70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Prośba o więcej pułapek codzienności

Ktoś zadał sobie trud wycięcia – z książki i z kontekstu – zdigitalizowania i rozdystrybuowania w sieci fragmentu, który miał spory potencjał konfliktogenny. Ostrze hejtu skierowano w kierunku tradycyjnym, wypróbowanym, co więcej – statystycznie dość często na ten hejt zasługującym. Aczkolwiek nie tym razem.

M., mój porno-fryzjer, przynosi mi do fotela, na którym czekam, aż moje włosy przybiorą kolor naturalny, tylko lepszy, swój smartfon z obrazkiem, którym się ostatnio wszyscy na Facebooku dzielą. Mówię o M. „porno-fryzjer” nie po to, żeby go obrazić, tylko że gdy w Google wpisze się „porno-fryzjer”, bez problemu trafi się właśnie na M. Warto na niego trafić, bo to całkowity geniusz i złoty człowiek, konfiguracja, przyznać trzeba, dość niespotykana, tyle że zanim został geniuszem i złotym człowiekiem, miał był występować w gejowskich pornosach. No, ale przynosi mi M. swój smartfon, a tam jest skan niby to podręcznika do religii z zadaniem, czy też raczej zadanio-pytaniem, na pierwszy rzut oka ogromnie podłym lub zaledwie podstępnym. „Z kim nie chciałbyś być w pokoju na letnim obozie?”, pyta podręcznik i podaje następujące możliwości zaadresowania niechęci: cyganka, chory na AIDS, niewierzący, biznesmen, właściciel fabryki czekolady, żebrak. „No bez kitu – mówię do M. – Przecież to fejk”. Czyli podróba. „Nie, gdzie jaka podróba!” – mówi M. Pod pytaniem jest miejsce na odpowiedź, już zresztą zaczętą przez autora podręcznika, jeśli to podręcznik, a nie jednak mistyfikacja na potrzeby niespożytych w judzeniu internetów. „Nie chciałbym mieszkać z” – i tu kilka kropek, „gdyż” – i tu kropek więcej. Można się wykazać. Ale skan zawiera coś jeszcze: przekreślone ołówkiem „nie chciałbym mieszkać” i dopisane dziecięcym pismem: „mogę mieszkać z każdym, bo jestem tolerancyjny”.

O ile się przyglądałam komentarzom, forma pytania spotkała się z dużo bardziej emocjonalną reakcją niż treść odpowiedzi: że to nawoływanie do dyskryminacji, że to zaprzeczenie zasadom tolerancji, że to – typowe, w ujęciu przeciętnego obserwatora, dla operatorów życia religijnego – dzielenie ludzi na lepszych i gorszych na podstawie najsilniej utrwalonych stereotypów, podczas gdy wiadomo, że najsilniej utrwalone stereotypy należy najenergiczniej obalać. Że naruszono zasady ortografii, bo Cyganka wymaga jednak wielkiej litery, nikt się co prawda nie oburzał. Niemniej jednak internety wrzały.

Ale czy problemy etyczne, wybory, których musimy na co dzień dokonywać, są przed nami stawiane w sposób choć trochę mniej podstępny niż w tym zadaniu? Czy w prawdziwym życiu nie zdarza się, że aby udzielić, jak to dziecko z ołówkiem, jedynej właściwej odpowiedzi, musimy zanegować nie tylko podpowiedzi, jakie autorzy pytania nam podsuwają, ale wręcz samo pytanie? Czy nie musimy być czujni przez cały czas? Sprawa skończyła się w sposób demaskujący przykry brak czujności komentujących na co najmniej kilku istotnych poziomach. Po jakimś tygodniu – licząc w czasie rzeczywistym, bo tydzień internetu to dla ludzi z prawdziwego świata circa eon – okazało się, że, po pierwsze, nie jest to podręcznik do nauki religii katolickiej, tylko ewangelickiej. Widać domniemanie, że takie dyskryminujące podejście charakteryzuje wyłącznie katolicyzm, jest więcej niż powszechne: leady informujących o pochodzeniu tego skanu artykułów podkreślały jego ewangelickość równie nachalnie, jak autorzy – cyklicznie pojawiających się w głównym polskim portalu z newsami tekstów o tym, czego nie powinny zakładać kobiety po trzydziestce – komunikują, realizując zamówienia na takie artykuły, że nie tylko nie skończyli jeszcze gimnazjum, ale że w ich przypadku bez lobotomii prawdopodobnie nie będzie to możliwe. Po drugie natomiast, okazało się, że zadanie było częścią dwu- czy trzystronicowej, stanowiącej logiczną całość lekcji. Mającej, w założeniu, wyrobić w uczniu czujność. Na przejawy nietolerancji, dyskryminacji, krzywdzącego stereotypowego myślenia i takie tam.

Jak zazwyczaj znacznie ciekawszą postacią niż zmanipulowany jest manipulujący. Tutaj też ktoś zadał sobie trud wycięcia – z książki i z kontekstu – zdigitalizowania i rozdystrybuowania w sieci fragmentu, który, tak potraktowany, miał spory potencjał konfliktogenny, a także wydawał się na tyle durny, że, niczym funny cats (czy jak kto woli: sweet kittens) przyciągnął netową publikę. A potem zjednoczył ją w akcie tak zwanego hejtu. Ostrze hejtu skierowano w kierunku tradycyjnym, wypróbowanym, co więcej – statystycznie dość często na ten hejt zasługującym. Aczkolwiek nie tym razem. Wielopoziomowy test na tolerancję oblano na prawie wszystkich poziomach i w prawie wszystkich możliwych kierunkach.

Z książek o Indianach pamiętam, że nie da się nauczyć czujności teoretycznie, dlatego manipulatorowi z poprzedniego akapitu szczerze dziękuję za fatygę, a w 2014 życzę sobie wpadnięcia w jak najwięcej pułapek codzienności, raz, bo mam świadomość, jak łatwo leniwe myślenie może prowadzić do złego działania, a dwa, bo chcę o nich Państwu z przejęciem donosić.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata