70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Uczennica Jonny

Było to tej jesieni, kiedy Jonna przyjęła uczennicę na prywatne lekcje. Dziewczyna nazywała się Mirja, duża, ponura postać, która chodziła w pelerynie i artystycznym berecie. Jonna oznajmiła, że Mirja ma talent, ale zanim coś się z nim zrobi, uczennica musi nabrać szacunku do materiałów, a to może potrwać.

Tymczasem ta zostawiała czernidło na płycie, wydłubywała dziury po środku puszki z farbą drukarską i cały bałagan zwijała razem z tarlatanem, wszystko to było absolutnie niedopuszczalne.

– Muszę zacząć od początku – zwierzyła się Jonna. – Nic nie wie o podstawowej powadze grafiki, robi tylko dobre obrazy.

Mari spytała:

– Jak długo będzie u ciebie pracować? Będziesz jej dawać coś do jedzenia?

– Nie, nie, tylko kawę. Może jakąś kanapkę, ciągle jest głodna. Przypomina mi się, jak podczas studiów nigdy się nie najadałam.

W dni, kiedy przychodziła Mirja, Jonna nie zajmowała się niczym innym. Mari trzymała się z dala i była zmartwiona. Oczywiście Jonna miała smykałkę do nauczania, przez kilka lat była wpływową nauczycielką w akademii sztuki, do czasu, aż się znudziła i zapragnęła w spokoju tworzyć własne rzeczy. „W każdym razie, pomyślała Mari, uczenie, prawdziwa umiejętność uczenia, siedzi w człowieku, poza tym ona to lubi. Chyba to rozumiem, przekazuje się wiedzę i ma nadzieję, że przynajmniej ktoś jeden będzie kontynuował zawód w jakiś sensowny sposób…” Tak czy siak, Mari była nieufna wobec Mirji i jej artystycznej peleryny. Czasem pytała, jak idzie nauczanie. Jonna odpowiadała krótko, że uczennica przynajmniej nabrała szacunku do miedzianych płyt i zaczęła po sobie sprzątać. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter