też nadużywa pojęć z pola medycyny, doprecyzowanych przez międzynarodowe klasyfikacje zaburzeń psychicznych (ICD i DSM).

Ciekawym wątkiem jest też polska terminologia na określenie stanu melancholii – w polszczyźnie istniało bowiem wiele zapomnianych już, a pięknych słów służących nazwaniu smutku. Autorka podaje staropolski „frasunek” (od niemieckiego fressen – gryźć), z którym kojarzyć się nam powinna głęboka zaduma nad światem i figura Chrystusa Frasobliwego. Słownictwo na opisanie stanów chorobowych wzbogaca także tszczyca, polska nazwa acedii (stanu apatii). W polszczyźnie rozpowszechniła się zaduma, ale również określenia bardziej egzotyczne, jak smutnodur, posępnica, tęsknica, domarad (nostalgia), ponurowatość bądź śledziennictwo. Wobec dominującego w medycznym dyskursie terminu „depresja”, bogactwo polszczyzny zadziwia swym urokiem i wieloznacznością, do których dodać można jeszcze polskie określenia melancholików: smutnodurni, splennicy, malkontenci czy ludzie zadumowi. Dyskurs melanchologiczny wytworzył plastyczne, sugestywne i pięknie brzmiące określenia, niezwykle wzbogacił językowe możliwości oddawania nastroju smutku w słowach.

Prócz dwóch opisanych powyżej części książka posiada także obszerną antologię rodzimych tekstów psychopatologicznych: Źródła do historii dziewiętnastowiecznego szaleństwa w Polsce, gdzie zapoznać się możemy z wybranymi materiałami źródłowymi, często przedrukowanymi pierwszy raz od ponad wieku. Autorka zebrała „rozmaite źródła narracyjne, spisane przede wszystkim w języku polskim, w większości ogłoszone drukiem – prace naukowe, popularnonaukowe i publicystyka prasowa, jak również (…) dzieła rękopiśmienne” (s. 35–36). Wśród jednostek chorobowych, opisanych w poradnikach medycznych i pierwszych podręcznikach psychiatrii, znajdziemy nie tylko zadumę, ale też histerię (u kobiet, kotów i kanarków, ale też mężczyzn), nerwowość czy dzieciobójstwo. Fragmenty z branżowych periodyków, takich jak „Medycyna” czy „Przegląd Lekarski”, wraz z pismami filozofów (Kremer, Struve) dopełniają zaś psychologiczną charakterystykę chorób. Niemal wszystkie zamieszczone tu teksty (poza De hallucinatione z 1793 r.) tworzą obraz XIX-wiecznej refleksji o szaleństwie.

Ciekawym i dość luźno związanym z poprzednimi częściami dodatkiem jest kilkudziesięciostronicowy album, dopełniający rozważania teoretyczne i obraz chorób z tekstów źródłowych. Ilustracje ukazują szaleństwo jako zjawisko kulturowe, które znaleźć może swoje reprezentacje ikonograficzne w postaci obrazów, fotografii, grafik poświęconych chorobom psychicznym. Szkoda jedynie, że ten ciekawy aneks pozostawiony został bez kontekstu, niepołączony z główną narracją wywodu. Zdjęcia pacjentów, dokumentacja praktyk leczniczych z dawnych szpitali psychiatrycznych, obrazy XIX-wiecznych malarzy, dzieła współczesnych fotografów, strony gazet z reklamami leków, stare litografie pozostają w większości bez komentarza ze strony autorki. A jest to materiał fascynujący, bogaty i domagający się uporządkowania, wpisania w kontekst i wstępnej chociaż interpretacji. Z pewnością jednak bardzo dobry to aneks, otwierający całość na kolejne odczytania.

 

*

Najlepszym podsumowaniem będzie powrót do postawionych przez autorkę celów: „pytając o początki myślenia o obłędzie, w istocie pytamy o zagadnienia wykraczające daleko poza ramy historii psychiatrii,  a nawet o kwestie mające istotne znaczenie dla zrozumienia ludzkiej kondycji” (s. 13). Rozważania o chorobie, szaleństwie czy melancholii zawsze bowiem odsyłają nas w rejony refleksji o egzystencji, na metafizyczne płaszczyzny, nawet w przypadku solidnej historii psychopatologii polskiej.

Historia polskiego szaleństwa Miry Marcinów to katalog chorób duszy (czy jak chce autorka: „katalog dyskursywnych ekscentryczności”), przewodnik po XIX-wiecznej zmedykalizowanej myśli dopełniony aneksem w postaci kulturowo osadzonych dzieł malarskich, z którego wyłania się obraz melancholii jako konstruktu wspólnego dla pól medycyny, filozofii, kultury, literatury.

_

 

Mira Marcinów

Historia polskiego szaleństwa 

tom I: Słońce wśród czarnego nieba.  Studium melancholii

Fundacja Terytoria Książki,  Gdańsk 2017, s. 550


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter