70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fot. G. Michenaud, M. Lichtański

Prawicowy anarchista

Choć dwóch Francuzów zdobyło w ostatnich latach literackiego Nobla (J.M.G. Le Clézio i Patrick Modiano), to właśnie Houellebecq jest najbardziej rozpoznawalnym żyjącym pisarzem znad Loary. Jak postrzega swój kraj i jaki obraz Francji odmalowuje w swych powieściach?

Przede wszystkim pisarz czuje nostalgię za Francją, której sam nie mógł doświadczyć – za epoką les trente glorieuses. Owo „wspaniałe trzydziestolecie” między końcem II wojny światowej a kryzysem naftowym (1973 r.) to okres wzrostu gospodarczego, pogody ducha i baby boom. „Powracam do owej Francji lat 50. z jej optymizmem, energią, wiarą w przyszłość i lekką głupawką, jaką wszystko to za sobą pociąga. Dziś wydaje mi się ona bardziej odległa niż Francja lat 90. XIX wieku czy 30. XX. A jednak właśnie w niej się urodziłem, właściwie w jej końcówce” (Wrogowie publiczni, tłum. M.J. Mosakowski, Warszawa 2012, s. 72). Jego powieści diagnozują następujący po tych dekadach kryzys: ekonomiczny, obyczajowy i duchowy.

Stosunkowo najmniej uwagi w dyskusjach o Houellebecqu poświęca się pierwszemu z nich. Jego proza przepełniona jest jednak – jak mówi bohater Mapy i terytorium – „nostalgią za czasami, gdy Francja była krajem przemysłowym” (tłum. B. Geppert, Warszawa 2011, s. 150). Dziś swój sukces ekonomiczny państwo to może oprzeć na transformacji w uroczy skansen; jak z humorem pisze Houellebecq: mając do dyspozycji „urokliwe hotele, perfumy i regionalne pasztety – czyli tak zwaną sztukę życia” (s. 371), Francja sobie poradzi. Ta transformacja nie budzi jego entuzjazmu z dwóch powodów. Po pierwsze, przemysł fascynuje go z perspektywy antropologicznej, jako uprzedmiotowiona siła ludzkiego ducha. Homo faber może odczuwać znacznie większą dumę z owoców swojej pracy niż prekariusz z sektora usług. Po drugie, pisarz dostrzega niesprawiedliwość nowej sytuacji. Przed Thomasem Pikettym i jego Kapitałem w XXI wieku konstruuje bohaterów, którzy są świadomi, że mieszkają w „kraju, gdzie inwestycja w produkcję nie przynosiła żadnych dochodów w stosunku do inwestycji spekulacyjnej” (Platforma, tłum. A. Daniłowicz-Grudzińska, Warszawa 2004, s. 59). Najtragiczniej motyw ten wybrzmiewa w Serotoninie, w której zdesperowani francuscy hodowcy, próbujący przetrwać w rywalizacji z dostawcami tańszych produktów z zagranicy (w tym z Polski), w końcu sięgają po przemoc.

Houellebecq przekonująco opisuje erozję poczucia godności, którym w przeszłości cieszyć się mogli rolnicy i pracownicy wielkich zakładów przemysłowych.

O kryzysie obyczajowym i duchowym mówi się częściej. W Cząstkach elementarnych narrator szczegółowo charakteryzuje przemiany, które rozpoczynają się pod koniec lat 60.: ruch hipisowski, ułatwienia w uzyskiwaniu rozwodów, rozpowszechnienie hormonalnej antykoncepcji, wprowadzenie prawa do aborcji (tzw. prawo Veil) oraz choćby taki fakt, iż „w ciągu kilku miesięcy liczba sex shopów w Paryżu wzrosła z trzech do czterdziestu pięciu” (tłum. A. Daniłowicz-Grudzińska, Warszawa 2003, s. 53). Ostatecznie przemiany owe skutkują według Houellebecqa samotnością, zszarganiem „uczucia miłosnego” (które najlepiej wyraża romantyczna piosenka lat 50.) i demograficznym spadkiem.

A kryzys duchowy? Chrześcijaństwo, choć niekiedy wydaje mu się pociągającą opcją, jest coraz słabsze. Republikańskie ideały humanizmu i praw człowieka są z reguły postrzegane jako slogany powtarzane przez telewizyjnych mędrców. „Na sam dźwięk słowa »humanizm« chciało mi się rzygać” (tłum. B. Geppert, Warszawa 2015, s. 240) – ogłasza bohater Uległości. Trzeba też przyznać, że w zapisie korespondencji z uosobieniem francuskiej tradycji liberalnej i proeuropejskiej Bernardem Henri-Lévym to reakcjonista Houellebecq wypada ciekawiej.

Autor Uległości nie jest z pewnością typowym dla ojczyzny oświecenia intelektualistą. Z jednej strony sięga niekiedy do tradycji pisarstwa zaangażowanego w sprawy publiczne, czego przykładem może być tekst opublikowany w „Corriere della Sera” w kilka dni po paryskich zamachach z 13 listopada 2015 r. – Houellebecq, nawiązując do słynnego wystąpienia Emila Zoli, zatytułował artykuł wymownie: Io accuso Hollande e difendo i francesi (Oskarżam Hollande’a i bronię Francuzów). Z drugiej strony Houellebecq wprost kpi z dziedzictwa francuskich intelektualistów: „wystarczy sobie przypomnieć zatrważającą niewiedzę jakiegoś Sartre’a czy innej de Beauvoir, którzy jakoby należeli do grona filozofów, uświadomić sobie niemal niewiarygodny fakt, że Malraux (…) mógł uchodzić za »wielkiego pisarza«, aby zmierzyć stopień ogłupienia, do jakiego nas doprowadziło pojęcie politycznego zaangażowania, i zdziwić się, że nadal ktokolwiek może brać intelektualistów na serio. Można np. być zaskoczonym, że jakiś Bourdieu czy Baudrillard znajdują jeszcze gazety gotowe do publikowania ich andronów” (Interwencje 2, tłum. B. Geppert, Kraków 2016, s. 199).

Zagadką pozostają preferencje pisarza na francuskiej scenie politycznej. We wspomnianym artykule z włoskiego dziennika urzędującego wówczas prezydenta określił mianem „nieliczącego się oportunisty”, a stojącego na czele socjalistycznego rządu premiera Manuela Vallsa uznał za „umysłowo opóźnionego”.

Wiele wskazywałoby, że Houellebecqowi może być po drodze z prawicą i że wraz z Alainem Finkielkrautem i Érikiem Zemmourem współtworzy trójkę antymuzułmańskich tenorów.

Prasa donosiła dodatkowo, że podczas letnich seminariów w 2017 r. członkom Frontu Narodowego rekomendowano lekturę Uległości jako realistyczną wizję przejęcia władzy we Francji przez islamistów. W ostatnich wyborach prezydenckich jego głos miał jednak przypaść Emmanuelowi Macronowi – pisarz wyjawił to podczas wizyty we francuskiej telewizji: „Czy mi się to podoba czy nie, stanowię część Francji, która głosuje na Macrona, ponieważ jestem zbyt bogaty, by oddać głos na Le Pen lub Mélenchona” (tłumaczył jednocześnie, że polityki nie postrzega przez pryzmat ideologii, ale klas społecznych). Taka deklaracja oczywiście może irytować sympatyków sił proeuropejskich, ponieważ sprowadza Macrona do roli obrońcy interesów najbogatszych. Z rąk obecnego prezydenta przyjął też Houellebecq Order Legii Honorowej (odznaczenie otrzymał razem z piłkarzami, którzy w 2018 r. zdobyli mistrzostwo świata).

Bardziej przewidywalne są międzynarodowe sympatie pisarza, choć trudno określić, jaką rolę odgrywa tu jego upodobanie do prowokacji. Houellebecq z uznaniem wypowiedział się np. o dwóch pierwszych latach prezydentury Trumpa. W tekście z „Harper’s Magazine” Donald Trump Is A Good President stwierdził w swoim stylu, że amerykańskich przywódców „ma gdzieś”, ale przyznał również, że wstrzymanie przez Trumpa zagranicznych interwencji militarnych to dobra wiadomość dla świata: „Amerykanie złażą nam z pleców, (…) pozwalają nam żyć”. Oświadczeniu Trumpa o byciu nacjonalistą Houellebecq z zadowoleniem przytaknął: „Ja również!”. Z prezydentem USA łączy go także nieufność wobec organizacji międzynarodowych. Pisarz uważa, że Francja powinna wystąpić z NATO (choć być może – znów słyszymy tu echa wypowiedzi Trumpa – ze względu na niskie wpłaty członków do budżetu NATO zniknie samoistnie). Houellebecq kpi ze wspólnych wartości UE i zazdrości Brytyjczykom odwagi do zadeklarowania woli wyjścia z Unii (pisze, dokładnie rzecz biorąc, tak: „stawiając czoło imperium, znów pokazali, że są odważniejsi niż my”, co stanowi, jak się zdaje, porównanie UE do III Rzeszy). Antyunijne nastawienie jest zresztą u Houellebecqa trwałe – wiadomo, że sprzeciwiał się już traktatowi z Maastricht. Unia oznacza dla niego przede wszystkim deficyt wolności, suwerenności i demokracji. Przejawy tej ostatniej dostrzega tylko w Szwajcarii. Diagnozując w artykule „Oskarżam Hollande’a i bronię Francuzów”, że pomiędzy obywatelami i ich reprezentantami istnieje dziś przepaść głęboka niczym Rów Abisyński, Houellebecq jedynej nadziei upatruje w demokracji bezpośredniej. A co z Rosją? Choć do Putina pisarz podchodzi z pewnym sceptycyzmem, to ma wyraźny sentyment do duchowej kondycji Rosjan. Wspominając swój pobyt w Moskwie, tak zwierzał się w liście do Lévy’ego: „(…) wracając do Europy Zachodniej, odniosłem wrażenie, jakbym wracał do krainy umarłych. Pewnie, że w Rosji życie jest ciężkie (…), lecz jednak oni żyją, są bogaci w pragnienie życia, które nas opuściło. I zapragnąłem być młodym, być Rosjaninem i być nieodpowiedzialnym na płaszczyźnie ekologicznej” (Wrogowie publiczni, s. 74).

W innym z kolei liście Houellebecq zauważa, że wobec wszelkich epitetów, którymi się go obdarza („nihilista, reakcjonista, cynik, rasista i bezwstydny mizogin”), włączenie go „w poczet niezbyt powabnej rodziny prawicowych anarchistów to i tak wielki zaszczyt” (s. 7). I rzeczywiście za poważnego politycznego przewodnika brać go mogą albo prawicowi publicyści tygodnika „Do Rzeczy” (którzy znajdą tam niechęć do islamu, imigrantów i roku ’68, choć nie doszukają się raczej złego słowa o LGBT), albo knajpiani anarchiści, którzy przyjmą za dobrą monetę jego niechęć do establishmentu i postawę depresyjnego désintéressement. Sympatycy innych opcji mogą zaś dostrzec w nim tego, kim jest: pisarza, który dobitnie i inteligentnie wyraża rozmaite problemy Francji i Europy, nie proponując jednak w pakiecie żadnych pociągających propozycji ich rozwiązania.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter