70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Mamy swojego poetę

Od 26 lat Marcin Świetlicki buduje swoją Polskę, o której lepiej czytać, niż w nią wierzyć. Jego Polskę określają trzy podstawowe momenty: władza, która się wydarza zawsze i zawsze próbuje nas skrzywdzić; miłość, którą przeżywa się po cichu, a wspomina z równie niemym wrzaskiem; oraz samotność, która wyje i odkłada się w kątach nękanego przeciągami mieszkania.

Polska (wiązanka pieśni patriotycznych) to zbiór starych wierszy i ośmiu nowych, wybranych przez poetę i okraszonych niesamowitymi kolażami Alicji Białej. To wiersze, które Polskę dekonspirują i konstytuują, ale równie sprawnie stwarzają obywatela. Obywatela Marcina Świetlickiego, który jest obywatelem specyficznym. Żyje, owszem, w Polsce, urodził się w niej nawet, niekiedy potyka się o nią w drodze do sklepu lub baru, innym razem okna przed nią zamyka i drzwi rygluje. Obywatel Świetlicki to bohater nieszczególnie partycypujący; ma świadomość przemian, ale na przemiany się wypina, ma świadomość innych, ale oni nieszczególnie go obchodzą. Koncentruje się mniej więcej na tym samym, na czym koncentrował się 26 lat temu, choć w tomiku Polska zdecydowanie rzadziej leje się wódka i nieczęsto palą się papierosy. Drobna zmiana jest zauważalna, ale to, co w obywatelu Świetlickim jest najciekawsze, to jego stosunki – raczej niezbyt zażyłe – z instytucją pracy. I mniej więcej oto chodzi w całym sporze o obywatela Świetlickiego, którego raz chcą, ale częściej raczej nie chcą ci z lewa i ci z prawa, niejako stawiając znak równości między obywatelem Świetlickim z tomiku Polska a obywatelem Świetlickim z kraju Polska.

 

Wybór a interpretacja

W tomiku znalazły się takie szlagiery polskiej poezji, jak Od dzisiaj wojna, Polska, Pod wulkanem, Filandia czy …ska. Są to utwory znane, omawiane na tysiącach stron pism i książek oraz w czasie miliona minut akademickich zajęć. Pominę więc interpretację i zajmę się wyborem. Otóż poeta Świetlicki wybrał takie wiersze z obywatelem Świetlickim, które tworzą kraj nader specyficzny – chłodny, brudny, czasami niebezpieczny i brzydki, choć z tendencją do zaskakujących i chwytających za serce i poły płaszcza momentów. Momenty, okazuje się, są najistotniejsze nie tylko w życiu obywatela Świetlickiego (choć fantastycznego utworu Perarolo, czyli M – Czarny poniedziałek, nie znajdziemy w tomiku), ale również nie mniejsze znaczenie mają w historii samej Polski. To dzięki nim dostrzegamy w dymie i czadzie (czy współcześnie: w smogu) nadzieję i dzięki nim jeszcze oddychamy. Obywatel Świetlicki częściej przedkłada troskę o swój związek i pokiereszowane serce nad pracę i obiad, być może dlatego, że związki w życiu obywatela Świetlickiego to równie piękne, istotne, warte wysiłku i dotkliwych konsekwencji, ale jednak momenty. Te przebłyski dzieją się jednak na terenie kraju Polska i w klimacie polskim, nierozerwalnie będąc związanymi na dobre i niejednokrotnie na złe.

Kraj obywatela Świetlickiego zamienia się w pole walki między mniej lub bardziej określonymi ideologicznymi grupami. Obywatel, pokuszę się o niecodzienne porównanie, z upartością godną Geralta z Rivii nie angażuje się, nie decyduje, nie partycypuje. Ci „Oni” chcą go wciągnąć w swoje machlojki i uświetniać swoje wydarzenia, ale obywatel Świetlicki ma swoje dramaty i swoje mniejsze, ale nie mniej ważne wydarzenia. „A my dziś przecież nie mówiliśmy z nikim. / Byliśmy na spacerze, na obiedzie i / po powrocie od razu kochaliśmy się”, a potem „Miała dziś wyjechać i z ulgą została. / Miałem dzisiaj sam zasnąć i z ulgą zasypiam”. Są w tej Polsce obywatela Świetlickiego takie właśnie momenty, które chwytają za serce i są zdecydowanie ważniejsze od przemian ustrojowo-społecznych. To zresztą karkołomne próbować wyciągnąć z tomiku Polska jeden kraj – sam poeta prędzej pisze o miliardzie Polsk, a wszystkie one są w czasie lektury smutne, wszystkie podłe.

Alicja Biała, która użyczyła swojego talentu do tego tomiku-modlitewnika, dokonała rzeczy naprawdę znamienitych. Ilustracje nie tylko pasują do pompatycznego składu książeczki, ale wkraczają również w pola nowych interpretacji. Kapitalne kolaże przedstawiają Polskę, lecz potraktowaną szatkownicą – obok Jaruzelskiego wystąpią Jarosław Kaczyński czy Aleksander Kwaśniewski, ale wszyscy oni w zabójczo niecodziennych kontekstach, stąd tę Polskę nie tylko dobrze się czyta, ta Polska również świetnie wygląda.

 

Polska krytyka

Nie można mówić o obywatelu Świetlickim bez niegustownej krytycznoliterackiej dyskusji, rozpętującej się co rusz przy okazji wywiadów lub książek poety. Nie wiem, w którym kraju bardziej martwiłbym się o życie – w tym, którego w kilkudziesięciu wierszach Świetlicki buduje toksyczne aparaty i patologiczne mechanizmy, czy tym, który idealnie zaprojektowali w swoich głowach przedstawiciele bardziej zaangażowanej opcji literackiej. Po pobieżnej lekturze akapitów tekstów Mai Staśko z „Krytyki Politycznej” czytelnik gotów uznać, że poeta nam nie tylko utył, spuchł i posiwiał, ale zakisił się, sfermentował i zradykalizował. To zresztą znany chwyt poniżej pasa pokolenia, które mierzy piąstkami w niebo, sądząc, że na drodze ku poprawie ogólnego stanu ciała i ducha narodu stoi, mój Boże, zramolały poeta.

Dotarliśmy do specyficznego punktu w dyskursie, w którym należy na nowo nazwać rzeczy i pojęcia, a tomik Polska akurat dobrze temu służy. Przypomnę może: to, który punkt widzenia wybierzemy, zależy tylko od nas. Żadna z grup, która czyha na nasze pieniądze i podmiotowość, nie dysponuje cudownym lekiem na raka narodu, choć w broszurach i hasłach reklamujących rewolucyjne myśli zawsze przedstawia się jedynie wakacje pod palmami. Być może tak mocno skoncentrowaliśmy się na obronie swoich stanowisk (artyleryjskich lub pracy), że w zaangażowanych tekstach pojęcia „wolność słowa”, „demokracja” i „równość” stoją niebezpiecznie blisko – i podejrzewam, nieświadomie – koło innych pojęć, zgoła mniej nadobnych, np. „banicja”, „wykluczenie” i „ekskluzja”, albo gorzej, „faszysta”. Chciałbym w tym momencie przesadzać w takim samym stopniu, jak przesadziła Staśko na łamach „Krytyki Politycznej”, rzucając inwektywami w stronę poety, jak bez mała na manifestacji kamieniami w stronę policji. Być może tym bardziej Drobna zmianaPolska były potrzebne, być może również dlatego obywatel Świetlicki to wciąż niezbędny członek społeczeństwa, bo któż, jeśli nie on wetknie kij w najbardziej chybotliwe miejsce fundamentu naszego hałaśliwie budowanego fantazmatu, któż, jeśli nie on obróci się na nasze szczytne wystąpienia, obśmieje, wyszydzi?

Czuję się spowinowacony z krajem obywatela Świetlickiego nawet mimo gromko ogłaszanych przemian, które miały dawno zostawić mnie w tyle, a jednak – na złość tylko sobie – wciąż żyję i oddycham. Czule kocham tę Polskę tak, jak bity pies kocha swojego wstrętnego pana. Jest to, zgodzę się, związek tyleż zażyły, co toksyczny, ale jest to jedyny związek, jaki byłem w stanie wypracować przez kilkadziesiąt lat swojego życia. I dlatego trudno jest mi zrozumieć, dlaczego moją więź co rusz ktoś chce naprawiać. Cieszę się, że analizujemy swoje patologie, przepracowujemy traumy i odkrywamy Innego; sam byłem – i wciąż chyba jestem – aktywną częścią zaangażowanego dyskursu, jednak zastanawia mnie coraz bardziej, ile z naszych pomysłów, zamiast jednoczyć, w istocie wykluczało i niszczyło. Jesteśmy w tym wszystkim bardzo namiętni, ale obawiam się, że bezpłodni.

_

Alicja Biała, Marcin Świetlicki

Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)

Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2018, s. 100


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter