W pędzie codzienności często staramy się uciec od zbiorowości i zaszyć we własnych czterech ścianach. Był jednak czas, gdy prywatność przestała być wyborem, a stała się synonimem izolacji. Podczas pandemii COVID-19 zamknięci w domach zaczęliśmy potrzebować sfery publicznej bardziej niż zwykle, chętniej wpuszczaliśmy więc innych ludzi do naszej przestrzeni – poprzez social media czy wideorozmowy. Moment, w którym zaciera się granica miedzy tym, co prywatne, a tym, co społeczne, uchwyciła fotoreporterka Jessica Christian, fotografując w rejonie zatoki San Francisco okna i balkony mieszkańców stanowiące przejście pomiędzy domowym zaciszem a światem zewnętrznym. Jej zdjęcia wyglądają jak migawki spontanicznie uchwycone podczas spaceru; na pierwszy rzut oka nic nie zdradza, że powstały podczas lockdownu w 2020 r.
Christian dzięki swoim zdjęciom pokazywała, że mimo izolacji wciąż jesteśmy częścią wspólnoty. Zgłaszający się do niej mieszkańcy chętnie opowiadali o tym, z kim mieszkają, jak organizują codzienność, w jaki sposób radzą sobie z niepewnością, co nauczyli się doceniać. Jedna z jej bohaterek powiedziała: „Naprawdę jesteśmy w tym razem i musimy się o siebie troszczyć”. To lekcja warta przypomnienia.

Samantha (z lewej): „Każdy radzi sobie z zamknięciem w inny sposób. Osobiście rozmawiam z przyjaciółmi i czytam Tołstoja, na co nigdy nie miałam czasu” fot. Jessica Christian/The San Francisco Chronicle/Getty Images

fot. Jessica Christian/The San Francisco Chronicle/Getty Images

fot. Jessica Christian/The San Francisco Chronicle/Getty Images

Portrety z serii United in Isolation podchodzą do pandemii COVID-19 z ludzkiej strony, eksponując przede wszystkim problem izolacji od świata zewnętrznego i potrzebę znalezienia wspólnoty fot. Jessica Christian/The San Francisco Chronicle/Getty Images


