70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kryzys Europy. Część I

Gdy młodzi Europejczycy od Portugalii po Estonię i od Finlandii po Grecję takie wartości, jak wolność, pokój, dobrobyt i bezpieczeństwo socjalne uznawali za coś pewnego, w tym samym czasie wiele rządów, firm i gospodarstw domowych zadłużało się ponad miarę.


Jak Unia powstała i dlaczego się rozpada

10 maja 1943 r.: wojska niemieckie niszczą warszawskie getto. W odpowiedzi na zbrojny opór żydowskich bojowników Niemcy podpalają dom po domu, mieszkańcy giną w płomieniach lub zmuszeni są do ucieczki ze swoich kryjówek. „Dzisiaj ujęto żywcem ogółem 1183 Żydów” – notuje w raporcie dowódca SS i policji w Warszawie Jürgen Stroop. „Zastrzelono 187 bandytów i Żydów. Zlikwidowano znowu nieustaloną liczbę Żydów i bandytów w wysadzonych w powietrze bunkrach. Ogólna liczba dotychczas ujętych Żydów wzrosła do 52 683” . Załącznik do tego dokumentu zawiera słynne dziś zdjęcie przerażonego małego chłopca w zbyt dużej czapce, wznoszącego do góry ręce w geście poddania. Marek Edelman, jeden z ostatnich przywódców powstania w getcie warszawskim, kończy swoje wspomnienia opublikowane tuż po wojnie tymi słowami: „Ci, którzy polegli, spełnili swoje zadanie do końca, do ostatniej kropli krwi, która wsiąkła w bruk getta warszawskiego. My, którzyśmy ocaleli, Wam pozostawiamy to, by pamięć o nich nie zginęła”.

Przenieśmy się teraz 60 lat później – mamy 10 maja 2003 r., miesiąc przed polskim referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. Podczas warszawskiego wiecu zachęcającego do głosowania na „tak”, na transparencie w kolorach polskiej flagi można przeczytać: „Wchodzimy do Europy pod polskim sztandarem”. Przed Zamkiem Królewskim chór młodych dziewcząt w żółto-niebieskich koszulkach – nawiązujących do żółtych gwiazd na niebieskim tle europejskiej flagi – zaczyna śpiewać Odę do radości, pieśń niemieckiego poety Schillera, do melodii oficjalnego hymn Unii, końcowego fragmentu IX Symfonii Beethovena. Wkrótce ci młodzi Polacy będą podróżować swobodnie po całym niemal kontynencie, będą studiować, pracować, zaczynać życie w nowych miejscach. W Dublinie, Madrycie, Londynie, czy Rzymie będą czerpać z dobrodziejstw hojnego europejskiego państwa dobrobytu. „Złączcie ręce, miliony! / Pokochajcie cały świat! / Bracia – nad sklepieniem gwiazd / Mieszka Ojciec upragniony” .

Aby zrozumieć, w jaki sposób przepowiadany kryzys europejskiej unii walutowej przerodził się w egzystencjalny kryzys całego powojennego projektu europejskiego, należy prześledzić tę jedyną w swoim rodzaju drogę od jednego do drugiego 10 maja. Zarówno pamięć II wojny światowej, jak i zimnowojennych napięć trzy pokolenia Europejczyków wyniosły na wyżyny pokojowego zjednoczenia – wydarzenia bez precedensu w europejskiej historii i niespotykanego na żadnym innym kontynencie. Europejski projekt zaczął jednak zbaczać z kursu niedługo po upadku muru berlińskiego, kiedy to zachodnioeuropejscy liderzy w pośpiechu wyznaczali kierunki dla strukturalnie niedoskonałej unii walutowej.

Gdy młodzi Europejczycy od Portugalii po Estonię i od Finlandii po Grecję takie wartości, jak wolność, pokój, dobrobyt i bezpieczeństwo socjalne uznawali za coś pewnego, w tym samym czasie wiele rządów, firm i gospodarstw domowych zadłużało się ponad miarę.

Kiedy zaś bańka długu w końcu pękła, wielu młodych poczuło się głęboko rozczarowanych, a rozbieżności w doświadczeniach różnych narodów zaczęły narastać. Dziś, gdy wciąż nie widać końca kryzysu, Europa nadal nie potrafi odnaleźć w siebie tej energii, która niegdyś prowadziła ją w kierunku zjednoczenia. Strach przed konsekwencjami rozpadu strefy euro może uchronić ją przed najgorszym, z pewnością nie pomoże jej jednak odzyskać dawnej, utrzymywanej przez ponad półwiecze, siły przyciągania. Co może być ta nową siłą?

Wojna z umysłem

Historycy wymieniają wiele czynników, które przyczyniły się do europejskiej integracji, włączając w to żywotne interesy gospodarcze europejskich narodów. Wciąż jednak najważniejszym z bodźców jednoczących kontynent była pamięć wojny. Wśród uczestników parady na ulicach Warszawy w maju 2003 r. znajdował się Bronisław Geremek, który jako dziesięcioletni żydowski chłopiec na własne oczy widział płonące warszawskie getto. To nie przypadek, że jako lider ruchu Solidarność polski minister spraw zagranicznych, a później także członek Parlamentu Europejskiego, stał się jednym z najgorętszych zwolenników europejskiej integracji.

Oczywiście wojna była czymś zupełnie innym dla ocalonego z warszawskiego getta, nazistowskiego żołnierza, brytyjskiego oficera, francuskiego kolaboracjonisty, szwedzkiego biznesmena czy słowackiego rolnika. Ale z gardeł każdego z nich wydobywał się ten sam namiętny okrzyk: „Nigdy więcej!” Mimo wszystkich rozbieżności dzielących narodowe i regionalne historie tego wielce zróżnicowanego kontynentu historyk Tony Judt mógł zatytułować swoją historię powojennej Europy jednym słowem – Powojnie. W tym kontekście ulubiona europejska dewiza, „Jedność w różnorodności” zyskuje jedynie na wyrazistości.

Wspomnienia z czasów wojny miały duże znaczenia dla tych brytyjskich konserwatystów, w większości weteranów, którzy w 1973 r. wprowadzili Wielką Brytanię do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG), poprzedniczki Unii Europejskiej. Ale nade wszystko osobiste doświadczenia motywowały Europejczyków z kontynentu, w tym także francuskiego prezydenta François Mitterranda i niemieckiego kanclerza Helmuta Kohla, którzy stworzyli dzisiejszą Unię Europejską. Kohl wypowiedział kiedyś zdanie, którego nigdy nie zapomnę. „Czy zdaje pan sobie sprawę – zapytał mnie – że siedzi pan właśnie naprzeciw bezpośredniego następcy Adolfa Hitlera?”. Kohl jako pierwszy kanclerz zjednoczonych Niemiec od czasów nazizmu wiedział, że musi działać wedle innej logiki, że to jego historyczny obowiązek.

Integracja europejska opisywana jest trafnie jako projekt elit, trzeba jednak pamiętać, że narody Europy miały podobne wspomnienia. Kiedy Unia zaczynała się chwiać w swoich posadach, a bywało tak kilkakrotnie, reakcją elit było dążenie do pogłębienia integracji, bez względu na komplikacje, jakie mogło to wywołać. Do lat 90. XX wieku, kiedy rozpowszechnił się zwyczaj organizowania narodowych referendów w sprawie przyjęcia europejskich traktatów, Europejczycy rzadko byli pytani w sposób bezpośredni, czy godzą się z proponowanymi rozwiązaniami, choć okresowo podczas wyborów mogli odwołać polityków odpowiedzialnych za ich wprowadzenie. Niemniej można śmiało powiedzieć, że przez 40 lat projekt europejskiego zjednoczenia cieszył się przynajmniej pasywnym poparciem większości narodowych opinii publicznych.

[Część II]

Tłumaczył Adam Puchejda

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter