70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. F. Mazur/Agencja Gazeta, il. T. Piotrowski

Najstarszy pejzaż

Bezkresna przestrzeń zasklepiła się, zrosła bez najmniejszej blizny. Mogła wchłonąć wszystko. Nie tylko tę awanturę, ale i bitwy, wojny, wędrowne ludy i osiadłe narody. Nie było sił na otchłań. Na te nazwy na mapie. Tagana, Juroknta, Piczunga.

No co? Daleko jest, pusto, myśl ma się gdzie rozprężać. Rojenia i przywidzenia z Czelabińskiem gdzieś w oddali po lewej. Wcześniej Samara i Ufa tak samo ledwo się zja­wiły na horyzoncie z tą swoją poszar­paną linią blokowisk, niebotycznych kominów, wież rektyfikacyjnych, zbiorników, splotem rurociągów drenujących wnętrze ziemi. Zielone wzgórza Baszkirii i czarne kratow­nice szybów naftowych. Aby za Ural, bo tam przestrzeń rozleje się sze­roko jak woda, gdy równinę zagarnia powódź. Bo przecież się jeździ, żeby mieć spokój, żeby świat nie cieśnił się jak na co dzień. Coś tam niby wiesz: w Borysoglebsku Marija Spiridonowa zabiła gubernatora Łużeniowskiego, w Jekaterynburgu Jurowski zabił cara, w Bugulmie Hašek był komisa­rzem… Ale to nie przeszkadza, nie przesłania krajobrazu. Nasącza go tylko dwuznacznym światłem ludz­kich czynów. Ten blask raz po raz przygasa, blednie, ledwo się tli przez długie godziny i setki kilometrów, by na chwilę rozbłysnąć, powiedzmy, w Iszym. Albo w Bogotoł, gdzie pół­ślepy od dwunastogodzinnej jazdy, znalazłem w końcu nocleg w komna­tach otdycha na kolejowym dworcu. Przez okno widziałem czarny obły grzbiet składu, a tuż przed snem usły­szałem, jak megafony ogłaszają jego odjazd do Władywostoku. Na skraj kontynentu więc, gdzie ziemia prze­łamuje się, osuwa i zamienia w oce­aniczne dno. Można o tym rozmyślać nocą w Bogotoł. W dusznym pokoju z siatką w oknie, z którego widać czarny grzbiet pociągu jadącego na skraj ziem. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata