70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jezus zapomniany: prorok apokaliptycznego Królestwa

Hipoteza apokaliptyczna, według której Jezus wierzył w rychły koniec świata, wywołała gwałtowny i całkowicie zrozumiały sprzeciw Kościołów. Oznaczała przecież, że Syn Boży pomylił się, głosząc bliskość czasową Królestwa! Co gorsza, jego etyka okazałaby się przydatna jedynie w krótkim „okresie przejściowym” – kilku, najwyżej kilkudziesięciu lat poprzedzających nadejście Dni Ostatnich.

W eseju What is Wrong With the Church? (Co jest nie tak z Kościołem?) Jay Williams, profesor studiów religijnych z Hamilton College (USA), pisze o wymaganiach etycznych Jezusa, które można znaleźć w ewangeliach. Całkowite, dobrowolne ubóstwo. Rezygnacja z życia rodzinnego. Unikanie jakiejkolwiek przemocy. Unikanie nawet negatywnych emocji. Gdy dodać do tego Jezusową niechęć do organizacji religijnych – łatwo zrozumiemy, dlaczego Williams nie jest pewny, czy w swym własnym życiu mógłby, ani nawet czy powinien tak postępować.

Niezwykłość tego eseju nie polega na dostrzeżeniu problemu, ale na niesłychanej wadze, jaką Williams – chrześcijanin, członek Kościoła Prezbiterialnego – mu przypisuje. Pisze o sprzeczności „ulokowanej w sercu Kościoła, z którą chrześcijanie powinni się zmierzyć z podniesioną głową i otwartymi oczami”. Chodzi, jego zdaniem, o posłuszeństwo Jezusowi.

Choć ten wymóg konstytuuje wszystkie wyznania chrześcijańskie, ich członkom brakuje okazji, aby dowiedzieć się nieco dokładniej, jakie warunki stawiał Nauczyciel z Nazaretu. Zamiast tego – zauważa Williams – Paweł z Tarsu, a częściej jeszcze jakiś współczesny autorytet etyczny, delikatnie zastępuje Jezusa w roli nauczyciela chrześcijańskiego stylu życia.
Williams zdaje sobie sprawę, że tego rodzaju zapominanie o Jezusie, o jego ewangelicznych wymaganiach, ma swoje racjonalne przyczyny. „Co stałoby się z Kościołem – pyta – gdyby rozdawał wszystko, o cokolwiek ktokolwiek by go poprosił? Jak mogłaby istnieć jakakolwiek sprawiedliwość w społeczeństwie, gdyby policja nie mogła uciekać się do przemocy, a sędziowie i przysięgli – wybaczaliby wszystkim bez wyjątku? Jak wyglądałoby społeczeństwo, gdyby rodziny stały się tak wyobcowane i rozbite, jak Jezus wydawał się sobie tego życzyć?”

„Zgoda – przyznaje w końcu autor eseju – niech tak będzie. Prawdopodobnie nauczanie Jezusa nie zawiera nazbyt praktycznej etyki dla chrześcijan. Musimy jednak w tym momencie zapytać: jak możemy nadal nieustannie nazywać Jezusa Panem i mówić o byciu mu posłusznym?”

Czy Jezus wierzył w koniec świata?

Gdyby związek Williamsa z tradycyjnym Kościołem stanął pod znakiem zapytania właśnie z tego powodu, tj. w związku z etyką Jezusa – nie wydawałoby mi się to ani trochę przypadkowe. Problem „niepraktyczności” tej etyki niemal od samego początku towarzyszył akademickim, historycznokrytycznym badaniom nad postacią Nauczyciela z Nazaretu, choć chrześcijańscy teologowie i bibliści nie dostrzegali go aż do końca XIX w. Surową etykę Jezusa i samo Królestwo Boże rozumiano metaforycznie. Dla protestanckiego teologa Alberta Ritschla oznaczało ono „współdziałanie ludzi poprzez uczynki zainspirowane miłością”: zadaniem chrześcijan było aktywne uczestnictwo w budowie Królestwa Bożego na Ziemi.

Johannes Weiss i Albert Schweitzer jako pierwsi uznali takie stanowisko za całkowicie ahistoryczne. W judaizmie okresu późnej Drugiej Świątyni – czyli w czasach Jezusa – Królestwo rozumiano w sposób apokaliptyczny. Panowanie Boga na Ziemi, połączone z diametralną poprawą warunków ludzkiego życia, mógł poprzez nadprzyrodzoną interwencję zapoczątkować tylko sam Jahwe. Uczniom Jezusa pozostawało oczekiwanie i życie w sposób doskonały, w antycypacji bliskiego już bytowania w podobnym do raju Królestwie. W ten sposób narodziła się klasyczna historycznokrytyczna hipoteza o postaci Jezusa z Nazaretu: proroka apokaliptycznego Królestwa. Za jej „tekst fundacyjny” uważana jest praca Alberta Schweitzera Historia badań nad życiem Jezusa (1906), która stała się słynna pod angielskim tytułem The Quest of the Historical Jesus (1910).

Hipoteza apokaliptyczna nie wymagała metaforyzowania ani innych teologicznych przekształceń nauk Jezusa, wywołała jednak gwałtowny i całkowicie zrozumiały sprzeciw Kościołów. Oznaczała przecież, że Syn Boży pomylił się, głosząc bliskość czasową Królestwa! Co gorsza, jego etyka, na którą Kościoły powoływały się od samego początku, okazałaby się przydatna jedynie w krótkim „okresie przejściowym” – kilku, najwyżej kilkudziesięciu lat poprzedzających nadejście Dni Ostatnich. Reakcją było odrzucenie historii. W katolicyzmie dostęp do badań niebawem zamknęła „przysięga antymodernistyczna”, a protestanccy teolodzy: Karl Barth i Rudolf Bultmann przekonywali, że religia chrześcijańska to co innego niż chrześcijańskie objawienie. To ostatnie miało być dostępne tylko dla wierzącego teologa, a nieosiągalne dla akademickiego historyka. A jednak w 1953 r. własny uczeń Bultmanna, Ernst Kasemann pokazywał w swym wykładzie Problem Jezusa historycznego, że chrześcijanie nie bardzo mogą powoływać się na Wcielenie Boga jako fakt historyczny, a jednocześnie odrzucać nowoczesne akademickie narzędzia służące badaniu przeszłości. Rozpoczął się okres tzw. drugiego podejścia w poszukiwaniach Jezusa historycznego…

W ostatnich dziesięcioleciach XX w. przeciwko hipotezie Jezusa apokaliptycznego wystąpiła grupa liberalnych teologów amerykańskich – Jesus Seminar (Seminarium o Jezusie). W drodze głosowania odrzucili oni jako nieautentyczną ogromną większość wypowiedzi przypisywanych Nazarejczykowi w kanonicznych Ewangeliach – Marka, Mateusza, Łukasza i Jana. Odrzucili przede wszystkim wypowiedzi apokaliptyczne, które miały trafić do tradycji o Jezusie dopiero po jego śmierci. Oparli się głównie na Ewangelii Tomasza, znalezionej w Nag Hammadii, i rekonstrukcji wczesnej warstwy hipotetycznej Ewangelii Q, zdaniem członków Seminarium nie zawierających eschatologicznych wypowiedzi Jezusa. Historyczny Jezus mógł znajdować się np. pod wpływem etyki cyników (Dominic Crossan), a nawet być zwolennikiem swoistej rewolucji społecznej prowadzonej bez użycia przemocy (Marcus Borg). Zwłaszcza tezy Borga znamionuje powrót do obrazu Jezusa z czasów Ritschla, czyli do Jezusa, który znów może wspierać aktywne uczestnictwo chrześcijan w polityce, gospodarce itp.

Odpowiedź zwolenników hipotezy Weissa i Schweitzera nastąpiła w postaci szeregu studiów opublikowanych w ostatniej dekadzie XX w. Były to The Historical Figure of Jesus (Postać historyczna Jezusa) z 1993r. Eda Sandersa ; Jesus of Nazareth: Millerian Prophet (Jezus z Nazaretu: prorok millenium) z 1998r. Dale’a Allisona; Jesus: Apocaliptic Prophet of the New Millenium (Jezus: apokaliptyczny prorok nowego millenium) z 1999 r. Barta Ehrmana Jesus of Nazareth, King of the Jews (Jezus, król Żydów) z 2000 r. Pauli Fredriksen. Ich autorzy o wiele dokładniej niż wcześniejsi badacze rekonstruowali kontekst judaizmu z czasów Jezusa, opierając się m.in. na rękopisach z Kumran, dokumentujących wierzenia apokaliptycznej i mesjanistycznej sekty esseńczyków. Sanders i Allison zakwestionowali także tradycyjny sposób rekonstrukcji postaci historycznej Nazarejczyka, polegający na rozdzielaniu autentycznych i wtórnych tradycji. Według Sandersa o wiele solidniejszych przesłanek dostarczają historykowi najbardziej prawdopodobne historycznie wydarzenia z biografii Jezusa. Allison natomiast za najlepszy punkt wyjścia uznał ogólny ogląd całości wczesnych tradycji, wychodząc z założenia, że ludzka pamięć, także społeczna, źle utrwala szczegóły. Przed dwoma laty Allison opublikował pracę Constructing Jesus. Memory, Imagination and History (Konstruowanie Jezusa. Pamięć, wyobraźnia i historia), w której jeszcze bardziej rozbudował swą argumentację i ściślej powiązał ją ze współczesnymi badaniami psychologów nad procesem zapamiętywania.

(Nie)zawodna pamięć uczniów

Jak zatem miałoby brzmieć przesłanie Jezusa z Nazaretu według współczesnej wersji hipotezy Schweitzera? „Bóg stworzył dobry świat – pisze na ten temat Allison. – Złe duchy napełniły go niegodziwością i niesprawiedliwością, i pogrążyły w nieładzie. Zbliża się jednak dzień, w którym Bóg naprawi uszkodzone Stworzenie i odnowi rozproszony naród Izraela. Nim ten dzień nastąpi, walka sił między dobrem i złem dojdzie do punktu kulminacyjnego, a świat czeka okres wielkich udręk i niespotykanych klęsk. Po tym okresie Bóg, prawdopodobnie poprzez jednego lub więcej mesjańskich wysłanników, nagrodzi sprawiedliwych i odpłaci grzesznikom, tak żywym, jak i umarłym. Wtedy przywróci swe panowanie na zawsze”.

Za taką wizją przemawiają, zdaniem Allisona, nowotestamentalne źródła zawierające elementy powyższych wierzeń, często przypisywane samemu Jezusowi. Nie wnika on jednak w kwestię ich autentyczności. Zakłada, że pamięć uczniów Jezusa i kolejnych pokoleń chrześcijan mogła nie zachować wiernie jego poszczególnych słów czy zdań, jeśli jednak w różnych warstwach tradycji powracałby ogólny schemat (pattern) apokaliptyczny, będzie to najlepszy punkt wyjścia, aby rekonstruować historyczne poglądy Nazarejczyka. Nasza pamięć bowiem – w świetle wyników współczesnych badań – nieustannie modyfikuje wspomnienia, tak aby odpowiadały naszym aktualnym potrzebom i poglądom. Mieszamy ze sobą podobne wydarzenia, zmieniamy ich kolejność, przenosimy w przeszłość nasze obecne preferencje, nadajemy wspomnieniom nowy sens, zapominamy o niewygodnych faktach. Zawsze jednak ogólne zarysy wydarzeń, podstawowe sensy rozmów pamiętamy o wiele dłużej niż szczegóły, pojedyncze słowa, drobiazgi.

W Ewangelii Marka na przykład Jezus otwarcie zapewnia: „Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy” (9, 1, to samo w 13, 30 ). Inne zapewnienie mamy u Mateusza: „Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy” (10, 23). W Ewangelii Q: „na tym pokoleniu (w Biblii Tysiąclecia – plemieniu) będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata” (Łk 11, 49-51, por. Mat 23, 34-35). Ze Źródła Q (Mt 24, 45-51a, por. Łk 12, 42-46) pochodzi przypowieść o sługach oczekujących Pana, kończąca się u Łukasza ostrzeżeniem: „I wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o takiej godzinie, której się nie spodziewacie”. Także stamtąd pochodzi modlitwa Ojcze Nasz, w której uczniowie mieli prosić Boga „Przyjdź Królestwo Twoje” (Mt 6, 10, por. Łk 11, 2). U Marka Królestwo Boże „jest bliskie” (1, 15). Także według Ewangelii Q „jest już bliskie” (Mt 10, 7, por. Łk 10, 9). Nawet do późnej i generalnie nieapokaliptycznej Ewangelii Tomasza trafiła zapowiedź „Niebo wywróci się i Ziemia w waszej obecności” (111a).

Wskazane fragmenty ewangelii albo mówią o tym, że Królestwo nadejdzie już niebawem, albo wiążą jego przyjście ze współczesnymi Jezusa. Nawet ktoś, kto nie zna typowych żydowskich motywów apokaliptycznych z czasów Drugiej Świątyni, może na ich podstawie podejrzewać, że Jezus nie przewidywał stuleci czy tysiącleci oczekiwania na nadejście panowania Boga.

Odsłania się w ten sposób pierwszy zarys ogólniejszego schematu eschatologicznego w tradycjach po-Jezusowych. Stanie się on wyraźniejszy, gdy dodać te motywy, których rozpoznanie i interpretacja wymaga pewnej wiedzy o starożytnym judaizmie. Postać Syna Człowieczego np. pochodzi prawie na pewno z bardzo popularnej w I w. apokaliptycznej Księgi Daniela, a ta wiąże jego pojawienie się z nastaniem „wiecznego Królestwa” (7, 14). W wersecie Marka 13, 27 mowa o mającym nastąpić jeszcze za życia „tego pokolenia” (w. 30) zebraniu przez anioły „wybranych z czterech stron świata”. Chodzi o cudowny powrót Żydów z diaspory, którego oczekiwano znów – właśnie w chwili nadejścia Królestwa Boga (co widać w traktacie Didache 9, 4). W wersecie Marka 13, 19 czytamy o mającym nadejść niespotykanym wcześniej ucisku, o którym wiemy znów z Księgi Daniela (12, 1). W Ewangelii Łukasza Jezus życzy uczniom, aby w Królestwie „jedli i pili przy moim stole” (22, 30). Mamy tutaj być może eschatologiczny bankiet (który w Księdze Izajasza 25, 6–8 łączy się z wydarzeniami Dni Ostatecznych, m.in. z pokonaniem śmierci). Czy Jezus spodziewał się w nim uczestniczyć lada dzień, jak sugerować może jego gotowość czekania na „nowe wino”? (Mk 14, 25, symbol znany z Kumran: Reguła Wspólnoty 6, 4–6).

Inne wskazywane przez Allisona motywy, wiązane w starożytnym judaizmie z tym samym kontekstem to: zniszczenie i odbudowa Świątyni Jerozolimskiej, sąd ostateczny, kara gehenny (piekła), eschatologiczny „świat na opak” (ostatni będą pierwszymi itp.), wylanie Ducha Bożego, pojawienie się królewskiego Mesjasza, pokonanie Szatana, zmartwychwstanie Sprawiedliwych i wieczne życie. Chrześcijańska chrystologia i eklezjologia powiązały niektóre z tych idei i obrazów z biografią Jezusa i dziejami wczesnych wspólnot, a inne umieściły w nieokreślonej przyszłości Sądu Ostatecznego. Allison uważa jednak – na podstawie podobnych jak powyższe analiz Nowego Testamentu, Biblii hebrajskiej, tekstów z Kumran i innych źródeł – że Żydzi w czasach Jezusa nie byli zainteresowani odległymi tysiącleciami, a najdłuższy horyzont czasowy oczekiwanej przez nich eschatologicznej naprawy świata niewiele wykraczał poza jedno pokolenie.
Crossan przyznał kiedyś w dyskusji z Allisonem, że Jezus wypowiada apokaliptyczne twierdzenia „niemal w każdej warstwie i wszystkich formach zachowanych tradycji”. Cała ta masa materiału źródłowego wymaga wytłumaczenia: jaką drogą trafił on do najwcześniejszych pism? Najłatwiej to zrobić, wiążąc go z postacią historycznego Jezusa: motywów sugerujących bliskość Dni Ostatecznych zachowało się tak wiele, gdyż Jezus faktycznie do nich nawiązywał, a kolejno powstające opowieści o nim nauczanie to zwielokrotniały.

To jednak sama tylko podstawa współczesnej hipotezy apokaliptycznej. Posiada ona duży zasięg eksplanacji: umożliwia zrozumienie sensu i wyjaśnienie pochodzenia dużej części materiału zachowanego w najwcześniejszych źródłach, w Ewangelii Marka i źródle Q, a także w autentycznych listach Pawła z Tarsu. Hipoteza ta może zwłaszcza – co zauważył już Schweitzer – bez problemu wyjaśnić, dlaczego Jezus stawiał swym uczniom wymagania moralne, których realizację bardzo trudno sobie wyobrazić w normalnych warunkach życia społecznego. Siła wyjaśniania bierze się z tego, że nie potrzeba tutaj żadnych dodatkowych założeń: doskonałość etyczna wynika wprost z doskonałości Królestwa Bożego (W przypadku stanowiska Ritschla i Borga trzeba natomiast dodatkowo założyć, że Jezus używał pewnych sformułowań metaforycznie).

Wątpliwości pierwszych chrześcijan

Hipoteza apokaliptyczna, wyjaśniając, skąd wzięły się w pismach po-Jezusowych elementy żydowskiej eschatologii z okresu Drugiej Świątyni, rozwiązuje także przy okazji cały szereg innych zagadek związanych z Jezusem i początkami Kościoła. Niesłychanie surowa, kłopotliwa dla wielu chrześcijan etyka Nazarejczyka to dopiero pierwsza z takich zagadek.
Dlaczego Jezus, nim zaczął publicznie działać, poszedł nad Jordan i przyjął chrzest od Jana Chrzciciela? Czy nie sugeruje to, że podzielał jego poglądy? A o Janie wiemy prawie na pewno, że głosił bliskość ostatecznego sądu („Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona”, Źródło Q, zob. Mt 3, 10, por. Łk 3, 9). Z drugiej strony Paweł z Tarsu – gdy śmierć zakończyła publiczną działalność Jezusa – przekonywał swych uczniów: „my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4, 15b–17).

Określenie „żywi, pozostawieni na przyjście Pana” bardzo trudno tłumaczyć inaczej niż wiarą Pawła, że wydarzenia ostateczne, wiążące się z powrotem Jezusa, nastąpią jeszcze za życia jego i przynajmniej części jego uczniów. Tesaloniczanie spodziewali się tych wydarzeń chyba dość szybko. Gdy lata mijały i część z nich umarła, zaczęli się prawdopodobnie obawiać, że Jezus w chwili swego powrotu zabierze do nieba tylko „żywych i pozostawionych”. Paweł ich uspokaja: najpierw nastąpi powszechne zmartwychwstanie „zmarłych w Chrystusie”, a dopiero potem wszyscy razem – i ci, co dożyli tego momentu, i zmartwychwstali zmarli – zostaną „porwani” do nieba „i w ten sposób zawsze będą z Panem”.

Allison, podobnie jak wcześniej Ed Sanders, w sekwencji kolejnych postaci historycznych u początków chrześcijaństwa widzi przed Jezusem – apokaliptycznego Jana Chrzciciela, a po Jezusie – apokaliptycznego Pawła z Tarsu. Czy nie nasuwa to przypuszczenia, że także Jezus żywił podobne oczekiwania? W przeciwnym razie musielibyśmy założyć, że najpierw Jezus odszedł od (apokaliptycznych) nauk Jana Chrzciciela, a potem Paweł z Tarsu nie tylko odszedł od (nieapokaliptycznych) nauk Jezusa, ale na dodatek zwrócił się akurat znów w stronę apokaliptyzmu. Taki scenariusz wydaje się bardziej skomplikowany i dlatego mniej prawdopodobny niż nieprzerwana kontynuacja wiary w bliskość Dni Ostatnich: od Jana przez Jezusa do Pawła.

Wywodu Pawła z Listu do Tesaloniczan nie sposób wyjaśnić przy pomocy „ortodoksyjnej” eschatologii chrześcijańskiej, w której chwalebny powrót Jezusa (Paruzja) i powszechne zmartwychwstanie mają nastąpić dopiero w odległej, nieokreślonej przyszłości. To samo dotyczy jego Listu do Koryntian: „Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał” (1 Kor 15, 12–16).

Koryntian nie martwi – jak Tesaloniczan – odwlekanie się Paruzji. Mają poważniejsze wątpliwości: kwestionują sam fakt zmartwychwstania Jezusa na tej podstawie, że inni „umarli nie zmartwychwstają”. Wygląda na to, że także oni oczekiwali ostatecznego, powszechnego zmartwychwstania w stosunkowo krótkim czasie. Inaczej ich niecierpliwość byłaby bardzo trudna do wyjaśnienia.
Uczniowie z różnych wspólnot prawdopodobnie widzieli Jezusowy powrót do życia jako pierwszy przypadek rozpoczynającego się, powszechnego powrotu umarłych. Mogą na to wskazywać określenia Jezusa: „zmartwychwstały jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (Kor 15, 20) i „pierworodny spośród umarłych” (Kol 1, 18). Najwyraźniejszy ślad tych wierzeń zachował się w Ewangelii Mateusza, gdzie wspomina się o umarłych, którzy faktycznie mieliby wyjść z grobów „po jego zmartwychwstaniu” i chodzić po Jerozolimie (27, 53).

Niezależnie od tego, czy Jezus faktycznie zmartwychwstał, czy wszystko zaczęło się od mistycznych wizji jego uczniów – interpretowali oni zapewne ten fakt (lub te wizje) w kategoriach przejętych z nauk Nazarejczyka. A zatem wiara w bliskie masowe zmartwychwstania najprawdopodobniej była częścią tych nauk.

Allison przyczynia się do umocnienia hipotezy Schweitzera m.in. poprzez umiejętne wykorzystanie współczesnych studiów nad wspólnotami apokaliptycznymi z różnych okresów historycznych i różnych kultur. Odwołuje się do badań nad: mesjanizmem żydowskim, chrześcijańskimi sektami millenarystycznymi, prorokami indiańskimi i kultem cargo z wysp Pacyfiku. Jak się okazuje, wiele idei i zachowań członków tych ruchów uderzająco przypomina najwcześniejsze chrześcijaństwo, tj. ukierunkowanie na osoby z marginesu społecznego; egalitaryzm; widzenie współczesności lub najbliższej przyszłości jako okresu nieszczęść i katastrof; wiara w bliskie, nadprzyrodzone odwrócenie złego losu; ostry podział świata na dwa przeciwstawne obozy; zrywanie z ustalonymi tradycjami religijnymi; zastępowanie więzi rodzinnych metaforycznym „braterstwem” wewnątrz danej wspólnoty; nadzieja na powrót raju i zmarłych przodków; silny związek z charyzmatycznym przywódcą ruchu.

Nadzieja wbrew przepowiedniom

Znajomość badań religioznawczych pozwala także – jak stara się pokazać Allison – odpowiedzieć na jeden z najpopularniejszych kontrargumentów kierowanych przeciw hipotezie apokaliptycznej. Chodzi o sprzeczność pomiędzy zawiedzionymi nadziejami na powrót Jezusa i rajskie Królestwo, a szybkim rozwojem pierwotnych wspólnot i ogromnym, ogólnoświatowym sukcesem Kościoła. Największa z religii miałaby mieć swój początek w niespełnionej przepowiedni? Wydaje się to mało wiarygodne psychologicznie.

W rzeczywistości mylna przepowiednia, a nawet cała seria takich przepowiedni, bynajmniej nie zagraża istnieniu, ani nawet rozwojowi grup apokaliptycznych. Najlepszym przykładem może być tutaj Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy, który liczył tysiące członków w roku 1914, kiedy po raz pierwszy nie spełniły się ich oczekiwania życia wiecznego, powrotu umarłych itp. Na przestrzeni następnego stulecia zbór ten doświadczał, jedno po drugim, kolejnych zawiedzionych proroctw – i w tym samym czasie coraz szybciej się rozrastał. Obecnie liczba Świadków na całym świecie zbliża się do 20 mln.

Zdaniem socjologów silne więzi społeczne w ruchach millenarystycznych mają o wiele większe znaczenie niż oficjalna doktryna, którą można bardzo łatwo poddać adaptacji, spirytualizacji, neutralizacji itp. Esseńczycy z Kumran na przykład „przedłużyli” swój okres oczekiwania na wydarzenia ostateczne, posługując się argumentem, że „tajemnice Boże są zadziwiające” (1QpHab 7, 5–8). Członkowie jednej z sekt bahaickich (religia pochodzenia perskiego), gdy ich przepowiednia ogólnoświatowej zagłady zawiodła, uznali, że była ona tylko ludzkim przewidywaniem, które należy odróżnić od niezawodnego, pochodzącego od Boga, proroctwa. Gdy prorok Paignya z północnoamerykańskiego plemienia Kiowów pomylił się, przewidując moment zniszczenia „białych ludzi”, uznał, że przyczyną było niewystarczające podporządkowanie się jego zaleceniom. Gdy z kolei niektórzy ze zwolenników chasydzkiego rabbiego Menachema Mendela Schneersona doszli do wniosku, że zmarł on, nie okazując się Mesjaszem – sami uznali własne grzechy za przyczynę niespełnienia się ich oczekiwań.

Allison znajduje w Nowym Testamencie odpowiedniki wielu z powyższych strategii konsolacji. W Ewangelii Łukasza możemy przeczytać o sługach, którym Pan powierzył pieniądze, aby następnie pochwalić tych, który nie czekali bezczynnie na jego powrót. Jak wyjaśnia Ewangelista, Jezus opowiedział tę przypowieść, „dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi” (Łk 19, 11). Na samym początku Dziejów Apostolskich na pytanie uczniów, czy za drugim razem przywróci Królestwo Izraela – Jezus odpowiada szorstko: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile”. W Ewangelii Jana 2, 19–22 dowiadujemy się, że Jezus wcale nie obiecywał, że zburzy Świątynię, a w wersetach 21, 20–23 wyjaśnia się nam, że Jezus bynajmniej nie obiecywał powrotu, zanim umrą jego uczniowie. Być może trzeba tutaj dodać także krótką przypowieść Jezusa z Ewangelii Q (Mt 24, 45–51, por. Łk 12, 42–46), gdzie sługa, zaniedbujący obowiązki, gdy jego pan „ociąga się” z powrotem, podlega straszliwej karze. Najbardziej chyba wymowny fragment możemy znaleźć w 2 Liście Piotra, który uprzedza czytelnika o przyszłym pojawieniu się „szyderców pełnych szyderstwa”, którzy „będą postępowali według własnych żądz i będą mówili: Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata” (3, 3).

Jezus zmyślony, Jezus Ewangelii, Jezus wiary

Wspomniany przez mnie na wstępie Jay Williams w swym eseju nie wiąże najwyższych wymagań moralnych Jezusa z jego hipotetycznym apokaliptyzmem. Nie docieka najstarszych historycznych przyczyn, dla których – jak to określa – „etykę Nazarejczyka zastąpiono dziesięcioma przykazaniami, nauczaniem Pawła, filozofią Platona i Arystotelesa”. Stawia natomiast bardzo surowe zarzuty. „Być może się mylę – pisze – ale wygląda mi na to, że Kościół wielokrotnie najzwyczajniej wymyślał sobie takiego Jezusa, który pasował do jego potrzeb i celów. Kiedyś Jezus Kościoła wspierał święte imperia, rycerstwo, porządek feudalny i krucjaty przeciw niewiernym. Dziś wspiera demokracje, wartości rodzinne i antyfeminizm”. „Czy ma to jednak cokolwiek wspólnego z Jezusem z Ewangelii? Czy ktokolwiek go słucha?” – pyta (chyba z pewnym rozdrażnieniem) Williams.

Czytając jego esej, trudno uniknąć wrażenia, że ociera się on o granicę apostazji. „Powinniśmy porzucić wszystko, co posiadamy, dla Królestwa. Jeśli nie możemy tego zrobić lub nie zrobimy, jeśli naprawdę nie wierzymy albo nie chcemy wyrzeczenia się świata – nie powinniśmy oszukiwać samych siebie, wymyślając Jezusa zaspokajającego nasze wymagania. Czy ci, którzy uznali warunki Jezusa za zbyt trudne do spełnienia, nie powinni, jak bogaty młodzieniec, odwrócić się ze smutkiem? Czy istnieje jakiekolwiek inne uczciwe wyjście?”

Zapewne wielu czytelników uzna stanowisko Williamsa za zbyt radykalne i emocjonalne: zbyt łatwo przekreślające długie tysiąclecia ortodoksyjnych tradycji. W końcu dla chrześcijan Jezus to przede wszystkim Bóg, Ktoś nadal obecny. „Patrząc z perspektywy dynamiki doświadczenia religijnego – wyjaśniał mi w internetowej debacie ks. Grzegorz Strzelczyk – nie jest trudno sobie wyobrazić, że doświadczenie obecności Jezusa w Duchu Świętym »przykrywało« pamięć o Jezusie przedpaschalnym nawet u tych, którzy go pamiętali. Dla tych zaś, którzy nie byli bezpośrednimi uczniami Jezusa, jedynym znanym był ten z doświadczenia wiary… Gdyby zatem nawet stawiali sobie pytanie o to, jakiego chrześcijaństwa chciałby Jezus, pytanie to nie brzmiałoby raczej »jakiego chciał?« (w czasie przeszłym, w odniesieniu do nauczania przedpaschalnego), ale »jakiego chce?« (w czasie teraźniejszym – w odniesieniu do aktualnego doświadczenia wiary)”.

Tam, gdzie Williams widzi nieposłuszeństwo Jezusowi Ewangelii, ks. Strzelczyk dostrzega wierność temu, czego chce Jezus „z doświadczenia wiary”. Każdy chrześcijanin musi oczywiście sam sobie odpowiedzieć na to pytanie, komu przyznać tutaj rację. Inne pytanie brzmi: do czego doprowadziłoby Kościoły ewentualne uznanie zarzutów Williamsa? Czy rzeczywiście „odwrócenie się i odejście ze smutkiem” byłoby wtedy jedyną uczciwą reakcją? Anonimowy „też chrześcijanin” na forum „Tygodnika Powszechnego” napisał: „Nawet jeśli wiele pozostaje niejasności, to każdy z nas, kto ma odwagę przyjąć ustalenia historyków (i naprawdę wielką wiarę w Sens naszej ziemskiej wędrówki), przyzna, że Jezus zniknął nam z oczu bardzo szybko, w pierwszym wieku chrześcijaństwa, niby obraz łaskami słynący i zasłonięty złoceniami i koronami. To w jakimś sensie koniec chrześcijaństwa, nie ma co owijać w bawełnę. Ale przecież także jakiś początek, i zarazem powrót do źródeł. Ale cały wysiłek chrześcijan, naszych braci, którzy budowali katedry z kamienia i ze słowa, a także wszystkie dzieła miłosierdzia, są z nami. Nie wyobrażam sobie, by On chciał je zdegradować dlatego tylko, że były dokonywane w imię mitu, jaki narósł wokół jego niezwykłej postaci. A co dalej? Nie wiem, ale opisuję tu ruch trudny, ale zarazem oczyszczający. Prowadzący, mam nadzieję, do wielkiego respektu dla tajemnicy naszego wspólnego życia, a także dla tych wszystkich tradycji religijnych, które obywały się bez prawd objawionych, polegając na pogłębionym, duchowym doświadczeniu”.

_

Źródła:
D. Allison, Jesus from Nazareth: Millenarian Prophet, Minneapolis 1998.
Tenże, Constructing Jesus. Memory, Imagination and History, Grand Rapids 2010.
J. Williams, What is Wrong With the Church? (wpis na stronie The Bible and Interpretation).

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata