70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Liberał i unijny szerpa

Żeby pisać o Unii Europejskiej, trzeba mieć niemałą wiedzę, a także sporą dozę spostrzegawczości i zdolności analitycznych. Dobrze by było, gdyby autor posiadał jeszcze doświadczenie pracy w strukturach europejskich. Szczęśliwie, niedawno ukazały się dwie książki o fenomenie Unii napisane przez filozofów-praktyków.

Na pozór wszystko wygląda w miarę jasno i zrozumiale. W 1951 r. powołano do istnienia Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, będącą odpowiedzią na katastrofalne skutki wojny i nadzieją na zaprowadzenie nowego ładu na kontynencie. Wraz z upływem lat, w obliczu następujących po sobie kryzysów tworzono kolejne ponadnarodowe wspólnoty, które z początkiem lat 90. przekształciły się w Unię Europejską. Organizacja z 6 członków rozrosła się do 27 i biorąc pod uwagę Bałkany czy Ukrainę, trudno stwierdzić, że na tym się skończy. Po drodze wprowadzano kilka nowych mechanizmów, stref, instytucji (o niektórych zapomniano), i oto u progu drugiej dekady XXI w. czekamy na to, jak i czy Unia podźwignie się z jednego z największych kryzysów w swojej historii.

Odmienne wizje

Dwóch myślicieli, którzy mieli okazję na własnej skórze przekonać się, jak działa UE w praktyce, postanowiło zadać sobie pytanie, czym jest i skąd się właściwie wzięła współczesna Unia Europejska. Marek A. Cichocki, polski historyk i filozof, o wielką politykę otarł się w 2007 r. Wtedy to dyrektor programowy Centrum Europejskiego Natolin był tzw. szerpą – negocjatorem ze strony polskiej na szczycie UE w Brukseli. Luuk van Middelaar, holenderski filozof polityki, laureat niderlandzkiej Nagrody Wolności z 2002 r. za wkład w rozwój myśli liberalnej, od 2009 r. jest członkiem gabinetu politycznego przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana van Rompuya.


Problem politycznej jedności w Europie Cichockiego oraz Przejście do Europy. Historia pewnego początku Middelaara, choć dotyczą tego samego tematu – fenomenu UE – trudno je jednak porównywać. Cichocki źródeł politycznej jedności w Europie szuka w przeszłości, nieraz bardzo odległej. O historii integracji europejskiej wspomina jakby mimochodem, koncentrując się raczej na historyczno-filozoficznych dociekaniach o naturze jedności na kontynencie. Dla Middelaara, który nie stroni od dygresji na temat początków chrześcijaństwa czy rewolucji amerykańskiej, punktem wyjścia jest jednak polityczna dynamika procesu europejskiego i jego intelektualne źródła. Historia i filozofia jedynie ją uzupełniają. Polak natomiast prowadzi rzetelny wykład historyczny. Podaje wiele informacji, układających się w spójny i logiczny wywód, jedynie miejscami przetykany dygresjami. Jest to dysertacja napisana naukowym stylem. Middelaar stawia na zdecydowane lżejszą formę, choć i jego wywód wymaga od czytelnika intensywnego wysiłku intelektualnego. Holender fakty podaje jednak w formie opowieści, nawet gawędy. W rozważaniach powołuje się na pamiętniki, rozmowy, artykuły prasowe, roztrząsa niuanse lingwistyczne i kulturowe. Rozprawę zaczyna od opisu swojego wyjazdu do Brukseli w 2001 r. Nie boi się używać barwnych i kwiecistych metafor. Sytuację UE porównuje do „czyśćca” – stanu pośredniego między minionym piekłem geopolityki a wciąż niezrealizowaną obietnicą nieba politycznej unii. Rok 1951 to zapowiedź europejskiej „dobrej nowiny”, na której pełną realizację ciągle czekamy. Z kolei historia integracji europejskiej to opowieść o stole, który stał się namacalnym i widocznym symbolem politycznej jedności.

Gawęda o Unii

Traktat Middelaara nie jest jednak przeintelektualizowanym i nadętym pamfletem. Kwiecista forma skrywa spójny i inspirujący wywód historiozoficzny. W pierwszej części Middelaar zarysowuje koncepcję trzech stref w UE, którym przypisuje kolejno trzy dominujące w UE dyskursy (urzędów, obywateli, państw) oraz odpowiadające im paradygmaty naukowe. Ich ścieranie się widzimy w całej historii wspólnot. Podobnie można mówić o trzech strategiach, jakie mają legitymizować istnienie UE. Middelaar obrazowo nazywa te strategie kolejno: niemiecką – opierającą się na wspólnej kulturze i tożsamości, grecką – opartą na demokracji, oraz rzymską – zasadzającą się na zyskach w postaci zabezpieczeń i praw.

Niezwykle ożywczy dla naszego myślenia o Europie jest wywód o tworzeniu się państwa, w którym Holender twórczo czerpie z myśli klasyków – Monteskiusza, Locka, Hobbsa. Choć teoretycznie najpierw w roli suwerena powinien znaleźć się lud, który następnie wybiera władzę, to przykłady początków federacji amerykańskiej czy rewolucji francuskiej pokazują, że w historii częściej mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. To prowadzi do niewypowiedzianej wprost konstatacji, że unia polityczna spokojnie obędzie się bez ukształtowanego wcześniej europejskiego demos. Ten powstanie na skutek ostatecznej realizacji projektu europejskiego.

Middelaar rozprawia się też z popularnymi w naszym kraju mitami. Choć czyni to na marginesie, w formie niezobowiązujących dygresji, to doskonale uzupełnia tym cały wywód, potwierdzając jednocześnie swoje zrozumienie dla procesów politycznych o zasięgu ogólnoeuropejskim. Odpowiada między innymi konstytucjonalistom, zżymającym się na „potworkowatość” konceptu traktatu konstytucyjnego, będącego wynikiem europejskiego idealizmu tworem konstytucjonalizmu i międzynarodowych zależności. Middelaar przekonująco wyjaśnia: skoro taki dokument powstał w wyniku rozmów szefów 25 państw, to nie można go bezceremonialnie dezawuować. Należy go traktować jako fakt polityczny, a naszym obowiązkiem jest jego analiza jako konkretnej i realnej decyzji politycznej. Zresztą Middelaar pisze wprost, że jako obserwatora nie interesuje go normatywizm, ale polityka tu i teraz, a także to, co może z niej wyniknąć w przyszłości.

Analizując historię integracji europejskiej, Middelaar opisuje pozornie nieistotne i szerzej nieznane wydarzenia, drobne paragrafy i decyzje, które miały wręcz rewolucyjny wpływ na przyszłość wspólnot.

Państwowość i „międzystrefa”

Marek Cichocki szuka z kolei odpowiedzi na pytanie, skąd wzięło się dążenie do politycznej jedności na kontynencie znanym w historii z wojen, konfliktów i rywalizacji. Choć przykładów takich można by podać wiele, autor na wstępie zaznacza, że musiał dokonać selekcji. Dlatego zarysowuje nam ustrój greckich poleis, średniowieczne koncepcje uniwersalistyczne, ewolucję namysłu nad problemem suwerenności, a także – co początkowo wywołuje zaskoczenie – poświęca trochę miejsca niemieckim koncepcjom imperialistycznym z XX w. Nie jest to jednak jedynie wykład historyczny. Cichocki zdaje sobie sprawę ze zdziwienia, jakie musi w czytelniku budzić przyrównywanie idei Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego do UE, dlatego cierpliwie i wnikliwie tłumaczy zawiłości idei neośredniowiecznej, w myśl której ustrój średniowiecznych księstw i relacje między nimi mogą inspirować do debaty zarówno nad obecnym, jak i pożądanym stanem jednoczącej się Europy. Z podobną precyzją autor mierzy się z ulubionym przez obrońców idei Europy ojczyzn zagadnieniem suwerenności. Odwołuje się m.in. do prawników z Padwy, Hegla, a nawet Carla Schmitta, krytycznie reasumując ich poglądy w odniesieniu do realiów zglobalizowanego świata. Konstatuje ostatecznie, że po pierwsze, wobec wzrostu potęgi Rosji i Turcji możemy mówić o powrocie w Europie do geopolityki. Po drugie, w warunkach konstytucjonalizacji układu europejskiego, państwa nadal są „panami traktatów”.
I na tym właśnie zasadza się główna różnica pomiędzy autorami. Cichocki, mimo erudycji i chęci całościowego ujęcia problemu, przyjmując za punkt wyjścia historię i geografię, mimowolnie ogranicza się do wzorca państwowego. Middelaar z kolei wynosi swoją analizę poziom wyżej, prezentując całe spektrum bogactwa i skomplikowania UE. Pisząc o wspomnianym stole, Holender zwraca uwagę na szczegół, który umyka wielu obserwatorom. O ile nie jest trudno dostrzec warstwę zewnętrzną – tradycyjną walkę państw o własne interesy, oraz wewnętrzną, której wyznacznikiem działania jest projekt europejski, bardzo trudno zarejestrować swego rodzaju „międzystrefę” państw członkowskich. To na tej płaszczyźnie państwa spotykają się, aby działać razem ze świadomością wspólnych interesów. Ta przestrzeń jest według Middelaara czymś jakościowo nowym w dotychczasowej historii Europy. Wciąż czekamy na wprowadzenie do polityki europejskiej reguły większościowej, która będzie symbolizować prawdziwą unię polityczną, jednak sama obecność tego pierwiastka wspólnotowości jest czynnikiem decydującym dla zrozumienia funkcjonowania Unii.

Cichocki poszukuje tego pierwiastka w przeszłości. Problem jedności w Europie sprowadza do konfliktu między egoizmem państw narodowych a wspólnotowością. Autor zapomina jednak o tym, że te same egoistyczne państwa działają w UE we wspólnym interesie. Jest to fenomen, z którym mamy do czynienia dopiero od momentu powstania projektu europejskiego. Cichockiemu bardziej chyba zależało na tym, żeby prześledzić historię rozwoju takich konceptów filozoficznych jak jedność polityczna, uniwersalizm czy suwerenność, ewentualnie chciał zadać pytanie o naturę i przyszłość projektu europejskiego, bez udzielenia jednoznacznych odpowiedzi. Takie odpowiedzi można za to znaleźć u Middelaara. Nie zmienia to jednak faktu, że obie pozycje są wobec siebie komplementarne i bez wątpienia wartościowe.

Luuk van Middelaar
rzejście do Europy. Historia pewnego początku
przeł. Robert Pucek, Natalia Borowska,
Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011, s. 466

Marek A. Cichocki
Problem politycznej jedności w Europie
Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2012, s. 178

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter