70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rozmowy pod postacią somatyczną

Świat psychoterapeutów rzadko przenika się ze światem tancerzy. Gdy choreoterapeuci próbowali to zmienić, pojawiło się wiele kontrowersji: czy terapeuta ma prawo posługiwać się najbardziej efemeryczną ze sztuk? Czy z kolei trenujący ciało tancerz może być „lekarzem dusz”?

To psychoanaliza wymyśliła ciało teoretycznie (1). O tym, że nieświadomość przemawia przez ucieleśniony ruch, miała przekonać Freuda ikonografia histerii. Początkowo twórca psychoanalizy sądził, iż nieświadomość ma charakter patologiczny. Jedynie chorzy psychicznie (przede wszystkim histeryczki) mieli posiadać ten defekt – nieświadomość, która „przeciekała” przez ciało. Mimo iż deficytowy charakter nieświadomości szybko został zastąpiony ideą, że każdy człowiek posiada psychiczne procesy nieświadome, nie wyrugowała ona koncepcji zdefektowanego ciała. Część psychologów nadal traktuje mowę ciała jako sabotaż świadomości. Twierdzą, iż musi istnieć jakaś słabość psychiczna, która prowadzi do tego, że w ciele przejawia się nieświadomość.

Ciało, które jest komunikatem, zostało więc spsychiatryzowane, zepchnięte do „obłąkanej cielesności”.

Nie dziwi zatem jego wszechobecność w nomenklaturze psychiatrycznej. Do głównych kategorii zaburzeń doświadczania własnego ciała należą: zmiany odczuwania granic własnego ciała, urojenia związane z ciałem (np. cenestezje – halucynacje dotyczące fałszywych wrażeń płynących z ciała), skargi somatyczne (2). Z ciałem i kinestezją powiązane jest także całe spektrum zaburzeń dysocjacyjnych, takich jak: trans i opętanie czy zaburzenie ruchu. Depresja również może przyjąć swoją ucieleśnioną formę w postaci tzw. depresji maskowej, gdzie w obrazie klinicznym dominują objawy somatyczne. Można też powiedzieć, że w psychiatrii ciało jest balastem tam, gdzie mamy samouszkodzenia czy zniekształcenia obrazu własnego ciała w zaburzeniach odżywiania. W psychiatrii mówi się także o metaforze somatycznej, będącej prymitywną formą komunikowania swego cierpienia poprzez zaburzenia psychiczne nazywane somatoformicznymi (pod postacią somatyczną), gdzie wyróżniamy m.in. uporczywe bóle psychogenne czy zaburzenia hipochondryczne – w tym dysmorfofobie, polegające na zaabsorbowaniu wyimaginowanym defektem wyglądu lub nadmiernym zaniepokojeniem niewielką anomalią (najczęściej skóry). Żyjemy w kulturze somatycznej – jesteśmy odpowiedzialni za nasze emocje, natomiast ciężar winy za zaistniałą sytuację zostaje z nas zdjęty w przypadku dolegliwości somatycznych, na które nie mamy wpływu. W tym sensie kultura psychopatologii ciała sprzyja somatyzacji (3). I dlatego osoby cierpiące na zaburzenia somatoformiczne bardziej niż kiedykolwiek potrzebują „rozmów pod postacią somatyczną”.

Ciało, zgodnie z paradygmatem klasyfikacji psychiatrycznych, może więc oszaleć. Ciało, jak wszyscy jesteśmy świadomi, dzięki podziałowi na ciało doświadczane subiektywnie (Leib) i ciało obiektywne – korpus (Körper)4, miało stać się domeną psychopatologów w tym pierwszym sensie. Tam pojęcie chorującej cielesności odnosi się do cierpienia psychicznego związanego z przeżywanym przez nas ucieleśnionym ruchem, zmysłem mięśniowym, niekontrolowaną ekspresją nieświadomego. Wrażenie, iż ciało w dziedzinie psychopatologii jest nie na swoim miejscu, musi zostać tym samym przynajmniej opatrzone znakiem zapytania.

Cielesność nieuświadomiona

Dopóki ustawiano znak równości między umysłem a świadomością, nie potrzebowaliśmy psychoterapii w nowożytnym sensie – skoro wszystko, co psychiczne, było nam bezpośrednio dostępne, mogliśmy sobie z tym sami poradzić.

Wraz z hipotezą o nieświadomości pojawiła się potrzeba usankcjonowania zawodu psychoterapeuty, który pomoże mi dotrzeć do tego, co przede mną samym jest ukryte.

Psychoanalityk odkrywa nieświadome treści, znajdujące swój wyraz nie tylko w wolnych skojarzeniach czy marzeniach sennych, ale również w ruchu. Za pomocą psychoanalizy ciało zostało wtłoczone w relację psychoterapeutyczną. Znacznie później jednak stało się narzędziem terapii. Podczas klasycznej sesji psychoanalitycznej pacjent leży na kozetce, analityk siedzi za jego plecami. Kontakt wzrokowy zostaje w ten sposób zminimalizowany, wzajemna obserwacja również. Dopiero uczeń Freuda Wilhelm Reich odwróci krzesło psychoanalityka tak, by widzieć ciało pacjenta. Ten austriacki psychiatra twierdzi, iż konflikty psychiczne odkładają się w strefie cielesnej i są poza zasięgiem ego. Dlatego dopóki nie skonfrontujemy się na poziomie somatycznym ze swoimi problemami, rzeczywista poprawa jest mało prawdopodobna. W obliczu tego odkrycia, dewaluacji słowa i liczby zaburzeń psychicznych odzwierciedlonych w ciele, które dużo łatwiej identyfikować niż struktury umysłowe, a dzięki temu efektywniej wyeliminować, wydawało się, iż psychoterapia zmierzać będzie w stronę pracy z ciałem. Tak się jednak nie stało, wciąż dominuje psychoterapia werbalna, która mimo wszystko również potyka się o ciało. Skoro mowa ciała stanowić ma 70% komunikatu, to, krótko mówiąc, nie da się jej przeoczyć. W szkołach dla przyszłych terapeutów wciąż zbyt mało miejsca poświęca się temu zagadnieniu. Wyjątek – wśród głównych nurtów psychoterapeutycznych – stanowi szkoła psychoterapii Gestalt. Jednak tylko w jednej dziedzinie terapeutycznej ciało w ruchu zostało odpowiednio docenione i wykorzystane jako sposób pomocy – w dyscyplinie terapii tańcem (choreoterapii). Dopiero w tym podejściu ruchome ciało stało się narzędziem psychoterapii.

Świat psychoterapeutów rzadko przenika się ze światem tancerzy. Gdy choreoterapeuci próbowali to zmienić, pojawiło się wiele kontrowersji: czy terapeuta ma prawo posługiwać się najbardziej efemeryczną ze sztuk? Czy z kolei trenujący ciało tancerz może być „lekarzem dusz”? Pomimo od razu nasuwających się niejasności jest to metoda, która przynosi wiele korzyści, szczególnie dla osób, których problemy psychiczne odzwierciedlone są w ciele bądź które doświadczyły traumy dotykającej ciała. Terapia tańcem zakłada bowiem istnienie wzajemnej interakcji somy i psyche, traktuje ruch jako wyraz osobowości, a taniec jako medium pozwalające na uwolnienie emocji. Ile razy mieliśmy ochotę skakać z radości, tupnąć ze złości, krzyknąć z bezsilności? Skoro zaś cielesna ekspresja odsłania nasz stan psychiczny, jesteśmy w stanie poprzez zmianę w sferze somatycznej wpłynąć na samopoczucie. Pewnie nieraz wystarczyło, że wziąłeś głębszy wdech i od razu poczułeś siłę do działania. Od takich prostych obserwacji wychodzi choreoterapia, gdzie taniec rozumiany jest bardzo szeroko, jako rozłożenie ruchu w ciele czy trajektorie myśli zamienione na cielesne impulsy. Ta praktykowana przeze mnie metoda terapii – wciąż u nas słabo znana – budzi ciekawość, podejrzenia i wątpliwości. Przynajmniej część z nich spróbuję tu rozwiać.

Odczytanie ruchu

Na początku XX w. wybitny choreograf Rudolf Laban, ogarnięty pasją zrozumienia ruchu ludzkiego, obserwował sposób poruszania się pracowników fizycznych w fabryce. Powstała w tych warunkach teoria analizy ruchu pozwalała przyporządkować poszczególnych robotników do odpowiedniej dla ich nawyków ruchowych pracy oraz pomagała wyeliminować niekonstruktywne ruchy. Analiza ruchu Labana stała się podstawowym narzędziem pracy choreoterapeuty, gdzie niezwykle istotne są umiejętności obserwacji ruchu i jego rozumienia (5). Terapeuta tańcem, dobrze wykwalifikowany w opisie i notacji ruchu Labana (Labanotation) – będącej dla tańca tym, czym jest zapis nutowy dla muzyki – staje się wytrawnym czytelnikiem ciała. Ten rozbudowany system, wykorzystywany do celów diagnostycznych i terapeutycznych, na podstawowym poziomie przynosi odpowiedzi na następujące pytania: jakie obszary ciała zaangażowane są w ruch? Gdzie jest on inicjowany? W jakim tempie ciało się porusza? Jakie jest napięcie w ciele? Jaki kształt przybiera? Jaką przestrzeń (kinesferę) obejmuje? Laban, zakładając, że wszystkie wzorce ruchowe mają odzwierciedlenie w umyśle, dał choreoterapeutom narzędzie do precyzyjnego określania podpisu cielesnego i preferencji ruchowo-przestrzennych pacjenta, a co za tym idzie, wprowadził dodatkowe informacje diagnostyczne, które pozwalają na klarowne określenie celów terapii. To podczas konsultacji choreoterapeutycznych, obok wstępnej diagnozy, ustala się kontrakt terapeutyczny, tworzy się poczucie bezpieczeństwa i co najważniejsze, nawiązywana jest w sposób werbalny i pozawerbalny relacja terapeutyczna. Wszystko wskazuje na to, że tak jak podczas psychoterapii przy użyciu słów w terapii tańcem i ruchem najważniejszym czynnikiem leczącym okazuje się relacja psychoterapeutyczna. W oparciu o tzw. szósty zmysł – kinetyczność, ale i o medium ruchu – ciało, tworzony jest niepowtarzalny związek między terapeutą, tańcem i pacjentem. Mówi się nawet o przeniesieniu i przeciwprzeniesieniu somatycznym. Ujawnia się ono w ruchu bądź w samych wrażeniach płynących z ciała. Podstawowy element całego procesu to zatem zrozumienie języka ciała, którego alfabetem jest teoria Labana.

Ciało w tańcu

„A nie mógłby najpierw zatańczyć, a potem pomyśleć? Jeśli to nie za wiele dla niego” – pyta Estragon ze sztuki Becketta. „Ależ oczywiście, nic prostszego. To zresztą naturalna kolej rzeczy” – odpowiada Pozzo (6). Niezależnie od tego, jak różnie (nad)interpretować można powyższy cytat – wielokrotnie spychany do sloganu homo ludens – mógłby stać się on hasłem przewodnim choreoterapii. Dokładnie taki jest porządek terapii tańcem. Zaczynamy od ruchu. Faza przygotowawcza jest rodzajem rozgrzewki psychomotorycznej – cielesnym imaginarium, stopniowo przechodzącym do następnego etapu: spontanicznego tańca odzwierciedlającego często nieuświadomione treści. Następnie, używając żargonu choreoterapeutów: „wsłuchujemy się we wrażenia płynące z ciała” – zwracamy uwagę na to, czy nie pojawiło się w nim jakieś napięcie albo np. mrowienie. Może gdzieś zrobiło się cieplej? Zaczęło boleć? Dopiero potem jest czas, by zapytać, czy z ruchu zrodziła się jakaś myśl. To jest ten moment, gdy idąc za Beckettem, terapeuta mówi „Ja bym chętnie posłuchał, jak myśli” (7). Chodzi tu o wgląd w ruch, który był elementem poprzedniej fazy, i nadanie znaczenia odkryciom kinetycznym w sposób werbalny. Nie wydaje się to jednak kluczowe dla choreoterapii. Ta bowiem pochwalić się może całym spektrum sposobów interwencji ruchowej. Można przejść od razu do „rozmowy pod postacią somatyczną”. Uczestnicy terapii tańcem rzadko pozostawiają swój ruch bez komentarza. Wręcz przeciwnie. Im więcej się ruszamy w sposób charakterystyczny dla sesji choreoterapeutycznej, im lepiej odkrywamy własne ciało, tym większa jest ochota, by o tym opowiedzieć. Taniec staje się idealnym sposobem odblokowania również na poziomie werbalnym. Kiedy prowadziłam niewinne szkolenia z zakresu choreoterapii, niejednokrotnie kończyły się one wyznaniami, które rozpoczynało niewygodne (jak na szkolenia, a nie sesje terapeutyczne): „Sądziłam, że zabiorę tę wiadomość do grobu” czy „Nigdy nie myślałem, że komukolwiek o tym powiem”. Istnieje ryzyko, że gdy znajdziemy bezpieczną przestrzeń do nieskrępowanego poruszania się, to zaczniemy mówić. Nigdy nie przeceniałam i wciąż nie przeceniam narracji, ale czy rzeczywiście jesteśmy w stanie obyć się bez niej? Na przykład tam gdzie chodzi o najistotniejsze, najbardziej dramatyczne w skutkach wybory? Te wątpliwości można złożyć na karb mojego braku pewności w posługiwaniu się mową ciała. Spotkałam na swojej zawodowej drodze znacznie bardziej doświadczonych choreoterapeutów, którzy podzielali tę opinię. Z pewnością też dlatego ogólnie spotkania arteterapeutyczne – a zatem wykorzystujące różne dziedziny sztuki w celach leczniczych – kończy tzw. sharing, a zatem dzielenie się przeżyciami z sesji w postaci zwerbalizowanej. Chcę przez to uwypuklić kwestię, że nawet choreoterapeuci – wykwalifikowani czytelnicy ruchu, twierdzą iż nie mamy (już nie mamy?) ciał, które potrafią przekazać i odczytać subtelne problemy ludzkie, takie jak myśli samobójcze. Krótko mówiąc, nie da się sprowadzić choreoterapii do dowcipu, z dobrze znanej serii, który rozpoczynałoby zdanie: „Przychodzi baba do lekarza i tańczy”.

Terapia tańcem

Najważniejszym etapem choreoterapii jest przenoszenie rezultatów z sesji na grunt codziennego życia. Przykładowo: improwizacja taneczna, mająca działanie terapeutyczne, może być via prima do lepszego życia. Eksplorując nowe sposoby poruszania się, jesteśmy bowiem na dobrej drodze do eksperymentowania z innymi (bardziej adaptacyjnymi) sposobami funkcjonowania w świecie. Obok tego celu jednym z uniwersalnych zadań terapii tańcem jest zwiększenie świadomości odczuwania ciała. Taniec, jak wszyscy wiemy, może być opracowaniem myśli w ciele, odzyskaniem zablokowanych w nim emocji i przywróceniem ich do świadomości, co pozwala na pełną ekspresję emocjonalną. Taniec to wynalazek medyczny – z wieloma obwarowaniami, jakie nałożyć musimy temu stwierdzeniu. Niezależnie od tego, kto zgłaszał się do mnie na spotkania o charakterze choreoterapeutycznym, czy były to osoby uzależnione od alkoholu, kobiety w ciąży, dzieci z cukrzycą, pary tuż przed ślubem i długo po nim, nadwrażliwcy, chorzy na nadciśnienie, cierpiący psychicznie, bezrobotni – wszyscy oni chcieli wiedzieć, jak bardzo taniec może im pomóc.

Jedną z obsesji naszych czasów są pomiary efektywności. Przejawem tej tendencji jest paradygmat postępowania klinicznego, nazwany „medycyną opartą na faktach” (Evidence-based medicine). Ten model pomocy lekarskiej oparty jest na najlepszych dostępnych dowodach naukowych dotyczących efektywności. Można zapytać, czy więc w świecie wysokich standardów skuteczności nakładanych na metody leczenia terapia tańcem jest efektywna. W oparciu o badania eksperymentalne z podwójnie ślepą próbą trzeba odpowiedzieć na to pytanie twierdząco (8). Precyzyjniej rzecz ujmując, choreoterapia przynosi rezultaty zwłaszcza w terapii depresji i zaburzeń lękowych (9). Oprócz tego pomaga tam, gdzie ciało oszalało, gdzie problemy psychiczne przejawiają się somatycznie i gdzie trauma dotknęła ciała w postaci gwałtu czy poronienia. Tam gdzie ciało składa manifest blokad, zamrożenia, płytkiego oddechu bądź zatrzymywania go.

„Pogotowie taneczne ”

Terapeuta-tancerz uporał się z wieloma problemami swoich pacjentów. Do tej konstatacji proponuję podejść z odpowiednim dystansem. Pomimo iż psychoterapia nie powinna zapominać o ciele, jej pretensje w tym względzie nie tylko mogą być ryzykowne, ale i prowadzić do nieodwracalnych skutków. Samo istnienie terapii tańcem i ruchem jest kolejnym krokiem na drodze bezprecedensowej medykalizacji ciała. Skoro nawet dziedzina psychologii, psychoterapii i psychiatrii – najmniej somatyczna ze wszystkich specjalności medycznych – rości sobie prawa do terytorium ciała jako konstruktu psychicznego, to ryzyko zredukowania cielesności do domeny medycyny jest już namacalne. Zepchnięcie tańca do lekarstwa również. Dziś najbardziej ulotną ze sztuk możemy przecież otrzymać w pakiecie medycznym. Mimo iż niejednokrotnie sama robiłam ukłon w stronę umieszczania tańca w domenie medycyny, nazywając prowadzone przez siebie spotkania „Pogotowiem tanecznym”, nie sądzę by psychiatryzacja czy psychologizacja tej dziedziny życia miała większy sens. Natomiast obecnie trudno wyobrazić sobie psychologię bez całego konglomeratu kategorii zawierających w sobie pojęcie ciała. Mamy więc: obraz własnego ciała (body image), schemat ciała, pamięć ciała (muscle memory), doświadczenie własnego ciała, świadomość ciała, „ja cielesne” (body self), symbolikę ciała, lekturę ciała itd. Nie wspominając o bogatej „nomenklaturze somatycznej”, gdzie ukuto równie wiele terminów, takich jak: somatologia, somatoterapia, somatoanaliza, somato-gestalt. Co więcej, psychologowie wypracowali narzędzia do badania tych podejrzanych konstruktów (np. kwestionariusz „ja cielesnego”). Czy zatem psychologia, niegdyś „nauka o duszy”, nie stała się obecnie nauką o ciele? Nie chodzi już o to, że „ciało stało się ważniejsze od naszej duszy”, jak twierdzą autorzy monumentalnej Historii ciała (10), lecz o to: kiedy dusza stała się ciałem, a psychologia – nauką o duszy ciała, czyli mówiąc współcześnie: wiedzą o „ja cielesnym”? Psychologia w obecnej postaci nie potrafi się więc obejść bez sfery somatycznej. Wszystko wskazuje na to, że ciało – szczególnie to tańczące – potrafi się obejść bez psychologii czy psychoterapii.

Efektem wszystkich tych tendencji do psychiatryzacji ucieleśnionego tańca jest dylemat, przed którym obecnie stanęliśmy – co jest bardziej niebezpieczne: nadmierne leczenie tańcem, który był samą przyjemnością, czystą twórczością, czy też niedoszacowanie zysków płynących z zamiany tańca na remedium? Niezależnie od rozwiązania tak zarysowanego konfliktu wspólna dla krytycznej refleksji nad miejscem ciała i tańca w terapii jest obserwacja, iż rozbieżność dotyczy tu położenia linii demarkacyjnej oddzielającej „normalny” i „patologiczny” czy „terapeutyczny” ucieleśniony ruch. Ja sama, pomimo iż w swojej pracy korzystam z podejścia terapii tańcem, nieraz próbuję sobie z rozrzewnieniem przypomnieć, jaki był taniec, dopóki nie stał się lekarstwem.

1 Historia ciała. Różne spojrzenia. Wiek XX, , tłum. K. Belaid, T. Stróżyński, t. 3: red. J.J. Courtine, Gdańsk 2014, s. 5.

2 Sz. Chrząstkowski, Sposób odczuwania własnego ciała przez osoby z rozpoznaniem schizofrenii, depresji i zaburzeń osobowości, „Psychoterapia”, 2003, nr 1, s. 6.

3 B. de Barbaro, Pacjent w swojej rodzinie, Warszawa 1997.

4 R. Hanna, E. Thomson, The Mind-Body-Body Problem, „Theoria et Historia Scientiarum”, 2003, nr 1, s. 23–42.

5 A. Sokołowska, Zastosowanie analizy ruchu w interwencjach terapeutycznych i rozumieniu pacjentów, w: Z. Pędzich, Psychoterapia tańcem i ruchem. Teoria i praktyka, Sopot 2014, s. 72.

6 S. Beckett, Czekając na Godota, tłum. A. Libera, Warszawa 1985, s. 28.

7 Tamże.

8 M. Ritter, K.G. Low, Effects of dance / movement therapy: A metaanalysis, „The Arts in Psychotherapy”, 1996, nr 3; R.F. Cruz, D.L. Sabers., Dance/movement therapy is more effective than previously reported, „The Arts in Psychotherapy”, 1998, nr 2.

9 Y.-J Jeong, S.-C. Hong, M.S. Lee, M.-C. Park, Y-K. Kim, C.-M. Suh, Dance movement therapy improves emotional responses and modulates neurohormones in adolescents with mild depression, „The International Journal of Neuroscience”, 2005, nr 12, s. 1711–1720; T. Ervin-Grabner, S.W. Goodil, E.S. Hill , K. Von Neida, Effectivenes of dance/movement therapy on reducing test anxiety, „American Journal of Dance Therapy”, 1999, nr 1. 10 J.J. Courtine, Historia ciała…, dz. cyt., s. 410.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter