70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Tempi passati

Inteligencja była potrzebna wtedy, kiedy demokracja była w gruncie rzeczy w stanie raczkującym, a teraz to jest zupełnie co innego.

Czy potrzebna jest nam dziś zaangażowana, etosowa inteligencja?

Nie. Potrzebne jest zupełnie co innego, co określiłbym mianem poważnej debaty na temat stanu demokracji, aktualnej filozofii politycznej, stanu społeczeństw. Debaty prowadzonej z dobrą wolą i według odpowiednich reguł, ale nie przez etosową inteligencję, tylko przez ludzi, którzy coś na ten temat wiedzą.

Nie jest nam potrzebna inteligencja, która – jak mówi Sławomir Sierakowski – jest „nonkonformistyczna, ideowa, skłonna do poświęceń, gotowa do działania w służbie najsłabszych grup społecznych”?

Nie, nie jestem przekonany. Myślę, że to jest bardzo piękne sformułowanie, ale z czasów pozytywistyczno-socjalistycznych, a my dzisiaj takich nie mamy.

Z drugiej strony podobnie, choć w nieco innych słowach, wypowiadała się parę lat temu Magdalena Gawin, mówiąc, że odradza się wreszcie etosowa inteligencja w Polsce. Dlaczego Pańskim zdaniem wraca się do tych dawnych form?

Myślę, że sądzi się przesadnie, że ważne są pewnego rodzaju postawy społeczne i wzorce, lekceważy się natomiast to, że – mówiąc brutalnie – Fukuyama jednak miał odrobinę racji. Myśmy osiągnęli pewien stan demokracji, którego – przy wszystkich zastrzeżeniach – wielu z nas zapewne nie chciałoby likwidować, uważamy natomiast, że ta sama demokracja powinna być poprawiana i to radykalnie poprawiana, a do tego nie jest potrzebna zaangażowana inteligencja. Potrzebujemy raczej pogłębionej refleksji filozoficznej, socjologicznej, z dziedziny historii idei. Dla przykładu – żeby rozwiązać problem nierównych szans w Polsce, który jest problemem moim zdaniem dramatycznym, nie trzeba nam etosowej inteligencji, tylko szeregu konkretnych działań, które robione są albo w staroświecki sposób, po prostu pomaga się finansowo młodym ludziom z terenów zacofanych, albo bardziej strukturalnie, próbuje się zmienić poglądy społeczeństwa na ten temat, upowszechnić idee solidarności społecznej – ale to robi się przez politykę, przez działania zasadnicze. Takich poważnych rzeczy nie zmieni się za pomocą takich poczciwości o zabarwieniu socjalistycznym lub czasami także endeckim, z okresu wczesnej endecji.

Częścią tego myślenia jest, jak sądzę, przekonanie, że ciągle istnieje jakaś odrębna inteligencka warstwa. Czy Pańskim zdaniem tak jest rzeczywiście?

Coraz bardziej myślę, że nie. Sądzę, że istnieje pewien rodzaj ludzi, którzy należą do warstwy oświeconej, ale to nie jest to, co było kiedyś w Polsce (i nie tylko) inteligencją, i co już w tej chwili mija. Teraz to jest rodzaj warstwy oświeconej, do której należą ludzie ze wszystkich klas, najczęściej z klasy średniej, tak ją nazwijmy, i średniowyższej – i ta warstwa oświecona to są ludzie wielu zawodów. To są ludzie ciekawi świata, a nie ludzie, którzy mają jakieś poczucie misji i wspólnoty. Nie, nie, tego nie ma. Wszystko jedno czy to dobrze, czy źle. Nie umiem powiedzieć, czy to dobrze, czy źle, natomiast to już nie istnieje i to raczej nie wróci.

To jak w takim razie ocenia Pan powroty do tradycji – czy to Brzozowskiego, czy też tradycji niepokornych. Ostatnio znów odbyło się kilka debat na temat książki Bohdana Cywińskiego.

Wie Pan, to trochę z braku laku. Jeżeli się nie myśli dostatecznie, to się sięga po stare wzory. Jestem ostatnią osobą, która chce lekceważyć stare wzory, te czasem bywają bardzo interesujące. Z Brzozowskiego na przykład można bardzo wiele ciekawych rzeczy wyciągnąć, jeśli podejdzie się do tego filozoficznie, a nie właśnie etosowo, że tak powiem, i do wielu innych myślicieli też warto wracać. Sprawa niepokornych natomiast to jest już kompletnie – moim zdaniem – tempi passati. To jest pewien rodzaj sentymentalizmu, to znaczy naprawdę to, co dzisiaj jest potrzebne, to niestety olbrzymia doza postaw pragmatycznych. Wracając do przykładu nierówności szans – jeżeli w wielu szkołach na wsi nie ma angielskiego, to te dzieci są z góry skazane na gorszy start życiowy. Trzeba zatem zadbać o ten angielski w szkole, a nie o etos i sięgać po Brzozowskiego, to nic nie pomoże. Chodzi o to, żeby znaleźć ludzi i odpowiednio ich opłacić, żeby chciało im się uczyć angielskiego w małej miejscowości. To zupełnie inne sprawy. Problemy współczesnej demokracji mają, po pierwsze, przede wszystkim charakter pragmatyczny i, po drugie, oczywiście, na bardzo wysokim poziomie, charakter ideowy – kwestia solidarności społecznej i jak zawsze sprawa walki z radykalnym indywidualizmem. To są problemy, które podejmują komunitarianie, ze średnimi sukcesami, ale próbują to czynić praktycznie po prostu. Za Michaelem Sandelem czy Michaelem Walzerem idą różne działania, w Ameryce zwłaszcza, bardzo interesujące, praktyczne, urbanistyczne.

Inteligent jako osoba wykształcona czy oświecona powinien zatem skupiać się przede wszystkim na kwestii budowania programów, a nie na bezpośrednim działaniu?

No, nie, nie tylko, budowania programów, ale pragmatycznych, co w jakimś sensie jest też praktyką społeczną, ale nie na zasadzie doktora Judyma, tylko raczej próby budowania np. partii politycznych, które będą uwzględniały te wszystkie zasadnicze problemy demokracji. Dzisiejsze partie są w znacznej mierze, jeśli można tak powiedzieć, zacofane w stosunku do kryzysu demokracji. Są ciągle klasycznie demokratyczno-liberalne i nie zdają sobie sprawy – na co niektórzy filozofowie już zwracają uwagę – z takich problemów jak kryzys indywidualistyczny, kryzys konsumpcjonistyczny, kryzys braku solidarności, braku zaufania, tych wszystkich znanych rzeczy, ale bardzo ważnych, wręcz zasadniczych. Partie polityczne tych problemów nie potrafią podjąć i to jest zagadnienie. Wzory pewnych postaw przestają mieć sens, ponieważ sytuacja się zmieniła. I wiemy, że się zmieniła, w jakimś sensie żyjemy w stabilnym świecie, w którym wojna domowa – najsilniejszy motyw walki o demokrację przez prawie dwieście lat – wydaje się na granicy niemożliwości. Nawet jeśli prowadzona jest werbalnie, to na werbalnym poziomie się kończy i mamy z nią raczej do czynienia w krajach postkomunistycznych, gdzie jeszcze nie ustabilizowała się demokracja, a nie w krajach stabilnej demokracji. W związku z tym zadania demokracji uległy zmianie, czego zarówno politycy, jak i wielu intelektualistów nie chce przyjąć do wiadomości.

I stąd ciągłe repetycje, renesansy, powroty do dawnych wzorów.

Tak. Wszyscy wiemy, że mamy kryzys zaufania, powtarzane to jest setki razy, tylko jak sobie poradzić z tym kryzysem – czy to ma być etos klasycznego socjalizmu, który przywróci to zaufanie, czy też mamy szukać jakiś innych, zupełnie nowych metod. Ja jestem przekonany, że to muszą być zupełnie nowe sposoby. Powtarzanie tamtych nieaktualnych dziś wzorów to jest pewnego rodzaju słabość, polegająca na tym, że nie próbuje się wymyślić czegoś, co by było naprawdę inne, nowe i stosowne do rzeczywistości zmienionej, w jakiej żyjemy. Ja wiem, że to jest bardzo trudne, bo ja też nie mam takich gotowych recept, ale w każdym razie zachęcam innych i siebie samego, żeby w tym kierunku myśleć, a nie w kierunku repety pewnych etosów, szlachetnych, ale minionych. Inteligencja była potrzebna wtedy, kiedy demokracja była w gruncie rzeczy w takim raczkującym stanie, a teraz to jest zupełnie co innego. Musimy wymyśleć sposoby na stworzenie rzeczywistej wspólnoty demokratycznej, a nie pół-fikcyjnej – sprawy są inne i już. Ja rozumiem działania ludzi, czy to z „Krytyki Politycznej”, czy też z innych grup idące w tę stronę, ponieważ to jest – wydaje się – takie miłe, ciepłe i z dobrą – że tak powiem – tradycją, ale co z tego?!

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter