Tove Jansson, abp Józef Życiński, Abraham Skórka grudzień 2018

Uczennica Jonny

Było to tej jesieni, kiedy Jonna przyjęła uczennicę na prywatne lekcje. Dziewczyna nazywała się Mirja, duża, ponura postać, która chodziła w pelerynie i artystycznym berecie. Jonna oznajmiła, że Mirja ma talent, ale zanim coś się z nim zrobi, uczennica musi nabrać szacunku do materiałów, a to może potrwać.

Artykuł z numeru

Przestrzeń przyjaźni

Przestrzeń przyjaźni

Tymczasem ta zostawiała czernidło na płycie, wydłubywała dziury po środku puszki z farbą drukarską i cały bałagan zwijała razem z tarlatanem, wszystko to było absolutnie niedopuszczalne.

– Muszę zacząć od początku – zwierzyła się Jonna. – Nic nie wie o podstawowej powadze grafiki, robi tylko dobre obrazy.

Mari spytała:

– Jak długo będzie u ciebie pracować? Będziesz jej dawać coś do jedzenia?

– Nie, nie, tylko kawę. Może jakąś kanapkę, ciągle jest głodna. Przypomina mi się, jak podczas studiów nigdy się nie najadałam.

W dni, kiedy przychodziła Mirja, Jonna nie zajmowała się niczym innym. Mari trzymała się z dala i była zmartwiona. Oczywiście Jonna miała smykałkę do nauczania, przez kilka lat była wpływową nauczycielką w akademii sztuki, do czasu, aż się znudziła i zapragnęła w spokoju tworzyć własne rzeczy. „W każdym razie, pomyślała Mari, uczenie, prawdziwa umiejętność uczenia, siedzi w człowieku, poza tym ona to lubi. Chyba to rozumiem, przekazuje się wiedzę i ma nadzieję, że przynajmniej ktoś jeden będzie kontynuował zawód w jakiś sensowny sposób…” Tak czy siak, Mari była nieufna wobec Mirji i jej artystycznej peleryny. Czasem pytała, jak idzie nauczanie. Jonna odpowiadała krótko, że uczennica przynajmniej nabrała szacunku do miedzianych płyt i zaczęła po sobie sprzątać.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer