70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dżennet i inni

Dżennet Abdurachmanowa miała 17 lat. Na zdjęciu, które przedrukowały ostatnio dziesiątki gazet na całym świecie, widać jej dziecięcą jeszcze, okrągłą buzię, ujętą w ramy czarnego hidżabu. Dziewczyna pozuje z podniesionym do góry pistoletem.

Towarzyszy jej Umałat Magomedow, dowódca jednej z muzułmańskich grup zbrojnych z Dagestanu w północnym Kaukazie, który – zdaniem rosyjskich władz – był jej kochankiem czy mężem. Trudno powiedzieć, kiedy zrobiono tę fotografię. Najpewniej w ubiegłym roku, a jeśli tak, to przed końcem grudnia, bo wtedy Magomedow miał zginąć w potyczce z rządowymi siłami bezpieczeństwa. Trzy miesiące później, 29 marca, w porze porannego szczytu, Dżennet – jako jedna z dwóch tego dnia „czarnych wdów” – dokonała samobójczego zamachu w moskiewskim metrze. W wyniku eksplozji na stacjach Łubianka i Park Kultury zginęło czterdzieści osób. Ładunek zdetonowany przez Dżennet zabił przeszło dwadzieścia. Wkrótce potem samozwańczy emir Kaukazu Doku Umarow (warto pamiętać, że dobre kilka lat temu konflikt czeczeński rozlał się na inne części regionu, ulegając w międzyczasie wyraźnej islamizacji) w nagranym na wideo wystąpieniu przyznał, że zamach przeprowadzono na jego rozkaz, po to by Rosjanie poczuli, iż wojna w każdej chwili może przenieść się z południowych rubieży Federacji Rosyjskiej do samego jej centrum.

Ataki terrorystyczne, mające na celu wywołanie maksymalnych strat wśród ludności cywilnej, pozostają aktami barbarzyńskiej przemocy niezależnie od stopnia prowokacji czy doznanych krzywd, jakimi się je czasem uzasadnia. Obowiązkiem każdej władzy państwowej jest tropienie sprawców, ich wspólników i mocodawców. W tym sensie oficjalne reakcje Kremla są zrozumiałe – z tym, że problem Moskwy jest dużo szerszy. Bo nawet jeśli policyjna operacja zakończy się sukcesem, to konflikt w całym regionie – od Dagestanu po Karaczajo-Czerkiesję – podsycany mieszanką nacjonalizmów, korupcji i represji miejscowych władz oraz rozpowszechnionej wśród ludów Kaukazu kultury zemsty rodowej, bynajmniej nie zostanie zażegnany. Praktycznie we wszystkich częściach północnego Kaukazu funkcjonują dziś luźno ze sobą powiązane grupy zbrojnych dżihadystów, prowadzące w podziemiu działalność rekrutacyjną. Czy rozwiązaniem problemu jest wzmacnianie struktur siłowych i dawanie wolnej ręki politykom pokroju Ramzana Kadyrowa (promoskiewski prezydent Czeczenii), bezwzględnie zwalczającym wszelkie przejawy opozycji? Jeśli dotychczasowym celem takiej polityki miało być zagwarantowanie spokoju w Moskwie, to marcowe eksplozje drastycznie podważyły jej skuteczność. Na dłuższą metę trudno sobie wyobrazić pokój na Kaukazie bez wzmocnienia autonomicznych struktur przedstawicielskich (ze wszystkimi tego konsekwencjami, również finansowymi), które przekonywałyby zarówno głównych aktorów politycznych w regionie, jak i miejscowe społeczności o sensie i korzyściach płynących ze stabilizacji oraz państwowej łączności z Moskwą. Kłopot w tym, że takie rozwiązania bywają kosztowne, nie sprzyja im „tradycja”, a dodatkowo ich wprowadzenie komplikuje morze przelanej w Czeczenii i wokół niej krwi. Dylemat jest zatem oczywisty. Przypadek 17-letniej Dżennet, „cichej i spokojnej uczennicy”, która przepięknie ponoć recytowała wiersze w wiejskiej szkółce w Dagestanie, powinien jednak dać do myślenia decydentom, którym polecono wypracować odpowiednią reakcję na moskiewskie zamachy.

Z zagadką motywacji masowych zbrodni, dokonywanych w imię wspólnotowego interesu, muszą się też zmierzyć władze stanu Plateau w środkowej Nigerii, gdzie po raz kolejny w ostatnim czasie doszło do krwawych starć na tle etniczno-religijnym. Tym razem 7 marca w okolicach miasta Jos (500-tysięczna stolica stanu) zbrojne gangi zaatakowały nocą mieszkańców chrześcijańskich wiosek i osiedli (przez Plateau przebiega granica między muzułmańską północą a chrześcijańskim południem kraju). Liczba ofiar śmiertelnych nie jest dokładnie znana, ale sądzi się, że było ich ponad dwieście. Zginęli w odwecie za masakry ze stycznia tego roku, kiedy to w podobnych okolicznościach śmierć poniosło przeszło czterysta osób, w większości muzułmanów. „Zabiłem troje ludzi” – mówił w obecności brytyjskiego dziennikarza jeden z podejrzanych o udział w najnowszych starciach. – „Dwóch mężczyzn i kobietę. Zabiłem ich przy pomocy pałki i noża. Ale w czasie poprzedniego kryzysu oni [tzn. chrześcijanie z plemienia Berom] zabili moich braci”. Autor reportażu BBC o tych wydarzeniach twierdził, że podejrzany był bardzo młody, miał „twarz dziecka” i bał się stojących w pobliżu policjantów.

Mniej więcej od 1999 roku środkowa Nigeria jest areną brutalnego konfliktu, który pochłonął życie już kilkunastu tysięcy ludzi. Po styczniowej eksplozji przemocy pełniący obowiązki prezydenta Goodluck Johnson (chrześcijanin z południa) wysłał do Plateau silne oddziały wojska, ale – jak się okazało – sama obecność żołnierzy okazała się niewystarczająca, by zapobiec krwawemu rewanżowi (trzeba wiedzieć, iż wojskowi mają reputację jednej z najbardziej skorumpowanych grup zawodowych w Nigerii). Religia nie jest jedynym czynnikiem wyznaczającym linie podziałów w Plateau, gdzie silnie podkreśla się różnice między „autochtonicznymi” grupami chrześcijańskimi bądź animistycznymi (między innymi wspomniani wcześniej Berom) a muzułmańską ludnością „napływową” (najczęściej z ludu Hausa). Dodatkowo odrębność przybyszów wzmacniają sympatie polityczne: „napływowi” często popierają opozycyjną Nigeryjską Partię Ludową (ANPP) w odróżnieniu od preferowanej przez „miejscowych” Ludowej Partii Demokratycznej (PDP). Na to wszystko nakładają się zarzuty o dyskryminację i obawy przed narzucaniem szariatu współobywatelom wyznającym inne religie. Jak dotąd zarówno centralne, jak i stanowe władze okazują się bezradne wobec konfliktu, co w dłuższej perspektywie nie najlepiej wróży temu najludniejszemu państwu Afryki. Zaniedbywane problemy religijno-etnicznego pogranicza sprzyjają bowiem radykalizacji, a ta z reguły zwiększa zaciekłość konfliktów i w końcu prowadzi do zaangażowania sił zewnętrznych.

6 kwietnia 2010

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata