70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zastrzyk energii

Złośliwi powiedzieliby, że styczniowa „wojna gazowa” stała się czymś w rodzaju „nowej świeckiej tradycji”.

Nadchodzą mrozy, czas świąt – i moskiewscy decydenci postanawiają zakręcić kurek z gazem. Do podobnej próby sił między Gazpromem a Naftohazem (oficjalnie jest to spór między dwoma przedsiębiorstwami o ceny surowca i jego tranzytu, gołym okiem jednak widać, że są one wykorzystywane jako narzędzia polityki zagranicznej Moskwy i Kijowa) dochodziło już kilkakrotnie w przeszłości, ale tym razem kłótnia przybrała ostrzejszy i stosunkowo długotrwały charakter. Politycy obu stron nie szczędzili sobie mocnych słów, a Władimir Putin publicznie nazwał Wiktora Juszczenkę „złodziejem”, co w języku dyplomacji zdarza się nad wyraz rzadko i – delikatnie mówiąc –  nie najlepiej służy stosunkom dobrosąsiedzkim.

Na dodatek konflikt zadał kłam tradycyjnemu porzekadłu, że „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Najdotkliwiej bowiem skutki ukraińsko-rosyjskich nieporozumień odczuli europejscy odbiorcy Gazpromu, zwłaszcza ze Słowacji i Bułgarii, gdzie zamykano z tego powodu nieogrzewane szkoły, a całym dzielnicom mieszkalnym odcinano dopływ gazu. Kwestia bezpieczeństwa energetycznego zdominowała w związku z tym na prawie dwa tygodnie debatę publiczną w wielu państwach członkowskich Unii, zmuszając polityków europejskich do ponownego zajęcia się problemem dywersyfikacji dostaw gazu, który do tej pory płynął przede wszystkim z Rosji i Turkmenistanu właśnie przez Ukrainę. Przy okazji kryzys ujawnił po raz kolejny, jak wątły charakter ma unijna solidarność w sprawach tak żywotnych dla Europejczyków. Wszyscy wydają się zgodni co do potrzeby dywersyfikacji, z tym że jedni – na przykład Niemcy lub Węgrzy – mają na myśli dywersyfikację sposobów przesyłu gazu (ominięcie Ukrainy i Białorusi miałyby gwarantować rurociągi bałtycki oraz czarnomorski, które wciąż jednak tłoczyłyby gaz z Rosji); drudzy natomiast – choćby Polska i Bułgaria – sparzywszy się na kontraktach z Gazpromem, chcą zmienić dostawcę. Temperaturę dyskusji podniosły jeszcze dawne elektrownie atomowe, których reaktywacją zagroziły kraje najbardziej poszkodowane przez przerwy w dostawach, ku przerażeniu swoich zamożniejszych i ekologicznie poprawnych sąsiadów.

W końcu wszystko rozeszło się jakoś po kościach, acz z mocnym postanowieniem podjęcia działań zaradczych na przyszłość i zajęciem obiecująco spójnego stanowiska „na zewnątrz”. To akurat powinno martwić Moskwę, która ostatecznie też zawarła kompromis z Kijowem (uzgodniono obustronne zachowanie 20% zniżek do 2010 roku), po czym wszystko wróciło „do normy” i zaczęło się wielostronne podsumowywanie bilansu „wojny gazowej”. Rosji, która wciąż nie może darować Ukrainie zwrotu ku Zachodowi, z pewnością udało się pogłębić podziały na ukraińskiej scenie politycznej, aczkolwiek za cenę dalszej utraty wiarygodności jako dostawcy strategicznych surowców do państw UE. Kijów też liże rany, po raz kolejny dowodząc braku koordynacji działań swoich elit i zaniedbując kwestię dalekosiężnej polityki energetycznej. A Unia, jako się rzekło, zapowiedziała wdrażanie takich właśnie długoterminowych rozwiązań, które uniezależniłyby ją od humorów Kremla. Sprawdzianem tempa realizacji tych zamierzeń najpewniej będzie kolejny kryzys, o czym przekonamy się… niedługo?

Mniej w więcej w tym samym czasie, gdy premier Julia Tymoszenko uzgadniała w Moskwie warunki gazowego rozejmu, w mediach i gabinetach polityków rozkręcał się na dobre kontredans dyplomatyczny z udziałem Stanów Zjednoczonych i Iranu. Dialog ten jest trudny z uwagi na zerwanie formalnych więzów między obu państwami po okupacji ambasady amerykańskiej w Teheranie w 1979/1980 roku. Od tamtej pory Amerykanie zajmowali szczególnie uprzywilejowaną pozycję „Wielkiego Szatana” w barwnym słowniku Rewolucji Islamskiej, od czasu do czasu odpłacając się ajatollahom pojęciami „osi zła” lub „państwa zbójeckiego”.

Jest faktem, że stosunkowo niezależna polityka zagraniczna Iranu (czytaj: wspieranie libańskiego Hezbollahu, palestyńskiego Hamasu, a także manipulowanie kartą szyicką w Iraku) często komplikowała Waszyngtonowi poczynania na Bliskim Wschodzie i poza nim; w swoim inauguracyjnym wystąpieniu prezydent Barack Obama wysłał jednak pod adresem Teheranu czytelny sygnał gotowości do rozmów, mówiąc o „wyciągnięciu ręki”, jeśli tylko partner „rozluźni swoją, zaciśniętą w pięść”. Główną kością niezgody między Iranem a USA (czy też społecznością międzynarodową) pozostaje, rzecz jasna, irański program badań wzbogacania uranu. Teheran zastrzega się, iż cele programu są wyłącznie pokojowe (oficjalnie chodzi, a jakże, o dodatkowy zastrzyk energii), ale fakt ukrywania tych badań i niechęć do ich przerwania skłoniły Radę Bezpieczeństwa ONZ do podejrzeń i w końcu do ogłoszenia sankcji. Władze irańskie, jak dotąd, niespecjalnie się tym przejmują, ignorując kolejne apele międzynarodowe o zmianę stanowiska i regularnie nadając sprzeczne komunikaty co do swych intencji. W ostatnich dniach były to z jednej strony życzliwe wypowiedzi przedstawicieli MSZ pod adresem Obamy, a z drugiej – wysłanie na orbitę satelity Omid („Nadzieja”) własnej produkcji z zadaniem (jak to wdzięcznie ujął prezydent Ahmadineżad) „krzewienia monoteizmu, pokoju i sprawiedliwości na świecie”. W wielu stolicach na ten widok ekspertom włos zjeżył się na głowie, gdyż rzeczonego satelitę można bez trudu wyposażyć w głowice nuklearne. Mimo to Waszyngton pod nowym przywództwem jest przekonany, że lepszego czasu na negocjacje z Iranem nie będzie, gdyż niskie obecnie ceny ropy (fundament irańskiego eksportu) powinny skłonić Teheran do pragmatyzmu. Europejczycy też chętnie zakończyliby cały epizod sankcji, bo chcieliby tłoczyć irański gaz (jedne z największych potwierdzonych rezerw – ok. 30 miliardów metrów sześciennych) rurociągiem Nabucco, żeby się uniezależnić od dostaw z Rosji. A poparcie Rosji z kolei jest potrzebne Waszyngtonowi do naciskania na Iran. Ciekawe, jakiej ceny zażąda Moskwa za jego udzielenie i czy na wystawionym rachunku pojawi się słowo „tarcza”?

8 lutego 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata