70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Kacper Kowalski/Forum STR

Minogi, chrobotki i borowce na placu budowy

Największą zmorą dla bioróżnorodności jest fragmentacja środowiska. Obecnie próbuje się naprawić jej skutki przez kosztowne inwestycje – budowę przejść dla zwierząt nad istniejącymi autostradami i wyburzanie przegród na rzekach. O naturze powinniśmy jednak myśleć wcześniej.

Marzena Zdanowska: Zajmuje się Pani oceną oddziaływania inwestycji na środowisko naturalne. Zastanawiam się, jak wyjaśnić, co to dokładnie znaczy, żeby nie utonąć na wstępie w biurokratycznym żargonie.

Joanna Tomaszkiewicz: Zacznijmy więc od cytatu z papieża Franciszka. Wiedziała Pani, że w Laudato si’ napisał dokładnie o tym, czym zajmuję się zawodowo? Czytamy: „182. Przewidywanie wpływu inicjatyw w dziedzinie przedsiębiorczości i projektów na środowisko wymaga przejrzystych procesów politycznych i dialogu (…). 183. Studium oddziaływania na środowisko nie powinno być późniejsze niż opracowanie projektów produkcyjnych czy jakiejkolwiek polityki, planu lub programu. Musi należeć do tych działań od samego początku i mieć charakter interdyscyplinarny, przejrzysty i być opracowane niezależnie od jakiejkolwiek presji gospodarczej lub politycznej. 184. Kiedy pojawiają się ewentualne zagrożenia dla środowiska, dotyczące dobra wspólnego obecnego i przyszłego, to trzeba, aby decyzje podejmowane były na podstawie porównania możliwego ryzyka i korzyści, jakie niesie ze sobą każdy alternatywny wybór”. To jest niesamowite, bo encyklika nie tylko mówi o potrzebie oceny oddziaływania na środowisko, ale wchodzi w szczegóły, opisuje, jak powinien wyglądać proces.

Chodzi po prostu o to, aby przed wydaniem zgody na pewne inwestycje, ale także stworzeniem planów, programów i strategii zawierających ramy ich realizacji rozważyć wpływ naszego działania na środowisko i życie człowieka.

Żeby kwestie środowiskowe i społeczne zostały włączone do procesu decyzyjnego na równi z zagadnieniami technicznymi i finansowymi.

 

Kiedy, w realiach polskiego prawa, wymagane jest opracowanie raportu z oceny oddziaływania na środowisko?

Ocena to procedura administracyjna, która ma miejsce w przypadku przedsięwzięć „mogących znacząco oddziaływać na środowisko”. W rozporządzeniu Rady Ministrów z 9 listopada 2010 r. przedsięwzięcia te zostały zdefiniowane i podzielone na „mogące zawsze znacząco oddziaływać na środowisko” i „mogące potencjalnie oddziaływać na środowisko”. Raport jest tworzony zawsze dla inwestycji z pierwszej grupy. W przypadku drugiej grupy odpowiednie organy najpierw podejmują decyzję w tej sprawie. O przynależności do poszczególnych grup decyduje nie tylko rodzaj przedsięwzięcia, ale również jego wielkość określona parametrami, które nazywamy progami kwalifikacji.

W praktyce raporty robi się dla fabryk, w których wykorzystuje się procesy chemiczne lub biologiczne, elektrowni, hut, kopalni, linii kolejowych, autostrad i mniejszych dróg, portów, zapór rzecznych, składowisk odpadów, ferm, terenów usługowych itd.

 

Czyli kiedy budujemy dla siebie dom, nie musimy zamawiać takiego raportu?

Zazwyczaj nie, chyba że mamy do czynienia z terenami objętymi programem Natura 2000, stanowiącym mechanizm ochrony bioróżnorodności na terenie Unii Europejskiej. Na tych obszarach każde przedsięwzięcie – dom prywatny, domek letniskowy, parking – musi zostać sprawdzone pod kątem tego, czy może tworzyć zagrożenie dla środowiska. Jeśli istnieją jakiekolwiek wątpliwości, raport będzie wymagany nawet dla maleńkiej inwestycji.

 

Wszystko zatem zależy od miejsca.

Od miejsca i rodzaju inwestycji, bo w ocenie oddziaływania na środowisko właśnie ich połączenie jest istotne. Sytuacja lokalizacji określonego przedsięwzięcia w określonym miejscu jest niepowtarzalna.

 

Czy dobrze rozumiem, że należy zwrócić uwagę na to, czy przedsięwzięcie ma powstać na terenie Natura 2000 czy 100 m dalej, już poza jego granicą?

W Polsce funkcjonują dwa systemy ochrony przyrody. Pierwszy to nasz stary system, polegający na wyznaczaniu obszarów chronionych, takich jak parki narodowe, parki krajobrazowe, rezerwaty przyrody czy obszary chronionego krajobrazu. Mają one ściśle wytyczone granice, w których obowiązują określone zakazy. Zdarza się, że po jednej stronie drogi można coś modyfikować, budować, przekształcać, a po drugiej – już nie, bo to np. park narodowy. Drugi system opiera się na sieci obszarów Natura 2000. To szersze podejście, integrujące wszystkie aspekty środowiska, które umożliwiają istnienie wartości określanych jako dziedzictwo przyrodnicze Europy. Różnica polega na tym, że dla obszarów Natura 2000 nie istnieje zamknięty katalog zakazów. Jest tylko jeden: nie można podejmować działań mogących, osobno lub w połączeniu z innymi czynnościami, znacząco negatywnie oddziaływać na przyrodę. Tym razem nie chodzi bowiem o „chronione obszary”, tylko o „obszary ochrony” gatunków i siedlisk. Czyli ważne są nie same granice, ale cel utworzenia obszaru. Narzędziem takiej ochrony powinno być odpowiednie planowanie przestrzenne możliwych form zagospodarowania na obszarach Natura 2000 i w ich otoczeniu. Może się bowiem okazać, że przedsięwzięcie zlokalizowane na tych obszarach nie będzie miało wpływu na cel ochrony, a wpływ taki może mieć inwestycja realizowana w jego sąsiedztwie. Taką sytuację mieliśmy w przypadku lotniska w Modlinie. Mimo że nie jest zlokalizowane w granicach obszaru, tylko w pobliżu kilku, utworzonych dla ochrony ptaków i nietoperzy, została dla niego przeprowadzona pełna ocena oddziaływania na obszary Natura 2000.

 

W raportach ujmuje się różne scenariusze dla danego przedsięwzięcia, zalecenia, jak unikać strat środowiskowych, a jeśli są one nieuniknione, przedstawia się sposoby ich minimalizowania lub kompensacji. Jaki mamy arsenał środków, żeby niwelować negatywny wpływ na środowisko?

Najlepiej jest oczywiście unikać znaczących oddziaływań negatywnych. Trzeba to jednak robić z głową, czyli analizować środowisko jako całość.

Bo jeśli planując np. przebieg drogi, będziemy omijać każde cenne siedlisko, zaczniemy jechać slalomem i w efekcie inwestycja zajmie jeszcze większą powierzchnię.

Budowę dróg mamy akurat już dobrze rozpracowaną i relatywnie łatwo jest wybrać wariant, który wydaje się najlepszy dla środowiska.

 

Umiemy łatwo przeliczyć, która alternatywna trasa jest najmniej szkodliwa?

Metody porównywania wariantów w ocenie oddziaływania na środowisko to temat rzeka! Podejmowane są próby ich skalkulowania i porównania na podstawie otrzymanych wartości liczbowych, np. w postaci śladu węglowego, czyli emisji gazów cieplarnianych, jaka wiąże się z realizacją, funkcjonowaniem i likwidacją planowanego przedsięwzięcia. Często też podaje się wartości liczbowe, jakie uzyskano w wyniku szczegółowej inwentaryzacji przyrodniczej rejonu lokalizacji poszczególnych wariantów. One pokazują jednak tylko wycinek środowiska jako całości.

 

W raportach liczone są ważki, chrabąszcze, porosty, mszaki. Po co? Czy eksperci opracowują rozwiązania dla każdego chrobotka alpejskiego albo przylepki żałobnej?

Faktycznie, podczas przygotowania raportu wykonuje się inwentaryzację chronionej flory i fauny oraz siedlisk przyrodniczych. Liczenie wszystkich gatunków chrząszczy, pająków, motyli dziennych i nocnych jest jednak przydatne tylko w ograniczonym stopniu, ponieważ z tych przyrodniczych puzzli trudno później „złożyć środowisko”.

W praktyce wygląda to tak, że wyniki inwentaryzacji wszystkich elementów środowiska przyrodniczego nanosi się na mapy. Jeśli zrobimy tzw. mapę zbiorczą i spojrzymy później na kropki oznaczające miejsca występowania poszczególnych gatunków oraz plamy powierzchni siedlisk, zauważamy, że w większości przypadków występują one łącznie w określonych przestrzeniach i wyznaczają obszary cenne przyrodniczo, biologicznie bogate, z najwyższą bioróżnorodnością. Są to lokalne korytarze ekologiczne, zadrzewienia śródpolne, miedze, oczka wodne, łąki wilgotne, czyli prawdziwe centra bioróżnorodności, które jednocześnie stanowią charakterystyczne cechy badanego krajobrazu. Można je wyznaczyć również na podstawie szczegółowej analizy map, zdjęć lotniczych i potwierdzić kompleksowo podczas wizji lokalnych w terenie. Nie trzeba liczyć wszystkich ślimaków, aby było wiadomo, który obszar najlepiej byłoby ominąć, planując przedsięwzięcie.

 

Co można zrobić, kiedy nie da się ominąć cennego przyrodniczego obszaru?

Dalej w arsenale mamy środki i działania minimalizujące. Podwyższają one koszt realizacji inwestycji i wiążą się z akceptacją pewnego poziomu wpływu na środowisko.

Na przykład sposobem minimalizacji skutków przegrodzenia doliny rzecznej przez konstrukcję mostu jest poszerzanie jego światła, czyli przestrzeni, jaką pozostawimy dla funkcjonowania rzeki oraz korytarza ekologicznego wzdłuż jej brzegów. Jeszcze nie tak dawno, na początku mojej ścieżki zawodowej, aby powstał most, budowało się nasypy w poprzek doliny, które dochodziły tak blisko rzeki, jak to możliwe. Jedyne ograniczenia podyktowane były bezpieczeństwem konstrukcji. Rzeka była specjalnie regulowana na długości np. dwóch kilometrów, aby „estetycznie” pod kątem prostym krzyżowała się z mostem. Po wielu trudnych dyskusjach przełomem stało się budowanie mostów obejmujących przestrzeń między wałami przeciwpowodziowymi. Dzisiaj już nikt z tym nie polemizuje, a coraz częściej zdarzają się mosty obejmujące jeszcze większą przestrzeń – maksymalny obszar doliny rzecznej, żeby tereny organicznie związane z rzeką nie były od niej odcięte. Jeśli myślimy o zachowaniu bioróżnorodności, postępująca fragmentacja środowiska, czyli rozdzielanie, przerywanie integralnych systemów przyrodniczych, to największa zmora.

 

Wszyscy znamy przejścia dla zwierząt budowane nad drogami, które mają łagodzić skutki fragmentacji środowiska wprowadzane np. przez autostrady. Jak powinny one wyglądać?

Przejścia dla zwierząt projektuje się nad i pod drogami w zależności od wymagań gatunków występujących w okolicy. Żaby – ten sztandarowy przykład – mają swój stały określony szlak, którym zmierzają, żeby złożyć skrzek. Później młode osobniki wracają tą samą trasą na zimowisko. W okolicy Sycowa przy drodze S8 łączącej Wrocław z Białymstokiem można z samochodu zobaczyć specjalne czarne wygrodzenia, które nie pozwalają żabom wejść na drogę i kierują je do przejścia pod nią. Taki płotek ma nawet od góry nachylenie, żeby żaba, która próbuje się na niego wspiąć, spadła na ziemię. Przejścia dla płazów muszą być budowane odpowiednio gęsto, żeby zwierzę nie zamęczyło się samym jego szukaniem.

Z kolei korytarze pod drogami dla dużych zwierząt powinny być odpowiednio szerokie, aby nie tworzył się z nich ciemny tunel. Jeśli zaś przejście dla dużych zwierząt lokalizujemy nad drogą, to nie może ono być zbyt strome, bo sarna to nie kozica górska i nie pójdzie „do nieba”, ona powinna widzieć, gdzie ją ta droga prowadzi. Okolica musi też być urządzona w sposób stwarzający wrażenie terenu naturalnego, w tym celu kładzie się karpy starych drzew, sadzi rodzime gatunki roślin. Przejścia powinny być chronione przed hałasem, światłem i dostępem człowieka. Te wszystkie czynniki, w powiązaniu z wyznaczeniem odpowiedniego miejsca, decydują o efektywności tego środka minimalizującego skutki fragmentacji przestrzeni.

Można oczywiście znaleźć informacje, że nie zawsze takie korytarze działają, że zostały zbudowane za duże pieniądze, a później okazuje się, że zwierzęta tamtędy nie chodzą…

 

Dlaczego tak się dzieje?

Raport, w którym wyznacza się lokalizację przejść dla zwierząt, powstaje zwykle na kilka lat przed realizacją autostrady. Wynika to z czasu koniecznego na uzyskanie wszystkich późniejszych pozwoleń i wybór wykonawcy. W trakcie budowy w pasie o szerokości zwykle 80 m zdzierana jest warstwa gleby, przeprowadza się roboty ziemne, układa kolejne warstwy nawierzchni drogowej. Przez – dajmy na to – dwa lata jeżdżą tam koparki i inny ciężki sprzęt, miejsce te są oświetlone, cały czas czuć obecność człowieka. Dopiero na końcu funduje się wiadukty w ciągach dróg poprzecinanych przez autostradę i nasze przejścia dla zwierząt, urządza się tzw. zieleń przydrożną i otoczenie, po czym następuje badanie efektywności. Zwierzęta przez ten czas wypracowały sobie już inne szlaki…

Należałoby przeorganizować harmonogramy realizacji inwestycji drogowych, aby szlaki migracji przyrodniczych mogły funkcjonować już w czasie budowy, oraz dać przyrodzie więcej czasu na zafunkcjonowanie w nowych warunkach.

 

Czy w innych państwach UE rzeczywiście zaczyna się od budowania przejść dla zwierząt?

Większość autostrad powstała tam dużo wcześniej, kiedy nie mieliśmy współczesnej wiedzy i doświadczeń. Fragmentacja terenów naturalnych powoduje, że maleje możliwość wymiany genów, spada bioróżnorodność, okaleczone systemy przyrodnicze i krajobrazowe stają się coraz mniej stabilne, coraz mniej przyjazne również dla człowieka. W tej chwili próbuje się to naprawić przez kosztowne inwestycje, np. buduje się przejścia dla zwierząt nad istniejącymi autostradami czy też wyburza się przegrody na rzekach. Stąd też wzięła się ocena oddziaływania na środowisko, która okazuje się narzędziem o wiele tańszym i bardziej efektywnym. My mamy szansę, żeby ucząc się na cudzych błędach, budować inaczej.

Oczywiście w przypadku nowych fragmentów tras szybkiego ruchu Europa pokazuje, że odrobiła tę lekcję. Widać to np. w okolicy miejscowości Hindhead, gdzie wydrążono tunel długości ponad 1800 m, dzięki czemu nowy odcinek autostrady A3 z Londynu do Portsmouth został schowany pod ziemią. Zachowano w ten sposób obszar zwany Devil’s Punch Bowl, wyjątkowy zarówno pod względem przyrodniczym, jak i kulturowym. A to dlatego że wcześniejsza ocena oddziaływania pokazała, jak istotne było, aby pozostał w stanie nienaruszonym. Podobne rozwiązania można zobaczyć też, jadąc nowymi autostradami w Chorwacji czy w Grecji.

 

Jak dbać o ptaki? Przy budowie dróg nie ma z nimi problemu, ale w przypadku lotniska albo farmy wiatrowej już tak.

Nie mówmy, że nie ma z ptakami problemów przy budowie dróg! Niszczymy im siedliska, płoszymy, rozbijają się o nowe konstrukcje, zderzają się z samochodami. Ale faktycznie farmy wiatrowe stwarzają zupełnie inne problemy – mogą stanowić istotną przeszkodę w migracji. Podstawą jest lokalizacja. Konieczne są badania, w wyniku których dokładnie zostanie ustalone, jakie gatunki ptaków i w jakich ilościach przelatują przez teren planowanej inwestycji. Ptaki drapieżne nie są np. przystosowane do patrzenia przed siebie, bo na wysokości, na której umieszczamy turbiny, nie spotykają naturalnych wrogów. Polując, patrzą raczej w dół. Jeśli postawimy im na trasach przelotu wiatraki, wiele z nich może zginąć, co osłabi i tak już zagrożone populacje.

 

Jeśli podczas inwentaryzacji okazuje się, że na terenie planowanej inwestycji obecne są ptaki drapieżne, nie można stawiać tam wiatraków?

Nie można albo trzeba postawić ich mniej, żeby nie tworzyły zwartej przeszkody w przestrzeni. Można też – w określonych warunkach, np. podczas mgły – wyłączać turbiny.

W przypadku lotniska zagrożenie jest już obustronne. Z jednej strony samoloty mogą płoszyć ptaki. Z drugiej – zdarza się, że na pasie startowym siada np. chmara szpaków, wtedy wypuszcza się pracujące na lotnisku sokoły, żeby to stado przepłoszyć na czas startu lub lądowania. Są też ptaki, które tylko przelatują nad lotniskami, ich się nie płoszy, ale ważne jest, żeby je odnotować i o nich wiedzieć, bo kolizja to nie tylko śmierć ptaków, ale również zagrożenie dla pasażerów. Na lotniskach, o których wiadomo, że leżą na trasie przelotu ptaków, montuje się ptasie radary. Tak jest np. w Izraelu, nad którym przebiegają główne trasy sezonowych migracji, przelatują tam np. dwa razy w roku nasze bociany. Kiedy ptaki pojawią się na radarze, uruchamia się różnego rodzaju procedury, aby nie dopuścić do kolizji – wstrzymuje loty, kieruje samoloty na inne trasy itp. Nie jesteśmy w stanie sterować ruchem ptasich przelotów, ale można zgrać z nimi ruch samolotów.

 

Na lotnisku w Modlinie używany jest podobny radar.

W Modlinie niedaleko lotniska mamy gigantyczne łąki, gdzie podczas migracji wiosennych lub jesiennych potrafią pojawić się stada kaczek liczące tysiące sztuk. Jeśli nadleci polujący bielik i one wszystkie nagle się poderwą, wtedy rzeczywiście lepiej, aby w przestrzeni nie pojawił się również samolot. Dodatkowo na tym lotnisku funkcjonuje specyficzna procedura startu i lądowania wymagająca specjalnego sprzętu radionawigacyjnego – startujący samolot musi lecieć po paraboli, żeby jak najszybciej opuścić przestrzeń odwiedzaną przez ptaki.

 

Rozwiązania, o których Pani mówi, wydają się z jednej strony nieoczywiste, ale z drugiej – zaskakująco proste. 

Jak już się coś wymyśli, zwykle wydaje się to niezwykle proste! Chodzi o to, aby rozwiązania minimalizujące wpływ na środowisko były dopasowane do specyfiki sytuacji, z jaką mamy do czynienia w każdym indywidualnym przypadku. Środki i działania minimalizujące opracowywane podczas oceny muszą być przede wszystkim wykonalne technicznie i organizacyjnie. Bo, po pierwsze, tylko wtedy praca nad ich projektowaniem ma sens, a po drugie, gdybyśmy do decyzji administracyjnej wpisali działania, które nie są możliwe do przeprowadzenia, decyzja byłaby w świetle prawa nieważna.

 

Nie mówiłyśmy dotąd o rybach. Co się robi dla nich poza poszerzeniem mostów?

Akurat poszerzanie mostów stosuje się z myślą o całym systemie doliny rzecznej, czyli głównie dla organizmów lądowych, ale faktycznie korzystnym efektem dla ryb będzie pozostawienie jak najbardziej zróżnicowanej linii brzegowej i dna rzeki. Im bardziej złożona jest struktura przyrodnicza, tym większa jej bioróżnorodność. Niezwykle istotna jest ciągłość rzek, czyli nieprzegradzanie ich stopniami wodnymi. Przy przygotowywaniu oceny warto przyjrzeć się też rybom dwuśrodowiskowym, takim jak łososie, które żyją w morzu, ale później wędrują pod prąd w górę rzeki, żeby się rozmnożyć. Robią to w określonych warunkach, ważne są temperatura, zacienienie, zróżnicowanie dna.

 

Co można zrobić, kiedy stopień wodny musi powstać? 

Tworzy się przepławki przez budowaną konstrukcję. Przepławka to jest śluza dla ryb, konstrukcja z wieloma poziomami, które zwierzęta mogą stopniowo przeskakiwać. Problem polega na tym, żeby one tam trafiły. Żabie postawimy na drodze płotek i ona przejdzie tylko tam, gdzie chcemy, ale jak poprowadzić łososia do przepławki, jeśli mamy rzekę o szerokości 300 m? W warunkach naturalnych pokieruje go nurt rzeki i my też możemy spróbować go stworzyć, ale ostatecznie za sukces uznaje się naprowadzenie na właściwą trasę ok. 70% ryb. Powyżej stopnia trafiamy na zbiornik stojącej wody, gdzie znów nie ma nurtu. Ryby muszą szukać drogi, a to opóźnia dotarcie na miejsce tarła. One mogą po prostu nie zdążyć pokonać takiej rzeki. A kiedy już nieliczne osobniki się rozmnożą, młode muszą przebyć tę trasę z powrotem. I najczęściej gubią się w dużym zalewie, bo tracą nurt, który je prowadzi.

 

Możemy im jakoś pomóc?

W praktyce zarybia się stawy i wpuszcza młode osobniki do rzeki poniżej zapory. Widzimy więc, że budując zaporę w dolnym biegu rzeki, mamy wpływ na wszystkie obszary Natura 2000 wyznaczone ze względu na ryby dwuśrodowiskowe powyżej stopnia, czyli nawet kilkaset kilometrów dalej. Można zrobić kanał i puścić te ryby bokiem, ale znów rodzi się pytanie, jak one mają tam trafić… Może już lepiej zrobić kanał dla potrzeb człowieka, a rzekę zostawić w spokoju?

 

To oznacza, że inwestycje na rzekach mają wpływ na największy obszar.

Tak. Można zobaczyć, jakie nieodwracalne zniszczenia powstały po wybudowaniu Zapory Trzech Przełomów w Chinach czy tam w Puszczy Amazońskiej. Bioróżnorodność bierze się w dużej mierze z różnych warunków fizycznych. Rzeka w naturze ma dynamiczny poziom wody, czasem on się podnosi, a woda przekształca środowisko na brzegu, później opada i rozwijają się niesamowite efemeryczne zbiorowiska, kiełkują rośliny, które mogą pojawiać się raz na kilka lat. Z przemieszczających się piasku, kamieni i żwiru tworzą się zakola, które może polubić minóg. Jeśli ustalimy poziom rzeki czy zbiornika na jednej określonej wysokości, ona zaczyna przypominać jezioro i niektóre gatunki tracą możliwość, żeby się pojawić.

 

Jak pogodzić wiedzę o skali strat wywoływanych przez zapory na rzekach z przekonaniem, że elektrownie wodne należą do tzw. zielonych źródeł energii? 

Na świecie odchodzi już się od takiego ich postrzegania właśnie ze względu na szkody wywoływane przez hydroelektrownie w środowisku naturalnym.

 

Co to znaczy kompensować straty, których nie udało się uniknąć? 

Kiedy nie udało się uniknąć znaczących negatywnych oddziaływań ani ich zminimalizować do poziomów nieznaczących, wtedy musimy zaprojektować kompensację, czyli staramy się odtworzyć warunki przyrodnicze, które tracimy przez realizację inwestycji. Istotne jest, żeby robić to jak najbliżej miejsca tej straty, bo trzeba odtworzyć łączność cennych terenów.

Kiedy kompensuje się hektar lasu, należy odtworzyć dwu-, trzykrotność tej powierzchni, bo wiadomo, że nasze dzieło będzie niedoskonałe. Ciągle za mało wiemy o przyrodzie, żeby odtworzyć jej złożoność. Możemy zadbać o odpowiednie warunki siedliskowe i mieć nadzieję, że przyroda zadba o resztę.

Moja przyjaciółka mówi: „Skompensować Dolinę Rospudy? Proszę bardzo – wykopiemy dołek w ziemi i poczekamy 10 tys. lat”.

 

Idea ochrony przyrody wydaje się czymś szlachetnym i pięknym, ale czy nie jest ostatecznie tak, że chronimy tylko to, co jest dla człowieka cenne? Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś chronił kleszcze, choćby zostało ich tylko kilka na świecie.

Jeden z moich ulubionych profesorów mówił, że ochrona przyrody jest dziedziną nie tyle biologiczną, ile społeczną. Bo chronimy to, co człowiekowi wydaje się istotne. Ale trzeba tu zaznaczyć, że nie znaczy to ważne z punktu widzenia gospodarki.

My, jako gatunek, jesteśmy uzależnieni od warunków panujących na Ziemi, więc nawet instynkt przetrwania powinien nakazywać nam ochronę tych systemów, które warunkują nasze istnienie. Śródpolne zalesienia i miedze mają wpływ na wartość naszych upraw. Podobno z Polski sprowadzane są na Zachód nasiona, bo są zachwaszczone, a oni tam zorientowali się, że kiedy nie ma na polu chabrów czy maków, wtedy nie ma owadów, spada liczba gryzoni i cały system gorzej funkcjonuje. Te elementy, które postrzegaliśmy jako chwasty albo szkodniki, okazują się jednak pożyteczne.

Podobnie w miastach coraz bardziej doceniamy tereny zielone i mokre, zdolne buforować zagrożenie powodziowe czy wysokie temperatury. Okazują się też pomocne w walce ze smogiem, ponieważ z zasady są chłodniejsze niż powierzchnie zabetonowane i dlatego, nawet jeśli nie ma wiatru, różnice termiczne wymuszają wymianę powietrza. Troska o środowisko powinna wynikać ze zdrowego egoizmu, z naszego osadzenia na Ziemi.

 

Czy duże zwierzę jest ważniejsze od robaczka albo nawet pleśni? Wydaje się, że w mikroświecie powstają w miarę sprawnie nowe organizmy. Głośno było chociażby o bakteriach rozkładających plastik, co niewątpliwie jest nowym ewolucyjnym osiągnięciem. Czy w tym kontekście wymieranie jakiegoś dużego ssaka jest naprawdę wielką stratą? Może po prostu jedne organizmy giną, a inne się pojawiają, czyli różnorodność jest w pewnej mierze zachowana?

Wymieranie dużych zwierząt świadczy o tym, że zestaw wielu czynników, dzięki któremu one żyły, ulega znaczącemu zaburzeniu. Istnienie żyrafy czy nosorożca jest bardziej skomplikowanym fenomenem niż żywot bakterii. Zagrożone wyginięciem ssaki są dla nas swego rodzaju systemem ostrzegawczym. Pamiętajmy, że w piramidzie ekologicznej człowiek jest takim właśnie dużym zwierzęciem, więc to wymieranie stanowi też obraz naszej ścieżki. My się nie nauczymy żywić plastikiem… A może? Ostatecznie póki co potrzebujemy czystego powietrza i wody. Usłyszałam kiedyś takie mądre słowa: jeśli zastanawiasz się, co jest ważniejsze, pieniądze czy powietrze, wstrzymaj oddech i policz pieniądze, które masz w portfelu.

 

Czy gdyby okazało się, że możliwe jest klonowanie wymarłych zwierząt lub roślin za pomocą tkanek tych organizmów, które są rozsiane po muzeach, należy to robić? I nie chodzi mi o bajki o dinozaurach, ale np. o żabę, która wymarła pięć lat temu.

To tylko zabawa naukowców. Jeśli żaba wymarła dlatego, że zniszczyliśmy jej środowisko, to jej odtworzenie „na szkiełku” niewiele zmienia.

 

A jeżeli uda się odtworzyć  10 żab i stworzyć im wysepkę, na której będą sobie funkcjonować?

To wciąż będzie tylko 10 żab. Proszę zauważyć, że ochroniliśmy kilka ostatnich żubrów. Czy one odgrywają rolę systemową w środowisku? Nie mówię, żeby nie podejmować takich działań, bo mają one znaczenie choćby w wymiarze różnorodności genowej. Jednak, jako gatunek, możemy osiągnąć sukces jedynie przez ochronę bioróżnorodności na poziomie ekosystemów, przez pozostawianie przyrodzie jej terenów, nawet jeśli trzeba byłoby z niektórych miejsc wyprowadzić człowieka. Powinniśmy też umówić się, że na pewne obszary nie wchodzimy ani kroku dalej. I koniec. Że robimy plan zagospodarowania przestrzennego, którego nie zmienia się pod byle pretekstem. Szansę dają nam tylko planowanie, strategia i stabilność prawa, która przecież sprzyja najsłabszym, a przyroda jest jednym z najsłabszych aktorów w naszej grze. System demokratyczny opiera się na chęci przestrzegania prawa. Jeśli nie ma dobrej woli, wtedy te najsłabsze ogniwa będą niszczone.

Dla jakości środowiska ważne jest też aktywne, zaangażowane społeczeństwo obywatelskie. Czasami wydaje mi się, że ludzie w ogóle nie są zaineresowani tym, iż mogą mieć wgląd do dokumentów inwestycji powstających w ich miejscu zamieszkania, zadawać pytania, wysuwać zastrzeżenia, wpływać na warunki zawarte w decyzji środowiskowej.

 

Jeśli nie interweniują, to dlatego że nie dotarła do nich informacja o planowanych inwestycjach. Zazwyczaj ludzie jednak nie chcą, żeby przekopywać im okolicę, lać beton i tworzyć fermy drobiu za płotem.

I mają prawo, żeby tego nie chcieć. Ocena oddziaływania na środowisko zakłada angażowanie społeczeństwa właśnie dlatego, że środowisko dotyczy nas wszystkich. Całe środowisko jest wspólne, nie tylko powietrze.

 

Na jakim etapie należy interweniować?

Decyzję środowiskową wydaje w większości przypadków wójt, burmistrz, prezydent miasta albo regionalny dyrektor ochrony środowiska. Jeżeli w trakcie procedury sporządzany jest raport o oddziaływaniu na środowisko, ogłaszany jest udział społeczeństwa. Informacja powinna być podana w obwieszczeniu, na stronie internetowej urzędu oraz w sposób zwyczajowo przyjęty w miejscu realizacji przedsięwzięcia, czyli w prasie, na słupach ogłoszeniowych, w parafii, przez megafony. Powinno być tam jasno powiedziane, że przez 30 dni w określonych godzinach i określonym miejscu można zapoznać się z dokumentacją, a także złożyć uwagi i wnioski. W dokumentacji należy przede wszystkim poszukiwać streszczenia w języku niespecjalistycznym, które jest obowiązkowym elementem raportu.

Uwagi i wnioski można złożyć w formie pisemnej lub ustnie do protokołu. Wszystkie zgłoszone w terminie kwestie muszą być rozpatrzone w decyzji środowiskowej, co oczywiście nie oznacza, że będą decydujące, ale urzędnicy mają obowiązek się do nich odnieść i opisać, z jakich powodów wzięli je pod uwagę lub jakie argumenty zadecydowały o odrzuceniu. Te możliwości są zbyt rzadko wykorzystywane przez społeczeństwo.

 

Może problemem jest przekonanie, że o wszystkim decyduje prawo własności. Takie: „Skoro kupił działkę, to jego. Co mu można zrobić?”. 

Działka może jego, ale oddziaływanie wychodzi już poza działkę. Prawo własności jest ograniczone przez zasady współżycia społecznego. Mogę sobie kupić samochód, ale podróżować nim mogę przecież tylko wtedy, gdy przejdzie badania techniczne, a moje zachowania mieszczą się w granicach obowiązującego kodeksu drogowego. Gospodarowanie w przestrzeni, w krajobrazie, w środowisku również podlega takiemu katalogowi zasad.

Ocena oddziaływania na środowisko nie jest ogólnie lubiana, proces postrzegany jest jako spowolnienie inwestowania, jakby tylko szybki czas realizacji projektu był wyznacznikiem sukcesu. Na koniec chciałabym znów wspomóc się słowami papieża Franciszka z Laudato si’: „185. W każdej dyskusji dotyczącej inicjatyw w dziedzinie przedsiębiorczości trzeba postawić sobie szereg pytań, by rozeznać, czy przyczyni się ona do prawdziwego integralnego rozwoju. W jakim celu? Dlaczego? Gdzie? Kiedy? W jaki sposób? Dla kogo? Jakie są zagrożenia? Jakim kosztem?”.

Joanna Tomaszkiewicz

Specjalistka oceny oddziaływania na środowisko; prowadzi warsztaty i szkolenia, a także koordynuje przygotowanie raportów dużych inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i hydrotechnicznych, członkini Krajowej Komisji ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter