70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Pytanie: „Dlaczego ja nie mogę?”, kierowane do Pana Boga nie jest ani właściwe, ani mądre, a przecież Jego stworzenie nieustannie je zadaje.

22 stycznia 2015, czwartek

Statystyki wykazują nieubłaganie rosnącą liczbę ludzi w wieku emerytalnym. Niezależnie od niskiej dzietności, kryzysu rodziny czy tzw. problemu gender perspektywa długowieczności nabiera charakteru decyzji (losu? Boga?), którą możemy przyjąć jako dar albo wyrok. Wielu z nas dożyje wieku sędziwego i nie tylko będzie myśleć o nieuchronnym zbliżaniu się śmierci, ale doświadczy także trwania w egzystencji poddanej prawom starzenia się. Niedawny wywiad prasowy oraz rozmowa w radiu z osobą obdarzoną talentem i ujmującą aparycją przyciągnęły mnie m.in. tym, że były poszukiwaniem pociechy. Wiersze Julii Hartwig, bohaterki obu wywiadów, lepiej niż nasze własne słowa prowadzą do doznań, jakie daje więź z bliźnim albo wejrzenie w sens istnienia, do którego – np. ja sama – nie zawsze docieram. To lekarstwo na bezradność – czyli na jedno z doświadczeń nadciągających prawie na pewno razem ze starzeniem się, a więc w czasie, który przez mało kogo uważany jest za twórczy. Zamiast niego może dojść, np. do utraty jednego ze zmysłów, choćby tego, który pozwala cieszyć się muzyką. Wtedy poczucie bezradności zamienia się w podszytą zazdrością pretensję do Stwórcy, zawartą w pytaniu: „Dlaczego ja nie mogę?”. Pamiętam wrażenie, jakie zrobił na mnie fragment Wspomnień wojennych Karoliny Lanckorońskiej. Autorka opowiada, jak w ciemnicy gestapo za pociechę miała wspominanie – detal po detalu – dzieł sztuki. To był skarb, do którego nie potrzebowała żadnych zmysłów. Wystarczało własne wnętrze.

26 stycznia 2015, poniedziałek

Pytanie: „Dlaczego ja nie mogę?”, kierowane do Pana Boga nie jest ani właściwe, ani mądre, a przecież Jego stworzenie nieustannie je zadaje. W tym sensie jest to więc pytanie najbardziej naturalne. Nasze zabiegi, tzn. troska o rodzinę, o wykształcenie cnót i powinności, mogą się okazać w konfrontacji z tą skargą bezsilne. Czteropokoleniowa rodzina, jeżeli będzie się chciała odnieść do naszej długowieczności, może stwierdzić, że nie wszystko jest do pogodzenia i nie starcza sił ani możliwości, by się opiekować zarówno najmłodszymi, jak i najstarszymi. Wybór rozstrzygnie narzucający się rachunek potrzeb, zwłaszcza emocjonalnych. Konieczne stanie się znalezienie odpowiedzi na pytanie, kto lepiej udźwignie samotność zamiast obecności. Milczenie zamiast słów pociechy. I wiadomo będzie, że to właśnie my, starzejący się, sprostamy temu lepiej niż dziecko. Moje pytanie: „dlaczego?”, powinnam zastąpić kwestią: „po co?”, która naprowadza starzejącego się człowieka na wartości, kryjące się w pozornie surowych i gorzkich doznaniach. Są one w nich na pewno i mogą zostać odkryte wraz ze źródłem pociechy, którego istnienia nawet nie podejrzewamy. To dlatego milczenie starych ludzi może być tak pogodne, jak pogodna jest mądrość, nawet jeśli nie błyszczy żadnym refleksem urody.

30 stycznia 2015, piątek

W nocnym programie Radia Maryja usłyszałam rozmowę ze słuchaczami, poświęconą nie ideologicznym zwarciom, ale zwierzeniom telefonujących osób, które opowiadały o tym, jak czują się obdarowane możliwością obecności przy najstarszych bliskich. Były to głosy niewyszukane, jakby zdziwione, że to takie ważne, bo przecież to tylko trzymanie za rękę, pozostawanie tuż obok, wsłuchiwanie się… Pytanie: „po co?”, znajdywało w tych głosach natychmiastową odpowiedź, niepozostawiającą wątpliwości. Nie mamy pewności, że tak w tej radiostacji będzie zawsze, ale tym razem był to zwyczajnie dar dla innych słuchaczy, którzy sami nie dzwonili. 1 lutego 2015, niedziela W długowieczności chodzi nie tylko o to, by nauczyć się przetwarzać potrzebę bycia z kimś w potrzebę milczenia, która nie oddziela, ale pozwala bliskich, i nie tylko ich, lepiej rozumieć. Osobną sprawą jest doświadczenie wspominania, które narzuca się w starości. Czy wspominając, dokonujemy rachunku z życia czy rachunku z żalów pod życia tego adresem? Jest w Ewangelii według św. Łukasza przypowieść, w której Chrystus ostrzega, by nie planować postawy napawania się sukcesami. Człowiek, który wyobraża sobie, że osiągnięte plony pomieści w lepszych niż dotąd, nowych spichlerzach, staje nagle przed wyrokiem końca egzystencji: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie” (Łk 12, 20). Podsumowanie końca życia jako sukcesu bogacza zabezpieczającego majątek nie jest nic warte. Ale czy to samo ma się odnosić do poczucia krzywd doznanych, jeżeli życie było nimi usłane? A także do poczucia, że pracowało się z całych sił, jak choćby apostoł Paweł? Te pytania będą towarzyszyć naszemu wspominaniu i nie ma żadnej gwarancji, że się z nimi nie skonfrontujemy, choćby nawet w przedostatniej minucie. Myślę, że to jest to jedno z pytań, do których właśnie „długowieczni” mają prawo wracać i dzielić się nimi z kimś mądrzejszym, kto już bliski jest znalezienia odpowiedzi.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter