70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Panowie i kobiety

Michael Coogan w książce Bóg i seks postawił sobie za cel nie tylko wytropienie w Biblii seksualnych tabu, czy kontrowersyjnych wątków dotyczących statusu kobiet, ale także propagowanie etosu rzetelnej i uczciwej interpretacji kanonicznych tekstów kultury zachodniej.

Nie pożądaj domu sąsiadki swojej; nie pożądaj męża swej sąsiadki, niewolnika ani niewolnicy, ani wołu, ani osła, ani niczego, co należy do twej sąsiadki. Takiego przykazania nie znajdziemy w Biblii. Znajdziemy to: „Nie pożądaj domu swego sąsiada; nie pożądaj żony swego sąsiada, niewolnika ani niewolnicy, ani wołu, ani osła, ani niczego, co należy do twego sąsiada” (Wj 20, 17). Przyczyna tej asymetrii jest głównym tematem najnowszej książki znanego w świecie biblisty.

„Za drzwiami i ich framugą umieściłaś swoje dildo”

Przy okazji swojej egzegezy autor dokonuje szeregu poprawek w przekładzie Biblii. Przykładem translatorskiej korekty jest przekład hebrajskiego terminu zikkaron, w Biblii Tysiąclecia przetłumaczonego jako „znak rozpoznawczy” (w przypisie: stela). W zacytowanym powyżej fragmencie Księgi Izajasza (Iz 57, 8) słowo zikkaron, które w tym kontekście może znaczyć „męskość” albo „pamiątkę” (w Biblii króla Jakuba „przypomnienie”, w New American Biblie „obsceniczny symbol”), Coogan tłumaczy najpierw jako dildo, a następnie – uznając to staro-angielskie słowo za nieco anachroniczne – zamienia je na rememberance (pamiątka), termin zawierający nieprzetłumaczalną na język polski grę słów: re-member-ance [re-member (członek)-ance] (s. 28-29).

Seks w Biblii kojarzy się przede wszystkim z wyrazem wzajemnego pożądania kochanków z Pieśni Salomona oraz z boskim zakazem złamanym przez Ewę i Adama. Powszechnie znane jest też powiedzenie „poznać w sensie biblijnym”, czyli po hebrajsku: „uprawiać seks”. Lektura książki Coogana uświadamia polskiemu czytelnikowi, do jakiego stopnia jest on językowo zanurzony w biblijnym sposobie mówienia. Pośród wyrażeń używanych powszechnie w języku polskim na określenie seksu znajdują się eufemizmy biblijne, takie jak: „spać z”, „wejść w”, czy rzadsze we współczesnej polszczyźnie „leżeć z”. „Rachela obiecała Lei noc z mężem w zamian za mandragorę. Powiedziała do swej siostry »On może leżeć z tobą tej nocy«, a potem Lea oznajmiła Jakubowi: »Musisz wejść we mnie«” (Rdz 30,15-16) (s. 24).

Coogan odnajduje też eufemizmy, które nie przeniknęły do języka potocznego: „stopy” są synonimem genitaliów, a „ręka” i „dłoń” – fallusa, jak we fragmencie Pieśni Debory: „Ukląkł między jej stopami, upadł, leżał: gdzie ukląkł, tam upadł, znużony” (Sdz 5,27), czy w Księdze Izajasza: „Ugodziłaś się z nimi, kochałaś ich łoże, wpatrywałaś się w ich dłoń” (Iz 57,8).

Najodważniejszy biblijny opis aktu seksualnego znajdujemy jednak w Pieśni Salomona: „Spałam, ale moje serce się zbudziło. Słyszę – mój kochanek puka. »Otwórz mi, moja siostro, moje kochanie, moja gołąbko, moja doskonała, bo moja głowa jest pełna rosy, loki mam w kroplach nocy«. Zdjęłam już suknię – mam ją znowu włożyć? Obmyłam już stopy – mam je znowu zabrudzić? Mój ukochany wsunął dłoń przez otwór a moje wnętrzności zajęczały z jego powodu” (Pnp 5, 2-4).

Pieśń Salomona jest na tle całej Biblii wyjątkowym przykładem seksualnej wzajemności. W pozostałych jej księgach kobiety mówią niewiele, są przy tym na ogół bezimienne, ale przede wszystkim są własnością mężczyzn, towarem posiadającym precyzyjnie wyliczoną wartość, w zależności od wieku i stopnia zużycia. W Biblii „żona jest mniej warta niż nieruchomość, ale więcej niż niewolnicy i żywy inwentarz” (s. 118).

Żony i rozwódki

Sytuacja kobiet w Nowym Testamencie nieco się poprawia, wkroczenie Jezusa i jego uczniów jest rodzajem „odwilży” w paternalistycznej i szowinistycznej polityce społeczności Izraelskiej. Nie jest to jednak zmiana radykalna, to raczej reforma niż rewolucja. Dokonuje się ona w Kazaniu na Górze, w którym Jezus zawęża prawo rozwodu tylko do przypadku nierządu, po czym jest dalej kontynuowana w listach Pawła i innych uczniów.

Prawo żydowskie dopuszczało rozwód, choć jego inicjatorem mógł być tylko mężczyzna. W wersji Marka kobieta ma prawo inicjowania rozwodu, gdyż – zdaniem wielu biblistów – adresatami jego Ewangelii byli nieżydowscy wyznawcy Jezusa, podlegający prawu rzymskiemu, w którym kobieta miała prawo wystąpienia o rozwód (s. 107). To była jednak, jak twierdzi Coogan, autorska modyfikacja słów Jezusa (jako Żyd najprawdopodobniej nie brał on pod uwagę kobiecej inicjatywy). Podobna sytuacja ma miejsce w listach Pawła. Idzie on jednak dalej niż Ewangelista: „Pozostałym mówię, ja – nie Pan: jeśli jakiś brat ma niewierzącą żonę, a ona chce z nim żyć, nie powinien się z nią rozwodzić. I jeśli kobieta ma niewierzącego męża, a on chce z nią żyć, nie powinna rozwodzić się ze swoim mężem. Albowiem niewierzącego męża uświęca żona, a niewierzącą żonę uświęca brat. Inaczej wasze dzieci byłyby nieczyste, a tak są święte. A jeśli niewierzący mąż chce się rozwieść, niech się rozwiedzie. Wtedy ani brata, ani siostry nic nie wiąże” (1 Kor 7,12-15).

Współcześnie Kościół rzymskokatolicki dopuszcza rozwód inicjowany, tak jak w prawie rzymskim, przez obie strony, jednak rozwodu udzielić może tylko biskup (zgodnie z przywilejem Pawłowym) lub papież (z godnie z przywilejem Piotrowym). Kościelna hierarchia stanów jest inna niż w Starym Testamencie i nie idzie po linii Święty Mąż – podległa żona, lecz po linii Kapłan (Zakonnik) – świecki (małżonek), ponieważ zgodnie z Nowym Testamentem celibatariusz lepiej naśladuje bezżennego Chrystusa niż małżonek (jakiejkolwiek płci), co jest zresztą zgodne z całościowym poglądem Pawła. Tak zwany przywilej Piotrowy (Mt 16,19) „pozwala katolikowi na rozwód z nieochrzczonym partnerem, jeśli tylko zapragnie on poślubić kogoś ochrzczonego; zasada endogamii jest ważniejsza niż zasada nierozwiązywalności małżeństwa” (s. 113).

Jednak wierząca kobieta pozostająca w małżeństwie z wierzącym mężczyzną ma być posłuszna mężowi, zgodnie z zaleceniem Piotra: „[Żony – przyp. red.] będą pod władzą swoich mężów (…). Tak Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go swoim »panem« – a wy stałyście się jej córkami” (1 P 3,1-6). Paweł także nie pozostawia złudzeń chrześcijankom marzącym o małżeńskiej emancypacji (zob. Ef 5, 22-25), rozwiewa przy okazji wątpliwości co do ewentualnego kapłaństwa kobiet: „Jak we wszystkich kościołach świętych, kobiety powinny milczeć w kościele. Albowiem nie dozwala im się mówić, a one powinny być podporządkowane, jak mówi także Prawo. Jeśli chcą się czegoś nauczyć, niech pytają swoich mężów w domu. Albowiem to wstyd dla kobiety przemawiać w kościele” (1 Kor 14,33-35). „Nie pozwalam żadnej kobiecie, by nauczała lub miała władzę nad mężczyzną” (1 Tm 2,12).

Biblijni feminiści przeciwstawiają paternalizmowi powyższych ustępów, fragment z listu do Galatów, zgodnie z którym w Jezusie Chrystusie „nie ma ani Żyda, ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety” (Ga 3,28). Jednak Coogan przytomnie zauważa, że powyższe „słowa Pawła (…) zinterpretowano dość niedawno nie jako głośną afirmację równości płciowej, ale jako slogan potwierdzający jego głęboką niechęć do seksu i małżeństwa” (s. 69).

Zapomniana córka Jeftego

Każdy wykształcony czytelnik zna historię Abrahama i Izaaka, nagłośnioną przez Sörena Kierkegaarda w Bojaźni i drżeniu. Kto nie słyszał o dramacie ojca, który powziął zamiar złożenia w ofierze swojego jedynego syna? Kto nie słyszał o boskiej interwencji i cudownym ocaleniu Izaaka? A ile osób pamięta o tragicznym losie córki Jeftego?

Gileadczyk Jefte ślubował Panu przed bitwą: „Jeśli wydasz w moje ręce Ammonitów, wtedy cokolwiek wyjdzie z drzwi mego domu, gdy powrócę w pokoju od Ammonitów, będzie należało do Jahwe, i ofiaruję to jako ofiarę całopalną” (Sdz 11,30-31). Po tryumfalnym powrocie Jeftego jako pierwsza wyszła mu na spotkanie – tańcząc – córka (jej imię pozostaje nieznane). Jefte na jej widok rozdarł szaty, wykrzykując: „Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Ty też jesteś wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!” (Sdz 11,35 – BT).

Córka Jeftego pokornie uznała, że ślub musi zostać wypełniony, ale przedtem wyprosiła jeszcze u ojca dwumiesięczne odroczenie egzekucji, by w górskim odosobnieniu opłakiwać swoje dziewictwo. Następnie wróciła do ojca, który „wypełnił na niej swój ślub” (Sdz 11,39). I to już koniec historii. „Co najstraszniejsze, nie ma boskiej interwencji ani przypadkowo zaplątanego w zaroślach barana, ani potępienia za jej śmierć. Dziewczyna sama akceptuje śmierć z ręki ojca, uległa ofiara dla patriarchalnego boga w patriarchalnym społeczeństwie” (s. 45).

To tylko niektóre z wielu wątków poruszanych przez Coogana. Zachęcam do lektury tej arcyciekawej książki każdego, kto chciałby się dowiedzieć, np. który król Izraela miał 700 żon i 300 konkubin, czy Jahwe miał żonę, ewentualnie, dlaczego Sodoma nie ma więcej wspólnego z gościnnością niż z sodomią? Biblia stanowi zdaniem autora wciąż żywą inspirację dla kultury współczesnej, ale nie poprzez przygodne i anachroniczne normy prawne i obyczajowe, którym podlegali jej bohaterowie i autorzy, lecz poprzez jej istotne przesłanie. Ideał biblijny, w tekście często niewidoczny i przesłonięty przemocą, okrucieństwem i niesprawiedliwością, jest jednak – według Coogana – nieustannie obecny w podtekście, a jest nim „pełna wolność i równość wszystkich osób bez względu na ich status społeczny, płeć, pochodzenie etniczne, wiek czy orientację seksualną” (s. 213).

W konkluzji swojej książki autor zapisuje sugestię, którą powinni sobie przyswoić dzisiejsi głosiciele Słowa Bożego: „Nauki biblijne musiałyby jak Konstytucja dowieść swej elastyczności, możliwości dostosowywania się do nowych sytuacji, bardzo odmiennych od ich pierwotnych kontekstów. I podobnie jak Konstytucja Biblia musi być interpretowana – interpretowana krytycznie – aby mieć pewność, że ta podskórna zasada miłości sąsiada faktycznie się stosuje. Zasadę tę wyraża Kpł 19,18 i wielokrotnie powtarza ją Jezus (Mt 22,34-40; Mk 12,28-31) i jego zwolennicy, jak Paweł: „»Nie cudzołóż«, »Nie zabijaj«, »Nie kradnij«, »Nie pożądaj« i wszystkie inne przykazania zbiegają się w tym powiedzeniu: »Miłuj sąsiada swego jak siebie«. Miłość nie szkodzi sąsiadowi, dlatego miłość jest wypełnieniem prawa (Rz 13,9-10; zob. też Ga 5,14; Jk 2,8)” (s. 213-214).

Podążając za interpretacją Coogana i za logiką biblijnego podtekstu, pozostaje uzupełnić tekst Pawła o następujący ustęp: Miłość jest wypełnieniem prawa, dlatego miłuj sąsiadkę i sąsiada swego jak siebie samego, jak siebie samą.

_

Michael Coogan
Bóg i seks. Co naprawdę mówi Biblia
Tłum. Agna Onysymow
Aletheia, Warszawa 2011, s. 222

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter