70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. z archiwum Igora Przebindy, oprac.: Tymoteusz Piotrowski

Uchwycić melodię

Mistrz i Małgorzata jest książką magiczną. Opowiada o ludzkiej naturze i jej słabościach, o zdradzie i tchórzostwie, ale i o wierności, przebaczeniu i współczuciu. Dzieło, pisane przez Bułhakowa w mrocznych czasach stalinizmu, można odbierać jako krzyk sprzeciwu politycznego – również i u nas powszechny odbiór książki w latach 70. i 80. miał wymiar kontrkulturowy. Od czasu pierwszej polskiej publikacji w 1969 r. w tekście Bułhakowa zdążyło zanurzyć się kilka pokoleń czytelników.

Każde pokolenie tworzy własny język, każde spogląda na świat w inny sposób. W tym dynamicznym procesie słowa i sformułowania znikają lub zmieniają swoje znaczenia, a na ich miejsce pojawiają się nowe. Kategorie lingwistyczne ulegają transformacjom, rozmaite powiedzenia wyrastają jak grzyby po deszczu, inne – dezaktualizują się.

Naturalne staje się zatem, że każde dzieło literatury obcej należy co jakiś czas tłumaczyć na nowo, by nie uległo procesowi starzenia, by nie stało się anachroniczne i nieczytelne. Dodatkowo nowe tłumaczenia pozwalają przezwyciężyć paradoksalną „klątwę Szekspira”, który w dzisiejszych czasach jest odbierany i rozumiany lepiej poza Anglią – właśnie dlatego że we własnym domu nowe pokolenia czytają go w niezmienionej, statycznej formie oryginalnej, która dla wielu stała się już niezrozumiała. Kolejne przekłady budują serię, wspólnie kształtują kulturę i odbiór tekstu poprzez dekady, nikt nie powinien przyznawać sobie tutaj monopolu na wieki wieków. Takim monopolem w latach 60. była u nas „opcja” dopuszczająca jedyną słuszną wersję przekładu. Niech „opcja” odejdzie w zapomnienie razem z minionym ustrojem. Nikt nie powinien wpisywać Mistrza i Małgorzaty w jakąkolwiek formę ideologii politycznej, mowa tutaj także o przyklejaniu łatki powieści okultystycznej lub satanistycznej, co niepoważne i powierzchowne.

Nie powinniśmy więc mówić o kanoniczności ani ostateczności któregokolwiek z istniejących przekładów, abstrahując nawet od pojawiających się w nich nieścisłości i przeinaczeń, które przez lata pokutowały w odbiorze Mistrza i Małgorzaty na polskim gruncie. Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że wartością jest wyprostowanie w 2016 r. drobnych błędów rzeczowych – kapelusz Berlioza pojawiający się w pierwszym akapicie książki nie był zmięty w ręku; Piłat dostępuje przebaczenia w noc przed zmartwychwstaniem, nie w noc z soboty na niedzielę (воскресение – nie воскресенье), w mieszkaniu 47 na ścianach łazienki wiszą balie, nie koryta, a w przedpokoju dynda żarówka węglowa – nie „zawieszona w kącie” (ugol i ugoł).

Pamiętajmy również i o tym, że istniejące do tej pory przekłady opierały się na niekompletnych wersjach oryginału. Pierwszy przekład przez 11 lat zubożony był o fragmenty wycięte przez sowiecką cenzurę (wątek Alojzego Mogarycza, sen Nikanora Iwanowicza, Iwan Bezdomny zwyzywany przez przechodnia w rozdziale Pościg, „Mistrz kochanek” w sowieckiej Rosji przemieniony w „ukochanego Mistrza” – w tym ostatnim przypadku ostrze cenzury przetrwało u nas aż do dzisiaj!). Dopiero w 1980 r. ukazała się wersja poszerzona, wciąż jednak oparta na okaleczonym wydaniu frankfurckim, w którym brakuje około pięciu istotnych zdań – na skutek błędów Jeleny Sergiejewny podczas mozolnego przepisywania na nowo fragmentów wyciętych przez cenzurę (aż 55 stron maszynopisu). Edycje oparte na tym niekompletnym wydaniu publikuje się u nas po dziś dzień, opatrując je etykietką „uzupełnionych o fragmenty wycięte”, co – jak widać – okazuje się bolesną półprawdą.

 

*

Przede wszystkim jednak łatwo policzyć, że od pierwszego przekładu minęło prawie 50 lat, a od drugiego niedługo minie ćwierć wieku. Jest to właściwy moment, by po raz kolejny zmierzyć się z wielowarstwową symfonią Bułhakowa, uaktualnić jej odbiór i formę, a przy okazji spróbować poukładać sensy, tak by na nowo mogły zaistnieć w „oku” i umyśle odbiorcy.

Mistrz i Małgorzata jest powieścią złożoną, operuje poetyką traktatu filozoficznego, wykorzystuje mnogość stylów i rejestrów, przeplatających się wzajemnie w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Tłumacz nie może o tym zapomnieć nawet na sekundę, nie może pozwolić swojej czujności usnąć. By nie dać się zwieść Bułhakowowi, by nie przegapić treści, ale jednocześnie sensów, kryjących się w złożonych zdaniach oraz obecnych w języku rosyjskim konceptach. By odtworzyć je wszystkie w sposób skuteczny i skrupulatny, ale jednocześnie nie zatracić potoczystości i melodyjności. Ponieważ Mistrz i Małgorzata jest również utworem muzycznym i trzeba pamiętać, żeby melodii nie zatracić, by przekład nie stał się chropowaty, „węźlasty i kolczasty”, jak mówił Andrzej Drawicz. Tłumacz musi melodię Bułhakowa stworzyć w swoim języku tak, by wybrzmiała w pełni.

To dlatego warto czytać Bułhakowa na głos – co dotyczy zarówno tłumacza (trzeba podkreślić, że głośne czytanie było dla nas jednym z narzędzi w trakcie dwóch lat tłumaczenia – prawie cały nasz przekład przeczytaliśmy głośno, podobnie zresztą jak niezliczoną ilość fragmentów oryginału), jak i samego czytelnika.

*

Tłumacz musi się tu wykazać wrażliwością i pokorą, ale jednocześnie odwagą, czasami graniczącą z brawurą. Opus magnum Bułhakowa to nie jest tekst, który miałoby się przekładać podręcznikowo, dosłownie i grzecznie; uchwycenie ducha powieści oraz jej ulotnej melodii muszą stać się priorytetem.

Przełożony tekst staje się formą puzzli, które przesuwają się w obrębie zdań i akapitów. Zadanie jest tym trudniejsze, że Bułhakow uwielbiał tworzyć frazy rozbudowane; wielopiętrowe niczym monstrualna, eklektyczna architektura powieściowego Jeruszalaim. Operował poetyką synestezji zmysłowej – budował symfonię dźwięków, obrazów, smaku, zapachu.

Jednocześnie mieszał style, języki i wątki. W tzw. wątku moskiewskim karnawał spotyka się z realizmem magicznym i nastrojem grozy, konwencjami bajki rosyjskiej, a nawet horroru gotyckiego – próbowaliśmy oddać tę wielobarwność, różnicując rejestr językowy tytułów poszczególnych rozdziałów. Twardym orzechem do zgryzienia okazał się język miłości Małgorzaty i Mistrza, kryjący w sobie niebezpieczeństwa anachronizmów. Wątek biblijny operuje stylem wyszukanym, a podczas planowania morderstwa Judy z Kiriathu przez Piłata i Afraniusza – konwencjami mowy ezopowej. Finalny wątek eschatologiczny obfituje we fragmenty głęboko poetyckie. Język Iwana Bezdomnego w początkowych rozdziałach przybiera formę języka proletariackiego, dynamicznego slangu, podobnie jak słyszymy to u Korowiewa i Annuszki – ale już w rozdziale ósmym Iwan zaczyna dopasowywać swój ton do wyszukanego języka profesora Strawińskiego – tego samego, którym posługuje się Woland i Berlioz. Nie zapominajmy o misternie utkanych sylogizmach uczonego błazna Behemota.

 

*

Troje tłumaczy to trzy różne wizje, trzy metody, trzy sposoby rozumienia tekstu. Każdy z nas jest przywiązany do tej powieści na własny sposób, każdy ma swoje ulubione postaci, rozdziały, wątki, zdania, słowa. Żadne z nas nie byłoby w stanie przełożyć Mistrza i Małgorzaty w pojedynkę, nie udałoby się to również we dwójkę, niezależnie od konfiguracji. Formując tercet, stanęliśmy przed niełatwym zadaniem odnalezienia wspólnego klucza do Bułhakowa. Zadaniem tym trudniejszym, że każde z nas ma do tej książki, obecnej w naszym domu od 30 lat, stosunek głęboko osobisty. Taki ładunek emocjonalności staje się zaletą, gdy tłumacze potrafią uczynić z niego oręż walki o adekwatność przekładu; ale może też stać się utrudnieniem, gdy emocje kotłują się chwilami zbyt gwałtownie, tak jak podczas mierzenia się ze scenami najbardziej intensywnymi, jak zabójstwo Judy czy opowieść Mistrza o chorobie.

Istnieje pewna forma intymności, w jaką tłumacz wchodzi w relację z dziełem, nad którym pracuje. Tekst zaczyna się odbierać jak ukochaną osobę – żyje się z nią, poznaje ją, odkrywa, wchodzi się z nią w dialog, dyskutuje, kłóci, zmaga z problemami, szuka najlepszych rozwiązań, czasem kompromisów.

Po prostu musieliśmy to zrobić.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter