70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Zwierzęta musiały być czujne”

Ludzki język jest dzisiaj ostatnim bastionem naszej wyjątkowości. Okazało się, że zwierzęta mają kulturę, wytwarzają narzędzia, prowadzą często wyrafinowane życie społeczne. Te wszystkie rzeczy, które miały wyróżniać człowieka, dzisiaj tracą na wartości. Kolejne granice upadają

Arkadiusz Gruszczyński: Napisała Pani książkę Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta, która jest próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie mają zajmować się prawami zwierząt. No właśnie – dlaczego?

Joanna Bednarek: To nasz obowiązek. Robimy zwierzętom wiele złych rzeczy.

Z czego to wynika?

Z poglądu, że zwierzęta żyją dla nas. I właściwie tylko od nas zależy, do jakich celów zechcemy je wykorzystać. Takie nastawienie powinno się jak najszybciej zmienić.

Dlaczego? Dominujący dyskurs zakłada, że zwierzęta są niższym gatunkiem, a Stary Testament, jak uważają konserwatyści, mówi wprost o czynieniu sobie ziemi poddanej. Ziemi, czyli również zwierząt.

Nasza świadomość odpowiedzialności za życie zwierząt zaczyna się zmieniać. Coraz więcej mówi się nie tyle o prawach zwierząt, ile o ograniczaniu ich cierpienia. Dla dominującego dyskursu, o którym Pan mówi, najłatwiej przyswajalna jest kategoria dobrostanu zakorzeniona w utylitaryzmie.

Dobrostanu, czyli dokładnie czego?

Kiedy utylitarysta mówi o polepszeniu losu zwierząt, to posługuje się pojęciami minimalizowania cierpienia i poprawy życia. Co ważne, nie pojawiają się tam prawa zwierząt jako takie. Peter Singer – jeden z czołowych przedstawicieli tego nurtu – nie uważa, że powinniśmy zmienić nasze postępowanie ze zwierzętami tylko dlatego, że zwierzęta jako istoty żywe mają tak samo jak ludzie pewne niezbywalne prawa. Koncentruje się raczej na tym, że istoty żywe są zdolne do cierpienia, odczuwania przyjemności czy szczęścia. Singer mówi, że tak naprawdę istnieją zwierzęta zdolne do odczuwania bardziej niż niektórzy ludzie, jak np. niemowlęta czy osoby głęboko upośledzone.

To dosyć ryzykowna teza.

Ale idźmy dalej tym tropem. Kiedy mówimy o hodowli zwierząt czy eksperymentach na nich, nie powinniśmy myśleć, do jakiego gatunku należy dana istota, tylko czy jest zdolna do percepcji. Słowem: czy potrafi odczuwać.

Czy to oznacza, że niektórych ludzi można zabić?

Tak niestety sądzi Singer, który zasłynął ostatnio straszną wypowiedzią, że być może gwałcenie osób z poważnym upośledzeniem intelektualnym nie jest złe, gdyż nie są one w stanie doświadczyć gwałtu jako krzywdy. Uważa on również, że dzieci do pewnego momentu można zabijać. Utylitaryzm pozwala więc na dość łatwe rozwiązywanie problemów etycznych, ale prowadzi do wielu kontrowersyjnych i niezbyt dobrych wniosków. Natomiast dyskurs praw nie odnosi się do odczuwania cierpienia, tylko zakłada, że pewnego rodzaju istoty mają prawa, które powinny uniemożliwiać ich instrumentalne traktowanie. Pojawia się jednak pytanie, które zwierzęta mogą się załapać do tej grupy. Czy bakterie, które żyją w naszym układzie trawiennym, mają być objęte prawami? Dyskurs praw obejmuje więc tylko część zwierząt, i to tylko tych tzw. wyżej rozwiniętych, czyli ssaki, być może ptaki.
— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata