70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W poszukiwaniu tożsamości

Bóg nie jest pojedynczy. Jest On zjednoczeniem i komunią oddającej siebie w darze owocnej miłości. Dla Katriny Zeno jest to fundament rozważań o Bogu i człowieku. Bóg działa, mając na celu zjednoczenie, a nie podział i cierpienie.

Termin „nowy feminizm” budzi kontrowersje, czemu trudno się dziwić, zważywszy na to, że nikt go nie zdefiniował. Większość katolików nie zna dokumentów Kościoła, w tym encykliki Evangelium vitae (1995), w której znalazło się to brzemienne w konsekwencje zdanie:   

W dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu kobiety mają do odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania: mają stawać się promotorkami „nowego feminizmu”, który nie ulega pokusie naśladowania modeli „maskulinizmu”, ale umie rozpoznać i wyrazić autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego, działając na rzecz przezwyciężenia wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku (Evangelium vitae, 99).

Tylko tyle i aż tyle. Powyższe słowa wywołały zainteresowanie teolożek feministycznych, ale i zgorszenie wśród pozostałych feministek. Pierwsze podkreślają to, że „feminizm” znalazł w Kościele pozytywny wydźwięk, drugie oskarżają Papieża o zawłaszczenie nazwy do celów sprzecznych z ideą ruchu. Również katolicką recepcję trudno uznać za wyważoną. Działaczki ruchu pro-life redukują „nowy feminizm” do walki o obronę macierzyńskiej roli kobiety, pomijając fragmenty nowatorskie. Według integrystów nauczanie Jana Pawła II jest zbyt śmiałe, „skażone” otwartością Soboru Watykańskiego II, a przecież chrześcijanin, idąc pod prąd kultury, musi być otwarty na „znaki czasu”. Siłą czerpiącego ze źródła Objawienia Kościoła jest zdolność niesienia Dobrej Nowiny przez historycznie zmienne epoki. Nie wyklucza to korzystania z wiedzy naukowej. Rola kobiety nie już ani bezdyskusyjna, ani oczywista: 

Kościół poprzez swoją wiarę, a także dzięki życiu wielu kobiet chrześcijańskich nie przestaje – i winien to czynić zawsze – odczytywać planu Boga względem kobiety. Nie można też zapominać o wkładzie, jaki wnoszą tu różne gałęzie wiedzy o człowieku i rozmaite kultury; mogą one przy właściwym podejściu dopomóc w uchwyceniu i określeniu wartości i wymogów należących do tego, co w kobiecie jest istotne i niezmienne, a także tych, które się wiążą z historyczną ewolucją tych kultur (Christifideles laici, 50)[1].

Nowe feministki pytają: kim jest kobieta? Wiele cennych wskazówek można znaleźć w książce Podróż kobiety Katriny J. Zeno – teologa i samotnej matki (jej małżeństwo unieważniono), która z pasją tańczy tango, publikuje, wygłasza rekolekcje i popularyzuje teologię ciała. W Stanach Zjednoczonych założyła ruch Women of the Third Millennium. W swojej książce, która ukazała się w Polsce dzięki współpracy Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie i wydawnictwa „W drodze”, poruszyła wiele istotnych kwestii, odwołując się do osobistego doświadczenia kobiety.   

 

Nowy feminizm po amerykańsku 

Książka Katriny Zeno jest przeznaczona dla tych, którzy wychodzą poza stereotypowe schematy myślowe. Nowy feminizm w wydaniu autorki jest szaloną przygodą w poszukiwaniu sensu bycia kobietą i mężczyzną. Nie ma tu prostych recept, są za to nieodkryte wyspy i zakopane w pamięci archetypy. Zeno była wzorową uczennicą, ukończyła szkołę z wyróżnieniem, w wieku 19 lat wyszła za mąż za swoją licealną miłość, ukończyła college na trzecim miejscu pod względem wyników na roku i otrzymała nagrodę dla studenta ostatniego roku teologii. Mąż założył firmę, ona urodziła syna. Kiedy okazało się, że mąż ma problemy osobowościowe i małżeństwo zaczęło się rozpadać, rozsypał się też cały klarowny, zaplanowany świat. Została samotną matką, jej katolicka wspólnota nie przetrwała, rodzina mieszkała daleko. Autorka opisuje, jak bardzo cierpiała z powodu pęknięcia tożsamości. Walka, jaką stoczyła, aby ją odbudować, ukształtowała dojrzałą kobietę, która potrafi dać przekonujące świadectwo życia, wiary i spełnionej kobiecości.

Katrina Zeno pokazuje nauczanie Jana Pawła II z perspektywy młodej Amerykanki, dla której prawa człowieka, wolność i sprzeciw wobec dyskryminacji są czymś oczywistym. Recepcja jej książki zależy w pewnym stopniu od kontekstu kulturowego. Amerykanki mają za sobą rewolucję seksualną, kontrkulturę, drugą falę feminizmu z lat 60. i 70. ubiegłego wieku.  Polki w tym czasie tkwiły za żelazną kurtyną: nasza tradycja od wieków podporządkowywała dobro jednostki wspólnocie narodowej i rodzinnej, zaś realny socjalizm zaszczepił w nich mentalność kolektywistyczną. Pojęcia poświęcenia i służby są wpisane w polską martyrologię. Polki często rezygnowały z samorealizacji i szczęścia osobistego na rzecz bardziej wzniosłych celów, bardziej dbając o innych niż o siebie.

Dwie inne rzeczy odróżniają jeszcze Podróż kobiety od rodzimego „nowego feminizmu”. Po pierwsze, nowy feminizm jest tu pokazany jako kontynuacja rozważań zapoczątkowanych w teologii ciała (co jest w pełni zgodne z intencjami Jana Pawła II), nie zaś jako kompilacja feminizmu i katolicyzmu lub sposób legitymizacji teologii feministycznej. Po drugie, przymiotnik „nowy” nie zmienia faktu, że nadal chodzi tu o feminizm, czyli ruch społeczny, którego celem jest poprawa sytuacji kobiet i budowa kultury sprzyjającej tak zwanym kobiecym wartościom.

 

Kobieta i mężczyzna 

Podróż w poszukiwaniu tożsamości jest doświadczeniem wielu współczesnych kobiet:

W wyniku umniejszania wartości kobiety współczesny świat utknął pomiędzy dwoma skrajnymi stanowiskami. Z jednej strony mamy do czynienia z kobietami niezauważającymi żadnych większych różnic pomiędzy obiema płciami i twierdzącymi, że wszelkie rozbieżności należy ignorować. Z drugiej strony są kobiety, których zdaniem różnice pomiędzy płcią męską i żeńską są fundamentalne, przy czym tę drugą uważać należy za doskonalszą.

Znalazłam się dokładnie w tym miejscu – w samym środku walki płci. Czy kobiety i mężczyźni są tacy sami, czy też różni? Czy płeć została nam narzucona przez kulturę, czy jest raczej częścią naszego jestestwa? Czy mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus? … albo z jeszcze innej planety?

Na szczęście nie musiałam toczyć tej walki samotnie – przede mną do boju ruszył Jan Paweł II (s. 29-30).

Według Katriny Zeno kobieta i mężczyzna są równi, gdyż dzielą tę samą naturę, lecz równocześnie różni, bo zostali powołani do zjednoczenia i komunii. Punktem wyjścia tożsamości kobiety jest „córostwo”: zanim stała się kimkolwiek innym, była córką Ojca. Już to czyni książkę wyjątkową –   przeciwnikiem ruchu feministycznego jest przecież patriarchat (system władzy ojcowskiej). Bóg Katriny Zeno nie jest kontrolerem, policjantem ani sędzią, lecz Osobą ciepłą i bliską. Na tyle bliską, że nie polega ona na własnych siłach, lecz ufa Jego trosce. Bóg chce być obecny w naszych konkretnych, codziennych problemach. Trzeba wiele pokory, by przyjąć tę pomoc, uznać swoją zależność.

Kobieta jest także oblubienicą i matką, a jej powołaniem jest miłość i tworzenie kultury miłości. Dar z siebie nie może być bezsensowną ofiarą, wymaga siły i umiejętności mówienia „nie” w sytuacji, gdy ktoś chce z kobiety uczynić wycieraczkę (Tylko nie wycieraczki! to jeden ze śródtytułów książki), wykorzystywać, bić, poniżać. Aby zmienić kulturę rywalizacji na taką, w której wszystkie kobiety będą mogły bezpiecznie być sobą i uczyć innych szacunku dla słabszych, trzeba kobietom:

– otworzyć na oścież świat, czyli zapewnić jak najszerszy dostęp do wszystkich sfer kultury, gospodarki, polityki itd.,

– otworzyć na oścież Kościół, czyli umożliwić wykładanie teologii, uczestnictwo w służbie liturgicznej, radach duszpasterskich i administracyjnych, synodach diecezjalnych, kuriach i sądach kościelnych itd.,

– otworzyć na oścież dom, a więc umocnić ich rolę w rodzinie i stworzyć warunki do aktywnego udziału w budowaniu społeczeństwa, aby nie odbywało się to kosztem najbliższych.

Zeno, wbrew stereotypom, pisze, że zarówno wyjątkowość indywidualna, jak i relacyjność są cechami obu płci. Rozważaniom o męskiej naturze poświęciła najciekawszy według mnie rozdział książki, uzupełniając przy okazji lukę w kościelnym nauczaniu:

Często otaczają mnie kobiety, które pytają: „A co z mężczyznami?”. Miałam nadzieję, że Jan Paweł II mnie wybawi z tej opresji i wyda list apostolski o godności i powołaniu mężczyzny, ale on tego nie uczynił (s. 141).

Tradycyjne interpretacje obwiniały Ewę o grzech pierworodny, traktując Adama jako współodpowiedzialnego lub w ogóle pomijając jego rolę. Zeno pyta, gdzie był Adam, gdy Ewa zrywała owoc z drzewa poznania? Był obok, ale wybrał milczenie, zrzucając całą winę na kogoś innego. Ucieczka w bierność, gdy w relacji zaczyna się psuć, to „typowe” zachowanie mężczyzn. Konsekwencją grzechu jest męska dominacja, dążenie do władzy, przywłaszczania kobiety, jej uprzedmiotowienia. Tymczasem męska natura jest kapłańska: każdy jest powołany do kapłaństwa duchowego (do urzędowego – tylko nieliczni), jest ono „wplecione w strukturę męskiego jestestwa”. Kapłańska natura mężczyzny polega na oddaniu swego ciała i krwi dla uświęcenia świata. Ta ofiara miłości wymaga całkowitego wyrzeczenia się siebie, analogicznie do ofiary Chrystusa, choć realizuje się w życiu codziennym, w relacjach z innymi. Kapłaństwo duchowe wymaga powrotu do źródeł męskiej tożsamości i pokrywa się z ojcostwem. Macierzyńska natura kobiet i kapłańska natura mężczyzn są komplementarne.

Socjalizacja do bezinteresownego daru z siebie wyłącznie kobiet może prowadzić do tragicznych skutków, gdy mężczyźni nie umieją daru odwzajemnić. To mężczyzna jest odpowiedzialny za ochronę wzajemnego obdarowywania się i komunię osób. Brak komplementarnej formacji jest, według mnie, grzechem zaniedbania ze strony Kościoła, a oczekiwanie na stosowny dokument o powołaniu mężczyzny – bardzo uzasadnione.

Czy dusza ma płeć?

Bóg nie jest pojedynczy. Jest On zjednoczeniem i komunią oddającej siebie w darze owocnej miłości. Dla Katriny Zeno jest to fundament rozważań o Bogu i człowieku. Bóg działa, mając na celu zjednoczenie, a nie podział i cierpienie. Oblubieńczość Boga w Trzech Osobach dobrze rozumieją kobiety obdarzone „geniuszem relacyjności”[2]. Szkoda, że autorka nie pokusiła się o komplementarne zdefiniowanie geniuszu męskiego…

Podróż kobiety jest dość spójną, barwnie napisaną historią odkrywania kolejnych elementów nowej tożsamości. Można polemizować z wieloma kwestiami, choćby z koncepcją duchowego macierzyństwa jako fundamentalnego powołania kobiet. W 2007 roku Tomasz T. Terlikowski pisał w „Znaku”: 

To, co duchowe, przyćmiewa to, co materialne, przesłania je sobą i staje się pierwotne. Przykładem takiego myślenia może być książka Podróż kobiety Katriny J. Zeno. Autorka tak jest bowiem pochłonięta wychwalaniem duchowego sensu kobiecości, że niemal niknie jej z oczu wymiar biologiczny. (…) Problem polega na tym, że nie ma nic takiego jak czysto duchowe macierzyństwo czy ojcostwo. Oba te powołania realizują się bowiem w konkrecie materialności, w nużącej codzienności. Nie ma ich bez podcierania pupy niemowlakowi, zmieniania pieluszek, kłótni z rozwrzeszczanym czterolatkiem czy łez wylanych przy łóżku chorego[3].

Wydaje mi się, że Tomasz Terlikowski przesadza, pisząc o duchowości pozbawionej cielesności – autorka sama musiała wychowywać syna. Trafia natomiast w sedno, jeśli chodzi o idealizację i przełożenie pewnych tez na konkretne realia życiowe. Macierzyństwo duchowe nie poprawia w żaden sposób statusu osób bezdzietnych czy niezamężnych w Kościele, a uznanie tożsamości „matki duchowej” jako tożsamości naturalnej i obligatoryjnej jest w wypadku wielu z nich trudne do zaakceptowania. Największe zastrzeżenia mam jednak do ostatniego rozdziału książki. Powstał on później jako pomysł matki autorki i wyraźnie odstaje od lekkości wywodu poprzednich części. Jego tytuł – Kapłaństwo kobiet: dlaczego nie? – od razu sprowadza nas na ziemię, zmuszając do odpowiedzi krytykom stanowiska Kościoła w tej sprawie. Gdyby Zeno pozostała przy racjonalnej analizie, wyszłaby obronną ręką z tej potyczki, pokusiła się jednak o zintegrowaną „odpowiedź głowy, serca i wiary”. Trudno przekonać wątpiących, że kapłan musi być płci męskiej, gdyż jest Oblubieńcem, drugim Chrystusem (s. 171), skoro zaledwie kilka stron wcześniej mężczyzna był jeszcze zarazem i oblubienicą, i oblubieńcem… (s. 160). Najbardziej razi mnie fragment dotyczący płci duszy. Jeśli dusza ma płeć, jak mogłaby powstać nasza niepowtarzalna indywidualność? Uniwersalna kategoria „człowiek” też traci rację bytu, człowiek ma od razu rodzaj męski lub kobiecy, co jest sprzeczne z antropologią personalistyczną. Błąd polega na utożsamieniu ciała z płcią, co Jan Paweł II wyraźnie rozróżnia, podkreślając wagę dwóch opisów stworzenia człowieka:

Opis pierwszy, tekst kapłański, nie zna problemu pierwotnej samotności  człowieka: człowiek od razu jest „mężczyzną i niewiastą”.  Tekst jahwistyczny natomiast niejako uprawnia do tego, aby naprzód myśleć tylko o człowieku, który poprzez ciało przynależy do świata widzialnego, przerastając go zarazem – z kolei zaś o tymże samym człowieku poprzez dwoistość płci. Cielesność i płciowość nie utożsamiają się bez reszty. Jakkolwiek bowiem ciało ludzkie w swej normalnej konstytucji zawsze nosi w sobie znamiona płci, jest z natury męskie lub kobiece – to jednakże fakt, że człowiek „jest ciałem”, wchodzi w strukturę osobowego podmiotu w znaczeniu bardziej podstawowym niż fakt, że jest on w swej somatycznej konstytucji, jako człowiek, mężczyzną lub kobietą. Stąd znaczenie pierwotnej samotności, które można odnieść po prostu do „człowieka”, jest merytorycznie wcześniejsze od znaczenia pierwotnej jedności, ta bowiem opiera się na męskości i kobiecości – jakby dwu odrębnych „wcieleniach”: sposobach bycia ciałem tej samej ludzkiej istoty stworzonej „na obraz Boży” (Rdz 1, 27)[4]. 

Imię Adam pochodzi od hebrajskiego ha’adam, oznacza pojedynczego człowieka i rodzaj ludzki. Ewa została ulepiona z ciała ludzkiego, a nie   męskiego. Płeć „pojawia się” wtedy, gdy pozbawiony żebra Adam rozpoznaje Ewę jako tożsamą, ale zarazem inną od siebie. Trudno zatem znaleźć dowody na poparcie tezy o płci dusz. Taki „hiperesencjonalizm” przestaje być humanizmem, choć dobrze służy obronie różnicy płci. Jeśli uznamy, że kapłaństwo wiąże się ze specyficznym typem ofiarności ojcowskiej, to wystarczyłoby przytoczyć argumenty zawarte w poprzednim rozdziale.

Książka Katriny J. Zeno ma kilka cech wspólnych ze znaną już polskim czytelnikom pozycją Nowy feminizm. Kobieta i świat wartości norweskiej autorki Janne Haaland Matlary wydanej u nas w 2000 roku. Obie autorki żyją w krajach, w których normą jest indywidualizm, samorealizacja w pracy zawodowej i antyrodzinne postulaty ruchu wyzwolenia kobiet. Obie zafascynowane są macierzyństwem, budowaniem relacji i nowym feminizmem Jana Pawła II. Angielski tytuł książki Matlary brzmi: A Time to Blossom. Notes on a New Feminism, chodzi więc o czas pełnego rozkwitu kobiecych talentów – który nigdy w historii nie był udziałem tylu kobiet. Zeno również pisze o kwitnieniu, w swoim stylu, bardziej mistycznie: „Jestestwo i osobowość kobiety kwitną w pełni, gdy doświadcza ona w swoim wnętrzu krzyża i Wcielenia, gdy niesie Chrystusa światu, jednocześnie uczestnicząc w Jego cierpieniu”.

Jest to najbardziej niepoprawne politycznie zdanie w tej książce. Chrystus wyznacza inne kryteria wyzwolenia, pamiętajmy jednak: Tylko nie wycieraczki! Krzyż jest wyborem dokonanym z miłości, a nie przeznaczeniem płci.

_

Katrina J. Zeno

Podróż kobiety

Tłum. Elżbieta Baraniecka

W drodze, Poznań 2007

 


[1] O konieczności odwołania się do badań naukowych w celu uwspółcześnienia obrazu Maryi, aby mogła być czytelnym wzorem dla współczesnej kobiety – wykształconej, pracującej zawodowo, podejmującej decyzje w sferze publicznej – pisał już papież Paweł VI w adhortacji apostolskiej Marialis cultus (34–39), 1974.

[2] Nie znaczy to oczywiście, że mężczyźni są niezdolni do relacji. Jeśli dziewczynki są w czymś lepsze, to trzeba poświęcić większą uwagę formacji chłopców. Można spekulować zatem, w jakim stopniu kobiecy geniusz jest wytworem natury, a w jakim – wielowiekowej socjalizacji do ról opiekuńczych.

[3] T. Terlikowski, Rewolucja cielesności, „Znak” październik 2007, nr 629, s. 28–29.

[4] Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Chrystus odwołuje się „do początku”, t. I, Lublin 2001, s. 36.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata