70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nie-ludzka wieś Montaillou

Pirenejskie wieśniaczki i wieśniacy byli z jednej strony skamieliną świata, który odszedł wraz z dokonaną w efekcie krucjat z początku XIII w. zagładą kataryzmu, z drugiej – zapowiedzią kolejnej epoki, w której Kościół doświadczy już ostatecznego rozłamu.

Emmanuel Le Roy Ladurie razem z niedawno zmarłym Jacques’em Le Goffem należy do trzeciego pokolenia (po Marcu Blochu i Fernandzie Braudelu) jednej z najważniejszych szkół w XX-wiecznej historiografii, jaką tworzyła grupa historyków związana z pismem „Annales”. Pozostając wychowankiem Annales, był jednocześnie odpowiedzialny za dokonującą się od lat 70. rewolucję metodologiczną we współczesnych badaniach nad historią, na skutek której narodziła się historia antropologiczna i mikrohistoria. Punktem wyjścia dla Le Roy Ladurie było więc braudelowskie przekonanie o tym, że historia powinna przestać fiksować się na faktach i wielkich wydarzeniach politycznych (będących zgodnie z głośnym zdaniem wyłącznie „pianą historii”), a w zamian podjąć badania, które skoncentrują się na analizowanych ilościowo i trwających dekady (jeśli nie wieki) procesach ekonomicznych czy społecznych.

Historia ucieleśnienia

Francuski historyk pokazuje, że porzucenie historii opartej na wydarzeniach i próba budowania tej bardziej ucieleśnionej czy prawdziwszej, wcale nie musi polegać na dokonującym się z lotu ptaka syntetyzowaniu zgromadzonych w kolejnych rocznikach czy księgach rachunkowych danych. Może zaś, wychodząc od osobliwości pojedynczej historii, obserwować skupiające się w niej wszystkie tendencje danej epoki.
W tym sensie przedstawiana w Montaillou… porywająca i toczona na przestrzeni trzech dekad historia niewielkiej górskiej osady jest nie tylko literacką opowieścią o konkretnych relacjach miłosnych, tragicznych śmierciach czy ostatecznie przegranej walce z władzą państwa i Kościoła, ale przede wszystkim próbą skonstruowania obrazu, w którym zobaczymy zupełnie inne średniowiecze. Próba jak najgłębszego wniknięcia w materialne życie bohaterów wydarzeń z Montaillou (dokonująca się tu przede wszystkim w oparciu o raporty z procesów inkwizycyjnych) jest więc jednocześnie radykalną krytyką wyalienowanego i topornego obrazu średniowiecza, nieprzewidującego miejsca na konkretne relacje międzyludzkie i ignorującego autonomiczny głos ludzi epoki, dla których zupełnie obca okazuje się niepodzielna hegemonia tak chrześcijańskiego sposobu myślenia, jak i kościelnej władzy: „W średniowieczu wiara w Chrystusa jest zjawiskiem elitarnym, nawet jeśli elita ta jest liczna czy też bardzo liczna w okresach masowej paniki. Nasi górale do owej elity, która zresztą jest bardziej miejska niż wiejska, nie należą i należeć nie będą” (s. 329). W tym sensie nie należy oczywiście postrzegać mieszkańców Montaillou jako grupy reprezentatywnej dla swojej epoki (w znaczeniu statystycznej większości tak radyklanych postaw), stanowią oni natomiast niewątpliwą ekspresję tendencji obecnych także w środowiskach, które z perspektywy historiografii wydarzeniowej byłyby przykładami absolutnego uwewnętrznienia katolicyzmu. Montaillou jako przykład skrajny pozwala w sposób głębszy i dużo bardziej zniuansowany zrozumieć, że także to, co dominujące i standardowe, nie było wolne od konfliktu, oporu czy głębokiej heterodoksji wobec narzucanej przemocą kościelnej ideologii.

Czy nie-ludzie zostaną zbawieni?

Pirenejskie wieśniaczki i wieśniacy byli więc z jednej strony skamieliną świata, który odszedł wraz z dokonaną w efekcie krucjat z początku XIII w. zagładą kataryzmu, z drugiej – zapowiedzią kolejnej epoki, w której Kościół doświadczy już ostatecznego rozłamu. Le Roy Ladurie opowiada więc historię grupy, jakiej dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności udało się zachować autonomię życia na marginesach świata, którego ambicją było podporządkowanie wszystkich możliwych ciał i dusz. Ten opisany z niezwykłą drobiazgowością splot władzy religijnej i ekonomicznej może zresztą stanowić punkt wyjścia do wypracowania zupełnie nowego myślenia na temat tego, czym były średniowieczne herezje. Dla mieszkańców wioski istniały wówczas dwa podstawowe problemy: dziesięcina i zbawienie. Kluczowe walki odbywały się więc nie tylko z racji wyzysku (którym była zasada płacenia podatku nieprzynoszącego żadnych korzyści wieśniakom), ale także z powodu opartej na uprzywilejowaniu dystrybucji zbawienia. Uważna lektura inkwizycyjnego rejestru autorstwa Jacques’a Fourniera (późniejszego papieża Benedykta XII) może być sposobem na ostateczne przecięcie jałowego sporu o to, czy herezje były zakamuflowanymi ruchami społecznymi (Silvia Federici), czy też ich cele były wyłącznie religijne (Herbert Grundmann).

Choć w Montaillou żyli także radyklani materialiści całkowicie obojętni wobec kwestii zbawienia, jak np. „Raymond, który oświadczał bez skrępowania, że dusza jest jedynie krwią, że jest śmiertelna, że nie ma innego świata niż nasz” (s. 284), to dla większości mieszkańców specyficznie ujmowana sprawa zbawienia była absolutnie zasadnicza. „Problemem gnębiącym pasterza Guilhabert i wyrażanym przezeń z głębokim przejęciem jest problem zbawienia, a nie, jak się wydaje, strach przed unicestwieniem jako takim. Troska o dusze może mieć wyraz społeczny (…) W rzeczywistości troska o zbawienie, jako zasadnicza postawa wobec śmierci, jest kulturowa – emanuje z grupy domus (…). Najważniejsze jest, by nie umrzeć w samotności i zostać zbawionym” (s. 254).

Ateistów w stylu Raymonda i heretyków typu Guilhabert łączy głębokie przekonanie o katastrofalnym w skutkach zmonopolizowaniu wiedzy / władzy dotyczącej zbawienia przez Kościół. W głośnej wówczas formule z Sentencji Piotra Lombarda czytamy: „Klucze to wi e d z a i wł a d z a służące do rozstrzygania, kto może zostać przyjęty do królestwa, jako godny, a kto zostanie z niego wykluczony, jako niegodny” (Libri quattuor sententiarum, ks. IV rozdz. 18). Ta dość niewinna na pierwszy rzut oka prerogatywa władzy kościelnej przynajmniej od XII w. stała się mechanizmem politycznym, wytwarzającym podziały na tych, którzy zostaną zbawieni (kościelne i świeckie elity), i na tych, którym zbawienie zostanie odmówione (średniowieczne masy chłopów i biedoty). Teologiczno-polityczny podział był więc także podziałem na znajdujących się u szczytów władzy l u d z i i całą resztę (n i e – l u d z i ), której człowieczeństwo w bardzo wielu wypadkach kwestionowano. Walka toczona przez pirenejskich wieśniaków z Jacques’em Fournierem, kontynuowana później przez Dantego, Ockhama czy Marsyliusza z Padwy w sporach z Benedyktem XII, okazała się więc przede wszystkim walką o przecięcie tego teologiczno- politycznego węzła tak, by kwestia zbawienia nie mogła pozostawać już dłużej w rękach jakiejkolwiek doczesnej i wyalienowanej instytucji.

Przemoc władzy

Niezwykła autonomia życia toczącego się poza sprzężoną z ówczesną ideologią maszyną antropologiczną (dokonującą podziałów na ludzi i nie-ludzi), którą udało się wytworzyć w XIV-wiecznych Pirenejach, nie byłaby możliwa bez splecenia sieci układów, w które włączeni zostali tak miejscowy proboszcz, jak i sołtys. Niezwykle ważne okazało się również wykorzystanie na zasadzie symbiozy naturalnych warunków geograficznych utrudniających dostęp do wioski wszystkim tym, którzy chcieli rozciągnąć nad nią swoją władzę (czy to ekonomiczną związaną z dziesięciną, czy teologiczno- polityczną dotyczącą zbawienia). Oczywiście ta anarchistyczna utopia, która próbowała funkcjonować w szczelinach świata katolickiej hegemonii, mogła trwać tylko tak długo, jak długo nie znalazł się kościelny fanatyk (jakim z pewnością był Fournier) zdeterminowany, by zniszczyć Montaillou: „począwszy od 1317 roku, ten kulawy kompromis [między górską wsią heretyków a katolicką doliną – M.P.] załamuje się. Jakub Fournier obejmuje w posiadanie biskupią siedzibę w Pamiers i żąda ściągania dziesięciny z całą surowością. Tym samym »obiektywnie« podkopuje władze [szyjącej heretyckie sieci – M.P.] rodziny Clergue” (s. 294).
Wydawałoby się, że zupełnie nieproporcjonalna siła oraz agresja, jaką zaangażowano do zniszczenia Montaillou (i którą angażuje się także dziś do napędzania trybów współczesnych maszyn antropologicznych), okazują się nie tylko świadectwem przemocy, jakiej skłonne są używać elity do utrzymania status quo. Są także dowodem na to, jak dużym zagrożeniem dla każdego porządku władzy (obnażającym jej arbitralność i przygodność) mogą być nawet najmniejsze ośrodki autonomicznego życia toczonego poza kontrolą teologicznych i politycznych panów.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata