70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Ullstein Bild/Getty

Terror i nowoczesność

Unikanie zła doprowadziło do jego nieuchronnego rewanżu. Egzorcyzmowane, przemilczane, traktowane jak tabu, eksplodowało z nową siłą w samym środku rzekomo harmonijnej biesiady, przyjmując w ekstatycznym crescendo niespotykane dotąd formy, wybuchowe i ekspansyjne.

Atmoterroryzm. Auschwitz, Drezno, Hiroszima itp.

Czy istnieje związek pomiędzy techniką i terrorem? W jaki sposób oszałamiający tryumf techniki miałby odcisnąć piętno na pojęciu terroru, dając początek nowej praktyce zagłady?

Aby udzielić odpowiedzi na te pytania‚ należałoby przyjrzeć się ewolucji, jaką przeszły broń, sprzęt wojskowy, bomby i toksyczne gazy. To właśnie robi Peter Sloterdijk, kiedy zastanawia się nad zjawiskiem manipulowania powietrzem, które począwszy od cezury XX w., na zawsze odebrało ludziom ich naturalne prawo do oddychania bez lęku o jakość otaczającej ich atmosfery. Sloterdijk nie ma wątpliwości: terroryzm jest „dzieckiem nowoczesności”[1]. Owa pokoleniowa więź ukazuje się jednak z całą jasnością dopiero w XX stuleciu. To właśnie dlatego terror czysto nowoczesny jest zjawiskiem postheglowskim i jako taki nie może być postrzegany w bezpośredniej ciągłości z terrorem jakobinów z roku 1793 czy bolszewików z roku 1917. Tym bardziej nie należy go mylić – żeby się posłużyć znaną definicją Wolfganga Sofsky’ego – z „porządkiem terroru wyznaczonym przez dyktaturę hitlerowską”[2]. Tym, co odróżnia terror techniki od jego poprzedników, jest atak na środowisko: celem nie jest już bowiem sam nieprzyjaciel, lecz atmosfera, powietrze, którym oddycha. W tym znaczeniu wydaje się uprawnione mówienie o atmoterroryzmie.

Kiedy narodziła się ta nowa forma zagłady? Czy można wskazać konkretny moment? Sloterdijk umieszcza „ową źródłową scenę” w kontekście I wojny światowej, podając rok, miesiąc, dzień i godzinę. Stało się to w Ypres, na froncie zachodnim, w trakcie bitwy z 22 kwietnia roku 1915, pod wieczór, pomiędzy godziną 18 i 19. Przychylny Niemcom wiatr skierował wówczas od linii frontu niemieckiego w kierunku okopów Francuzów chmury gazu bojowego, chloru, wydobywającego się z ponad 5700 butli. Wskazówki zegara odmierzyły głęboką cezurę, wyznaczając początek ery technicznej zagłady. Od tej chwili praktyka terroru, znacząca historię naszej cywilizacji, jak żadne inne zjawisko stała się oryginalnym wynalazkiem XX stulecia. Sloterdijk rekonstruuje z całym bogactwem szczegółów tamto pierwsze zastosowanie broni chemicznej na masową skalę. Tym samym została porzucona idea pojedynku, który jeszcze do niedawna dawał złudzenie uczciwego męskiego starcia, a relacja pomiędzy przeciwnikami rozwinęła się na postmilitarnych podstawach. Czynnikiem inicjującym była w tym konkretnym przypadku niedostępność żołnierzy obu obozów, ukrywających się przez długie miesiące w okopach. Żadna broń o dalekim zasięgu nie byłaby w tych okolicznościach wystarczająco skuteczna. Rozwiązania dostarczyła nowoczesna wojna chemiczna, stanowiąca preludium do bombardowań powietrznych. Zastosowanie gazów i trucizn, coraz bardziej powszechne pomimo art. 23 pkt a Konwencji dotyczącej praw i zwyczajów wojny lądowej podpisanej w Hadze w roku 1907 stało się z kolei bodźcem do rozwoju technologii toksycznych chmur i duszących obszarów.

Jeśli spojrzymy na współczesny terror z tej perspektywy, okaże się on kolejną udoskonaloną formą wojny. Kontrolowana przemoc wojenna przeradza się oto w wolność zagłady, w zagładę absolutną, pozbawioną wszelkich granic, czy to fizycznych czy metafizycznych. Przejście to dokonuje się w chwili, gdy człowiek definitywnie odchodzi od koncepcji wojny jako starcia pomiędzy przeciwnikami, potyczki pomiędzy regularnymi armiami. Wolny od jakichkolwiek reguł, szaleje terror. Jednakże nowoczesny terror, w którym skondensowana została cała wiedza o zagładzie, choć zachował pierwotny charakter ataku, ma w sobie coś nowego, coś dotychczas niespotykanego. Ciało wroga nie musi już bowiem zostać unicestwione za pomocą bezpośrednich ciosów. Atak zostaje skierowany na środowisko, w którym żyje nieprzyjaciel, sprawiając, że jego egzystencja staje się niemożliwa. Atak na funkcje życiowe, od oddychania po centralny system nerwowy, sprawia, że pozornie wróg zostaje pokonany przez swój własny naturalny odruch, np. odruch oddychania. Odpowiedzialność się rozmywa, staje się anonimowa. Coraz mniejsze znaczenia ma asymetria sił. W rzeczy samej wystarczy jeden terrorysta, aby przeprowadzić brzemienny w skutkach atak. Nie powinno to jednak prowadzić do wniosku, jakoby terror był bronią słabych. Historia pokazuje, że w ciągu XX stulecia to właśnie państwa często sięgały po terrorystyczne metody.

Kiedy technika wraz z całym swym destrukcyjnym potencjałem rozsadza i przekracza ramy wojny, przemoc narasta, staje się przemocą wobec ludzi, wobec rzeczy, staje się niekontrolowaną przemocą wobec atmosferycznej otoczki życia. Realizowanie terroru, które rozumiane jest zawsze jako kontratak, nigdy jako atak bezinteresowny i pierwotny, oznacza gotowość do poszerzenia bez miary pola konfliktu. Wróg nie jest tu już nawet „wrogiem”. Nie mają zatem znaczenia ani front, ani okopy. „Inny” staje się jedynie bytem, który trzeba wyeliminować. Nie chodzi o wzięcie go do niewoli, o pokonanie go, o zawłaszczenie jego wolności. Chodzi raczej o coś więcej, o uwolnienie środowiska – a nawet planety – od jego obecności i jego wolności. Owa epokowa zmiana oznacza przejście od wrogości tradycyjnej do takiej, która uwolniona i uwyraźniona przez technikę, staje się samą zagładą, a zatem projektem unicestwienia.

Do historii technicznej zagłady, która dochodzi do 11 września i rozciąga się na wiek XXI, Sloterdijk zalicza wydarzenia pozornie od siebie odległe i nie zawsze uważane za wzajemnie powiązane. Od chmury żółto-białego gazu, który wypełnił okopy jednostek francusko-kanadyjskich po przemysłowe zastosowanie cyklonu B, otoczonego złą sławą cyjanowodoru, który pierwotnie – jak obiecywały reklamy producenta – miał uczynić domy mottenfrei, „wolnymi od moli”, a potem, zgodnie z dyktatem „ostatecznego rozwiązania”, całą planetę judenfrei, „wolną od Żydów”.

Sloterdijk zwraca uwagę na inne godne zapamiętania daty w tym przedziale czasowym. Na przykład 8 lutego roku 1924, kiedy stan Nevada uruchomił pierwszą komorę gazową w celu wykonywania egzekucji na cywilach. Tym samym atmoterroryzm stał się częścią prawa karnego demokratycznego kraju.

Model ten został przejęty przez kolejne stany Ameryki Północnej, w tym przez Kalifornię. Krzesło elektryczne, eufemizm ukrywający silne wyładowania elektryczne, które sprawiały, że mózg skazańca dosłownie się gotował, zostało zastąpione bardziej sterylną komorą gazową, gdzie trujące gazy blokowały transport tlenu do krwi i doprowadzały do śmierci z powodu niedotlenienia organizmu. Zmiana ta podyktowana była swego rodzaju „humanitaryzmem”, sentymentalnym prawem postępowej nowoczesności.

Techniczny atmoterroryzm w ostatecznym rozrachunku ułatwił neutralne i bezosobowe administrowanie śmiercią, żeby na koniec pozwolić na przejście do prawdziwie masowej produkcji trupów w komorach gazowych, które pracowały na pełnych obrotach w hitlerowskich obozach zagłady. Dane z Auschwitz-Birkenau mówią same za siebie. Tylko jednej nocy, z 13 na 14 kwietnia 1943 r., za pomocą 6 kg cyklonu B zostało zagazowanych 1492 Żydów przywiezionych z krakowskiego getta. Ich ciała przetransportowano do krematorium II, gdzie zostały spalone.

Sloterdijk należy do tych filozofów, którzy śladem Heideggera zestawiają Auschwitz z innymi toponimami: z Dreznem, Hiroszimą, Nagasaki. Są to punkty na mapie czarnej meteorologii, zainaugurowanej przez ataki z powietrza, które likwidują dystans przestrzenny i docierają do miejsc wcześniej niedostępnych, znosząc różnicę pomiędzy cywilami i żołnierzami. Samo tylko użycie broni rakietowej dalekiego zasięgu prowadzi do globalizacji wojny. Terror nie jest już tylko atakiem wymierzonym w powietrze z powierzchni ziemi, ale raczej atakiem z powietrza skierowanym hipotetycznie przeciwko całemu żyjącemu światu, uznanemu za wrogi, a więc przeznaczonemu do unicestwienia. Z filozoficznego punktu widzenia zatem siły powietrzne odgrywają tu kluczową rolę. Sloterdijk wspomina o zniszczeniu Guerniki dokonanym przez nazistowski Legion Condor 26 kwietnia 1937 r., aby potem zrekonstruować nalot na Drezno, który miał miejsce w nocy z 13 na 14 lutego roku 1945.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter