70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Już nigdy

Pisząc Dziennik żałobny, Roland Barthes pracował równolegle nad innymi tekstami. W tym trudnym okresie redagował jedno z najważniejszych swoich dzieł, Światło obrazu. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wiele z opisywanych w tym kanonicznym dziele emocji miało swoje źródło właśnie w żałobie po śmierci matki.

Kobieta trzyma na rękach chłopca. Jej twarz wyraża siłę i spokój. Chłopiec – w długich podkolanówkach i butach na klamerkę – jest już dość duży, ma pewnie jakieś siedem, osiem lat, mimo to kurczowo trzyma się szyi kobiety, przyciska policzek do jej twarzy. Chłopcem jest Roland Barthes, kobieta to Henriette, jego matka. To zdjęcie z dzieciństwa Barthes w swojej autobiografii podpisuje: „Prośba o miłość”.

25 października 1977 r. w wieku 84 lat matka Rolanda Barthes’a umiera. Dzień po jej śmierci pisarz, strukturalista, później poststrukturalista, a przede wszystkim wybitny intelektualista, zaczyna prowadzić dziennik, na który składają się krótkie notatki, strzępy związanych z matką wspomnień, nieraz zaledwie jedno, dwa zdania mówiące o jego samopoczuciu czy o doświadczeniu żałoby.

Czarne skrzydło ostateczności

Barthes stara się nakreślić pole semantyczne tego stanu. Zrozumieć i nazwać słowami trwanie w cierpieniu, którego nic oprócz – jak sam pisze – jego własnej śmierci nie może zakończyć. W Dzienniku… słowo „żałoba” zostaje odmienione przez wszystkie przypadki, jednak wydaje się, że Barthes próbuje znaleźć dla tego stanu inną nazwę, wiedząc, że istniejąca odnosi się do pewnego etapu, podczas gdy jego sytuacja naznaczona jest „czarnym skrzydłem ostateczności”.

Próba analizy intencji autora jest w tym wypadku szczególnie problematyczna. Z jednej strony dlatego że mowa przecież o Barcie, który ogłosił „śmierć autora”, z drugiej – ponieważ są to notatki bardzo intymne. Jedne z tych zapisywanych tylko po to, by dać upust skrajnym emocjom. Barthes sam przyznaje, że nieraz w swoim dzienniku „powierza się banalności, która w nim jest”, ale przecież mówienie o śmierci i związanym z nią cierpieniu zawsze jest na swój sposób banalne. Bolesne zdziwienie, że jesteśmy śmiertelni, jest wspólnym, wstydliwym doświadczeniem wszystkich ludzi i od wieków wywołuje podobne refleksje – wzruszające i trywialne zarazem. Tym razem jednak swój Dziennik żałobny prowadzi umysł wybitny, co sprawia, że jego notatki oprócz silnego ładunku emocjonalnego, który ze sobą niosą, stanowią również analizę „człowieka po stracie”, stanu ducha osoby stawiającej czoła najtrudniejszym uczuciom: tęsknocie, rozgoryczeniu, samotności, żalowi.

Z biegiem czasu w synu pogrążonym w żałobie rodzi się również wstyd. Okazuje się bowiem, że odkąd matka umarła, nic się nie zmieniło. Strata najbliższej osoby jest wydarzeniem, które domaga się raptownego przerwania dotychczasowego biegu wydarzeń. Tymczasem wszystko funkcjonuje tak jak dawniej. 31 października Barthes notuje: „Jakaś część mnie czuwa w rozpaczy; a jednocześnie jakaś inna zajmuje się w myślach porządkowaniem moich najbardziej błahych spraw. Odczuwam to jako chorobę”. Na kolejnych stronach zastanawia się, czy fakt, że jest w stanie żyć bez najdroższej osoby, oznacza, że kochał ją mniej, niż przypuszczał, czy nie jest to forma zdrady żyjącego wobec umarłej.

Innym powodem do wstydu jest poniekąd egoistyczny strach przed własną śmiercią. Po bezpośrednim zetknięciu się z umieraniem matki Barthes po raz pierwszy zaczyna realnie myśleć o końcu własnego życia (umrze zaledwie trzy lata później). Śmiertelność staje się dla niego nieomal dotykalna. Pisze: „Teraz wszędzie, na ulicy, w kawiarni, nieuchronnie widzę ludzi w stanie przedśmiertnym, to znaczy w ścisłym sensie jako śmiertelników. – I z nie mniejszą oczywistością widzę ich jako niezdających sobie z tego sprawy”. Barthes uświadamia sobie możliwość końca, ale i jego przerażającą ostateczność, doświadczenie śmierci matki zaczyna przekładać na swoją przyszłość, oswajać śmierć, obejmować ją umysłem, tak by wiedza o niej była jego własna, a nie – jak wcześniej – zapożyczona. 1 maja 1978 r. notuje: „Myśleć, wiedzieć, że mama umarła na zawsze, całkowicie (»całkowicie« może być myślane tylko przemocą, bez możliwości dłuższego utrzymania go w myśli), to znaczy myśleć, słowo po słowie (dosłownie i równocześnie), że ja także umrę na zawsze i całkowicie”.

W poszukiwaniu…

Towarzyszem w cierpieniu staje się Proust, który wielokrotnie pojawia się w zapiskach Barthes’a. W tym okresie czyta on biografię Prousta (Georges’a D. Paintera), w której odnajduje analogiczne do swoich synowskie uczucia i cierpienie. Prousta również łączyła z matką więź szczególna, miłość, jakiej żadna inna relacja nigdy nie umiała dorównać i która zostawiła po sobie niedającą się zapełnić pustkę.

Wydaje się, że lektura Prousta oraz rozważania nad biografią pisarza przynoszą jakąś chwilową ulgę, Barthes znajduje w literaturze zrozumienie, kojące odzwierciedlenie własnych uczuć, nowy zasób słów, by pisać o cierpieniu. Matka była dla niego również synonimem dobra, esencją domu rodzinnego (wielokrotnie podkreślał, że podróże straciły sens, odkąd nie ma dokąd wracać), ale w okresie przed śmiercią także podopieczną – jak pisze – nieomalże dzieckiem, za które stał się odpowiedzialny. Bez niej jego uniwersum zostało pozbawione punktu centralnego, wszystkie działania – podróże, wykłady, pisanie – stają się bezcelowe, „odkąd jego śmierć nie zabiłaby już nikogo”. Bardzo trafnie tę dojmującą tęsknotę za matczyną miłością opisuje inny francuski pisarz Romain Gary: „Wydaje się, że tak już być musi. Wydaje się, że to gdzieś powinno istnieć, że można to odnaleźć. Liczy się na to. Wypatruje się, ma się nadzieję, czeka. Miłość macierzyńska to obietnica, którą życie daje nam na progu i której nie dotrzymuje nigdy. I z tym niedosytem pozostać trzeba do końca życia. Ilekroć kobieta bierze nas w ramiona i przyciska do serca, są to tylko kondolencje. Zawsze powracamy na grób matki, by wyć nad nim jak opuszczony pies. Już nigdy, już nigdy, już nigdy” (R. Gary, Obietnica poranka, tłum. J. Pański, Kraków 2004, s. 25). Wydaje się, że to właśnie słowa przynoszą ulgę Rolandowi Barthes’owi. Słowa czytane o żałobie po matce, słowa pisane o swoim własnym cierpieniu. „Depresja nadejdzie, kiedy z dna zgryzoty nie będę już w stanie uczepić się pisania” – notuje 21 listopada. Mimo to zapiski nie są długie, nie ma w nich rozległych opisów chwil spędzonych z matką, nie ma szczegółowej analizy własnego stanu. Są jedynie zdawkowe sformułowania, tym bardziej dojmujące, im bardziej lakoniczne (choć zawsze trafiające w punkt). Stanowią one rów-nież zapis szczególnej relacji pomiędzy matką a synem. Henriette Binger owdowiała po trzech latach małżeństwa, gdy Roland nie miał jeszcze roku. Jak Barthes wspomina, nie wiedział, czym jest liczna rodzina, otoczona dużym gronem ciotek i kuzynów. Jego rodzinę przez długi czas (aż do narodzin przyrodniego brata pisarza) stanowiła „tylko” matka. Z Dziennika… wyłania się jej obraz jako kobiety czułej, spokojnej, skromnej, pełnej bezinteresownej miłości dla syna, wspierającej go we wszystkim, co robił. Z pewnością była to miłość, którą Romain Gary nazwał „obietnicą poranka”, a więc uczucie, które w pewnym sensie skazuje na samotność w każdej innej relacji.

***

Roland Barthes, pisząc Dziennik żałobny, pracował równolegle nad innymi tekstami. W tym trudnym okresie redagował jedno z najważniejszych swoich dzieł, Światło obrazu. 15 grudnia 1978 r. napisał: „Bez wątpienia będzie ze mną źle, dopóki nie napiszę czegoś,zaczynając od niej (Fotografia lub coś innego)”. Dwa lata później wydana została kanoniczna dziś książka o doświadczaniu fotografii i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wiele z opisywanych w niej emocji miało swoje źródło właśnie w żałobie Barthes’a, w czułości i cierpieniu, z jakim patrzył na zdjęcie matki z dzieciństwa. Między aktem pisania a naznaczoną tęsknotą miłością do matki zachodzi rodzaj zależności, który pozwala mu tworzyć pomimo poczucia bezsensu. Być może właśnie to Barthes miał na myśli, gdy pod datą 18 stycznia 1979 r. zapisał: „Literatura = jedyna dziedzina Szlachetności (tak jak była nią mama)”.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata