70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Transseksualizm – zaburzenie czy płciowy nonkonformizm?

Kim właściwie jest ten człowiek? Czy jest to kobieta? Mężczyzna? Może to ona i on jednocześnie? A może jest to osoba jakiejś innej jeszcze płci?

Pytania te nasuwają się nadal również po zastosowaniu u osoby transseksualnej standardowych w tego rodzaju przypadkach oddziaływań hormonalnych i chirurgicznych. W pewien paradoksalny sposób zyskują wówczas nawet na sile, a ich aktualność wzrasta w miarę rozwoju współczesnej endokrynologii i chirurgii plastycznej. Czy możemy jednak w ogóle takie pytania stawiać? Czy nie przemycamy w ten sposób już pewnych założeń o charakterze ontologicznym i epistemologicznym, a wręcz ideologicznym?

Chociaż skala występowania transseksualizmu w populacji jest stosunkowo niewielka (1), zjawisko skłania do refleksji nad zasadniczymi zagadnieniami dotyczącymi płci człowieka. Do tego rodzaju kluczowych kwestii zaliczyć można pytania o to, jak w ogóle rozumieć bycie kobietą i bycie mężczyzną; jakie jest znaczenie kryteriów biologicznych, cielesnych i psychologicznych dla tożsamości płciowej; a także jaki jest status subiektywnego wszak poczucia tożsamości płciowej w relacji do pozostałych elementów jej całokształtu. Analiza literatury przedmiotu ujawnia silną obecność dyskursów o charakterze filozoficznym. Można zauważyć ścieranie się tutaj podejścia esencjalistycznego oraz konstrukcjonistycznego. Przy czym to ostatnie wydaje się w obecnym czasie dominować. Nie zawsze jednak tak było.

Od psychopathia transexualis do dysforii płciowej

„Nie potrafię opisać mojej skłonności inaczej niż słowami, iż zdaję się być kobietą w precyzyjnie uformowanym męskim ciele, ponieważ, o ile mi wiadomo, jestem prawidłowo zbudowanym mężczyzną, w pełni wydolnym seksualnie. Jednakże odkąd tylko pamiętam, na pewno gdy miałem lat pięć, zdawałem się posiadać to najsilniejsze z możliwych pragnień, aby być dziewczynką, i rozmyślałem o jakiejś magii, która mogłaby mnie przemienić. Bawiłem się lalkami; przestawałem z dziewczynkami, ich gusta były moimi gustami (…). Moja miłość do kobiet jest dokładnie taka jak do przedmiotu sztuki; do rzeźby. Wydaje mi się, że sama Wenus nie mogłaby wzbudzić we mnie cienia emocji. Widok przystojnego mężczyzny powoduje we mnie natomiast przypływ namiętności i afektu. (…). Nasza matka umarła, gdy miałem sześć lat. Mój ojciec był uzależniony od morfiny i nie zajmował się nami (…). Gdybym tylko spotkał tego jedynego, który odwzajemniłby moje uczucie, nie wahałbym się ani chwili podążyć za nim bez względu na konsekwencje, pomimo utraty mojej pozycji i dobrego imienia. Uczucie spełnienia pozwoliłoby mi szybko odzyskać równowagę psychiczną. Pragnę poczuć penis w miejscu kobiecego organu, gdybym tylko go posiadał” (cyt. za: V.L. Bullough, A nineteenth-century transsexual, w: „Archives of Sexual Behavior” 1987, 16, s. 81–84).

Przytoczony list opublikowany został pierwotnie w 1897 r. w amerykańskim czasopiśmie medycznym „Alienist and Neurologist” przez Williama Lee Howarda – lekarza z Baltimore – w jego artykule Psychical hermaphroditism. Autor opisywał w nim przypadek jednego ze swoich pacjentów. Problem, z którym się spotkał, zdefiniował jako „kobieca dusza w męskim ciele”. Ten bodajże pierwszy, opublikowany w literaturze naukowej w takiej rozciągłości, opis tego rodzaju doświadczenia zawiera pewne charakterystyczne rysy obecne w relacjach osób określanych dzisiaj jako transseksualiści.

Choć transseksualizmem zajmowali się na przełomie XIX i XX w. także seksuolodzy niemieccy, zagadnienie to przeniknęło do szerszej świadomości zarówno na gruncie naukowym, jak i popularnonaukowym dopiero dzięki pracom amerykańskiego seksuologa Davida O. Cauldwella. W opublikowanym na łamach czasopisma „Sexology” w 1949 r. artykule Psychopathia Transexualis autor pisał, iż jest to choroba, osoby transseksualne „pragną odznaczać się przynależnością do płci, do której nie można ich właściwie zaliczyć (…). To psychiczne zaburzenie pojawia się wówczas, gdy proces rozwoju indywiduum przebiega niezgodnie z jego biologiczną kwalifikacją płciową”. W swoich pracach Cauldwell podjął zasadnicze wątki problematyki transseksualizmu jako zagadnienia z obszaru ludzkiej płciowości, rozpoczynając tym samym dyskusję, która wciąż może wydawać się aktualna, chociaż zarysowujące się od jakiegoś czasu rozstrzygnięcia zdają się zmierzać w innym kierunku.

A zatem:

– Czy można zmienić płeć pod względem fizjologicznym? Dotyczy to również możliwości nabycia zdolności do określonych cielesnych doznań.

– Czy można w ogóle mówić o jakiegoś rodzaju nieodpowiedniości lub sprzeczności pomiędzy płcią psychiczną a biologiczną?

– Czy dopuszczalna jest ingerencja w prawidłowo pod względem fizjologicznym funkcjonujący organizm w imię ratowania i zachowania dobrostanu psychicznego?

– Czy doświadczenie posiadania tożsamości płciowej innej niż przypisana i dążność do posiadania pełni płciowych kwalifikacji w zakresie płci pożądanej należy potraktować jako przejaw choroby lub zaburzeń psychicznych czy np. jako dążność do realizacji swoich aspiracji?

I wreszcie:

– Czy można nie uznawać tożsamości płciowej deklarowanej przez drugą osobę, jeżeli jest się przekonanym, że nie jest ona zgodna z prawdą? Można by do tego dodać pytanie, dlaczego tożsamość płciową należałoby pod tym względem traktować odmiennie niż inne aspekty tożsamości człowieka.

Cauldwell podkreślał, iż na obecnym etapie rozwoju nauk medycznych, w tym chirurgii, nie jest możliwa „metamorfoza i [zamiana] w osobę płci przeciwnej”. Dotyczy to również zdolności do określonych cielesnych doznań. Zresztą wyrażane przez osoby transseksualne przekonanie o niezgodności ich płci biologicznej z płcią psychiczną jest o tyle nieuzasadnione, że istnieje znacznie mniej psychologicznych różnic pomiędzy obiema płciami, niż się powszechnie uważa. Cauldwell miał na myśli brak wyraźnych różnic płciowych w sferach funkcjonowania psychologicznego, tym samym brak wyraźnego kobiecego i męskiego profilu psychicznego, który byłby niezgodny z przeciwstawną płcią biologiczną2. Zabieg chirurgiczny należałoby uznać zatem za nieuzasadnione okaleczenie zdrowego ciała w sytuacji, gdy zaburzona jest raczej sfera psychiczna. I wreszcie: każda osoba, w tym lekarz, powinna mieć prawo traktować drugą osobę zgodnie ze swoim przekonaniem „co do rzeczywistego stanu rzeczy”.

Wyraźnie odmienne podejście do problematyki transseksualizmu zaprezentowane zostało natomiast w ujęciu drugiego z klasyków badań nad tego typu przypadkami – Harry’ego Benjamina. W wydanej w 1966 r. książce The Transsexual Phenomenon Benjamin pisał, iż „transseksualiści są osobami, które doświadczają przynależności do innej płci, chcą żyć i funkcjonować jako osoby płci przeciwnej, a nie tylko być tak odbierane. Ich narządy płciowe, zarówno pierwotne (gruczoły), jak i wtórne (penis lub pochwa), są dla nich odpychającym upośledzeniem i powinny być usunięte chirurgicznie (…). Ich płeć psychologiczna, czyli umysł, jest kobieca. Dlatego czują się kobietami. I gdy ubierają się i żyją jako kobiety, robią to z powodu przemożnego wewnętrznego nacisku” (3). U Benjamina spotkać można również wyraziste opisy osób transseksualnych M/K: „postać jej charakteru jest zasadniczo kobieca i [osoba ta] bardzo dobrze przystosowała się do kobiecej roli” lub: „Poznałem ją tuż po zakończeniu procedury konwersji oraz operacji plastycznej biustu. Była niezwykle atrakcyjną rudowłosą dziewczyną, aktywną, nieco lekkomyślną. Zarabiała na życie jako dziewczyna do towarzystwa”.

W perspektywie przyjmowanej przez Benjamina pojawia się ponadto pewien aspekt transseksualizmu, który z założenia wykluczony został przez Cauldwella. Chodzi mianowicie o transseksualne doświadczanie cielesności, o możliwość doświadczania kobiecej cielesności pomimo męskiego ciała (w męskim ciele) oraz męskiej cielesności pomimo kobiecego ciała (w kobiecym ciele). Benjamin sygnalizuje przy tej okazji również kwestię zakresu możliwej aktywności podmiotu w kształtowaniu swoich doświadczeń cielesnych. „Czy możliwe jest – pyta Benjamin – aby mężczyzna był w stanie zapomnieć o obecności swoich męskich narządów lub, gdy dojdzie już do operacji, o tym, że one w ogóle kiedykolwiek istniały?” Przywołuje opis doświadczeń jednej z osób transseksualnych M/K w trakcie stosunku płciowego, podczas którego dochodzi do doświadczania „swoich” męskich genitaliów jako należących do drugiej osoby: „Nie wiem, czy to mój penis, czy mojej żony”. Można by przy tej okazji pójść o krok dalej i zapytać nie tylko o możliwość niedoświadczania męskiej cielesności przez osoby transseksualne M/K i kobiecej przez osoby K/M, ale o możliwość doświadczania kobiecej cielesności u osób M/K i męskiej K/M, i to jeszcze nawet przed przystąpieniem do procedury hormonalno-chirurgicznej. Warto przy tym zauważyć, że opis tego rodzaju doświadczeń cielesnych prezentowany był już znacznie wcześniej przez niemieckiego pioniera seksuologii Richarda von Krafft-Ebinga w książce Psychopathia sexualis (1886) „pod szyldem” metamorphosis sexualis paranoica: „Czuję się jak kobieta o męskich kształtach [in a man’s form], i nawet jeżeli pociągają mnie męskie kształty, to zawsze z punktu widzenia kobiety. Tak więc, na przykład, doświadczam [swojego] penisa jak łechtaczki, cewki moczowej jak ujścia pochwy, która zawsze wydaje mi się nieco wilgotna, pomimo że tak naprawdę jest sucha; moszny jak warg sromowych (…). Co cztery tygodnie dostaję pięciodniowego okresu jak kobieta, fizycznie i psychicznie, tyle że nie krwawię, ale czuję utratę płynów” (s. 314–316).

Harry Benjamin został patronem pierwszej instytucji zrzeszającej osoby zajmujące się problematyką transpłciowości: The Harry Benjamin International Gender Dysphoria Association, założonej w 1979 r., obecnie The World Professional Association for Transgender Health (WPATH). Od pewnego czasu WPATH nabiera wyraźnych cech organizacji nie tylko zawodowej i badawczej, ale także społecznej i politycznej. Zajmuje się m.in. opracowywaniem standardów postępowania w tego rodzaju przypadkach jako obowiązującej normy medycznej i prawnej. Sama konceptualizacja transseksualizmu w ujęciu Benjamina uważana jest już często za archaiczną. Chodzi o traktowanie transseksualizmu jako zaburzenia wymagającego standardowo określonej procedury korekcyjnej, a nawet o funkcjonowanie samego terminu „transseksualizm” w jego klasycznym rozumieniu jako odnoszącego się do biologicznych kobiet, które psychicznie czują się mężczyznami, oraz biologicznych mężczyzn, którzy psychicznie czują się kobietami. Otóż takie rozumienie traktowane jest jako zbyt normatywne i sztywne, sugerujące, że istnieją tylko dwie wyraźne płciowe natury, oraz narzucające ściśle określoną biologiczną interpretację płciowej kwalifikacji ciała, która – jak pisze np. Judith Lorber – nacechowana jest ideologią i nie dopuszcza innych interpretacji ciała, odbierając tym samym osobom prawo do jego podmiotowego doświadczania, określania i kształtowania. Stąd od początku lat 70. pojęcie transseksualizmu zastępowane jest kategorią dysforii płciowej (4). Słychać postulaty wzywające do jego depatologizacji i depsychiatryzacji. Spotyka się wypowiedzi osób transseksualnych, według których osoby te „nie tyle doświadczyły transseksualizmu, ile diagnozy transseksualizmu”, co zgodnie z tym podejściem powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie w klasyfikacjach medycznych oraz zasadach postępowania prawnego i pomocy psychologicznej. Znaczące pod tym względem jest również odchodzenie od dotychczasowej definicji tego zjawiska i ujmowanie go jako identyfikacji z płcią inną niż ta „przypisana” przy urodzeniu. W ten sposób zanika normatywny podział na dwa rodzaje tożsamości płciowej w jej aspekcie psychologicznym oraz biologiczna kwalifikacja ciała, a transseksualiści zaliczani są do tzw. osób nonkonformistycznych płciowo.

Międzynarodowe klasyfikacje

Transseksualizm stopniowo przestaje być traktowany jako jednostka chorobowa lub jest zastępowany innymi kategoriami diagnostycznymi. Ma to na celu zdjęcie z tego rodzaju przypadków odium patologii. Tendencja ta uwidacznia się zwłaszcza w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM). W ramach Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10), która opracowywana jest przez Międzynarodową Organizację Zdrowia, transseksualizm charakteryzowany jest jako „pragnienie życia i uzyskania akceptacji jako osoba płci przeciwnej własnej, niezadowolenie z powodu własnych, anatomicznych cech płciowych oraz poczucie ich nieprawidłowości, chęć poddania się leczeniu hormonalnemu lub operacyjnemu, by upodobnić własne ciało tak dalece, jak to jest tylko możliwe, do ciała płci preferowanej”. Zgodnie z kryteriami diagnostycznymi „tożsamość transseksualna powinna się utrzymywać przynajmniej od 2 lat oraz nie może być przejawem innego zaburzenia psychicznego, jak schizofrenia, czy też zaburzeń związanych z jakąkolwiek nieprawidłowością interseksualną, genetyczną czy dotyczącą chromosomów płciowych”. W DSM termin „transseksualizm” po raz pierwszy pojawił się w jej trzeciej wersji jako zaburzenie psychoseksualne w grupie kategorii diagnostycznych „zaburzenia identyfikacji płciowych” obok zaburzeń identyfikacji płciowej w dzieciństwie oraz atypowych zaburzeń identyfikacji płciowej. W charakterystyce zjawiska zwraca uwagę stwierdzenie, iż „transseksualista raczej czuje się jak osoba innej płci, niż rzeczywiście wierzy, że jest tą osobą”. W czwartej edycji DSM termin się nie pojawił. Został zastąpiony kategorią zaburzonej identyfikacji płciowej. W najnowszej edycji klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-V) problematyka, o której tutaj mowa, pojawia się w ramach kategorii dysforii płciowej (gender dysphoria) i stanowi osobny rozdział. Odnosi się do osób identyfikujących się z płcią (gender) odmienną od tej, która została im przypisana przy urodzeniu. Aby spełnić kryteria tej kategorii, dana osoba musi doświadczać swojej płci jako wyraźnie różnej od tej, którą inni jej przypisują, przez co najmniej sześć miesięcy. Nowa klasyfikacja zawiera ponadto osobne kryteria diagnostyczne dla dzieci oraz dorosłych, co bierze się z założenia, iż dzieci mają mniejszą zdolność do wglądu w swoje doświadczenia oraz bardziej ograniczone możliwości ich wyrażania (sic!). Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne uzasadnia wprowadzenie zmian chęcią depatologizacji i depsychiatryzacji transseksualizmu. Sformułowanie „dysforia” zastąpiło określenie „zaburzenie” obecne w terminie „zaburzona identyfikacja płciowa” sugerujące, że wykazujące się nim osoby są zaburzone. Tymczasem, według autorów nowej klasyfikacji, należy je raczej rozumieć jako osoby płciowo nonkonformistyczne.

Przyczyny, standardy postępowania

Na ogół uważa się, że w przypadkach transseksualizmu psychoterapia nie przynosi rezultatów. W związku z tym w odniesieniu do kwestii przyczyn tego zjawiska nacisk kładziony jest na czynniki biologiczne. Pomimo jednak intensywnych prób znalezienia głównie mózgowych uwarunkowań poczucia przynależności płciowej jak do tej pory pozostają one niepotwierdzone.

Szczególne znaczenie zyskują zatem teorie dotyczące czynników psychologicznych, które dzieli się na determinanty społeczno-wychowawcze (głównie rodzinne) oraz osobowościowe. Jeśli chodzi o pierwszą grupę, pod uwagę bierze się przede wszystkim relacje z rodzicami: zbyt bliski, symbiotyczny, związek chłopców z matkami przy jednoczesnym oddaleniu ojca oraz nieobecność matki; bliska relacja jedynie z ojcem u dziewczynek. W obu przypadkach dzieci nie mają możliwości identyfikacji z osobami tej samej płci, nabywając postawy płci przeciwnej. Nawet jednak w sytuacji obecności obojga rodziców dochodzić może do transferu zaburzeń tożsamości płciowej z rodziców na ich dzieci. Przy czym nie chodzi tylko o zniewieściałych ojców w przypadku chłopców i męskie matki w przypadku dziewczynek. Badania wskazują np., iż matki chłopców wykazujących nieproporcjonalnie dużo cech żeńskich same w dzieciństwie zdradzały kłopoty z identyfikacją płciową, a w dorosłości cechują się męskim i chłodnym sposobem bycia. Okolicznością sprzyjającą zaburzeniem tożsamości płciowej może być także płeć dziecka inna od oczekiwanej. Transseksualizm może być także swego rodzaju efektem reakcji dysocjacyjnej w sytuacji rodzinnej traumy, np. doświadczeń znęcania się fizycznego ze strony rodziców. Reasumując: opisane wyżej czynniki nie są rozstrzygające, a ich metodologia pozostawia często wiele do życzenia.

Drugą grupą czynników psychologicznych są zaburzenia osobowości przejawiające się w sferze emocjonalnej, w kontaktach społecznych oraz w obrazie siebie. Badania wskazują np. na częstość występowania osobowości paranoidalnej, borderline i schizotypowej. Mówi się także o podobieństwie transseksualizmu do zaburzeń zwielokrotnionej osobowości. Na uwagę zasługują także badania nad schizofrenicznym rysem doświadczeń osób transseksualnych. Co prawda, zgodnie chociażby z przytoczoną wyżej klasyfikacją ICD-10 transseksualizm nie wiąże się z chorobą psychiczną i jej objawy powinny wykluczać diagnozę transseksualizmu. Spotkać można jednak badania, według których operacyjna zmiana płci przeprowadzona została u 25% osób schizofrenicznych. Warto również zwrócić uwagę na możliwość rozwijania się zaburzonej tożsamości płciowej jako rezultatu procesu zinternalizowanej homofobii.

Istnieje jeszcze jedna kategoria determinantów występowania transseksualizmu, obecna wyłącznie z perspektywy teorii queer, wpisującej się w nurt myślenia konstrukcjonistycznego. W tym ujęciu problem transseksualizmu pojawia się wyłącznie wtedy, kiedy płeć traktuje się w kategoriach normatywnych, binarnych, naturalistycznych i jako takich – opresywnych. W ten sposób „przyczynę” transseksualizmu stanowi pewna opcja antropologiczna.

Zgodnie z głównym nurtem literatury przedmiotu oraz obowiązującymi wytycznymi WPATH jedyną skuteczną formą pomocy w przypadkach skrajnej postaci dysforii płciowej jest proces korekty płci metrykalnej oraz tzw. operacyjna zmiana / korekta płci (SRS z ang. Sex Reassignment Surgery) połączona z oddziaływaniami hormonalnymi. Uważa się, że psychoterapia, poza formami psychologicznego wsparcia, nie jest w tego rodzaju przypadkach efektywna, przedłuża cierpienia pacjentów, które mogą doprowadzić do samookaleczeń, a w skrajnych przypadkach samobójstw. Należy jednak podkreślić, że osoby przystępujące do procedury hormonalno-chirurgicznej nie zawsze poddają się jej „w pełnym zakresie”. Dzieje się tak oczywiście ze względów zdrowotnych i finansowych, ale również z powodu zadowolenia z uzyskanych już rezultatów (np. u osób K/M: poza efektami oddziaływań hormonalnych, amputacją piersi, a w przypadku osób M/K: usunięciem jabłka Adama, implantami piersi oraz zabiegami feminizacji twarzy FFS, z ang. Facial Feminization Surgery). Warto także zwrócić uwagę na opinie o częściowym tylko poddawaniu się procedurze hormonalno-chirurgicznej jako rezultacie rozpowszechniającej się w społeczności osób transpłciowych postawie płciowego nonkonformizmu.

Podkreśla się, że żal z powodu poddania się zabiegom SRS wyraża niewielki procent osób (do 8%). Jednakże badania wskazują na zdecydowanie niższą jakość życia osób transseksualnych oraz o ok. 50% większą umieralność w grupie transseksualistów M/K niż w pozostałej części populacji, włączając w to osoby K/M. Przy czym głównym powodem śmierci są w tym przypadku samobójstwa, AIDS, choroby układu sercowo-naczyniowego, przedawkowanie narkotyków i inne. Niektóre badania wskazują również na uboczne efekty oddziaływania środków hormonalnych. Podawanie estrogenów osobom transseksualnym M/K może wiązać się ze znacznym wzrostem ryzyka wystąpienia zaburzeń zakrzepowo-zatorowych, podwyższeniem poziomu enzymów wątrobowych oraz nastroju depresyjnego, natomiast podawanie androgenów w przypadku osób transseksualnych K/M może prowadzić do zwiększenia masy ciała oraz wystąpienia zmian trądzikowych. Podkreśla się konieczność dalszych badań na ten temat.

Na tle innych form transpłciowości

Ujęcie transseksualizmu w szerszym kontekście zjawisk o podobnym charakterze obecne jest chociażby w ICD-10, gdzie zjawisko to lokowane jest w ramach kategorii zaburzenia identyfikacji płciowej obok: transwestytyzmu o typie podwójnej roli, zaburzeń identyfikacji płciowej w dzieciństwie, innych zaburzeń identyfikacji płciowej oraz nieokreślonych zaburzeń identyfikacji płciowej. Tego typu ujęcie transseksualizmu występuje również na gruncie polskiej literatury przedmiotu w pracach Kazimierza Imielińskiego i Stanisława Dulko. Można u nich mianowicie spotkać pojęcie „transpozycji płci”, które „oznacza przechodzenie cechy, czy też wielu cech (…) właściwej »jednej« z płci na »drugą« płeć. I takie »przejście« ma charakter trwały. Fakt »nabycia« tej »obcej« cechy od drugiej płci przez płeć przeciwną znajduje swoje odzwierciedlenie w jej poczuciu tożsamości płciowej i seksualnej, jak też – chociaż nie jest to warunek konieczny – w jego repertuarze zachowania płciowego i seksualnego (np. w transwestytyzmie, transgenderyzmie i transseksualizmie), czy też tylko w jednym z tych zachowań (np. w biseksualizmie i homoseksualizmie)” (S. Dulko, Saga o płci, „Rocznik Lubuski” 2006, t. 30, cz. 2, s. 89).

Przy czym transpozycja taka może dotyczyć zarówno biologicznego, jak i psychicznego aspektu płci. W przypadku transseksualizmu moglibyśmy mieć do czynienia z „przesunięciem” jednego lub większej liczby elementów – np. tzw. płci mózgu oraz charakterystyki hormonalnej wobec pozostałych składowych całokształtu płci biologicznej. Przywoływana perspektywa uwzględnia jednak również możliwość transpozycji płci pod względem psychologicznym. Obejmuje ona wówczas różne formy zaburzonej identyfikacji i roli płciowej: biseksualizm, homoseksualizm, transwestytyzm, transgenderyzm i właśnie transseksualizm jako formę skrajną. Transpozycja taka mogłaby polegać na podejmowaniu pewnego rodzaju przemieszanej roli płciowej, na czymś, co przywoływany już tutaj Howard w 1897 r. nazwał „psychicznym hermafrodytyzmem” (5). Rolę płciową należy jednak, w ujęciu autorów, poszerzyć o sferę ciała. Imieliński i Dulko posługują się podziałem na biologiczny aspekt roli płciowej oraz aspekt psychospołeczny, podkreślając, że do transpozycji dochodzić może zarówno w obrębie obu aspektów, jak i pomiędzy nimi.

Rekonstrukcja zasadniczych elementów koncepcji transpozycji płci stawia ją w opozycji do teorii queer jako jednego z nurtów współczesnego konstrukcjonizmu, traktowanego zresztą często jako teoretyczne zaplecze ruchów pod wspólnym szyldem LGBT. Chodzi mianowicie o normatywny i wartościujący charakter tej pierwszej, ujmowanie płci w kategoriach z natury rzeczy dwóch i tylko dwóch kwalifikacji płciowych. Termin „transpozycja” lub „transpozycje płci” zakłada jakiś rodzaj wzorcowy, pierwotny i naturalny stan spójności, zgodności i harmonii pomiędzy składowymi tożsamości płciowej. Sama transpozycja stanowi zatem podważenie tej spójności, niezgodność i dysharmonię. Imieliński i Dulko otwarcie mówią wszak o transpozycjach płci jako o zaburzeniu. Zgodnie z teorią queer natomiast płeć to kulturowo-społeczno-psychiczny konstrukt. Pewną wersją takiego ujęcia jest koncepcja performatywności płci, która rozumiana jest tutaj jako zestaw kulturowo określonych ról przypisywanych jednostce przez społeczeństwo, a następnie utrwalanych w języku oraz przez ich stałe odgrywanie w tzw. aktach performatywnych. Literalnym przykładem takiego podejścia są występy drag queens i drag kings, którzy dokonują osobistych transgresji, rzucając inne światło na konwencjonalny charakter płci. W perspektywie teorii queer płeć nie istnieje jako ponadkulturowa, ponadhistoryczna, niezależna od podmiotu rzecz-sama-w-sobie. Stanowi rzecz-dla-mnie. Można zatem uznać i przyjąć jej zastane znaczenie lub stworzyć i „odgrywać” swoją tożsamość płciową na własnych zasadach, które odbiegają od innych, ale nie są gorsze ani nie stanowią o zaburzeniu. Można też w ogóle nie identyfikować się z żadną z płci albo traktować i doświadczać swoją tożsamość płciową jako płynną. Tego rodzaju postawę określa się mianem transpłciowości lub transgenderyzmu w szerszym tego słowa znaczeniu. Od jakiegoś czasu spotyka się również określenie „niebinarność”. W ten sposób pojawia się całe spektrum różnych rodzajów tożsamości płciowej. Należy do nich np. transwestytyzm, czyli czasowe przyjmowanie roli innej płci poprzez nakładanie typowych dla niej ubrań (cross-dressing) oraz zachowanie. Innym przykładem może być transgenderyzm (w węższym tego słowa znaczeniu), czyli doświadczenie niezgodności pomiędzy płcią psychiczną a ciałem, które wiąże się z chęcią jego zmiany, ale tylko w ograniczonym zakresie. Osoba transgenderowa zadowala się więc zazwyczaj zmianami, które są rezultatem oddziaływania środków hormonalnych. W przypadku osób K/M występuje czasami także dążenie do usunięcia piersi, a u osób M/K – do wczepienia implantów piersi.

Tak rozumiane pojęcie transpłciowości obejmuje również transseksualizm. Należy jednak podkreślić, że same osoby transseksualne często nie chcą być w ten sposób postrzegane. Co więcej, można usłyszeć ich negatywne opinie na temat osób transgenderowych, zarówno w szerszym, jak i węższym tego słowa znaczeniu, jako negujących dychotomiczne (binarne), esencjalne rozumienie płci i podważających w ten sposób ich własną tożsamość płciową oraz jej wiarygodność w oczach innych. Osoby transseksualne doświadczają bowiem na ogół swojej kobiecości lub męskości jako istniejących realnie, istotowych, głęboko ugruntowanych i wzajemnie sprzecznych rysów swojej tożsamości. Wpisują się więc w normatywny porządek świata płci. Obraz ten dodatkowo komplikuje podział transseksualizmu na pierwotny i wtórny. Ten pierwszy dotyczy osób doświadczających go już od wczesnego dzieciństwa, drugi typ odnosi się natomiast do osób uświadamiających sobie swój transseksualizm i „dochodzących” do niego poprzez inne formy transpłciowości.

***

Fenomen transseksualizmu wyłania się jako przestrzeń szczególnego napięcia, które wyraża się w momencie postawienia pytania o to, kim jest osoba transseksualna. Kobietą czy mężczyzną? Spór toczy się tutaj pomiędzy podejściem esencjalistycznym (głównie w wersji esencjalizmu biologicznego) oraz konstrukcjonistycznym. W ramach pierwszej z tych perspektyw odpowiedź może być udzielona na podstawie prostego, jak mogłoby się wydawać, kryterium biologicznego. W ramach drugiej natomiast takie ujęcie wydaje się jednak zbytnim zawężeniem pola znaczeniowego terminów „kobieta” i „mężczyzna”. Biologia stanowi zaledwie jeden z dyskursów, zresztą dość płynnych, w którym podmiot ujmuje swoją egzystencję. Do tego dochodzi jeszcze napięcie na poziomie przedmiotowym. Transseksualizm określa się mianowicie jako sytuację szczególnego rodzaju dwoistości, niespójności czy wręcz niezgodności pomiędzy psychicznym i cielesnym aspektem tożsamości płciowej człowieka.

.

1 W literaturze przedmiotu najczęściej spotyka się szacunki, według których transseksualizm występuje u 0,003 do 0,01% osób w populacji biologicznych mężczyzn i 0,001 do 0, 003% w populacji biologicznych kobiet.

2 Już na początku ubiegłego stulecia wyniki prowadzonych od końca XIX w. badań nad psychologicznymi różnicami pomiędzy kobietami i mężczyznami nie potwierdzały panującego wówczas przekonania o ich istnieniu. Morawski (1985) pisze o pewnym założeniu, które nie znajdowało potwierdzenia w empirii: „Jeżeli inne nauki o człowieku: anatomia, fizjologia, patologia pokazują różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami, dlaczego różnic takich nie miałaby odkryć psychologia?”. W 1974 r. ukazała się monumentalna publikacja The Psychology of Sex Differences autorstwa Maccoby i Jacklin. Autorki zaprezentowały w niej rezultaty znacznej liczby badań nad różnicami pomiędzy kobietami i mężczyznami w szeroko rozumianej aktywności intelektualnej, emocjonalnej i społecznej. Wniosek, który płynął z tej analizy, jest taki, iż istnieje niewiele tego rodzaju różnic lub są one niewielkie. W świetle metaanalizy zaprezentowanej ostatnio przez Wojciszkę (2012) sprawa prezentuje się jednak w nieco innym świetle.

3 W swojej książce Benjamin koncentrował się na osobach transseksualnych M/K.

4 W polskiej literaturze przedmiotu spotyka się czasami określenie „zespół dezaprobaty płci” jako odpowiednik terminu „dysforia płciowa”. Słychać jednakże głosy, iż sformułowanie takie może być mylące ze względu na dwuznaczność polskiego słowa „płeć” jako odnoszącego się zarówno do sfery biologicznej, jak i psychologicznej. Można by więc pomyśleć, że chodzi o dezaprobatę wobec swojej płci psychologicznej, co – jak podkreślają krytycy – nie jest w tego rodzaju przypadkach prawdą.

5 Hermafrodytyzm (inaczej interseksualizm lub obojnactwo) w sensie ścisłym oznacza wrodzone zaburzenie różnicowania się biologicznych cech płciowych.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter