70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W odcinkach: Najważniejsze

Koniec skłania do podsumowań. Ostatni felieton cyklu zmusza do zadania pytań. Co pominąłem, o czym nie napisałem, komu i czemu nie oddałem należnego hołdu? Starałem się konstruować te odcinki wokół pojęć dla mnie ważnych i istotnych dla dzieł kultury należących nie tylko do sztuki serialowej.

Codzienność, bogowie, władza – to tematy uniwersalne, pożywka dla literatury, teatru, filmu, sztuk plastycznych. O czym nie napisałem? Jest tyle pojęć, które ogniskują nasze myślenie o życiu – seks, zbrodnia, rodzina, wspólnota – że nie sposób omówić wszystkich.

Ale wśród tych przemilczanych jest jedno pojęcie, które jaśnieje szczególnym blaskiem. Kiedy sobie to uświadomiłem, przestraszyłem się: nie napisałem bowiem o najważniejszym! I choć tej kategorii nie ma na słynnych tablicach Kanta, to jej szukam w wielu dziełach kultury i poza nią, ją tropię, jej ślady skrzętnie kolekcjonuję. To dla niej oglądnąłem wiele produkcji serialowych, choć zawodzili aktorzy, scenariusz i reżyseria. Wystarczało mi jednak, że odnalazłem w tych pogmatwanych i często nieudanych realizacjach to, co najważniejsze. Każdy zapewne ma w życiu coś, na co czeka, co przeszywa jego umysł, wwierca się w serce. Każdy zapewne właśnie tego jednego szuka, do tego dąży, chciałby w pobliżu tego, co najważniejsze, zamieszkać, rozbić swój namiot.

A zatem na zakończenie cyklu kilka słów o tym, co najważniejsze. Bez lęku wyznaję, że chodzi o tweed. Tak, oglądam seriale dla samego tweedu, szukam produkcji tweedowych, pachnących wełną, migoczących wzorami i splotem tkanin. Dla tweedu potrafię wybaczyć wiele, w zasadzie wszystko. Czasem wyłączam głos, by nie cierpieć, i podziwiam tweed.

Tweed nie jest tu zresztą pojęciem do końca precyzyjnym, i nie chodzi mi nawet o to, że znawcy tematu grzęzną w sporach prowadzących do nieosiągalnej definicji, a na obrzeżach królestwa tweedu, w pogranicznych prowincjach, trwają terminologiczne wojny i niepokoje. Tweed tu przywołany to prostu tkanina, grubsza od garniturowej wełny, tak chętnie wybieranej przez polityków. Mogą to być surowe szkockie harrisy, subtelniejsze donegale, trwałe, lecz delikatniejsze wełny z Yorkshire; mogą być nawet flanele.

Rzecz w tym, by były dobrze skrojone i uszyte, by były wzorzyste, niebanalne, nieoczywiste. Wtedy potrafią wypełnić cały horyzont, zamaskować lichotę aktorskich kreacji i uporczywą prowizoryczność dekoracji. Z tweedem jest jak z bluesem, nie można podać definicji; trzeba zapytać, trafić prosto w serce: czy czujesz tweed? W tym sensie zupełnie nietweedowi są Madmeni, zbyt eleganccy, zbyt formalni, zbyt gładcy. Tweed musi mieć w sobie szorstkość, surowość, bunt.

I tu nachodzi mnie bezradność. Jest bowiem tyle wspaniałych seriali tweedowych, że wybór jednego jest niemal niemożliwy. Tweed wieje, kędy chce, wnika w produkcje, odcinki, losy bohaterów. Nie można go zamknąć w jednym felietonie, przytrzasnąć zbyt pochopnym wyborem. Drugiej szansy nie będzie, a więc nie będzie też wyboru.

Wśród seriali tweedowych jaśnieją sagi gangsterskie. Zbrodnia lubi tweed. Znakomicie ubrani, wytworni złoczyńcy wypełniają odcinki Boardwalk Empire czy Peaky Blinders. Często portretowani u krawca, stojący na postumencie, dookoła uwijają się rzemieślnicy ze szpilkami i kredą, w tle wzorniki tkanin. Widać niemal in statu nascendi, jak szata zdobi człowieka, jak go tworzy. Z byle opryszka wyrasta arystokrata przemocy. Śledzenie skomplikowanej intrygi bywa trudne, kiedy oko zatrzyma się zbyt długo na splocie tkaniny, tropiąc kraciaste lub prążkowane wzory. Pod tym względem przyjaźniejszy jest cykl o rodzinie Shelbych, bardziej stonowany i mniej olśniewający niż opowieść o Nuckym Thompsonie. Gangster z Atlantic City to zresztą znakomity przykład jedności ubioru i człowieka. Każdy sezon to inne kroje i tkaniny, pokazujące fluktuacje fortuny, zmieniające się mody, drogę do władzy. Style krawieckie pozwalają też odróżnić barwnie przedstawione w serialu Atlantic City (cudowne garnitury Thompsona i Chalky White’a!) od surowszego, burego Chicago i zwiewnego sycylijskiego Nowego Jorku. Stroje mówią, wprowadzają kod i język w świat, gdzie mężczyźni wypowiadają słowa oszczędnie i z ociąganiem.

Ale przecież nie jesteśmy skazani na przestępczość zorganizowaną! Dzięki Bogu, w tweedach pławią się też samotni socjopaci i psychopaci. Hannibal Lecter, grany przez Madsa Mikkelsena, to klejnot tweedowych seriali. Kraciaste wełny o nieoczywistej fakturze, trzyczęściowe garnitury, jedwabne krawaty paisley – tyle powodów, by śledzić tę przesterowaną w każdym wymiarze opowieść. Hannibal jest przeszarżowany we wszystkim, wypowiadanych z powagą dialogów nie da się słuchać bez zażenowania, prezentacja efektów zbrodni zachwyca chyba tylko florystów, wszystko jest nieznośne. Tweed i cienkie flanele ratują jednak ten serial. Jeśli wybaczyć nieco zbyt szeroko krojone ramiona i natarczywie masywne węzły krawatów Lectera, to po wyłączeniu głosu serial staje się prawdziwą ucztą dla miłośników męskiej elegancji.

Niestety, przedstawione wyżej przykłady ukazują też ciemną stronę tweedu, która czyni moralnie dwuznacznym nadmierne zainteresowanie tkaninami. Najlepiej ubrani serialowi bohaterowie to przecież mordercy. Przy nich sprawiedliwi stróże prawa ubierają się zazwyczaj nędznie i banalnie. Zainteresowanie tweedem może prowadzić do apoteozy zbrodni, fascynacji złem, dążenia do ideałów, które doskonaląc strój, rujnują ducha. To jest zagrożenie i mam świadomość, że oglądając seriale tweedowe, najczęściej balansuję na granicy perwersji.

Przed upadkiem moralnym chroni mnie jednak cała masa seriali kostiumowych, które, osadzone na przełomie XIX i XX w., opowiadają o ludziach uczciwych, cierpiących i ubranych w tweed. To były złote czasy, raj utracony. Każdy angielski robotnik czy irlandzki rolnik nosił tweedową marynarkę, której nawet dziś można pozazdrościć. Bezrobotny, nędzarz, suchotnik, nawet odziane w krótkie spodnie pacholęta – wszyscy oni hasali w tweedzie. Ratując się przed upadkiem, oglądam ich cierpienia, zawsze szukając tego, co najważniejsze.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter