70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

John Henry Newman i świeccy

Wkładu kardynała Newmana w katolicką myśl teologiczną nie można przecenić. Znawcy przedmiotu uważają nawet, że ze swoją wizją Kościoła ten wybitny angielski konwertyta ciągle wyprzedza nasze czasy.

Rozważania na temat laikatu rozpoczyna się często od dość głośnego w swoim czasie epizodu związanego z Johnem Henrym Newmanem (1801–1890), wybitnym angielskim intelektualistą, konwertytą, pod koniec życia  kardynałem, dziś bliskim beatyfikacji.

Kiedy  w sytuacji pewnego kościelnego konfliktu, o ktόrym za chwilę, ujęło się za Newmanem około dwustu katolików świeckich, głos zabrał prałat George Talbot, urzędujący w Rzymie zwolennik, jak to się wówczas mówiło, ultramontanizmu, czyli modelu najdalej idącego centralizmu eklezjalnego. Uznał on Newmana za „najniebezpieczniejszego człowieka w Anglii”, a świeckich za element wywrotowy, ktόry trzeba poskromić, aby nie zaczął rządzić Kościołem. To Talbot wypowiedział często cytowane słowa, że laikat nie ma prawa mieszać się w sprawy Kościoła, ponieważ domeną ludzi świeckich jest to, na czym się znają, a mianowicie  „polowanie, strzelanie i urządzanie przyjęć”[1].

Newman widział świeckich zupełnie inaczej. Przede wszystkim  wielką wagę przywiązywał do starannego wykształcenia katolików. Stąd wzięło się jego zainteresowanie i praca na rzecz organizacji kształcenia uniwersyteckiego. Bardzo bolał nad zakazem dotyczącym niedopuszczenia katolików do studiowania w uniwersytetach Oksfordu i Cambridge, zniesiony dopiero w 1854 roku. Czy katolicy mają być gorzej wykształceni niż inni?, pytał. Uważał, że świeccy muszą być obeznani w kwestiach wiary, nie mogą sobie pozwolić na postawę: „zostawiam to teologom” lub „zapytam księdza”. Newman dowodził, że pierwszorzędnym zadaniem ówczesnych (czy tylko?) czasów jest rozszerzenie horyzontów myślowych wśród wiernych, ich kształcenie i uczenie logicznego rozumowania.  Przedmiot ma tu znaczenie drugorzędne: ktoś, kto potrafi poprawnie  rozumować w dziedzinie polityki, tak samo będzie czynił w dziedzinie teologii.

Zmagania przy próbach założenia uniwersytetu w Dublinie (1852–1858) doprowadziły Newmana do wniosku, że duchowni boją się, iż świeccy zostaną wykształceni zbyt dobrze, „bo takimi trudno kierować”[2]. W liście do G. Fottrella, prezesa Towarzystwa Historycznego i Literackiego przy Katolickim Uniwersytecie w Dublinie, pisał:

Jak widzę, duchowni w rożnych miejscach Europy starają się trzymać świeckich na dystans. Świeccy są tym zdegustowani i stają się niewierni. Tak tworzą się dwa przeciwne obozy. Wróciłem z Irlandii z pełnym niepokoju poczuciem, że w tym katolickim kraju, podobnie mamy do czynienia z antagonizmem między hierarchią i warstwami wykształconymi. Przysłużyłby się Pan niezmiernie sprawie katolickiej na całym świecie, gdyby spowodował Pan, żeby uniwersytet stał się ośrodkiem, w którym duchowni i laikat spotykają się, uczą się wzajemnie rozumieć i  nawzajem sobie ustępują. Miejscem, z którego będą zgodnie działać w czasach zmierzających  ku niewierności.[3]

Newman był przekonany, że właściwe wykształcenie jest rękojmią wierności świeckich Kościołowi. Przestrzegał, iż „brak formacji może doprowadzić klasy wyższe do obojętności religijnej, ludzi biednych do zabobonu”[4]i wyjawiał swój ideał: „chciałbym, żeby wykształcony świecki był religijny, a pobożny duchowny – wykształcony”[5].Narzucenie doktryny mija się z celem, brak wiedzy „dlaczego” doprowadza do alienacji, jeśli nie wręcz do jego odrzucenia. Za przykład wyczucia takich mechanizmόw stawiał św. Filipa Nereusza, żyjącego w XVI wieku założyciela oratorian, który rozumiał znaczenie nauk, literatury i sztuki dla rozwoju osobowego człowieka.

Sprawa „Ramblera”

Po powrocie z Irlandii, gdzie próbował założyć katolicki uniwersytet, Newman, nie bez wahania, zgodził się zostać redaktorem naczelnym prowadzonego przez katolików świeckich miesięcznika „Rambler”. Pismo znalazło się wtedy w tarapatach i groziła mu daleko idąca cenzura. Dbający o wysoki poziom „Rambler”, którego założeniem programowym było kształcenie katolików w tym szczególnym momencie odbudowy Kościoła w Anglii po wiekach prześladowań, naraził się właśnie hierarchii. Aby  podnieść poziom oświaty w szkołach państwowych, rząd brytyjski nieco wcześniej powołał był Królewską Komisję do sprawy Kształcenia Podstawowego.  Pismo dowodziło, że w tej komisji powinien znaleźć się przynajmniej jeden świecki katolik i że komisja powinna zostać zaproszona także do wizytacji szkół katolickich. Biskupi natomiast  byli temu przeciwni. „Rambler” stał przy swoim: katolickich rodziców i nauczycieli należało zapytać o zdanie.

Pod okiem Newmana „Rambler” zamieścił w maju 1859 roku tekst ze stanowiskiem biskupów. Newman dodał też komentarz od wydawcy. Wyrażał w nim nadzieję, że

biskupi chcą wiedzieć, jakie są opinie świeckich w sprawach, które ich dotyczą. Jeśli nawet przy przygotowaniach dogmatycznej definicji konsultuje się ze świeckimi, jak miało to ostatnio miejsce przy ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, to  można się naturalnie spodziewać takiego aktu zrozumienia i życzliwości w ważnych sprawach praktycznych[6].

Zastrzeżenia do tych uwag podniósł profesor teologii jednego z angielskich seminariów. Zaatakował myśl Newmana interpretując ją jako przyznawanie wyższości zdaniu świeckich nad opinią hierarchii. Newman wielokrotnie tłumaczył, że sformułowanie o konsultowaniu się z laikatem w kwestii Niepokalanego Poczęcia dotyczy konsultacji „faktu tradycji”, a słowo „konsultować” po angielsku oznacza także „sprawdzać, odczytywać”,  jak na przykład w wyrażeniu: „sprawdzam” („I consult”) termometr czy puls.

Newman, wezwany do przełożonego biskupa, usłyszał od niego, że świeccy to spokojni, głęboko wierzący ludzie, którzy nie chcą słyszeć o jakichkolwiek wątpliwościach co do decyzji biskupów. Na pytanie, czym jest laikat, Newman miał ponoć odpowiedzieć, że bez laikatu Kościół nie miałby racji bytu[7]. Po tym wszystkim został poproszony, aby zrezygnował z funkcji redaktora pisma. Jego sugestia, że artykuły teologiczne podda kościelnej cenzurze, nie zadowoliła biskupa, ponieważ „trudności teologiczne pojawiały się w urywkach zdań”. Newman posłusznie wycofał się po wydaniu numeru lipcowego, drugiego i ostatniego pod swoją redakcją.

W numerze  lipcowym zamieścił jednak sążnisty artykuł O konsultowaniu wiernych w kwestiach doktrynalnych. Wyszedł od pytania, dlaczego należy w Kościele liczyć się ze zdaniem świeckich. Odpowiadał: „gdyż świeccy jako wspólnota są świadkiem tradycji doktryny objawionej i przez to ich consensus w dziejach chrześcijaństwa jest głosem Nieomylnego Kościoła”. Newman podkreślił consensus fidelium w sytuacji braku świadectwa ze strony biskupów i teologów w kwestii pewnych punktów doktryny.

Arianie

John Henry Newman w 1845 roku przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm w dużej mierze pod wpływem studiów nad historią Kościoła, szczególnie jego początków. Później (anonimowo) rozwijał historyczny wątek dowodząc, że w IV wieku „świeccy” swoją wiernością doktrynie o boskiej i ludzkiej naturze Jezusa przeciwstawili się herezji ariańskiej, którą poparło wielu biskupów.

Wgląd w materiały historyczne, które powstawały przez kilkadziesiąt lat po soborze nicejskim w 325 roku, doprowadził Newmana do konkluzji, że arianizm, mimo iż formalnie na soborze odrzucony, plenił się wszędzie, a szczególnie – na dworze cesarskim. Newman sporządził więc listę dokumentującą utrzymywanie się arianizmu. Synody w Cezarei (334) i w Tyrze (335) oskarżyły św. Atanazego, głόwnego wtedy obrońcę prawdy o bόstwie Jezusa, o bunt, odstępstwo, tyranię, świętokradztwo i użycie magii (sprawa Arseniusza). Pozbawiono go biskupstwa w Aleksandrii i wygnano do Galii. W sumie na banicję skazywano go aż pięciokrotnie w ciągu trzydziestu lat. Sobór w Arles (314), z udziałem legata papieskiego, bliski był przyjęcia doktryny Ariusza. Na soborze mediolańskim (355) ponad trzystu biskupów potwierdziło potępienie Atanazego oraz innych wyznawców dogmatu nicejskiego. Dwa lata później papież Liberiusz, pod naciskiem cesarza Konstancjusza, syna Konstantyna, podtrzymał wyrok przeciw Atanazemu. W 363 roku św. Hieronim stwierdził, że niemal wszystkie kościoły „skalały się związkiem z arianami”.

Doktryna Ariusza nie została powszechnie przyjęta. Dlaczego? Newman udzielił swojej odpowiedzi: stało się tak dzięki ludziom świeckim, którzy narazili się na krwawe prześladowania i ekskomunikę. Przytacza wiele przykładów bohaterskiej postawy zwykłych wyznawców, którzy nie odstąpili od swojej wiary mimo nakazów zwolenników arianizmu. W Aleksandrii oraz innych miejscach Egiptu, w Antiochii, w Edessie ariańskim biskupom nie udało się przełamać oporu wiernych. Chociaż niektóre opowieści o męczeństwie  brzmią jak legendy i nie ma pełnej zgody w ocenie postawy papieża Liberiusza, trudno wątpić w znaczące oddziaływanie doktryny Ariusza. W 381 roku sobór w Konstantynopolu (150 biskupów) potwierdził credo nicejskie wraz z jego sformułowaniem o Chrystusie, współistotnym Ojcu.

Konkluzje Newmana zawarte w artykule O konsultowaniu wiernych w kwestiach doktrynalnych były bulwersujące – autor dowodził, że to dzięki świeckim nie przyjęła się błędna nauka i ostatecznie górę wzięła prawdziwa tradycja.

Przez większość IV wieku dogmat nicejski utrzymał się  nie dzięki niezłomności Stolicy Apostolskiej, soborów, czy biskupów, ale poprzez consensus fidelium. Z jednej strony, powiedziałbym, zaistniało czasowe zawieszenie funkcji Ecclesia docens. Gremium Biskupów zachwiało się w wierze. Mówili różne rzeczy, jedni wypowiadali się przeciw drugim, po Nicei przez blisko 60 lat nie było jednolitego, zwartego świadectwa. Prym wiedli Biskupi niegodni zaufania, rozpowszechniona była słabość, strach przed konsekwencjami, złe kierownictwo, błędna nauka, zamęt, niekończący się, beznadziejny, docierający do wszystkich zakątków katolickiego świata[8].

Newman miał odwagę uważać, że Duch Święty, obdarzając ich charyzmatami, ożywia także świeckich wiernych. Rozwijał pojęcie „poczucia” wiernych. Miało ono wypływać z instynktu prawdy, głęboko zakorzenionego w Mistycznym Ciele Chrystusa. Działało jako duchowe przeciwciało odrzucające fałszywą naukę, na podobieństwo organizmu odrzucającego zakażenie. Newman uważał, że nauka Kościoła powinna być czymś, co nazywał conspiratio między wiernymi i ich pasterzami. Uciekał się do etymologii słowa, które oznacza „wspólne oddychanie”[9]. 

Newman na cenzurowanym

Artykuł o arianach skrytykował teolog John Gillow, który już wcześniej upominał Newmana. Tym razem protestował przeciw koncepcji „zawieszenia” funkcji nauczającej Kościoła, ponieważ, jego zdaniem, katolicy mają obowiązek od kościelnego autorytetu przyjąć i zaakceptować wszystko. W przeciwnym dochodzi do „stawiania ucznia ponad Nauczyciela” i  „przedkładania prywatnych sądów ponad doktrynalny autorytet Kościoła”. W odpowiedzi Newman dowodził, że pogląd taki ujawnia słabość Kościoła. Owa conspiratio bowiem wymaga kooperacji duchowieństwa i świeckich. Nie widział tej wspόłpracy odnośnie do decyzji o komisji do spraw edukacji. Świeccy muszą dać się kształcić w kwestii ich roli w Kościele, kler natomiast powinien przybliżyć się do świeckich i zaufać im, na przykład zakładając uniwersytety – „miejsca, gdzie duchowni i świeccy mogą się spotkać, aby uczyć się rozumieć jedni drugich”. Newman podkreślał, że nie chodzi o pytanie świeckich o opinię w kwestii doktryny, ale o interpretowanie przekonań ludzi Kościoła jako wyrazu świadectwa co do tradycji apostolskiej, na podstawie której może być dopiero określona jakakolwiek doktryna.

Niedługo potem niechętni Newmanowi duchowni przekazali swoje krytyczne uwagi sekretarzowi Kongregacji Propagandy w Rzymie, dodając, że Newman oraz inni, którzy przeszli z anglikanizmu na katolicyzm, utwierdzają protestanckie poglądy. Gillow uznał artykuł za „najbardziej alarmujące zjawisko w naszych czasach”, które sprawia, że „starzy katolicy nie wiedzą komu zaufać”, przypominając, że Newman ma wielu zwolenników wśród prasy katolickiej. Zaniepokojony prałat Talbot snuł przypuszczenia, że zmobilizowani w ten sposób świeccy zagarną Kościόł katolicki w Anglii wyrywając go spod władzy Stolicy Apostolskiej i Episkopatu. Dołączył wtedy słynne, cytowane na początku tego tekstu, słowa.

Na Newmana doniesiono do Rzymu i przez wiele następnych lat był na liście podejrzanych. Uważano go za dysydenta, osobę nielojalną.Pod koniec 1859 roku jego sprawą zajęła się Kongregacja Propagandy. Newman starał się dotrzeć do listy zarzutów wobec swojego artykułu, aby móc się do nich ustosunkować. Wydaje się, że poproszony o to arcybiskup Wiseman  listę otrzymał, przez następnych kilka lat nie przekazał jej jednak Newmanowi. Półtora roku później urzędnicy kurii spytali, dlaczego Newman nie odpowiedział dotąd na zarzuty (biografowie Newmana stwierdzają, że dopiero w 1867 r. Newman był w posiadaniu postawionych przez Kongregację zarzutów).

Nie doszło do wymierzenia Newmanowi kary dyscyplinarnej. Zwierzchnikom angielskiego Kościoła udało się zażegnać owo niebezpieczeństwo. Nie zmienia to jednak faktu, że Newman przeżywał tę sprawę  bardzo boleśnie, był bliski depresji. Ucierpiał na tym jego dorobek pisarski. Z bólem wyrażał się o sytuacji, w jakiej się znalazł. W liście do Williama Monsella (13 stycznia 1863 roku) skarżył się, że nie ma w Kościele dyskusji między teologami, w przypadku jakiejkolwiek kontrowersji zaraz sprawa odsyłana jest do Rzymu, do Kongregacji Nauki Wiary, za czasów Newmana zwanej jeszcze Propagandą, „gdzie nie zna się warunków angielskich, wszyscy mówią po włosku i prym wiedzie jakiś Biskup o wąskich horyzontach, choćby nawet świątobliwy”[10].

Newmanowi polecono, aby w przyszłości pisząc na pokrewny temat wyjaśnił powody nieporozumienia. Zrobił to w kilka lat później w książce Arianie w IV wieku. Nie wycofywał się jednak ze swoich poglądów. Jego teoria na temat świeckich żyła dalej, a wraz z nią podejrzliwość i niechęć wokół niego samego. Koniec ustawicznych kłopotów przyniosło dopiero mianowanie go kardynałem przez Leona XIII. Newman miał wtedy 78 lat.

Od tego czasu upłynęło kolejne 80 lat. Idee Newmana odżyły na II Soborze Watykańskim, ktόry przez Pawła VI nazwany był „Soborem Newmana”.

„Zmysł wiary całego ludu”

W soborowej Konstytucji o Kościele (Lumen Gentium, rozdział II/12) czytamy:

Święty Lud Boży ma udział także w proroczej funkcji Chrystusa, szerząc żywe o Nim świadectwo przede wszystkim przez życie wiary i miłości i składając Bogu ofiarę chwały, owoc warg wyznających imię Jego (por. Hbr 13,15). Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (por. 1 J 2,20 i 27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów. Albowiem dzięki owemu zmysłowi wiary, wzbudzaniu i podtrzymywanemu przez Ducha prawdy, Lud Boży pod przewodem świętego urzędu nauczycielskiego – za którym idąc, już nie ludzkie, lecz prawdziwie Boże przyjmuje słowo (por. 1 Tes 2,13) – niezachwianie trwa „przy wierze raz podanej świętym” (por. Jd 3), wnika w nią głębiej z pomocą słusznego osądu i w sposób pełniejszy stosuje ją w życiu.

Paul Chavasse wspomina, że istniały próby zmiany tego tekstu, aby bardziej podkreślić rolę hierarchii. Nie znalazły jednak szerszego uznania, ponieważ Ojcowie Soborowi chcieli pokazać, że zmysł wiary nie przynależy wyłącznie do hierarchii, lecz do całego Kościoła[11].

Być może sami jeszcze nie w pełni rozumiemy znaczenie „wyczucia wiernych”, „zmysłu wiary całego ludu” i owej „konspiracji”. Nieustannie indagowany co do znaczenia tych sformułowań Newman uściślał, iż tradycja Apostołów, obowiązująca cały Kościół, w różnych momentach przejawia się w różny sposób,

czasem przez usta episkopatu, czasem przez doktorów Kościoła, czasem przez ludzi, czasem poprzez liturgię, obrzędy i ceremonie oraz obyczaje, poprzez wydarzenia, dysputy, ruchy i wszelkie inne zjawiska, które składają się na historię. W konsekwencji żaden z tych rodzajów tradycji nie może traktowany być z lekceważeniem. Przy tym wszystkim podkreślam, że dar rozpoznania, rozróżnienia, określenia, ogłoszenia i egzekwowania jakiejkolwiek części tej tradycji przysługuje wyłącznie Kościołowi nauczającemu[12].

Newman, ktόry kochał Kościόł i ktόremu Kościόł, ogłaszając błogosławionym, oddaje dziś sprawiedliwość, dostrzegał w swoich czasach rozwój cywilizacyjny i intelektualny, przeczuwał również przyszły napór ateizmu. Wiedział też, że to przede wszystkim laikat będzie musiał zmierzyć się z tym zjawiskiem, że dzieło ewangelizacji będzie w coraz większej mierze spoczywało na świeckich. Według Newmana Duch Święty użycza wiernym pełni prawdy poprzez wspólnotę Kościoła, w którym następuje ciągły rozwój doktryny.

Newman doszedł do wniosku, że trzeba zdać sobie sprawę z dwoistości tradycji. Jeden jej wątek nazywał przekazywaną z biskupa na biskupa „tradycją episkopalną”, na ktόrą składa się credo oraz obrzędy. Drugi – „tradycją profetyczną”, którą wyrażają ci, którzy Objawienie „interpretują”,„przekładają” na codzienne życie. W tej dziedzinie Newman widział głównie rolę świeckich. Pojmował jednak Kościół jako jedność. Powtarzał, że  Kościół nauczający i Kościół nauczany nie powinny podlegać ostremu podziałowi, gdyż oba są świadkami wiary, oświecającymi się wzajemnie[13].

W żadnym razie nie przedkładał świeckich nad kler, ale podkreślał, że ignorować ich nie można. Nie był zwolennikiem uznawania każdego jednostkowego sądu. Wypowiadał się przeciw trwaniu przy swoim bez odnoszenia się do Boga, poprzez folgowanie jednostkowym upodobaniom.  Był jednak niezmordowanym obrońcą wolności sumienia. Przestrzegał, że w wolność sumienia zaczyna dla wielu oznaczać „ignorowanie Dawcy Prawa  i Sędziego”. Szanował jedynie sumienie będące przeciwieństwem „jednostronnego egoizmu”. Jan Paweł  II w paragrafie 34. encykliki Veritas Splendor (1993) cytuje zawarte w Liście do Księcia Norfolk sformułowanie Newmana, że „sumienie ma swoje prawa, bo ma też i obowiązki”.

Newman znalazł się między dwiema tendencjami, które uważał za skrajne i niekorzystne. Z jednej strony mierzył się z „liberałami”, którym brakowało wiary i którzy atakowali Kościół domagający się podporządkowania autorytetowi, z drugiej – dostrzegał tych, którzy owego autorytetu nadużywali i przez to podważali go, dając tym samym argument stronie przeciwnej.

Według Newmana w Kościele od początku rozwijały się istniejące trzy funkcje: kapłańska, prorocka i królewska. Jako społeczność wielbiąca Kościół jest kapłański, jako społeczność nauczająca i myśląca – jest prorocki, jako społeczność w sensie organizacyjnym – jest krόlewski. W pierwszych wiekach dominowała wielbiąca rzeczywistość kultu. Prowadziło to często do konieczności składania świadectwa wiary i męczeństwa. W późniejszym czasie powstały ośrodki nauczające. Wreszcie Kościół rozwinął silną organizację polityczną scentralizowaną wokół biskupa Rzymu.

Różne te funkcje wynikają z nieco różnych zainteresowań, wszystkich prawomocnych. Prawda powinna przyświecać teologii, oddanie i przykład – kultowi, a kierowaniu – praktyczność i stosowność. Teologia odwołuje się do rozumu, kult do uczuciowości, kierowanie podlega zasadom zarządzania. Każdej z nich grozi ewentualność wypaczeń: niebezpieczeństwem rozumowania jest racjonalizm i sceptycyzm, kultu – przesąd i nadgorliwość, zaś władzy – ambicja i tyrania.

Jak pisze wybitny teolog amerykański, kardynał Avery Dulles Newman obserwuje w Kościele wspaniałą dialektykę[14]. Funkcje te rozumie jako komplementarne. Żadna z nich nie jest nadrzędna wobec innych. Co zrozumiałe, występują między nimi napięcia. Pobożność masowa miewa pretensje do teologii o zbytnią akademickość, a do hierarchii o autorytarność i upolitycznienie.Teologom czasem nie podoba się wylewność ludowej pobożności i ograniczenia narzucane przez hierarchię. Hierarchia ma się na baczności przed łatwowiernością i niskim poziomem wykształcenia wiernych oraz racjonalizmem teologów. Wszyscy jednak są od siebie nawzajem zależni.

Newman widzi więc system zapewniający równowagę i kontrolę (słynne amerykańskie „checks and balances”). Nie kwestionując roli hierarchii „dowartościowuje” ludzi świeckich. Kładzie wielki nacisk na Kościół jako wspólnotę, komunię wiernych. Jest to myśl poniekąd demokratyczna, tak jak demokratyczny jest pogląd wyrażony przez świętego Pawła, że wszyscy jesteśmy członkami jednego organizmu i niewielki sens ma rozważanie, czy ręka jest ważniejsza od nogi, a nerka od płuca.

Wielką oryginalność Newmana kardynał Dulles upatruje w podkreśleniu napięć, z zasady bowiem akcentuje się harmonię. Słabość tego podejścia  wynika natomiast z faktu,  iż model ten „przydziela” pewne cechy  na wyłączność. Sugeruje bowiem, że  papież i kuria kierują się głόwnie względami organizacyjnymi, prawda jest  przede wszystkim domeną teologόw, a kult jest sprawą laikatu. Niezwykle ważne jest jednak to, że istnieje różnorodność funkcji i że są one wspόłzależne, co czasem nawet może wymagać kompromisu. Gdyby realizm Newmana miał być wprowadzony w życie, Kościół mógłby uniknąć ostrych i niepotrzebnych kontrowersji.

Wkładu kardynała Newmana w katolicką myśl teologiczną nie można przecenić. Znawcy przedmiotu uważają nawet, że ze swoją wizją Kościoła ten wybitny angielski konwertyta ciągle wyprzedza nasze czasy

 


[1] Z tej ostatniej formy zajęcia świeckich – życia towarzyskiego – niewprawny w angielszczyźnie polski tłumacz zrobił ni stąd, ni zowąd słowo „szpital”, czym dokumentnie sprzeniewierzył się intencji mówiącego. Por. F. Bogdan, Na drogach nieskończoności, Poznań 1981, s. 261, a także cytowany w artykule: ks. J.M. Lipniak,  Teologia apostolstwa laickiego, w: „Perspectiva. Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne”, nr 1/2004,  s. 77.

[2] The Letters and Diaries of John Henry Newman, tom XXVI, London 1961, s. 66.

[3] Tamże, s. 394.

[4] J.H. Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine, London 1961, s. 106.

[5] J.H. Newman, Sermons Preached on Various Occasions, London 1870, s. 13.

[6] The Letters and Diaries of John Henry Newman, tom XIX, s. 134–135.

[7] Por. I. Ker, John Henry Newman, Oxford–New York 1988, s.479.

[8] J.H. Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine, London 1961, s. 77.

[9] Tamże, s. 106.

[10] The Letters and Diaries of John Henry Newman, tom XX, s. 391.

[11] P. Chavasse, Newman and the Laity,w: Newman Today, oprac. i wstęp Stanley L. Jaki, San Francisco 1989, s.49–78.

[12] J.H. Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine, London 1961, s. 63.

[13] Zob. tamże, s. 71.

[14] Zob. A. Dulles SJ, John Henry Newman, London–New York 2002, s.110–111.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata