70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Corbis/Getty

Nie tylko Kamasutra

Otwartość Hindusów na tematykę erotyczną wynika z postrzegania pożądania, pragnienia czy miłości jako jednego z głównych celów życia człowieka.

Jak hinduizm reguluje życie seksualne swoich wyznawców?

Termin „hinduizm” jest dość problematyczny – to nazwa wprowadzona przez Brytyjczyków w XIX w. na określenie zróżnicowanego zbioru tradycji subkontynentu indyjskiego. Złożoność przekłada się na brak jednolitego podejścia do płci, miłości i seksu. W Indiach istnieją jednak kodeksy prawne ściśle związane z religią i określające ogólne ramy życia małżeńskiego i seksualnego. To dharmaśastry, a najbardziej autorytatywnym jest Kodeks Manu (przetłumaczony na język polski przez Marię Krzysztofa Byrskiego). Regulują one kształt struktury społecznej – podział na cztery główne grupy (tzw. warny) – oraz zasady, jakimi ludzie powinni się kierować w życiu codziennym, także przy zawieraniu związków małżeńskich. Należy pamiętać, że właściwy dobór współmałżonka decyduje o pozostaniu w danej klasie albo spadku w hierarchii! Jeśli dodać jeszcze, że głównym celem założenia rodziny jest spłodzenie potomstwa, zwłaszcza męskiego (syn jest odpowiedzialny za wypełnienie skomplikowanego schematu rytuałów pogrzebowych i składanie ofiar poprzednim pokoleniom przodków), sprawa zawarcia związku małżeńskiego urasta do najważniejszej w życiu. To było i nadal jest w Indiach bardzo istotne – wpływa na pozycję społeczną oraz życie religijne: doczesne i pośmiertne.

Na restrykcje związane z doborem małżonków oddziaływał też fakt, iż historia indyjskiej cywilizacji to historia podboju. Ariowie, którzy zdobyli przewagę nad lokalną ludnością, chcieli zachować swoją odrębność. Stąd dodatkowy zestaw reguł ograniczających tworzenie małżeństw mieszanych. Te oczywiście miały miejsce – kodeksy prawne z przełomu er zawierają listy mieszanych kast, czyli związków pomiędzy warstwami społecznymi, w tym między ludnością aryjską i tubylczą. Podziały na warny i kasty pozostają do dziś istotną formą kontroli relacji międzyludzkich w Indiach.

Czy istnieją w hinduizmie tradycje, w których seksualność nie jest aż tak uwikłana w małżeński układ społeczno-religijny?

Oczywiście, np. tradycje tantryczne. Ich wyznawców charakteryzuje szczególne przekonanie o mocy potencji żeńskich i stosowanie charakterystycznych rytuałów (mantr, jantr czy mudr). Tzw. seks tantryczny stał się również popularny w świecie Zachodu, choć niejednokrotnie został tu wypreparowany z całego systemu religijno-filozoficznego i sprowadzony do kontrowersyjnych form, praktykowanych w grupach, które miewają cechy sekt. Podobnie jak w Indiach, praktyki te mają sens i są dla ich uczestników bezpieczne, gdy odbywają się pod okiem doświadczonego nauczyciela.

W hinduizmie pozycja bogiń jest niekiedy bardzo wysoka. Żeńska część natury boskiej jest równie ważna jak męska – to widać w sztuce, np. w przedstawieniach pół kobiety i pół mężczyzny, wyraźnie wskazujących na jedność (przykładem może być postać Ardhanarinara – nazwa dokładnie oznacza „w połowie kobieta, a w połowie mężczyzna”). Z tantrą powiązane są tradycje śaktyjskie (śakti oznacza aktywną moc Boga, ale także żeńską personifikację owej mocy). W wyobrażeniach śaktyjskich boginie niejednokrotnie emancypują się do tego stopnia, że nawet Śiwa, który jest dominującym bóstwem, może zostać przez nie pokonany. Część tradycji zakłada transgresję norm społecznych, wśród nich tych związanych z seksem, który teoretycznie powinien być dopuszczany tylko między małżonkami pochodzącymi z odpowiednio dobranych grup społecznych. W śaktyzmie spotykamy się z rytuałami zakładającymi pozamałżeńskie stosunki seksualne przedstawicieli różnych klas społecznych.

Niekiedy uczestnicy nie wiedzą nawet, z jakiej kasty pochodzi ich partner seksualny. W obrębie obrzędów skrajnych odłamów śaktyzmu pochodzenie społeczne – tak ważne w Indiach – przestaje być istotne.

Nawet dowolne stosunki seksualne są jednak w jakiejś mierze uregulowane.

Tak, Hindusi słyną z uwielbienia do klasyfikacji. Nic dziwnego, że na pewnym etapie rozwoju cywilizacji ich życie erotyczne zostało usystematyzowane w literaturze, którą nazywamy kamaśastra (jej przykładem jest słynny na całym świecie traktat o ars amandi – Kamasutra, który powstał w pierwszych wiekach naszej ery). Kamasutra, wbrew powszechnej opinii, nie jest podręcznikiem pozycji seksualnych, ale księgą uczącą, jak żyć. Jak pisze we „Wstępie” do jej oksfordzkiego wydania z 2003 r. jedna z tłumaczek, Wendy Doniger, to księga opisująca kwestie znalezienia partnera, małżeństwa, zdrady; mówi o byciu kurtyzaną, stosowaniu narkotyków i afrodyzjaków, a także o pozycjach seksualnych (poświęcona jest im jedna z siedmiu ksiąg). To więc tekst znacznie bardziej złożony i o znacznie większej wartości dla badań nad kulturą oraz obyczajowością Indii, niż się to wydaje czytelnikom przekładów na Zachodzie. Otwartość Hindusów na tematykę erotyczną wynika m.in. z postrzegania pożądania, pragnienia czy miłości określanej terminem kama jako jednego z trzech celów ludzkiej egzystencji (obok arthy – pozyskiwania celów ziemskich, w tym bogactw, oraz dharmy – wypełniania obowiązków). To jedna z cech kultury Indii, gdzie życie człowieka – w którym seks odgrywa ważną rolę – postrzega się jako harmonijną całość.

Dlaczego Kamasutrę uważa się za tekst rewolucyjny?

Sporą uwagę poświęca ona stosunkom pozamałżeńskim. Według autora jedynie w ich ramach miłość fizyczna może naprawdę dawać przyjemność. Natomiast to, co się dzieje w uładzonym związku małżeńskim, niekoniecznie prowadzi do rozbudzenia namiętności (choć ich nie wyklucza). Małżeństwo jest w Indiach przede wszystkim układem społecznym, a nie związkiem emocjonalnym. Kamasutra oferuje perspektywę, w której miłość cielesna poza małżeństwem staje się czymś dopuszczalnym i atrakcyjnym. Najwyraźniej więc takie przeświadczenie było obecne w społeczeństwie hinduskim od dawna, bo nie wydaje się, by była to jedynie fantazja autora.

Kamasutra jest istotna także ze względu na poruszenie problemu prostytucji, która w Indiach istniała i nadal istnieje. Sporo miejsca poświęca kurtyzanom będącym integralną częścią miejskiej socjety. Ich pozycja społeczna była stosunkowo wysoka; stawały się też bohaterkami indyjskiej literatury. W Indiach istniał także obyczaj oddawania dziewcząt do świątyni, gdzie pełniły funkcje tancerek dewadasi – służebnic boga. Bywały wtedy częstokroć seksualnymi partnerkami kapłanów i lokalnych władców. Obecnie prostytucja nie jest zabroniona przez prawo, jeśli nie wiąże się z procederem stręczycielstwa – można ją uprawiać nie tylko w miejscach specjalnie wyznaczonych, ale nawet w zwykłym domu mieszkalnym.

Komu tak na dobrą sprawę miała służyć Kamasutra?

To interesujące – wystarczy pobieżnie przyjrzeć się tekstowi, by stwierdzić, że Kamasutra była skierowana do zamożnych mężczyzn, którzy mieli dużo czasu, a w zasadzie cierpieli wręcz z powodu nudy, do bon vivantów szukających przyjemności i odnajdujących ją w ramionach kochanek.

Oczywiście są tam słynne rozdziały poświęcone roli kobiety w ars amandi. Kamasutra odnosi się do sztuki miłości, opisując ją zarówno od strony szukającego przyjemności mężczyzny, dla którego naturalne jest, że jego przyjemność zależy od satysfakcji jego partnerki, jak również od strony kobiet: i tych niedoświadczonych, i biegłych w sztuce miłosnej kurtyzan. Autor tekstu, Vatsyayana pisze o tym (Kamasutra 1.3.1–11), że księga ta winna być studiowana przez dziewczynę przed ślubem, a także po nim, jeśli jej mąż sobie tego  życzy.

Warto jednak pamiętać, że to tekst przede wszystkim o potrzebach uprzywilejowanej grupy, przedstawiający możliwości kogoś, kto może sobie pozwolić, by jego życie krążyło wokół zaspokajania przyjemności – przeciętny Hindus na co dzień zajmował się innymi sprawami, pracował fizycznie, dość szybko zawierał związek małżeński.

Czy mam rozumieć, że udany seks nie jest istotną kwestią dla „przeciętnych” Hindusów szukających stałego partnera?

W Indiach dominuje ortodoksyjny schemat religijny. Hindusi podążają ścieżką wyznaczoną przez tradycję. Kwintesencją życia jest bycie panem domu, a posiadanie rodziny ma wielkie znaczenie. Obecnie czasem bierze się pod uwagę uczucia nawet w przypadku aranżowanych małżeństw. Dziewczęta i chłopcy nadal liczą, że rodzice pomogą im znaleźć odpowiedniego kandydata czy kandydatkę – to nic niezwykłego. Zakłada się, że jeżeli wybór jest trafiony, element miłości i przyjemności prędzej czy później się pojawi. W żadnym razie nie jest to jednak rzecz rozstrzygająca. Większość decyzji o zawarciu związku małżeńskiego podejmowana jest w rodzinach. Nawet jeśli młodzi mieszkają w dużych miastach i są niezależni finansowo, chętnie przyjmują sugestie ze strony rodziców (choć często wcale nie muszą tego robić).

Skoro najważniejsze z punktu widzenia systemu religijnego i – jak rozumiem – społecznego jest małżeństwo prowadzące do spłodzenia męskiego potomka, to jak wygląda kwestia antykoncepcji?

Współcześnie nie tylko antykoncepcja, ale i zabiegi sterylizacji (ubezpłodnienia) są w Indiach niezwykle rozpowszechnione, a wręcz konieczne przy tak wysokiej gęstości zaludnienia. Bez kontroli urodzeń państwo nie byłoby w stanie prawidłowo funkcjonować.

Tradycja i stare teksty nie są w kwestii prokreacji jednoznaczne. Z jednej strony status potencjalnej istoty ludzkiej jest bardzo wysoki – za początek życia uważa się moment zapłodnienia, a uśmiercenie zarodka jest równoznaczne z zabójstwem np. bramina. Z drugiej strony w kwestii kary teksty prawne nie przewidują wysokich restrykcji za usunięcie płodu, a za zabicie bramina już tak. Antykoncepcja w Indiach istniała od zawsze, była i jest powszechna. Choć generalnie gani się próby ingerencji w płodność, to już w literaturze wedyjskiej, ale i późniejszej, znajdziemy wskazówki dla chcących ustrzec się przed zapłodnieniem. W czasie stosunku zaleca się np. użycie magicznych formuł – mantr – przy jednoczesnym powstrzymywaniu wytrysku nasienia albo sięgnięcie po określone zioła. Istnieją też teksty z ok. VIII w. n.e. sugerujące jako metodę zapobiegania ciąży stosowanie sproszkowanego liścia palmowego i okry, które należy spożywać z zimną wodą w czwartym dniu menstruacji. Pisano także o okadzaniu narządów płciowych kobiet dymem ze spalania drewna z drzewa neem. Na przykład prostytutki, by zapobiec ciąży, umieszczały w waginie kawałki soli kamiennej zamoczone w oleju…

A obecnie?

Dziś z kolei często można usłyszeć o akcjach upowszechniających środki antykoncepcyjne. Istnieją specjalne programy prowadzone przez państwo i organizacje pozarządowe, w których wolontariusze rozdają prezerwatywy w biedniejszych społecznościach. Jednakże kontrola płodności w Indiach to nie tylko akcje edukacyjne. Po uzyskaniu niepodległości w 1947 r. zaczęto w sposób świadomy nadzorować prokreację. Na koniec kadencji Indiry Gandhi przypada okres przymusowej sterylizacji (Sanjay Gandhi, syn Indiry, był jej wielkim zwolennikiem i sprawował pieczę nad całym programem), a w latach 1975–1977 w ramach polityki planowania rodziny objęto nią tysiące ludzi (znacznie częściej kobiety niż mężczyzn). Ubezpłodnienie najuboższych było przeprowadzane zazwyczaj w zamian za wsparcie finansowe. Program został z czasem ograniczony, ale razem z powszechnością zabiegów przerywania ciąży doprowadził do dramatycznych rezultatów dla dzisiejszych Indii.

Czy ma Pani na myśli dysproporcję w narodzinach dziewczynek i chłopców?

Tak. Co ciekawe, w kwestii sterylizacji i aborcji w debacie publicznej niemal nie pojawia się refleksja, że mogą być one niezgodne z zasadami religii. Zabijanie nie tylko zarodków, ale także dzieci już narodzonych prowadzi w Indiach do naprawdę olbrzymiego i wieloaspektowego problemu społecznego. Są takie stany na północy kraju (Kaszmir, Pendżab, Uttar Pradesh), w których na 1000 mężczyzn przypada tylko ok. 750 kobiet. Wskaźniki usuwania płodów żeńskich czy zabijania narodzonych dziewczynek są tam bardzo wysokie. To problem biedniejszych stanów, w których stosunek do kobiet nosi czasami cechy ginefobii – ani państwo, ani rodziny nie są sobie w stanie z nią poradzić. W regionach, w których brakuje kobiet, stają się one ofiarami handlu ludźmi – niektóre prowincje po prostu sprowadzają je z innych regionów, także ze społeczności plemiennych (np. z rejonu Asamu). Co więcej – kobieta po kilku latach jest odsprzedawana kolejnemu mężczyźnie, ponieważ jego celem życiowym jest przede wszystkim spłodzenie potomka. Czyli cała ta sytuacja uderza w naszą płeć na każdym poziomie – uśmiercane są żeńskie płody po badaniach prenatalnych (teoretycznie aborcja ze względu na płeć jest zakazana, w praktyce nikt nie ma kontroli nad tym procederem), zabija się niemowlęta dziewczynki, a deficyt kobiet uzupełnia się w kryminalny sposób.

Czy w bogatszych stanach sytuacja wygląda lepiej?

Na południu Indii dysproporcja między narodzinami dziewczynek i chłopców jest mniejsza. To przede wszystkim sprawa ekonomiczna – stany z tego regionu są zamożniejsze, a ich mieszkańcy są lepiej wyedukowani (w Kerali umiejętność czytania i pisania posiada aż 90% populacji). Wynika to także z tamtejszej tradycji drawidyjskiej i specyficznego stosunku do kobiet – wiele bóstw żeńskich (np. utożsamiana z Durgą Kotrawaj, Minakszi czy Marijamman) ma swoje korzenie na południu kraju. Boginie były tam bardzo cenione, czasem także postrzegane jako groźne. Przez to uważano, że wszystkie kobiety posiadają tajemniczą, ale i niebezpieczną moc. Optymalnie jest ją zabezpieczyć, wydając kobietę za mąż. Warto zwrócić uwagę na mity opowiadające o groźnych dziewicach – boginiach i księżniczkach, których niebezpieczne moce były pacyfikowane jedynie przez bogów-mężów z panindyjskiego panteonu: Śiwę (pogromcę demonów i najwyższego boga w śiwaizmie) czy Wisznu.

Rozmawiamy 23 marca 2018 r., w Czarny Piątek. Dziś w Polsce odbywają się manifestacje sprzeciwiające się kolejnym planowanym ograniczeniom prawa do aborcji. Czy ustawa o całkowitym zakazie przerywania ciąży byłaby do pomyślenia w Indiach?

Hindusi wierzą w reinkarnację – w jej doktrynalnych ramach można znaleźć argumenty zarówno „za”, jak i „przeciw” przerywaniu ciąży.

Zwolennik aborcji powie, że nie jest to przecież całkowite unicestwienie życia, bo człowiek i tak się odrodzi, choć z pewnym opóźnieniem. Argument pro-life będzie z kolei taki: ingerencja odsuwa kolejne narodzenie i zaburza proces stopniowego dochodzenia do ostatecznego wyzwolenia z cyklu narodzin. Celem jest zaprzestanie wędrówki w samsarze, ale najpierw trzeba wyczerpać działanie karmy i poprzez kolejne narodziny skonsumować owoce poprzednich żywotów, tak więc ta wędrówka ma sens. W zbawieniu nie chodzi przecież o przypadkowe zatrzymanie procesu kolejnych wcieleń, ale o świadome przejście kolejnych narodzin z intencją stałego rozwoju duchowego, który w końcu umożliwi wyzwolenie. Oczywiście wybitne jednostki ten proces mogą znacznie skrócić, ale przeciętny śmiertelnik wędruje aż do wyczerpania karmy.

W kwestii aborcji obowiązuje jednak przede wszystkim stanowisko pragmatyczne – gdyby kobietom w Indiach kazano rodzić wszystkie poczęte dzieci, to z powodu przeludnienia mógłby to być koniec świata indyjskiego.

Należy dodać, że konserwatyzm i ortodoksja są przez Europejczyków nieco inaczej rozumiane niż przez Hindusów. Pod obecnymi rządami partii konserwatywnej Bharatiya Janata Party (Indyjskiej Partii Ludowej), która mocno utożsamia się z wartościami ortodoksyjnego hinduizmu, wprowadzono formalnie kategorię trzeciej płci oraz prawo do małżeństwa dla osób transgenderowych. Tacy ludzie mogą zresztą pełnić ważne funkcje publiczne. Znanym przykładem jest Prithika Yashini – pierwsza transgenderowa podinspektor policji w Indiach. Osoby transgenderowe określa się np. mianem Hijra (są to ludzie urodzeni jako mężczyźni, utożsamiający się z płcią żeńską). Zajmują one odpowiednie kasty, są poświęcone bogini Bahućara Mata i towarzyszą społeczności w ważnych momentach życia. To grupa bardzo liczna w Indiach, mieści się w tradycji czy ortodoksji, a przyzwolenie na „dziwność” (tak powiedzielibyśmy w Polsce) jest w niej wysokie.

Rzeczywiście określenie „ortodoksyjny hinduizm” nabiera innego znaczenia.

W hinduizmie, ale przecież w każdej religii (niezwykle ciekawa jest pod tym względem historia islamu), od zawsze jakiś procent społeczeństwa był homoseksualny i jest to absolutnie normalne. W Indiach (poświadcza to dawna literatura) popularne były związki mężczyzn z młodszymi od siebie chłopcami jak w europejskiej kulturze starożytnej Grecji czy Rzymu. Warto zwrócić uwagę, że sankcje dotyczące homoseksualizmu zaczęto wprowadzać w Indiach za czasów rządu Brytyjczyków, zwłaszcza w epoce wiktoriańskiej. Wtedy dla Brytyjczyków takie zachowania były nie do przyjęcia. To oni wprowadzili restrykcje dotyczące życia seksualnego, utrzymując, że homoseksualizm wśród bardzo zróżnicowanych i otwartych społeczności indyjskich jest naganny. Brytyjskie prawo wprowadziło w 1861 r. przepis w 377. sekcji Indian Penal Code (Indyjskim Kodeksie Karnym) penalizujący homoseksualizm. Przewiduje on nawet dożywotnie więzienie. We współczesnych Indiach ruchy LGBT rozpoczęły walkę o usunięcie tego zapisu. W 2016 r. temat depenalizacji homoseksualizmu został podjęty przez indyjski Sąd Najwyższy, który uznał prawo obywateli do prywatności w kwestii kontaktów seksualnych. Niedawno Sąd Najwyższy postanowił poddać ważność art. 377 pod dyskusję i rozpatrzyć tę sprawę najpóźniej do października 2018 r. Środowiska LGBT oczekują na pozytywne dla nich rozstrzygnięcie tej sprawy. Obecnie do orientacji homoseksualnej przyznaje się coraz więcej osób, zwłaszcza celebrytów, pisarzy czy producentów kina Bollywood.

Bollywood? Myślałam, że jest to przemysł dość zachowawczy w kwestiach obyczajowych i seksualnych.

Bollywood jest bardzo zróżnicowane. Oczywiście przeważają tu tzw. komedie romantyczne – nie zapominajmy bowiem, że kino dla Hindusów ma być formą rozrywki, odskocznią od problemów życia codziennego, wspólnych wszystkim, niezależnie od klasy społecznej. I choć może się nam wydawać, że historie są powtarzalne (z reguły młodzi ludzie zakochują się w sobie wbrew wyborom rodziny) i utrzymane w kiczowatej estetyce, to kino indyjskie się zmienia i pojawiają się w nim nowe nurty. W 1996 r. został wyreżyserowany film Ogień (pierwsza część trylogii Ogień, Woda i Ziemia reżyserki Deepy Mehty) opowiadający o miłości dwóch kobiet. Był on szeroko komentowany i wzbudzał mieszane uczucia. Częściej jednak niż kobiety w Bollywood przedstawiani są homoseksualni mężczyźni. Nikt nie wypiera tych tematów, tolerancja jest stosunkowo duża.

Choć Bollywood nie pokazuje stosunków seksualnych, a nawet pocałunków, to właściwie dużo w tych filmach brutalności. Nierzadko pojawiają się w nich sceny, w których agresja skierowana jest w stronę kobiet. Jest to po części wynikiem indyjskiej tradycji i uwarunkowań społecznych. Także zachowania szlachetnych bohaterów budzą czasem kontrowersje i dyskutuje się, jak to możliwe, że szlachetny królewicz Rama, bohater Ramajany (eposu sanskryckiego), mógł kochającej go nieszczęśliwie demonicy uciąć nos, by ją oszpecić…

To paradoksalne, ale niechęć wobec kobiet wysysa się często z mlekiem matki.

Tak, mężczyźni są najważniejsi społecznie, upragnieni, cała uwaga rodziny skierowana jest na nich. W społeczeństwie zdominowanym przez system kastowy i schemat religijny daje się dziewczynkom do zrozumienia, że są mniej ważne. Jaskrawym przykładem są dramatyczne akty agresji wobec kobiet, z którymi mamy do czynienia zwłaszcza na północy kraju. W Indiach często życie kobiet waży znacznie mniej niż życie mężczyzn.

 

Polecana literatura:

– W. Doniger, On Hinduism, Nowe Delhi 2013

– K.D. Gaur, Abortion and the Law in India, „Cochin University Law Review” 1991, t. 15, s. 123–143

– S. Kakar, K. Kakar, The Indians. Portrait of a People, Mumbaj 2007

– K. Laale Willer, Embryology and Abortion in Indian Antiquity: A Brief Survey, „Indian Journal of History of Science” 1996, nr 31

SexSelective Abortion in India, Gender, Society and New Reproductive Technologies, red.  T. Patel, Nowe Delhi, Thousand Oaks, Londyn 2007

Violence Against Women in South Asian Communities, Issues for Policy and Practice, red. R.K. Thiara, A.K. Gill, Londyn, Filadelfia 2010

– Vatsyayana, Kamasutra, tłum. W. Doniger,  S. Kakar, Oxford 2003

– M. Swajambhuwa, W. Mallanaga, Manusmryti, czyli traktat o zacności. Kamasutra, czyli traktat o miłowaniu, tłum., wstępem, przedmową, przypisami i słowniczkiem opatrzył M.K. Byrski, Warszawa 1985

Marzenna Czerniak-Drożdżowicz 

Prof. dr hab., pracuje w Zakładzie Języków i Kultur Indii i Azji Południowej Instytutu Orientalistyki UJ, gdzie prowadzi zajęcia z lektury i interpretacji tekstów sanskryckich, a także wykłady dotyczące indyjskich tradycji religijnych oraz kultury i sztuki Indii. Obszary badawcze: wczesne tradycje wisznuickie, tantra, religijna sztuka południa Indii


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter