70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ilustracja: Klawe Rzeczy

Ten konflikt będzie trwał

Najpoważniejszy cios trzem monoteistycznym religiom zadała nauka w XIX w., wykazując, że Biblia nie ma żadnej wartości jako źródło wiedzy o świecie. Świat nie ma 6 tys. lat, jak wynikałoby z Księgi Rodzaju. Różne gatunki nie powstały jednocześnie i podlegają ciągłym zmianom. Potop i arka Noego to bajki, a człowiek nie jest stworzeniem absolutnie wyjątkowym, tylko jednym ze zwierząt, które ewoluowały przez miliony lat.

Gdy redakcja zaproponowała mi odpowiedź na pytania z ankiety, zdałem sobie sprawę, że jej tematyka pokrywa się z moją książką Wbrew Bogom, czyli od magii i religii do metody naukoweji z powrotem, która ma wkrótce ukazać się w Wydawnictwie CiS. Pozwolę więc sobie z niej skorzystać i przytoczyć sformułowane tam myśli. Już sam tytuł mojej pracy jest odpowiedzią na postawione pytanie o relację religii i nauki – w moim przekonaniu określa ją konflikt. I to konflikt nieprzezwyciężalny, bowiem wbudowany w samą metodę poznawania otaczającego nas świata.

Wybitny fizyk, amerykański noblista Richard Feynman aforystycznie ujął różnicę między tymi dwoma sposobami zdobywania wiedzy: „Religia jest kulturą wiary, a nauka kulturą wątpienia”. W kulturze wątpienia natrafienie na zagadkę jest bodźcem do intensyfikacji myślenia nad jej rozwiązaniem. W kulturze wiary zagadka jest bodźcem do samouspokajającego stwierdzenia, że „taka jest wola Pana” i „Bóg tak chciał”.

Oczywiście muszę od razu zastrzec, że za naukę uznaję wyłącznie nauki eksperymentalne opisywane angielskim słowem „science”. W języku polskim słowo „nauka” ma bowiem znacznie większą pojemność.

Nauki eksperymentalne powstały na przełomie XVI i XVII w., a za ich ojca powszechnie uznaje się Galileusza, który nie tylko wykonywał eksperymenty, ale też ich wyniki zapisywał za pomocą formuł matematycznych. Przy tym większość doświadczeń przeprowadzał wielokrotnie i opisywał je w taki sposób, aby każdy mógł je odtworzyć. Co równie ważne, unikał jałowych spekulacji i opierania się na dawnych autorytetach, podejść tak charakterystycznych dla poprzedzającej go epoki. Został za to ukarany przez Kościół. Konflikt nauki i religii miał miejsce przez wieki w wielu dziedzinach wiedzy i trwa on do dziś. Oto kilka znamiennych przykładów.

Platon i Arystoteles, których poglądy przyswoił Kościół, uważali, że skoro Bóg-Demiurg jest samą doskonałością, to w stworzonym przez Niego świecie ciała niebieskie muszą poruszać się ruchem doskonałym. A ruch doskonały, według Platona, to ruch ze stałą prędkością po okręgu. Przez dwa tysiąclecia astronomowie zmagali się z tym – wspieranym przez Kościół – błędnym przekonaniem.

Starożytni uważali – a Kościół ten pogląd twórczo rozwinął – że w przyrodzie istnieje substancja duchowa, która, dodana do substancji materialnych, przemienia ich własności. Alchemicy poszukiwali owej substancji duchowej przez kilka tysiącleci, zanim nowożytna chemia nie obaliła tego mitu. Ale pozostał on do dziś obecny w katolickiej wykładni sakramentu Eucharystii.

Medycy aż do poł. XIX w. byli niemal całkowicie bezradni wobec chorób. Kościół często głosił zaś, że ich przyczyną jest gniew Boga lub interwencja szatana, i jako jedyny naprawdę skuteczny środek leczniczy zalecał modlitwę. Naukowcy natomiast odkryli przyczyny większości chorób, tym samym leczenie stało się domeną ludzi, a nie Boga. Jednak do dziś egzorcyści wypędzają złego ducha z ciała chorego.

Najpoważniejszy cios trzem monoteistycznym religiom zadała nauka w XIX w., wykazując, że Biblia nie ma żadnej wartości jako źródło wiedzy o świecie. Świat nie ma 6 tys. lat, jak wynikałoby z Księgi Rodzaju. Różne gatunki nie powstały jednocześnie i podlegają ciągłym zmianom. Potop i arka Noego to bajki, a człowiek nie jest stworzeniem absolutnie wyjątkowym, tylko jednym ze zwierząt, które ewoluowały przez miliony lat. Biblia, na którą z namaszczeniem powołują się kapłani religii monoteistycznych, nie jest „Słowem Bożym” (a przynajmniej nie ma na to żadnego dowodu) – to zapis wierzeń starożytnego ludu spisany przez ludzi i dla ludzi (na co dowodów jest mnóstwo).

Starożytną ideę pierwiastka życiowego opuszczającego ciało po śmierci Kościół łączył z duszą. Od Arystotelesa wywodzi się przekonanie utożsamiające duszę z rozumem. Badania neurofizjologiczne pokazały, że różne stany psychiczne człowieka można wywołać, pobudzając elektrycznie i chemicznie poszczególne obszary w mózgu. Eksperymenty przedstawicieli neuronauk podważyły też naiwną wiarę, że nasze zachowania są zawsze racjonalne. Można rozsądnie zakładać, że żadna niematerialna dusza nie istnieje. Ale ochrona pochodzącej od Boga duszy ciągle inspiruje Kościół do sprzeciwu wobec aborcji, eutanazji i zapłodnienia in vitro.

W naukach eksperymentalnych nie ma miejsca dla Boga.

W pewnym sensie nie stawia się więc też w nich wyzwań dla religii. Można sformułować co najwyżej zdroworozsądkowe zalecenie, aby trzymała się od nauki jak najdalej. Religia może jednak szukać nadziei w pewnym paradoksie. Wielcy uczeni uprawiający nauki eksperymentalne czasem deklarują się jako osoby wierzące. Nie twierdzą, że Bóg ich inspiruje, choć, jak wiemy, z fałszywej przesłanki może wyniknąć również prawdziwy wniosek. Jest raczej tak, że w badaniach naukowych hipoteza Boga nie jest im potrzebna – jak odpowiedział Pierre Simon Laplace Napoleonowi w słynnej anegdocie. Niektórzy poszukują jednak nadziei w transcendencji, zadając sobie pytania o sens istnienia: czy jesteśmy tu i teraz tylko dzięki przypadkowi, czy nie realizujemy żadnego wyższego planu i przeminiemy bezpowrotnie? Nadzieja i strach – to sens religii.

Czy nauka i religia są ze sobą sprzeczne? Logik Jan Woleński w książce Wierzę w to, co potrafię zrozumieć (Kraków 2014) ujmuje to tak: „Jeśli dwa zdania mają być wzajemnie sprzeczne, muszą być sformułowane w tym samym języku, nie etnicznym, tylko spełniającym formalne rygory logiczne. Uważam, że ateizm jest o tyle lepszy, że nie inwokuje bytów, które nie mają nic wspólnego z empirią, ale tylko o ile przyjmujemy pogląd, że nasza teoria świata ma być zgodna z doświadczeniem” (s. 147). Jeżeli chcemy zrozumieć otaczający nas wszechświat i prawa nim rządzące, musimy zrezygnować z odwoływania się do Boga, jeżeli natomiast ktoś wybiera religijną wizję świata, powinien zrezygnować z wypowiadania empirycznych sądów o świecie, bo religia nie jest drogą do jego poznania. Problem w tym, że za religią – a raczej religiami – z ich świętymi księgami, zakazami seksualnymi, żywieniowymi i higienicznymi stoją potężne instytucje. Większość zinstytucjonalizowanych religii ma swoich hierarchów i urzędników, pobiera podatki, sprzedaje usługi i, jak każda grupa lobbystyczna, próbuje forsować regulacje prawne, które umożliwiłyby im jak najlepsze funkcjonowanie, i rozciągnąć swoje władztwo na niepodzielających tej wiary. A takie podejście prowadzi do nieuchronnego konfliktu z nauką.

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter