70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Chwila i trwanie

Nowa książka Adama Zagajewskiego podszyta jest buntem przeciw stanowi rzeczy, w który wpisana została ludzka śmiertelność. Przemijanie zderza się z tęsknotą za życiem duchowym.

Autobiograficzny esej Lekka przesada to swego rodzaju dziennik bez dat, który dałoby się jednak umieścić w czasie, zapis lektur, podróży i „chwil blasku”, spotkań z ludźmi, obrazami, muzyką, a nawet z drzewami. W jednej ze swoich warstw jest także ważnym dokumentem kultury środowiska, opowieścią o dawnych lwowianach skazanych na wygnanie, ich słabościach i sile. Panuje tu dyskretne, przekorne poczucie humoru, sąsiadujące z prawdziwym smutkiem, ale takim, który pomaga, a nie przygnębia.

W tomie Zagajewskiego przeważa – jak w diariuszu – czas teraźniejszy. Przywoływana jest przeszłość, ale prawie nie ma nostalgii – została ona zarezerwowana dla poprzedniego pokolenia, dla tych, którzy nagle utracili swój świat. Mamy też trochę czasu przyszłego – zapowiedź tego, co będzie dalej, wierszy, które dopiero powstają.

Poeta dzieli się z czytelnikiem lekturami, kompletuje coś w rodzaju przenośnej biblioteczki: wybiera książki niewielkich rozmiarów i zarazem najbardziej pożywne dla ducha (nic dziwnego, że przeważa tu poezja i aforystyczna filozofia, której dwa bieguny reprezentują Simone Weil i Emil Cioran). Lekką przesadę można otwierać w dowolnym miejscu i odnajdywać fragmenty o różnej tonacji. Jednak czytana linearnie odsłania jak ściśle i na wielu poziomach jej tematy są ze sobą powiązane oraz jak, z precyzją kompozycji muzycznej, nawracają w niej poszczególne motywy.

„Lekka przesada”, wyrażenie zaczerpnięte przez Zagajewskiego z wypowiedzi ojca – odległego od literatury reprezentanta nauk technicznych – to nie tylko „bardzo dobra definicja poezji”, ale także każdej autobiografii, rozpiętej między zmyśleniem i prawdą. Wspomnienie sytuuje się między rzeczowością a przesadą, którą autor znajduje nawet w lakonicznych wspomnieniach zmarłego niedawno ojca zatytułowanych skromnie Od przypadku do przypadku. Ojciec, precyzyjny i racjonalny, zostaje przyłapany nie na kłamstwie, ale właśnie na nieświadomych wyolbrzymieniach.

Wyraźniejsze staje się w tym eseju wspomnienie matki, której postać – podobnie jak w wierszach – wychodzi z cienia. Portretując rodziców autor sytuuje się na antypodach niedyskrecji. Buduje napięcie między pragnieniem opowiadania a powściągliwością introwertyka. Pierwsze zdanie to przekorna deklaracja: „I tak wszystkiego nie opowiem”.

Poeta przypomina podział nauk (którego twórcą był „brodaty Wilhelm Windelband”, neokantysta) na idiograficzne i nomotetyczne. Pomaga mu to powiedzieć coś istotnego nie tylko o twórczości Iwaszkiewicza, lecz także własnej. Autor Brzeziny skupiony jest na konkrecie, na pojedynczym istnieniu, „absolutnie idiograficzny”. Sam Zagajewski nie wydaje się tak bliski tego bieguna, ale z pewnością też nie wyprowadza ogólnych praw z opisywanych przez siebie niepowtarzalnych chwil. Można zaryzykować twierdzenie, że dawnego słuchacza wykładów o Kancie bardziej dziwi, jak jest możliwe wypowiadanie sądów syntetycznych a posteriori aniżeli sądów syntetycznych a priori.

W Lekką przesadę wpisany jest esej o wygnanych. Rodzice i dalsi krewni reprezentują świat inteligencji Lwowa przeniesiony po wojnie do Gliwic. Zagajewski uniwersalizuje temat wygnania (zrobił to już kiedyś w wierszu Jechać do Lwowa) – wędrowność i bezdomność staje się u niego metaforą egzystencji.

Autor W cudzym pięknie komentuje dzieła innych, czyta korespondencje i biografie twórców. Jest wśród nich Tomasz Mann, z którego bohaterami poeta od dawna jest zaprzyjaźniony. Na pierwszy rzut oka nie widać wśród nich postaci tytułowej jednego z najlepszych opowiadań, Tonia Krögera. Jednak Zagajewski zna dobrze syna konsula Krögera, który starał się łączyć dziedzictwo rzeczowego ojca i kochającej muzykę matki, chciał pogodzić linie ludzi osiadłych i wędrownych artystów, „Cyganów na zielonym wozie”.

W Lekkiej przesadzie przewija się wątek „podejrzenia”, jakie żywią wobec artystów zwyczajni, solidni przedstawiciele różnych zawodów (jest wśród nich także małomówny profesor politechniki). Bohater Manna musiał się wylegitymować korektą swojego utworu, u Zagajewskiego jest emigracyjne wspomnienie odwiedzin w paryskim urzędzie poświadczającym status zawodowy artystów-cudzoziemców.

Wczesnomodernistyczna opozycja życia i sztuki oraz anachroniczny już w latach młodości Zagajewskiego konflikt artysty z mieszczaninem zostają w eseju poety przewrócone na nice. To mieszkańcy miasta (nie tylko Lwowa) stali się w połowie XX wieku nomadami, a artysta, żeby być w twórczej niezgodzie z duchem czasu, musiał bronić tego, co mieszczańskie – krytyka pokonanych byłaby zbyt łatwa i moralnie wątpliwa.

W Lekkiej przesadzie, wyraźniej może nawet niż we wcześniejszych esejach, Zagajewski posługuje się cienką kreską ironii (jednak bez gorzkiego sarkazmu). Jej ostrze nie jest jednak skierowane przeciwko komuś konkretnemu, ale – to zbliża ją do ironii romantycznej – przeciw samemu stanowi rzeczy, w który wpisana jest ludzka śmiertelność. Przemijanie zderza się z tęsknotą (i tylko tęsknotą) za życiem duchowym.

Lekkość, z jaką została napisana książka, jest zwodnicza. Pod swobodną, niemal konwersacyjną narracją kryje się wiele tajemnic i dużo mroku. Esej Zagajewskiego, podobnie jak jego wiersze, „rośnie na sprzeczności, ale jej nie zarasta”, pozostawia miejsca, poprzez które przeziera coś, co dla jednych jest nierzeczywiste, dla innych – prawdziwe i wcale nie jest przesadą.

Adam Zagajewski

Lekka przesada

Wydawnictwo a5, Kraków 2011, s. 247

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata