70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Metamorfozy „bez-wiednego kapłana”

Niezmienność pragnienia transcendencji w zmieniającym się radykalnie świecie Michał Masłowski stara się pokazać, sięgając do polskiej literatury ostatnich dwustu lat. Czy to nie przesada, skoro, jak głosi podtytuł książki, zamierza on zająć się „współczesną kulturą polską”? Otóż nie, bo głównych bohaterów jego esejów – Miłosza, Gombrowicza, Mrożka, Konwickiego, ale i Jana Pawła II, nie da się zrozumieć bez uwzględnienia ich dialogu z polskim romantyzmem.

Michał Masłowski, jak na miłośnika i znawcę polskiego romantyzmu przystało, nie należy do „badaczy owadzich nogów”. Jego książki śmiało przekraczają granice dyscyplin, łącząc literaturoznawstwo z historią idei, antropologię z myślą religijną, filozofię z polityką. Mimo naukowej, zdystansowanej stylistyki ujawniają mocne „ja”, które nie lęka się śmiałych syntez, zaskakujących skojarzeń, czy wreszcie osobistych wyznań, zdradzających subtelną wrażliwość religijną. Za tą pozorną brawurą stoi jednak przepastna erudycja, której sprzyja konieczność funkcjonowania w dwóch obszarach językowych (Michał Masłowski jest dyrektorem Departamentu Kultury i Języka Polskiego na Sorbonie) i wszechstronność kompetencji (dość przypomnieć, że autor odsłaniał rytualne i religijne źródła teatru romantycznego, tłumaczył Mickiewicza i Miłosza, redagował wysoko cenioną we Francji serię studiów o fenomenie kultury Europy Środkowej).

Jego najnowsza książka gromadzi szkice napisane w ciągu ostatnich kilkunastu lat, których adresatem był odbiorca polski lub francuski. Niełatwo jednak rozpoznać, dla jakiego audytorium przeznaczone były poszczególne teksty, bo Masłowski z tego, co lokalne, wydobywa treści uniwersalne, elementarne, czyli „gesty, symbole i rytuały”, by odwołać się do tytułu jego pracy o teatrze romantycznym. Ta organiczna skłonność do uogólnienia i międzykulturowej translacji wynika chyba z antropologicznej pasji autora, a także z przekonania, iż mimo zmieniających się warunków kulturowo-historycznych, awansu ateizmu, człowiek pozostaje (świadomie lub nie) istotą religijną – „kapłanem bez-wiednym”. Właśnie tę niezmienność pragnienia transcendencji w zmieniającym się radykalnie świecie Masłowski stara się pokazać, sięgając do polskiej literatury ostatnich dwustu lat. Czy to nie przesada, skoro, jak głosi podtytuł książki, zamierza on zająć się „współczesną kulturą polską”? Otóż nie, bo głównych bohaterów jego esejów – Miłosza, Gombrowicza, Mrożka, Konwickiego, ale i Jana Pawła II nie da się zrozumieć bez uwzględnienia ich dialogu z polskim romantyzmem.

W poszukiwaniu transcendencji poziomej

Jaka jest zawartość Etyki i metafizyki? Znajdziemy tu m.in. blok szkiców o Czesławie Miłoszu (o jego religijności, Hassliebe do romantyzmu, dylematach emigranta, przyjaźni z Mertonem i zainteresowaniu filozofią zen), esej o „kościele międzyludzkim” w Ślubie Gombrowicza, rozprawy o groteskowości u Mrożka i Konwickiego, studium porównawcze Jądra ciemności i Czasu Apokalipsy, a wreszcie teksty o teologii wpisanej w poezję Jana Pawła II. Ten katalog tematów pokazuje, że książka nie aspiruje do spójności, ale na głębszym poziomie łączy poszczególne szkice zamiar tropienia śladów transcendencji poziomej.

Czym jest transcendencja pozioma, do której autor odwołuje się wprost lub podskórnie w całym tomie? Termin to wieloznaczny, który pojawił się już w Geście, symbolu i rytuałach polskiego teatru romantycznego. Jego rodowód wywodzi Masłowski z romantyzmu, a ściśle: „wspólnoty ducha” intelektualistów skupionych wokół pisma „Athenaeum” (wyróżniali się wśród nich bracia Schleglowie). Najogólniej mówi o niej tak: „miała być [ona] komplementarna w stosunku do tradycyjnie rozumianej transcendencji pionowej. O ile ta ostatnia, tradycyjna, akcentowała hierarchiczną relację Boga, Kościoła i człowieka, o tyle ta pierwsza – pozioma – pojmowana była jako ekspansja jednostki nie zamykającej się już na samej sobie, ale pozostającej w interaktywnym napięciu z grupą” . Jego rozumienie transcendencji poziomej nabiera jednak szczególnego polskiego kolorytu, bo jej matrycą jest rytualna struktura Dziadów, w których dokonuje się kopernikański przewrót duchowy: „Wzięcie odpowiedzialności za świat zamiast tradycyjnego wycofywania się ze świata dla osobistego zbawienia, zamiast jednostkowej ascezy i posłuszeństwa kościelnej hierarchii” (s. 14). Nieco dalej autor dopowiada, że transcendencja pozioma „zasadza się na uniwersalnym konsensusie etycznym, na przejęciu odpowiedzialności za historię i na rozwoju osobowości prowadzącym do przebóstwienia (ideał theantropos)” (s. 15).

W tym ujęciu gwarancją transcendentnego wymiaru relacji międzyludzkich jest przekonanie o istnieniu powierzonych przez Boga misji, które mają do spełnienia w historii pojedynczy człowiek i całe narody. Istotne dla transcendencji poziomej jest właśnie zaakcentowanie religijnego uzasadnienia etycznych powinności, absolutnego (eschatologicznego) charakteru wezwania do przebudowy świata. Polska (a ściślej: Mickiewiczowska) specyfika tego zjawiska wynika z rytualno-wspólnotowego charakteru doświadczenia transcendencji poziomej, która zyskuje potwierdzenie, wiążącą sankcję, gdy konfrontuje się z etosem zbiorowości. Na marginesie Masłowski zwraca uwagę, że Mickiewiczowska wizja indywidualnych i narodowych misji (mesjanizmu) nie ma nic wspólnego z nacjonalistyczną koncepcją wspólnoty krwi, bo zakłada uniwersalizm etycznych zobowiązań .

Ważne dla wywodu Masłowskiego jest słowo „uniwersalizm”, bo kryje się pod nim szereg intuicji, które pozwalają (nie zawsze przejrzyście) połączyć ze sobą różnorodne zjawiska. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że autor dostrzega transcendencję poziomą tam, gdzie – negatywnie – załamuje się tradycyjna, wertykalna wizja więzi religijnej, i gdzie – pozytywnie – dochodzi do głosu nierelatywne rozpoznanie etyczne. Masłowski wywodzi je z dialogicznego „doświadczenia twarzy”, które jest podstawowe dla „poziomego” poczucia uniwersalizmu wartości. Jak wspominałem wcześniej, autor dopatruje się w nim czegoś więcej niż tylko zobowiązania do odpowiedzialności, bo widzi w nim – po levinasowsku – prześwit transcendencji. Przeświadczenie o uniwersalnym charakterze doświadczeń (wprost lub pośrednio) religijnych dochodzi też do głosu w inspirującym szkicu o związkach Miłosza z buddyzmem zen, w którym Masłowski skupia się na pokrewnych poromantycznemu chrześcijaństwu, poziomych i ujawniających jedność stworzenia wątkach dalekowschodniej tradycji.

Nuta absolutnego współczucia

Bodaj najważniejszym szkicem, w którym „transcendencja pozioma” zyskuje kształt konkretnej literackiej wizji, jest mistrzowska interpretacja Ślubu. Masłowski z wielką pomysłowością odczytuje rytualną matrycę dramatu Gombrowicza, dostrzegając w nim głęboką strukturę „inicjacyjnego procesu indywiduacji” Henryka. Po obaleniu wertykalnej transcendencji (ruiny kościoła, pomazańcza władza Króla-Ojca) prowadzi on do ustanowienia poziomego „kościoła międzyludzkiego”, w którym mesjaszem staje się „każdy człowiek, lub raczej ludzie w międzyludzkich kontaktach, zapośredniczonych przez tragiczną dialektykę Formy i ciała, pozaczasowego i czasowego, manipulacji i rzeczywistego procesu duchowego” (s. 83). Co może zaskakiwać, Masłowski „kościół międzyludzki” pojmuje mimo wszystko pozytywnie (i podskórnie religijnie) – jako obszar interpersonalnych związków, które pozwalają odkryć absolutną dialogiczną relację, wiążącą jednostkę z Innym i ze zbiorowością. W tym duchu badacz odczytuje zakończenie dramatu, kiedy po zleconym przez Henryka samobójstwie Władzia tyran każe sam siebie uwięzić. Ten rozkaz samoaresztowania Henryka nazywa „rozpoznaniem Prawa”, a jego zagadkowe słowa pożegnalne: „tam daleko niech wzniesie się czyn mój” odczytuje wręcz jako „rozesłanie apostołów” z dobrą nowiną o niezbywalnej ludzkiej godności, która kryje się w twarzy Innego (wzorcem jest twarz martwego Władzia). Mam wątpliwości, czy rzeczywiście transcendencja w Ślubie przybiera taki relacyjno-dialogiczny wymiar. Indywiduacja, która dokonuje się w Henryku, wiedzie raczej na obszar „bezgraniczności” (czyli zarazem bezprawia) szaleństwa, a „kościół międzyludzki” pozostaje domeną libidinalnych mocy, w najlepszym zaś razie sacrum pogańskiego, pojmowanego jako amoralna moc, a nie coś bliskiego świętości.

A jednak mimo tego instynktownego sprzeciwu, muszę przyznać, że Masłowski wydobywa coś dla myśli Gombrowicza bardzo zasadniczego, co umykało uwadze jego komentatorów, bo rzeczywiście jest w Ślubie, a wcześniej w Iwonie, księżniczce Burgunda jakaś nuta absolutnego współczucia (schopenhauerowskiego?), czyli radykalnego rozpoznania zła i krzywdy. Mam jednak wątpliwości, czy jego źródła można kojarzyć z nurtem filozofii dialogu, bo w Ślubie nie dochodzi do prawdziwego spotkania, bohaterowie nie pozbywają się masek. A nawet więcej, nie istnieją, lecz recytują swą ludzkość . To absolutne współczucie przekracza horyzont doświadczeń bohaterów, jest chyba zamierzone przez autora jako rozpoznanie udzielające się odbiorcy Gombrowiczowskiego „teatru w teatrze”.

Między wiarą a niewiarą

Te moje zastrzeżenia można uogólnić, bo w kilku miejscach książki zastanawiałem się, jak odróżnić transcendencję poziomą od ateistycznego heroizmu (typu camusowskiego). Ale Masłowski przekonuje, że nie trzeba zbyt pochopnie rozdzielać tych zjawisk (w esejach o fenomenie Solidarności wspomina o „chrześcijaństwie bez Boga” Jacka Kuronia). Może rzeczywiście granice między wiarą i niewiarą są mniej istotne, niż tego chcieliby rzecznicy wrogich sobie obozów (teizmu i ateizmu), bo religia jest przede wszystkim działaniem, a rozumienie – jak uczy jeden z najważniejszych mistrzów Masłowskiego, Paul Ricoeur – jest z nim nierozdzielnie połączone.

Książka Masłowskiego zachęca do dyskusji i przynosi ważny impuls dla polskiej humanistyki, która unika śmiałych syntez, boi się posądzenia o „religianctwo”, a w ostatnich latach zaczyna się wstydzić środkowoeuropejskiego dziedzictwa. Etyka i metafizyka niezwykle trafnie rozpoznaje tło przemian polskiej duchowości i pokazuje jej bogactwo, a transcendencja pozioma, mimo znaczeniowej ambiwalencji tego terminu, okazuje się kluczem do zrozumienia bolączek i nadziei człowieka współczesnego. Pomysły Masłowskiego w jakiejś mierze zbiegają się z zarysowaną przez Charlesa Taylora w A Secular Age ideą wielkiej narracji Reformy (zwrot ku codzienności, aktywizm, etyczne podłoże przemian mentalności, demokratyzacja powołania do świętości itd.). Polski badacz niezależnie od Taylora pokazuje jej nadwiślański, poromantyczny wariant. Książka Masłowskiego budzi apetyt na jej kontynuację. Może autor pokusiłby się o monografię polskiej duchowości poromantycznej, która uzupełniłaby znakomite Teatra polskie. Historie Dariusza Kosińskiego? Michał Masłowski zdaje się do tego powołany. Swoją nieśmiałą zachętę wzmocnię cytatem z wieszcza: „O tem że dumać na paryskim bruku”!

Michał Masłowski
Etyka i metafizyka. Perspektywa transcendencji poziomej we współczesnej kulturze polskiej
Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2011, s. 393

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter