70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Poznaj swojego wroga

Napiórkowski pokazuje dwa rodzaje patriotyzmu, które nie potrafią żyć wspólnie, a jednocześnie nie mogą bez siebie istnieć, bo jeden swoją siłę czerpie z walki z tym drugim. Turbopatriota potrzebuje softpatrioty, by walczyć z nim jako z wrogiem wewnętrznym, softpatriota turbopatrioty – by się od niego czuć lepszym i bardziej postępowym.

Łatwo się domyślić, co miał na myśli Marcin Napiórkowski, tytułując swoją książkę Turbopatriotyzm. Wiadomo, że będzie o husarii, koszulkach z wyklętymi i obronie Wiednia przed muzułmańskim zagrożeniem. I faktycznie, autor niestrudzenie prowadzi czytelnika przez świat prawicowych obsesji. Ale nie po to, by je wyśmiać, zbagatelizować ani obnażyć zawarte w nich sprzeczności czy niewiedzę. Chce, żebyśmy się z nimi dogłębnie oraz rzetelnie zapoznali – i ma całkowitą rację.

Turbopatriotyzm w jego ujęciu to bezwzględne przywiązanie i duma z tego, co polskie, idealizowanie przeszłości i lęk przed wrogiem, który wiąże się z obsesją niepodległości. To również nieustająca wojna z napływającym z Zachodu rozkładem moralnym, który zagraża podstawom funkcjonowania państwa polskiego. Najwyraźniejszą emanacją takiej postawy – pisze Napiórkowski – jest Marsz Niepodległości ze swoją śmiertelną powagą, gotowością do walki z wrogiem i celebracją rzeczywistych czy wyimaginowanych przodków.

Przeciwieństwem turbopatriotyzmu jest softpatriotyzm: liberalna miłość do ojczyzny, która zasadza się na szacunku do rządów prawa, od powagi woli radosną celebrację, a zamiast przeszłości patrzy w przyszłość. Softpatriota wzywa do sprzątania po psie, głosowania w wyborach i szanowania konstytucji. Świat Zachodu idealizuje, stawiając go sobie za wzór; nieobcy jest mu również kosmopolityzm. Tradycyjnie rozumiany patriotyzm odrzuca jako przestarzały lub nieprzydatny. Symbolem takiej postawy jest akcja społeczna „Orzeł może” z 2013 r. – ta, na której Bronisław Komorowski wystąpił z orłem z czekolady.

Napiórkowski pokazuje dwa rodzaje patriotyzmu, które nie potrafią żyć wspólnie, a jednocześnie nie mogą bez siebie istnieć, bo jeden swoją siłę czerpie z walki z tym drugim. Turbopatriota potrzebuje softpatrioty, by walczyć z nim jako z wrogiem wewnętrznym, softpatriota turbopatrioty – by się od niego czuć lepszym i bardziej postępowym.

Co było pierwsze? Napiórkowski ujmuje to dialektycznie: pierwszy był tradycyjny patriotyzm, którego formę i treść odrzucili softpatrioci. Turbopatriotyzm to natomiast reakcja na softpatriotyzm i powrót do tradycyjnych treści w nowoczesnej (korzystającej ze współczesnych sposobów komunikacji i promocji) formie. Chronologia ta odpowiada oczywiście najnowszej historii Polski: softpatriotyzm to domena dyskursu transformacji i liberalnych elit III RP, którym kres położyło zwycięstwo turbopatriotyzmu w postaci rządów PiS-u. Klęska softpatriotyzmu jest więc jednoznaczna z klęską liberalnej fetyszyzacji Zachodu, retoryki postępu i – posługując się językiem turbopatriotów – „pedagogiki wstydu”.

 

*

Niby to już wszystko wiemy: „spór o Polskę” trwa w podobnym kształcie co najmniej od końca XVII w. Możemy nazwać go konfliktem między romantyzmem a pozytywizmem, sarmatyzmem i modernizmem czy rodzimymi wersjami okcydentalizmu i słowianofilstwa – wychodzi mniej więcej na to samo. Tematy sporów i okoliczności historyczne się zmieniają, ale argumentacja obu stron pozostaje niemal niezmienna.

Napiórkowski nie udaje jednak odkrywcy Ameryki – w ostatnim rozdziale książki, który nazywa „esejem bibliograficznym”, znajdziemy zresztą bardzo wyczerpującą i poręczną historię tych sporów, jak również przegląd teoretycznych ujęć patriotyzmu i pojęć pokrewnych. W swojej książce podsumowuje aktualny – to jest po 2015 r. – stan walk dwóch Polsk i zastanawia się, dlaczego softpatrioci przegrali. I co można zrobić, żeby turbopatriotyzm nie rządził na wieki i żeby stworzyć dla niego atrakcyjną alternatywę.

Odpowiedź brzmi: dobrze poznać wroga, jego strategie, wartości i priorytety, a także spojrzeć krytycznie na niedociągnięcia własnej postawy. Brzmi banalnie, ale w praktyce mało który softpatriota – a za takiego uważa się sam Napiórkowski – zadaje sobie ten trud. O poczynaniach turbopatriotów większość z nas dowiaduje się z nieobiektywnych mediów, z baniek informacyjnych, z memów.

A Napiórkowski faktycznie obejrzał cały prawicowy Internet, wysłuchał najmniej nawet istotnych przemówień PiS-owskich prominentów, odwiedził stosowne imprezy. Wysłuchał prawicy, a nawet czasem przyznał jej częściowo rację – jak w rozdziale o ojkofobii. Chociażby dla streszczenia tych doświadczeń – dokonanych charakterystycznym dla autora lekkim, błyskotliwym językiem – warto przeczytać tę książkę.

Po Turbopatriotyzm warto sięgnąć również dlatego, że Napiórkowski zręcznie umieszcza polski zwrot na prawo w szerszym kontekście – pokazuje, że podobne spory toczą się właściwie na całym świecie. Szczególnie uważnie przygląda się zjawisku amerykańskiego alt-rightu. I nawet jeśli niekiedy kreśli analogie zbyt powierzchowne, zważywszy na odmienność realiów społeczno-politycznych (tak jak w przypadku USA), a zaniedbuje dużo właściwszy dla Polski regionalny kontekst (a niekiedy nawet nazywa polską specyfiką strategie lata temu wypracowane np. przez Władimira Putina), clou jego tezy pozostaje niezwykle trafne: turbopatriotyzm to dziecko globalizacji, odpowiedź na strach przed przyszłością i świadectwo niemocy liberalnej demokracji wobec jej wyzwań. I to właśnie w refleksji nad tą niemocą – a nie w nieustannych przepychankach o to, kto komu rękę podał na zebraniu Solidarności – polscy softpatrioci powinni szukać nowego pomysłu na siebie.

Napiórkowski w fantastyczny sposób pokazuje też, jak nowa prawica przywłaszczyła sobie dotychczas lewicowe narzędzia: identyfikowanie hegemonii kulturowej, pozycjonowanie się jako uciskana mniejszość (lub większość) i krytyczną dekonstrukcję obowiązującej ideologii. To prawica niesie dziś przekaz emancypacyjny, a jej domeną stała się interpretacja rzeczywistości. W tym ujęciu staje się jasne, dlaczego prawicowy populizm przejął tradycyjny elektorat lewicy i zagospodarował niezadowolenie najróżniejszych grup społecznych.

 

*

Czy zrozumienie tych wszystkich wątków pomoże softpatriotom znaleźć nową, przekonującą również turbopatriotów narrację? Nie sądzę. Późna globalizacja to również czas rosnącej pluralizacji postaw. Różnorodności i wielości baniek informacyjnych nie da się już chyba sprowadzić do konfliktu dwóch plemion, o których wciąż dyskutują publicyści.

Nie do końca przekonuje mnie też wizja konieczności (a tym bardziej możliwości) przeciągnięcia turbopatriotów na „naszą” stronę. Szczególnie w Polsce – do niedawna kraju niemal monoetnicznym i monokulturowym, a do tego przeoranym traumami zaborów i okupacji – trudno nam zaakceptować, że ten postępujący pluralizm jest faktem i że nie istnieje jeden akceptowalny dla wszystkich model Polski.

Turbopatriotyzm to i tak obowiązkowa lektura dla każdego, kto uważa się za patriotę – nie tylko Polski, ale i Europy czy planety Ziemi. Warto poznać swojego wroga. I nawet jeśli dzięki temu nie będzie nam łatwiej żyć ze sobą – być może nauczymy się lepiej żyć obok siebie.

_

Marcin Napiórkowski

Turbopatriotyzm

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, s. 320


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter