70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Mężczyzn zmagania z kulturą

Nie chodzi o przedstawienie historii dominacji mężczyzn nad kobietami. W Polsce nie było patriarchatu z prawdziwego zdarzenia, bo kobiety nigdy nie zostały całkowicie podporządkowane okolicznościom społecznym. Chodzi o historię dominacji – zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn – specyficznego dla polskiej kultury wizerunku mężczyzny.

„(…) ssaki i ptaki, ryby i owady – nawet cukier ma swój organ firmowy, i spirytus i ziemniaki – i znaczki pocztowe też mają a jakże! – tylko nie ma dotąd własnego pisma ta połowa rodzaju ludzkiego, która wydaje wojewodów i starostów, senatorów i posłów, prokuratorów i kajdaniarzy, poetów i wydawców – jednym słowem – Mężczyźni” – czytamy w pierwszym numerze „Współczesnego Pana. Dwutygodnika poświęconego sprawom mężczyzn”. Było to w roku 1931, w programowym artykule pt.: Mężczyzna. Pismo miało pewność, że „zdoła dotrzeć do najskrytszych tajników męskiej jaźni”. Jak widać, temat tożsamości mężczyzn nie jest nowy. Czy zatem odpowiedź na pytanie, kim są mężczyźni, jest dziś inna?

Rozdwojenie

Gdy socjologowie patrzą na życie społeczne, rozróżniają dwa wymiary: symboliczny i, powiedzmy, rzeczywisty. Pierwszy wymiar odnosi się do idei i wyobrażeń, które znajdziemy w dyskursie publicznym, drugi zaś – do strategii życiowych konkretnych ludzi. Nie sposób o nich myśleć jako o rozdzielnych wymiarach – są od siebie współzależne. Znaczenie bycia mężczyzną dla konkretnej jednostki zależy od relacji między tym, jak mężczyzna jest przedstawiany w mediach, szkole, filmie, a tym, jaki obraz kształtuje się w codziennych interakcjach. Siła i kierunek oddziaływania jednego wymiaru na drugi może zmieniać się w zależności od kontekstu, np. inne relacje znajdziemy w okresie PRL, a inne po niemal ćwierci wieku od Okrągłego Stołu, inne wśród polskiego ziemiaństwa na przełomie XIX i XX w., a inne wśród polskich bezrobotnych. Na wzajemne relacje, a także na treść owych dwóch wymiarów wpływ mają czynniki różnej natury: polityczne, historyczne, ekonomiczne, kulturowe, ale i osobowościowe. Warto spojrzeć w ten sposób na „bycie mężczyzną” w kulturze polskiej – z jednej strony mamy wizerunek polskich mężczyzn (wojewodów, senatorów, prokuratorów, poetów), a z drugiej – strategie konkretnych jednostek (czasem wojewodów, ale częściej ślusarzy, rolników, ojców, tancerzy)..

Choć skoncentrujemy się na mężczyznach, to nie sposób mówić o wizerunku mężczyzny bez odwołania się do społecznego wyobrażenia kobiety. Socjolożka Anna Titkow w artykule Kobiety pod presją? Proces kształtowania się tożsamości przywołuje wypowiedź z 1871 r.: „Pewne specjalne zawody są zawsze i będą wyłącznie domeną mężczyzny. Kobieta doktor medycyny lub prawa niemal równie anormalną jest istotą, jak kobieta wojownik czy dyplomata”. Dziś, cóż, wiele się zmieniło. Ale i wówczas tego typu sąd był do podważenia – bo „anormalne” kobiety, mimo braku szerokiej akceptacji społecznej, nie mówiąc o braku liczebnej przewagi, „normalnie” istniały. Np. kilka dekad później walczyły w Legionach Piłsudskiego, część w męskich mundurach, część w sukniach, a że było to działanie nielegalne, robiły to pod męskimi imionami i nazwiskami, i tak np. pod pseudonimem „Kazik Żuchowicz” ukrywała się Wanda Gertz, a „Leszek Pomianowski” naprawdę była Zofią Plewińską. Przytaczamy ten przykład, by pokazać, że w ówczesnym kulturowo ustanowionym rezerwuarze kobiecości nie znajdziemy walki z bronią w ręku o niepodległość Polski. Dziś większość z nas nic o tym nie wie, co nie znaczy, że takich kobiet nie było. Po prostu kultura ten typ działalności zarezerwowała dla mężczyzny – walka o wyższe cele: naród, suwerenność, sprawiedliwość, rodzinę, radzenie nad przyszłością, zmienianie rzeczywistości – to stanowiło o męskości. Krótko mówiąc, mężczyznę w kulturze polskiej można opisać przez słowa klucze: powstania narodowe, konspiracja, wojna, budowa Polski, opozycja antyreżimowa, kształtowanie demokracji, a dziś… po prostu władza i pieniądze. Najwolniej, jak widać, zmieniają się wzory kultury.

Nie chodzi o przedstawienie historii dominacji mężczyzn nad kobietami. W Polsce nie było patriarchatu z prawdziwego zdarzenia, bo kobiety nigdy nie zostały całkowicie podporządkowane okolicznościom społecznym. Chodzi o historię dominacji – zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn – specyficznego dla polskiej kultury wizerunku mężczyzny. Nawet te kilka dekad temu większość mężczyzn nie była w stanie sprostać tak wyśrubowanym wymaganiom i już wtedy próbowano dokonać ich reinterpretacji, np. redakcja wspomnianego na wstępie „Współczesnego Pana” pisała, że odbiorca ich pisma to patriota, dla którego „nie tylko nie jest obojętną kwestią, jak się pięknie umiera, ale jak się pięknie żyje”. Rozbieżność między tym, jaki mężczyzna powinien być, a jaki jest, zawsze była w polskiej kulturze znaczna. Dziś sytuacja jest o tyle inna, że nie sposób tej rozbieżności nie zauważyć i przemilczeć. Jaki wizerunek mężczyzny zatem utrwalił się w polskiej kulturze?

Synowie Polski

Socjolożka Katarzyna Wojnicka w rozmowie ze „Znakiem” przyznaje: „W XIX w. w naszym kraju przez długi czas problematyka związana z byciem mężczyzną czy kobietą była zdominowana przez kwestię odzyskania niepodległości. Prawdziwy mężczyzna wtedy, w większości warstw społecznych, musiał być patriotą. To była kolejna odsłona postaci rycerza, którą uważam za najbardziej nośny model polskiej męskości na przestrzeni dziejów. »Rycerza« nie ma w domu, bo: bierze udział w powstaniu, został zesłany na Sybir albo walczy piórem. Model ten był rozpowszechniony w stanach czy w klasach wyższych. U chłopów męskość była związana bardziej z życiem rodzinnym, uzależniona od wchodzenia w relację z kobietami i dziećmi. Mężczyzna był gospodarzem. Przy czym jego męskość pozostawała wciąż hegemoniczna, bo ojciec był wyrocznią: tym, który decyduje o życiu rodziny lub społeczności”.

Z całą pewnością historia walki o suwerenność narodu jest ważna dla zrozumienia sytuacji polskich mężczyzn. Podobnie jak w innych XIX-wiecznych ideologiach nacjonalistycznych, naród w Polsce postrzegano nie jako wspólnotę opartą na umowie społecznej, ale na więzach krwi – ojczyzna była matką, a jej członkowie jej dziećmi. Badacze nacjonalizmu Benedict Anderson i George L. Mosse argumentują, że w kulturach, w których dominuje ideologia narodowa, oprócz idealizacji figury matki wyjątkowego znaczenia nabierają związki pomiędzy mężczyznami, tzw. związki homospołeczne (homosocial), jak np. męska przyjaźń. Naród przedstawia się jako żarliwe braterstwo – zauważa Anderson. Relacje tego typu znalazły swój wyraz w polskiej kulturze. Ich zaczątek widać w Polsce szlacheckiej określanej jako wspólnota panów-braci, co świetnie pokazuje Elżbieta Ostrowska w tekście Matki Polki i ich synowie. Kilka uwag o genezie obrazów kobiecości i męskości w kulturze polskiej. Kolejnym ich wyrazem były powstałe w Polsce porozbiorowej męskie organizacje, jak np. szeroko znani filareci i filomaci oraz Związek Młodzieży Polskiej ZET, który wraz z Ligą Polską uważany był za centrum działalności patriotycznej w warszawskich kręgach inteligenckich pod koniec XIX w. Kto do nich należał, pokazuje nam nomenklatura określająca strukturę organizacyjną – ze względu na wzrastający stopień wtajemniczenia członkowie dzielili się na: „kolegów”, „towarzyszy” i „braci”, czyli tych najbardziej zaufanych. W Gorączce romantycznej Maria Janion metaforę męskiego pokrewieństwa komentuje w ten sposób: „»Wyjście z domu«, »opuszczenie rodziny«, »pożegnanie ukochanej« to podstawowe sytuacje symboliczne w polskim romantyzmie. Rodziną miała stać się nowa wspólnota, najczęściej sprzysiężenie młodzieńców, połączone więzami bezinteresownego, spontanicznego braterstwa, czułością i miłością bez przymusów, mające na celu prawdziwe »wyjarzmienie Polski« i reorganizację społeczeństwa” (s. 44).

Męska tożsamość zostaje w czasie zmagań o niepodległość wystawiona na wiele prób. Utrata państwowości zamyka drogę do realizacji męskości w sferze publicznej. Praca dla zaborcy nie jest bowiem postrzegana pozytywnie. Dla niektórych mężczyzn funkcję kompensacyjną pełni udział we wspomnianych męskich organizacjach, konspiracji, powstaniach narodowych. W ten sposób realizuje się – ukształtowany najwyraźniej w dobie romantyzmu – wizerunek mężczyzny, który walczy o Polskę, zmienia rzeczywistość i decyduje o przyszłości. Nie dotyczy to w równym stopniu wszystkich warstw społecznych, ale to ten wizerunek zakorzenia się w polskiej kulturze najgłębiej. Należy wziąć pod uwagę szerokie oddziaływanie kultury ludowej, skoro najliczniejszą warstwą społeczną w omawianym okresie byli chłopi. Choć nie jest tak, że chłopi nie brali udziału w zbrojnych zrywach narodowych, w ich przypadku o męskości nie stanowi „wyjście z domu”, ale w nim pozostanie. Mężczyzna na wsi jest przede wszystkim gospodarzem, a jego męskość realizuje się w relacji z kobietami i dziećmi Jest głową rodziny i, jak pisał znawca kultury ludowej Oskar Kolberg, zawsze ma pierwszeństwo przed kobietą – w niedzielę w drodze do kościoła lub do pracy w polu idzie przodem. Gospodarstwo jest jego własnością, prawo do dziedziczenia mają wyłącznie jego synowie – to mężczyzna jest symbolem kontynuacji tradycji rodzinnej. Co ciekawe, ważna jest figura ojca, ale rozumianego jako srogi autorytet, któremu dzieci winne są bezwzględne posłuszeństwo. Relacje z dziećmi również pozostają silnie zrytualizowane – małymi dziećmi opiekuje się gospodyni, a gdy podrosną, ich wychowaniem zajmie się gospodarz. Także w tym przypadku trudno mówić jednoznacznie o patriarchacie, bo mimo symbolicznie potwierdzanej dominującej roli mężczyzny w rodzinie wiejskiej w rzeczywistości pozycja kobiety była równorzędna – wskazywać by na to mogło określenie jej jako „gospodyni”, jak też fakt, że miała własne środki finansowe, współprowadziła gospodarstwo i przynależąc do społeczności dorosłych, zamężnych kobiet, cieszyła się poważaniem wiejskiej wspólnoty.

Na te społeczne wyobrażenia nałożyły się gwałtowne przemiany gospodarcze, które w II połowie XIX w. zmusiły część kobiet do podjęcia pracy. Ich sytuacja była różna w zależności od pochodzenia społecznego pracujących, ale trend staje się widoczny od chłopów po ziemiaństwo – kobiety zaczynają pojawiać się w miejscach, gdzie ich wcześniej nie było. Fakt ten jest ważny w kontekście mężczyzn, bo od tego momentu wizerunek, który wypracowała dla nich kultura, zaczął się coraz bardziej rozchodzić z rzeczywistością. Często sądzi się, że rewolucyjnymi zmianami na rynku pracy zapisał się po raz pierwszy powojenny polski socjalizm, natomiast w przypadku niektórych warstw społecznych zdarzyło się to niemal 100 lat wcześniej. W Królestwie Polskim pod koniec XIX w. zarobki jednej czwartej robotnic były głównym źródłem utrzymania ich rodzin – z jednej strony to one przejęły funkcję żywiciela rodziny, z drugiej zaś, wciąż były podporządkowane głowie rodziny, na którą kultura koronowała mężczyznę. Nic dziwnego, że „Współczesny Pan” alarmował w artykule Mężczyzna w wieku niebezpiecznym, że najciemniejszą stroną emancypacji kobiet jest podejmowanie przez nie pracy.

Nowy człowiek czy nowy mężczyzna socjalizmu?

Przedwojenne hierarchie społeczne zrównała z ziemią II wojna światowa. W przeciwieństwie np. do wojsk alianckich lub do Wehrmachtu, w Wojsku Polskim, Polskim Państwie Podziemnym, Armii Krajowej obok mężczyzn z bronią w ręku walczyły kobiety. Mniej licznie, ale jednak. Dziś mało kto o tym pamięta. Znów ma to związek z kulturową kliszą – kto walczył o Polskę, radził nad przyszłością, zmieniał rzeczywistość? Mężczyzna, nie kobieta.

Po wojnie dla niektórych mężczyzn walka nie ustaje – wstępują do partyzantki antykomunistycznej bądź wyjeżdżają z kraju, by gdzie indziej myśleć o Polsce. Większość z nich pozostaje jednak głównie żywicielami rodziny i bierze udział w budowie Polski socjalistycznej. Na sytuację mężczyzn nakładają się społeczne konsekwencje wojny, m.in. upadek dotychczasowych hierarchii społecznych, zniknięcie kilku warstwspołecznych, masowe migracje ze wsi do miast (pisaliśmy o tym w „Znaku” w maju 2012 r.). Co istotne, po wojnie w wielu domach nie ma mężczyzn. Wojna zebrała bowiem żniwo głównie wśród nich – w 1950 r. samotne kobiety w przedziale wiekowym od 20 do 49 lat stanowiły 46% wszystkich kobiet.

Wielu chłopów pozostawia po wojnie swoje gospodarstwa i najmuje się w miastach jako robotnicy. Do budowy Polski i utrzymania rodziny potrzebna jest każda para rąk – na rynek pracy masowo wchodzą kolejne kobiety. Zmiany mają swoje odzwierciedlenie w dyskursie publicznym. W „Przyjaciółce”, tygodniku czytanym wtedy przez 6 mln osób, w latach 1950–1951 popularyzowano model rodziny, w którym kobieta i mężczyzna uczestniczą na równych zasadach w pracy produkcyjnej, a w domu ich pozycje także się od siebie znacząco nie różnią. Gdy kurs reżimu zmienia się na ten w większym stopniu czerpiący z rezerwuaru kultury polskiej, na łamach pisma z lat 1956–1957 wizerunek przodującej robotnicy zastąpiły postaci matek, żon, narzeczonych. Sposób przedstawiania mężczyzny pozostał bez zmian – pracował on i przebywał poza domem.

Nieco później pojawia się alternatywa. Dostrzega ją socjolog Marcin Czerwiński w swoich badaniach nad przemianami obyczajów w Polsce powojennej. W Życiu po miejsku badacz zauważa: „Jeszcze niedawno ambicją dorastającego chłopca było przejąć jak najprędzej wygląd w pełni dorosłego, »solidnego« mężczyzny – gesty, ubiór, zachowanie świadczyć miały między innymi o gotowości do spełniania roli zdobywcy i opiekuna kobiety. Krytycy współczesnych tendencji powiadają natomiast, że dziś bardzo wielu młodych mężczyzn zachowuje się tak, jakby chciało jak najdłużej odwlec chwilę osiągnięcia społecznej dojrzałości. (…) Znaczna część młodych mężczyzn nie ma aspiracji do spełniania roli centralnej, roli opoki w przyszłym układzie małżeństwa i rodziny czy roli rycersko-opiekuńczej wobec kobiety” (s. 111–112). Postawę tę historyk Piotr Perkowski przyrównał do postawy wiecznego chłopca, Piotrusia Pana, którą manifestowano np. poprzez odpowiednie stylizacje – na brodatego intelektualistę lub sportowca w dżinsach – podkreślające jego niezależność i egocentryzm. „Niekiedy dla młodego mężczyzny epoki Gomułki celem nadrzędnym stawała się zabawa, bezsenne noce spędzane w lokalach, upijanie się, kult siły fizycznej, raczej niezobowiązujący seks, wreszcie, last but not least, niezależna twórczość, powstająca jakby mimochodem i oderwana od filisterskiej stabilizacji” – opisuje nowy wizerunek mężczyzny Perkowski w artykule Męskość w PRL. Rekonesans (s. 105). Jego najbardziej znaną twarzą był Zbigniew Cybulski. Piotruś Pan uciekał po prostu od zmagania się z kulturowym bagażem męskości.

Mężczyzna w domu

Publiczna edukacja i masowe środki przekazu przyczyniają się w dobie komunizmu do powstania masowego odbiorcy. Jaki wizerunek mężczyzny jest przez nie reprodukowany? Historyk Piotr Perkowski w tekście Ojcostwo w Polsce Ludowej zauważa, że rola ojca właściwie nie odbiegała od tej, którą pełnił on przed II wojną światową: „Podstawową funkcją ojca w dobie PRL, w związku z przekazem propagandowym, a może przede wszystkim z powszechną biedą, było zapewnienie środków do życia i, powiązane z funkcją żywiciela, występowanie w roli autorytetu, od którego decyzji nie ma odwołania. W tym sensie ojciec kontynuował rolę »pana domu«, »głowy rodziny«, przynależną mężczyznom z okresu przedwojennego”.

Zachodzą jednak zmiany w postrzeganiu relacji w rodzinie, głównie wobec dzieci i młodzieży, wobec których coraz rzadziej starano się wyegzekwować posłuszeństwo, np. za pomocą kar cielesnych. Tylko nieliczni ojcowie próbowali zbudować bliskość ze swoimi dziećmi. Pewnie w wielu przypadkach zaważył na tym wizerunek mężczyzny przyswojony również przez kobiety, które nie dopuszczały ojców do opieki nad dziećmi, uważając, że sobie z tym zadaniem nie poradzą, bądź postrzegając takie zajęcie za wyjątkowo niemęskie. Może dlatego wizerunek taty tak rzadko przebijał się w tamtym czasie do dyskursu publicznego. Zdarzało się to sporadycznie, jak w czerwcu 1967 r., kiedy na okładce miesięcznika „Twoje Dziecko” z okazji wprowadzonego Dnia Ojca zagościł tato z dwojgiem dzieci, a w środku znalazła się wypowiedź ojca pod intrygującym tytułem Nasze dziecko jest również moim dzieckiem. Zmianom w postrzeganiu roli ojca trzeba jednak było dać więcej czasu i większość panów zgodziłaby się pewnie w tamtym okresie z wypowiedzią ojca, jaka pojawiła się w „Zwierciadle”: „Skoro nimi jesteśmy, jednoczmy się w walce o słuszne prawa (…). Żądajmy świetlic, w których ojciec, nie mogąc sobie znaleźć miejsca w domu, znajdzie po trudach połogu godziwą rozrywkę i odprężenie przy skromnym barze; świetlicę, w której będzie mógł odetchnąć w towarzystwie kwalifikowanego personelu, który zdając sobie sprawę z trudnego okresu w życiu ojca, potrafi mu zrekompensować brak towarzystwa żony, wyżywającej się w biologicznym, radosnym stanie macierzyństwa”. Perkowski zauważa, że coś przełamuje się w świadomości mężczyzn wchodzących w dorosłość w latach 80., gdy coraz więcej z nich zaczyna odczuwać potrzebę bycia innym ojcem, niż byli ich właśni. A zaczynają mieć ku temu więcej okazji, które wymusza sytuacja zawodowa kobiet.

Przykładem, dziś humorystycznym, obrazującym opór społeczny w stosunku do nowych oczekiwań wobec panów jest Nowa Deklaracja Praw Mężczyzny przedrukowana z francuskiego pisma w 1965 r. w „Ty i Ja”, w której pojawiają się interesujące fragmenty: „celem każdego związku miłosnego jest podtrzymywanie naturalnych i nie podlegających przedawnieniu praw mężczyzny”, „każdy mężczyzna pozostaje niewinny, dopóki sam nie ujawni swej winy” i „nikt nie może być niepokojony przez kobiety, pod jakim by to nie było pretekstem i w żadnym wypadku”. Co ciekawe, magazyn ten był pismem dla kobiet. To mężczyźni tworzą hist orię W przypadku mężczyzn niepracujących w strukturach reżimu komunistycznego czas PRL-u oznaczał męskość zagonioną do domu. Panowie pozbawieni byli wpływu na kształtowanie przestrzeni publicznej. Ich frustracja rosła, bo dominujący wzór kulturowy wyznaczał im rolę głowy rodziny, podczas gdy istniejący system polityczno- gospodarczy blokował możliwość jej spełnienia. Zmieniło się to w latach działania opozycji demokratycznej, kiedy wrócił wizerunek mężczyzny walczącego o wyższe cele: naród, społeczność, rodzinę, wybiegającego myślą w przyszłość i zdecydowanego, by zmieniać świat. To „wyjście z domu” komunikowano, korzystając z dobrze znanych kulturowych wzorców. W XIX w. śpiewano: „Niepodległość to twoja rywalka”, natomiast w sierpniu 1980 r. na murze Stoczni Gdańskiej napisano: „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, walczymy o Polskę”. O tym, że przestrzeń publiczna to męska sprawa, przekonani byli również przedstawiciele reżimu. Edward Gierek, podobnie jak inni I sekretarze KC PZPR, odwołując się do tradycyjnych wyobrażeń męskości, występował w tekstach propagandowych jako „ojciec narodu” – mąż stanu i dobry gospodarz. Piotr Perkowski w przywołanym tekście Męskość w PRL. Rekonesans stawia pytanie, na ile cały propagandowy przekaz kierowany był do robotników-mężczyzn, a na ile do robotników jako klasy społecznej. „(…) zarówno opozycjoniści, robotnicy, jak i rządzący sytuowani byliby w przestrzeni tego, »co naprawdę istotne«, w przestrzeni historii politycznej, naznaczonej walką o sprawy narodu, niepodległości i politycznych idei, po drugiej stronie barykady znalazłyby się zaś kobiety zajęte ogniskiem domowym i »przeszkadzające « mężczyznom w spełnianiu ich ról” (s. 107) – zauważa historyk. Zatem zarówno ci u władzy, jak i ci występujący przeciw niej poruszali się we wspólnej przestrzeni męskiego sprawstwa. W rozmowie ze „Znakiem” potwierdza tę intuicję Katarzyna Wojnicka: „W centrum zainteresowania mężczyzn nie były rodzina, emocje, ale właśnie walka o Polskę, czyli o coś większego, ważniejszego. Partycypacja w sferze publicznej była tym, co charakteryzowało męskość”. Pewnym paradoksem jest fakt, że Solidarność przetrwała po aresztowaniach jej przywódców w 1981 r. dzięki kobietom zaangażowanym w ruch (stanowiły one połowę członków), właśnie dlatego że pozostały dla władz komunistycznych niewidoczne. Na obraz Solidarności złożyły się męskie twarze: Wałęsa, Borusewicz, Gwiazda, Kuroń, Frasyniuk, Michnik itd. – porównywani przez jednego z amerykańskich dziennikarzy do „ojców założycieli” Stanów Zjednoczonych. Dobrze znany wizerunek mężczyzny w polskiej kulturze uzyskał nowe wcielenie: brodatego opozycjonisty, który wywalczył Polsce wolność. Panowie po raz kolejny zapisali karty naszej historii, ale wzięli też za nią całą odpowiedzialność. W następnej odsłonie mężczyzna walczący o wolność stał się mężczyzną tworzącym demokrację.

„Społeczeństwo ma charakter macho”

Po 1989 r. otworzyły się drzwi do przestrzeni publicznej. Do reprezentantów odchodzącego w przeszłość reżimu – mężczyzn dołączyli reprezentanci opozycji – mężczyźni (w obradach Okrągłego Stołu brała udział jedna kobieta: Grażyna Staniszewska). Trafnie ujęła to Katarzyna Kubisiowska w „Tygodniku Powszechnym”: „w słabym jeszcze oświetleniu raczkującej demokracji wyraźnie wyszło na jaw, że polskie społeczeństwo ma charakter macho”. Panowie dysponujący dużymi zasobami kapitału ekonomicznego, społecznego, kulturowego, politycznego mogli uprawomocnić męskość w starym kulturowym przebraniu. Dziś, niemal 25 lat po Okrągłym Stole, 80% posłów stanowią mężczyźni, wśród senatorów jest ich 90%, pełnią najważniejsze urzędy w państwie i stanowiąwiększość w uniwersyteckich senackich ławach.

Mimo to w dzisiejszej medialnej debacie o polskich mężczyznach nie opisuje się ich inaczej niż: słabi, zniewieściali, będący maminsynkami, pantoflarzami. Idzie za tym jednoznaczne rozpoznanie sytuacji współczesnych panów: kryzys męskości. Tylko że punktem odniesienia dla tych dyskusji jest dobrze nam znany wizerunek męskości, który nie jest już w stanie dobrze funkcjonować, ale wciąż siedzi nam w głowach – zarówno mężczyznom, jak i kobietom. „Męskość hegemoniczna, o której pisała australijska akademiczka Raewyn Connell, wciąż jest najbardziej rozpowszechnionym modelem męskości. Dąży do niego nadal większość polskich mężczyzn. To znaczy, że chcieliby oni podkreślić lub wypracować własną dominację nad innymi grupami – kobietami, dziećmi, ale też innymi mężczyznami, np. pochodzącymi z niższych klas społecznych, nieheteroseksualnymi, nienormatywnymi lub, chociaż jest to w Polsce mniej widoczne niż w krajach Europy Zachodniej czy USA, przynależącymi do mniejszości narodowych” – wyjaśnia Katarzyna Wojnicka. Dziś jednak, jak nigdy wcześniej, rozbieżność między tym, jaki mężczyzna powinien być, a tym, jaki jest w rzeczywistości, stała się niemożliwa do pominięcia. Nadszedł moment, kiedy coś uznawane za naturalne, bo przez nas przyswojone, przestaje funkcjonować na co dzień. Współcześnie po prostu coraz trudniej jest przekonywać, że działanie w przestrzeni publicznej przynależne jest męskości, choć trzeba przyznać, że jest to wciąż prostsze dla członków elit – politycznych, gospodarczych, naukowych. „Dla mnie jest to zmiana związana z indywidualizacją społeczeństwa. Dziś każdy, teoretycznie, może zdecydować, co znaczy być mężczyzną. Dla jednego będzie to zarabianie na rodzinę, dla innego opiekowanie się dziećmi i stworzenie z nimi głębokiej relacji emocjonalnej. Może to być również partycypacja w sferze publicznej, np. walka o prawa lokatorskie. Dla kogoś innego będzie to zupełnie nieistotna kwestia, bo może chcieć się uwolnić od kategorii »męskie«, »kobiece« i po prostu być człowiekiem. Według mnie jest to zmiana pozytywna, bo otwiera więcej dróg, by stworzyć indywidualną biografię i nie musieć podporządkowywać się generalnemu wzorcowi” – trafnie zauważa Wojnicka.

Mężczyznom zabrakło rozmowy o ich własnej tożsamości płciowej – jakie miejsce przeznacza im kultura, czy je akceptują, jakie są koszty prób sprostania dominującemu wizerunkowi, jakie to niesie ze sobą przywileje i czy płeć w jakiś sposób w ogóle ich określa. Męskość nie jest w kryzysie. Po prostu przestała być rozumiana przez wszystkich tak samo. Tyle że dominujące wzory kultury zmieniają się w ślimaczym tempie. Mężczyźni, którzy refleksyjnie podchodzą do swojej tożsamości płciowej, nieustannie borykają się z oczekiwaniami innych mężczyzn, kobiet, ale nierzadko też i własnymi, by zacisnąć pięść, nie poddać się i walczyć – po męsku.

Korzystałam z:

M. Janion, Gorączka romantyczna, Gdańsk 2007.

Karuzela z mężczyznami. Problematyka męskości w polskich badaniach społecznych, red. E. Ciaputa, K. Wojnicka, Kraków 2011.

E. Ostrowska, Matki Polki i ich synowie. Kilka uwag o genezie obrazów kobiecości i męskości w kulturze polskiej, w: Gender. Konteksty, red. M. Radkiewicz, Kraków 2004.

P. Perkowski, Kulturowe wzorce przeżywania miłości u polskich mężczyzn po drugiej wojnie światowej, w: Miłość mężczyzny. Społeczno- -kulturowe mechanizmy kreowania emocji, red. B. Płonka-Syroka, J. Stacherzak, Wrocław 2008.

P. Perkowski, Męskość w PRL. Rekonesans, w: Męskość w kulturze współczesnej, red. A. Radomski, B. Truchlińska, Lublin 2008.

P. Perkowski, Ojcostwo w Polsce Ludowej, w: Mężczyzna w rodzinie i społeczeństwie. Ewolucja ról w kulturze polskiej i europejskiej, t. 2: Wiek XX, red. E. Głowacka-Sobiech, J. Gulczyńska, Poznań 2010.

A. Titkow, Kobiety pod presją? Proces kształtowania się tożsamości, w: Co to znaczy być kobietą w Polsce?, red. A. Titkow, H. Domański, Warszawa 1995.

.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata