70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Świat poróżniony albo mały słownik Baumanowskich opozycji

Praktycznie każde z istotnych dla autora Etyki ponowoczesnej pojęć pojawia się w towarzystwie swojego przeciwieństwa – nie zawsze pożądanego i mile widzianego, często budzącego niepokój, a nawet lęk

Jednym z sekretów popularności pisarstwa socjologicznego Zygmunta Baumana, obok intelektualnej przenikliwości, tematycznej rozległości i aktualności jego tekstów, pozostaje ich wyjątkowy, indywidualny i niepodrabialny styl. Bauman jest twórcą co najmniej kilku, jeśli nie kilkunastu metafor i pojęć, które powracały w jego kolejnych książkach i wokół których budował swoją wizję współczesnego świata. Ich sugestywność i obrazowość sprawiły, że zadomowiły się one nie tylko w języku akademickiej socjologii, ale stały się także częścią słownika współczesnej humanistyki, przeniknęły do publicystyki, a nawet mowy potocznej. Pełniły i pełnią nadal funkcję prowizorycznych drogowskazów na rysowanej niestrudzenie przez Baumana mapie zmiennego, amorficznego świata, który on sam nazywał światem płynnej nowoczesności. Jeśli autor Etyki ponowoczesnej został w pewnym momencie uznany za jednego z nielicznych godnych zaufania przewodników po zawiłych ścieżkach współczesności, to stało się tak dlatego, że przywracał swoim czytelnikom wiarę w to, że świat, w którym przyszło im żyć, choć tak złożony i nieprzejrzysty, daje się wciąż jeszcze opisać i zrozumieć jako całość. Bauman w ciągu ostatnich 30 lat życia wydał ponad 50 książek, opublikował ponad 100 artykułów, wygłosił dziesiątki wykładów i udzielił niezliczonej liczby wywiadów. Mimo to zasadniczy korpus jego przekonań pozostaje dość skromny i – co najciekawsze – daje się niemal w całości przedstawić w postaci przejrzystego zestawu opozycji.

Autor Płynnej nowoczesności z zastanawiającą konsekwencją posługiwał się opozycjami binarnymi,  świadczącymi o stale obecnym w jego refleksji pragnieniu zapanowania nad mnogością zjawisk, których różnorodność i wieloznaczność wymykały się dostępnym kategoriom opisu, domagając się z jednej strony inwencji terminologicznej, z drugiej zaś – nadrzędnej, scalającej ramy poznawczej. Przekształcanie zastanego słownika pojęciowego szło zatem w parze z potrzebą strukturyzowania, a więc nadawania analizowanym zjawiskom choćby tymczasowej organizacji, pozwalającej na ich zrozumienie. Jednocześnie przecież w swoim myśleniu o porządku (i nieporządku) współczesnego świata Bauman starał się wykraczać poza te dychotomiczne ujęcia, a przynajmniej pozbawiać je statyczności, ukazując typowy dla ery płynnej nowoczesności proces ciągłego przemieszczania i zacierania się granic.

Szkice z teorii kultury, pisana w II poł. lat 60. książka Baumana, uchodząca za bezpowrotnie zaginioną, niedawno zaś odnaleziona i wydana przez znakomitego znawcę jego twórczości Dariusza Brzezińskiego, przynosi odpowiedź na pytanie o źródła metodologicznych inspiracji, którym – mimo zmiany języka (zarówno w sensie dosłownym: z polskiego na angielski; jak i w sensie przenośnym: z języka systematycznej akademickiej socjologii na język eseistyki naukowej) – autor Płynnej nowoczesności pozostał w gruncie rzeczy wierny. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że Szkice z teorii kultury stanowią brakujące ogniwo obrazujące decydujący dla pisarstwa Baumana zwrot metodologiczny. On sam mówi o tym wprost zarówno w zamieszczonych w książce tekstach, jak i w dołączonym do niej, napisanym po niemal półwieczu posłowiu, przyznając, że w II poł. lat 60. metodologiczną inspiracją stał się dla niego nie kto inny jak Claude Lévi-Strauss. Pod jego wpływem zmienił zapatrywania na kulturę i metody jej badania, porzucając Parsonsowski „strukturalny funkcjonalizm” na rzecz bardziej dynamicznego modelu badań, praktykowanego przez francuskiego antropologa. Odtąd dla Baumana – zgodnie z zasadą semiotyki strukturalnej, wywiedzioną z lingwistyki de Saussure’a – kultura, pojęta jako system semiotyczny, była już „nie tyle zbiorem elementów, i nawet nie tyle układem elementów, ile układem opozycji odróżniających elementy od siebie”[1]. Warunkiem niezbędnym znaczenia był zaś stosunek między pojęciami, funkcję semiotyczną pełniły bowiem „nie elementy z osobna wzięte, lecz opozycje między nimi”[2]. W dyskursie Baumana – i to wydaje się najciekawszą konsekwencją owego zwrotu, który nie jest tylko kwestią zmiany pojęciowego oprzyrządowania – odnajdziemy zatem ślady wyraźnej, całkowicie kontrolowanej wewnętrznej sprzeczności. W swoich opisach autor Etyki ponowoczesnej odwoływał się bowiem nieustannie, w celach hermeneutycznych i heurystycznych, do dychotomicznych modeli poznawczych, zarazem jednak posługiwał się nimi, analizując zjawiska, które statyczność i przejrzystość owych porządkujących modeli podważały. „Żadnej dwudzielnej klasyfikacji użytej do konstruowania ładu nie da się dokładnie i szczelnie przyłożyć do zasadniczo ciągłego, niepodzielnego doświadczenia rzeczywistości. Opozycje pojęciowe – owe magiczne zaklęcia układane, by przepędzić upiora wieloznaczności – same stają się wieloznaczności niewyczerpalnym źródłem”[3] – stwierdzał Bauman, by już po chwili olśnić nas kolejną obrazową parą opozycyjnych pojęć ilustrujących nieokreśloność współczesnego świata. Przywoływane lub konstruowane przez niego dychotomie nie służą z całą pewnością tworzeniu statycznego obrazu świata, w którym przeciwstawne pojęcia stabilizowałyby wspólnie jakiś hierarchiczny układ elementów. Człony opozycji pozostają ze sobą zawsze w nietrwałym i podatnym na zmianę związku funkcjonalnym, przy czym człon drugi służy często problematyzowaniu i podważaniu statusu pierwszego, poprzez ukazywanie jego niepożądanej i nieakceptowanej alternatywy, wzbudzającej niepewność i obawę. Statyczną strukturę, domagającą się od badacza wyczerpującego opisu, zastępuje więc dynamiczny proces strukturyzowania, obejmujący także te elementy, które „nie poddają się klasyfikacji i plączą sieć kategorii”[4].

Z konieczności niepełny, stworzony na próbę „mały słownik” najważniejszych Baumanowskich terminów i metafor musiałby się zatem okazać słownikiem opozycji lub dychotomii, gdyż praktycznie każde z istotnych dla autora Etyki ponowoczesnej pojęć pojawia się w towarzystwie swojego przeciwieństwa – nie zawsze pożądanego i mile widzianego, często budzącego niepokój, a nawet lęk. Najczęściej przywoływane Baumanowskie pary pojęciowe obrazują z reguły różnicę, jaka zachodzi między aktualnym stanem rzeczywistości społecznej a stanem minionym, należącym już wprawdzie do przeszłości, lecz powracającym w reakcji na niepewną i niegościnną teraźniejszość w postaci – melancholijnej lub agresywnej – tęsknoty za utraconym, idealizowanym porządkiem. Opozycje te pełnią funkcje regulatywne i mają na celu uwidocznienie zasadniczej historycznej zmiany, jaka dokonała się w życiu społecznym, przede wszystkim w rozwiniętych krajach zachodnich, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

*

Pobieżny i niezobowiązujący przegląd katalogu najważniejszych Baumanowskich opozycji należałoby rozpocząć od pary pojęciowej prawodawcy i tłumacze. Nie tylko dlatego, że znalazła się ona w tytule głośnej książki, wyznaczającej faktyczny początek międzynarodowej kariery Baumana, ale przede wszystkim dlatego, że definiuje ona powinności i funkcje współczesnego intelektualisty, którym autor Płynnej nowoczesności pozostał wierny. Metafora prawodawców i tłumaczy ukazuje proces przejścia od nowoczesności do ponowoczesności przez pryzmat zmiany statusu i funkcji społecznej elit intelektualnych: od „prawodawczych” i normotwórczych, skoncentrowanych na tworzeniu projektów i wizji przyszłości, po objaśniające i interpretacyjne, ograniczone do tłumaczenia zawiłości współczesnego świata. Pewność, którą gwarantowali nowocześni „prawodawcy”, zdejmowała z ramion jednostek nieznośne brzemię odpowiedzialności za skutki podejmowanych działań, ale ceną za owo poczucie bezpieczeństwa była jednostkowa wolność: niezależność myślenia, swoboda głoszenia włas- nych poglądów i prawo decydowania o własnym losie. Abdykacja elit z funkcji legislatorów, strażników i nadzorców społecznego porządku oznaczała z kolei, że świat otworzył się na potencjalnie nieskończoną liczbę interpretacji, a wraz z nimi na rozmaite „polityki życia”, i że przestrzeń zarówno prywatnego, jak i publicznego istnienia stała się odtąd sferą nieustannych negocjacji i kompromisów, które trzeba zawierać wciąż od nowa, kultywując i doskonaląc sztukę dialogu, wsłuchując się w cudze racje i ucząc się otwartości na inność – w sobie i wokół siebie. Bauman poprzez te symboliczne figury pokazał faktyczną zmianę struktury czy też stanu skupienia rzeczywistości, która utraciła swój spójny i trwały charakter, opierający się na wierze w naturalny porządek rzeczy oraz jego polityczną emanację w postaci państwa narodowego, i przekształciła się w pozbawioną kształtu przestrzeń przygodnych interakcji społecznych. Przemianę tę oddaje w kongenialny sposób bodaj najsłynniejsza z Baumanowskich par pojęciowych: opozycja stałej i płynnej nowoczesności.

 Metafora płynności oddawać ma istotę obecnej fazy rozwoju nowoczesności, którą cechuje tendencja do „roztapiania” czy też „rozpuszczania” wszelkich trwałych więzi, zależności i form zaangażowania, spajających jednostkowe działania („indywidualne strategie życiowe”) w obliczone na dłuższe trwanie wspólnotowe projekty („polityczne działania zbiorowe”). W stałej fazie nowoczesności, przez które to pojęcie Bauman rozumie okres mniej więcej od czasów oświecenia i rewolucji przemysłowej po lata 60. XX w., rozpuszczanie zastanych ram instytucjonalnych i form regulacji społecznych dokonywało się w imię tworzenia ich „nowych, ulepszonych” wersji, oferujących gotowe do podjęcia role społeczne (taki charakter miało chociażby przejście od feudalnego społeczeństwa stanowego do kapitalistycznego społeczeństwa klasowego). Realizowanie gotowego i danego z góry egzystencjalnego scenariusza zastąpił dziś jednak proces indywidualnej autokreacji, której cel ostateczny jest „z zasady i nieodwołalnie nieokreślony, nieznany i narażony na częste i głębokie zmiany”[5].

Opisywana różnica, związana z przejściem do nowej fazy ewolucji społecznej, przenika jednak także do wnętrza nowego porządku, powodując podziały i pęknięcia. Współczesne, zindywidualizowane strategie życiowe nie są bowiem dobrem powszechnym. Płynna nowoczesność ma swoich bohaterów, lecz ma także swoje nader liczne ofiary, a więc tych wszystkich, którzy z różnych względów z oferty składanej przez współczesność nie mogą lub nie chcą skorzystać. Ma także rzesze zaprzysięgłych wrogów – zarówno wśród tych, którzy aspirują do jej nagród, lecz z rozmaitych względów nie mają do nich dostępu, jak i wśród tych, którzy deklarują przywiązanie do dawnych, wspólnotowych form życia, regulowanych przez tradycyjny system wartości. Zwrot ku tym wspólnotowym, tradycyjnym modelom życia społecznego okazuje się zatem reaktywnym, lecz „naturalnym i w pełni uzasadnionym skutkiem wszechglobalnej, wymuszonej indywidualizacji”[6]. Wspólnota i indywidualizm to zatem kolejne hasło w Baumanowskim słowniku opozycji, pozwalające lepiej zrozumieć charakter dzisiejszych przemian społecznych.

Także i ta opozycja nie ogranicza się jednak tylko do historycznych różnic dzielących dwa odmienne, następujące po sobie porządki społeczne, ale ujawnia się w łonie samej płynnej nowoczesności, stając się jeszcze jednym źródłem niepewności i konfliktów. W społeczeństwie mieszczańsko-przemysłowym XIX i I poł. XX w. dążenie do indywidualizmu cechowało niemal wyłącznie elity intelektualne oraz artystyczne. Odbywało się pod hasłami emancypacji, a więc wyzwolenia jednostki z gęstej sieci społecznych uwarunkowań, spowijającej całość jej życiowych zatrudnień i w równym stopniu krępującej swobodę ruchów, co zapewniającej poczucie bezpieczeństwa. O ile ówczesny indywidualizm był przede wszystkim formą buntu przeciwko nadzorczej kurateli instytucji państwowych i społecznych, o tyle dzisiaj, wobec powszechnego osłabienia zinstytucjonalizowanych form sprawowania władzy i stopniowej utraty przez wspólnotę mocy i chęci „normatywnego regulowania życia swoich członków”[7], dochodzi do sprywatyzowania dawnych zobowiązań. W relacjach między pracodawcą a pracownikiem ten ostatni staje się coraz częściej najemnikiem, który na własną rękę musi zadbać o zapewnienie sobie narzędzi i miejsca do pracy. W relacjach między obywatelem a państwem to drugie wycofuje się stopniowo ze swoich dawnych obowiązków i zgodnie z neoliberalnym modelem ekonomicznym prywatyzuje kolejne sektory życia społecznego, pozostawiając kwestię opieki zdrowotnej, osłon socjalnych, emerytur czy bezpieczeństwa zaradności i przedsiębiorczości samych jednostek. Bycie jednostką stało się dzisiaj nie tyle przywilejem, przedmiotem aspiracji elit realizujących świadomie i za cenę wielu wyrzeczeń swoje dążenia emancypacyjne, ile powszechnym wymogiem, bezwzględną koniecznością zmieniającą się często w brzemię nie do uniesienia. Oto zasadnicza aporia oksymoronicznego tworu zwanego przez Baumana „społeczeństwem jednostek”, z której wyłania się kolejna opozycja: podział na jednostki de facto i jednostki de iure.

Indywidualność oznacza dzisiaj przede wszystkim konieczność wzięcia na swoje barki pełnej odpowiedzialności za skutki dokonywanych wyborów życiowych. O odpowiedzialności takiej można jednak mówić zasadnie dopiero wówczas, gdy wyposaży się jednostki w narzędzia niezbędne do samodzielnego podejmowania decyzji i realizowania wyznaczonych celów. Tymczasem z dobrodziejstwa tego mogą korzystać tylko nieliczni szczęśliwcy, zdecydowana większość ludzi jest zaś tej możliwości pozbawiona. Czy tego chcemy, czy nie, „w społeczeństwie złożonym z jednostek każdy z nas jest jednostką – de iure[8] – pisze Bauman. Sęk w tym, by stać się jednostką de facto, zdolną sprostać wyzwaniom zindywidualizowanego świata.

W rzeczywistości poddanej nieustannym przekształceniom głównym wyznacznikiem indywidualnej wolności staje się mobilność, możliwość pozostawania w ciągłym ruchu, dla której wzorem jest swobodny i praktycznie niekontrolowany globalny przepływ kapitału. Zdolność ta jest zaś podstawą kolejnego, istotnego podziału determinującego w znacznym stopniu życiowe szanse jednostek: podziału na ludność osiadłą (związaną z określonym miejscem) i wędrowną (eksterytorialną). „Epoka bezwzględnej wyższości osiadłego trybu życia nad koczownictwem oraz dominacji osadników nad wędrowcami – stwierdza Bauman – przemija na naszych oczach. Jesteśmy świadkami odwetu branego przez koczowniczą ruchliwość na ideach osadnictwa i terytorialności. W płynnym stanie nowoczes- ności osiadła większość rządzona jest przez wędrującą i eksterytorialną elitę”[9]. Tylko ciągłe pozostawanie w ruchu zapewnia możliwość uwolnienia się od krępujących zobowiązań i pozwala w każdej chwili ruszyć w pogoń za nowymi wyzwaniami. Dlatego wzorcowym bohaterem, figurą wyemancypowanej, autokreatywnej i samosterownej jednostki de facto jest turysta – kapryśny i zachłanny pożeracz wrażeń, któremu jak cień towarzyszy jego złowieszcze alter ego: włóczęga (podobnie jak przemierzającemu w nerwowym podnieceniu pasaże galerii handlowych zakupowiczowi – tej karykaturalnej, skomercjalizowanej wersji Benjaminowskiego flâneura – towarzyszy budzące grozę widmo życiowego nieudacznika, przed którym bramy konsumenckiego raju zatrzasnęły się bezpowrotnie). Turysta i włóczęga to modelowe metafory dwóch przeciwstawnych strategii życia w dobie płynnej nowoczesności. I właśnie ta niedobrana para, zdaniem Baumana, „wyraża dziś najgłębszy i najbardziej w skutkach doniosły podział współczesnego społeczeństwa”[10].

Turysta jest swobodnym poszukiwaczem i kolekcjonerem wrażeń, niepołączonym więzami lojalności z żadnym konkretnym miejscem, zawsze gotowym do wyruszenia w drogę w poszukiwaniu nowych, ekscytujących atrakcji. Brak stałego adresu i trwałych zobowiązań jest dla niego źródłem poczucia wolności, które rekompensuje mu trudy nieustannej podróży. Włóczęga, będący posępną alternatywą turysty, nie jest beneficjentem, ale raczej ofiarą konsumpcyjnego modelu emancypacji, a do ciągłej wędrówki popycha go nie głód wrażeń, lecz świadomość, że „gdziekolwiek się znajdzie, nie jest mile widziany. Turysta jest w ruchu, bo znajduje świat nieodparcie atrakcyjnym; włóczęga zaś dlatego, że znajduje świat nieznośnie niegościnnym”[11]. I znów, włóczęga nie jest po prostu tylko przeciwieństwem turysty, ale przede wszystkim upostaciowaniem jego najgłębszych wewnętrznych obaw, zinterioryzowanym, obmierzłym alter ego, obcym, którego obraz nosi w sobie, upiornym scenariuszem gotowym spełnić się w każdej chwili.

Tym, co łączy bohaterów i ofiary płynnej nowoczesności w zglobalizowanym, a jednak głęboko podzielonym świecie, jest ruch, życie w drodze, zmiana (miejsca pobytu, pracy, partnera życiowego), będąca naturalną cechą współczesnego życia. Turysta jest podmiotem owych zmian, bo dysponuje wolnością wyboru, włóczęga natomiast podlega twardej konieczności. Wolność wyboru, będąca dzisiaj „głównym i decydującym czynnikiem stratyfikacyjnym”[12], rozstrzygającym o statusie i pozycji społecznej jednostki, uległa jednak, tak jak wszystko inne, komercjalizacji, dlatego mierzona jest przede wszystkim zdolnością uczestniczenia w konsumpcyjnym festynie. Robienie zakupów jest archetypem owej szczególnej ruchliwości napędzanej kompulsywnym pragnieniem doświadczania nowych wrażeń, ale także, a może przede wszystkim, wewnętrznym przymusem testowania nowych recept na życie wydane kaprysom doraźności (każdy towar i każde doznanie opatrzone są wszak datą przydatności do spożycia, a każde zobowiązanie pozostaje w mocy jedynie „przez czas określony” zapisany w warunkach użytkowania). W całym tym zamieszaniu nie chodzi już o osiągnięcie celu (zaspokojenie potrzeb, zbudowanie trwałej tożsamości czy stabilnego związku emocjonalnego), ale o pozostawanie w ruchu (rozbudzanie nowych pragnień, podtrzymywanie procesu autokreacji hybrydycznych tożsamości, nieustanne splatanie i rozplatanie więzi). Tę fundamentalną zmianę zachowań społecznych ilustruje kolejna opozycja, chętnie i często przywoływana przez Baumana: historyczny podział na społeczeństwo wytwórców / producentów i społeczeństwo spożywców / konsumentów.

Społeczeństwo wytwórców nastawione było na produkcję dóbr materialnych i duchowych służących zaspokojeniu realnych potrzeb życiowych większości obywateli – wyłączywszy zbytkowność wąskiej warstwy zamożnej arystokracji i kapitalistów – a sama dynamika procesu produkcji regulowana była przez mniej lub bardziej kontrolowany wzrost albo spadek racjonalnie kształtującego się popytu na usługi i towary. W społeczeństwie konsumentów miejsce potrzeb zajmują pragnienia, kaprysy i zachcianki wytwarzane sztucznie przez przemysł reklamowy. Zdaniem Baumana strategia konsumencka stała się dzisiaj podstawową strategią, regulującą ludzkie zachowanie praktycznie we wszystkich sferach życia społecznego („odpowiedzią na wyzwania stawiane przez społeczeństwo jest konsumpcjonizm”[13] – pisze w Płynnym życiu). W dzisiejszym świecie niemal wszystkie formy działania – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym – przybierają charakter usługowy. Dotyczy to tak sfery uczuciowej (terapie, porady i kontrakty małżeńskie), zdrowia (usługi medyczne), bezpieczeństwa (prywatne agencje ochrony), jak i wychowania i edukacji (prywatne przedszkola, szkoły i wyższe uczelnie). Główną ofertą współczesnych rynków konsumenckich nie są już te czy inne towary, lecz sztucznie wytwarzany popyt na dobra materialne lub usługi, które po chwili zostają zastąpione przez ich nowe, ulepszone wersje. Wszechobecna nietrwałość, objawiająca się w niepewnych warunkach pracy, rozplatających się więziach rodzinnych czy umowności ról społecznych, znalazła także swoje odbicie w reakcjach konsumentów, których zamożność i status mierzone są dzisiaj nie tyle materialnym stanem posiadania, ile beztroską zdolnością pozbywania się przedmiotów, zobowiązań, odziedziczonych norm postępowania i nabytej wiedzy.

Zasada ta dotyczy także ekonomii, w której dobrobyt najzamożniejszych społeczeństw zbudowany jest na mechanizmie wykluczania całych grup społecznych, na pozbywaniu się kłopotliwych „ludzi-odpadów”, „odrzutów produkcyjnych” procesu kompulsywnej modernizacji. „Płynna nowoczesność jest cywilizacją nadprodukcji, zbędności, odpadów i gospodarki odpadami”[14]. Widać to praktycznie we wszystkich sferach życia: nie tylko w gospodarce i przestrzeni społecznej, ale także w relacjach uczuciowych, które gotowi jesteśmy zerwać bez wahania, kierując się mirażem nowych, intensywniejszych doznań, czy w edukacji, w której systematyczne gromadzenie wiedzy ustępuje przed wykształceniem typu fast food nastawionym na szybkie wchłanianie informacji i ich równie szybkie zapominanie. Kulturę trwałych dóbr materialnych (i duchowych) zastąpiła kultura odpadów: idei, umiejętności, a także istnień ludzkich – zbędnych i przeznaczonych „na przemiał”. Ceną za ten stan rzeczy jest prześladujący mieszkańców świata płynnej nowoczesności chroniczny lęk przed podzieleniem losu owych odrzutów i dołączeniem do armii ludzi zbędnych. Wytwarzanie lęku i zarządzanie nim to, zdaniem Baumana, jedna z ostatnich dziedzin, w której państwo wykazuje się jeszcze faktyczną aktywnością i sprawnością działania, rekompensując sobie w ten sposób brak realnej politycznej władzy, przechwyconej już dawno przez globalny kapitał. W tworzeniu antagonizmów, będących skutkiem porządkowania rzeczywistości za pomocą dychotomicznych podziałów, mających w założeniu wyeliminować z życia społecznego wszelką niepewność i wieloznaczność, Bauman dostrzega przede wszystkim praktykę wykluczającą, której skutkiem ubocznym jest pojawianie się zjawisk niedających się wpisać w żadne przejrzyste kategoryzacje i opozycje binarne. „Kunsztem nowoczesnym jest umiejętność dzielenia, klasyfikowania, szeregowania – w myśli, w praktyce, w praktyce myślenia i myśleniu praktycznym. Paradoks nowoczesności stanowi to, że z tego właśnie powodu wieloznaczność jest jej główną dolegliwością i największym z utrapień”[15]. Te utrapienia materializują się zwykle w budzącej irracjonalny lęk obcości, objawiającej się pod postacią uchodźcy, imigranta, azylanta, ludzi wykluczonych społecznie bądź ekonomicznie, z których czyni się źródło zagrożenia (terrorystycznego lub ekonomicznego, związanego z utratą pracy lub obniżeniem stopy życiowej) i których obarcza się winą za największą bolączkę ery płynnej nowoczesności, jaką jest konieczność życia w stanie nieuleczalnej niepewności.

*

Posługując się w swoich diagnozach i analizach społecznych opozycjami binarnymi, Bauman tylko pozornie wpisuje się zatem w typową ładotwórczą praktykę porządkowania zjawisk opartą na izolacji i wykluczaniu. W istocie demaskuje on ukryty mechanizm tej nowoczesnej, segregacyjnej praktyki, pokazując, że w każdą pozornie klarowną dychotomię wpisane są nieuchronnie wewnętrzne poróżnienie, konflikt, antagonizm, różnica, które rozsadzają stabilne opozycje i wytwarzają toksyczne „odpady”, chronicznie wieloznaczne, budzące lęk i niepewność swoją niechcianą, lecz nieusuwalną obecnością.

 

[1] Z. Bauman, Ku semiotycznej teorii kultury, w: tenże, Szkice z teorii kultury, Warszawa 2017, s. 99.

[2] Tamże.

[3] Tenże, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna,  tłum. J. Bauman, przekład przejrzał Z. Bauman, Warszawa 1995, s. 90

[4] Tamże, s. 30.

[5] Tenże, Płynna nowoczesność, tłum. T. Kunz, Kraków 2006, s. 14.

[6] Tenże, Płynne życie, tłum. T. Kunz, Kraków 2007, s. 46.

[7] Tamże, s. 34

[8] Tamże, s. 37.

[9] Tenże, Płynna nowoczesność, dz. cyt., s. 22.

[10] Tenże, O turystach i włóczęgach, czyli o bohaterach i ofiarach ponowoczesności, w: tenże, Ponowoczesność jako źródło cierpień, tłum. E. Klekot, Warszawa 2000, s. 150–151.

[11] Tamże, s. 149.

[12] Tamże, s. 151.

[13] Tenże, Płynne życie…, dz. cyt., s. 40.

[14] Tenże, Wyzwania dla edukacji w dobie płynnej nowoczesności, tłum.  T. Kunz, w: Uniwersytety, naukowcy i studenci w zglobalizowanym świecie,  red. R. Siemieńska, Warszawa 2017, s. 22.

[15] Tenże, Wieloznaczność nowoczesna…, dz. cyt., s. 29–30.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter