70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rozmowy najnowsze

Benedykt XVI jest świadomy, że na szali leży autorytet papiestwa i kościelnego urzędu w ogólności. Widać, że sprawa jest przez niego dogłębnie przemyślana, a apologia własnej decyzji przedstawiona jasno i przekonująco

W perspektywie chrześcijańskiej, także w wymiarze doczesnym, nie może być mowy o rozmowach kategorycznie ostatnich, więc przede wszystkim wypada oddramatyzować tytuł najnowszego wywiadu z Benedyktem XVI. Jest on zresztą częścią dłuższej serii wywiadów, które Peter Seewald w ciągu ostatnich lat przeprowadzał z Josephem Ratzingerem i które częściowo znalazły się w innych pozycjach ksiażkowych. Również akcja promocyjna opierająca się na pytaniu: „Co się stało, że papież emeryt przerywa milczenie?”, okazuje się nieco nieadekwatna do zawartości wywiadu, z którego dowiadujemy się bowiem, że właśnie nic się nie stało i nic się nie dzieje. Intencją wydania książki wydaje się przede wszystkim chęć złożenia przez Benedykta XVI wyraźnej deklaracji, że wraz z jego rezygnacją nie dokonało się nic szczególnego, że jego pontyfikat zakończył się w harmonii i spokoju, że nie był w żaden sposób szantażowany, że zrzekł się urzędu bez żadnych nacisków politycznych, ale też bez żadnych nadzwyczajnych przyczyn natury teologicznej, duchowej czy mistycznej. Obecne życie w ukryciu byłego papieża w pełni mu odpowiada i nie ma w tym żadnego „podstępu”, który mógłby niepokoić wiernych Kościoła katolickiego. Ratzinger jest w dobrych, a nawet serdecznych, relacjach z następcą, papieżem Franciszkiem, i z pewnością nie można mówić o żadnym rozłamie pomiędzy jednym i drugim pontyfikatem. Ucięcie tego typu spekulacji Benedykt XVI ewidentnie uważa za swój obowiązek i niewąptliwie wyczuwa się to przy omawianiu drażliwych kwestii. O abdykacji opowiada krótko. Niektóre z zadawanych mu pytań ocierają się zresztą o śmieszność, idąc za daleko w próbie wepchnięcia papieża emeryta w rolę mistyka celebryty, w której z pewnością nie czułby się dobrze. Jak bowiem można odpowiedzieć na pytanie: „Doszliście z Panem do ładu?” (gdzie „Pan” oznaczać ma Jezusa Chrystusa) zadane w kontekście podjęcia decyzji o ustąpieniu z papieskiego urzędu?

*

Jednemu z tematów dotyczących abdykacji Benedykt XVI poświęca nieco więcej miejsca, a mianowicie kwestii aktualnego postrzegania papiestwa i, szerzej, urzędu w Kościele. Joseph Ratzinger, jeszcze jako kardynał, wielokrotnie przestrzegał przed zbyt funkcjonalnym rozumieniem kapłaństwa, a przecież zdaje sobie sprawę, że ustąpienie z urzędu papieskiego jest narażeniem całej instytucji papiestwa i w konsekwencji wszystkich urzędów w Kościele na funkcjonalizm i zeświecczenie. Trudno bronić „ontologizującej” koncepcji kapłaństwa i urzędu, według której mniej ważne jest to, co się robi, a ważniejsze to, kim się jest na mocy święceń i misji kanonicznej, gdy równocześnie samemu otwiera się furtkę do zrezygnowania z pełnienia danej funkcji w Kościele z powodu obiektywnych trudności doświadczanych jednak przecież zwykle bardzo subiektywnie. Benedykt XVI jest świadomy, że na szali leży tutaj autorytet papiestwa i kościelnego urzędu w ogólności. Widać, że sprawa jest przez niego dogłębnie przemyślana, a apologia własnej decyzji przedstawiona jasno i przekonująco: zmiana zakresu odpowiedzialności i charakteru zewnętrznej misji nie oznacza zmiany wewnętrznego statusu we wspólnocie wierzących. Przy tym – jak mówi Benedykt XVI – losy indywidualnego człowieka nie są tu tak ważne jak fakt bycia tylko zastępcą Kogoś Innego. Jakie mogą być konsekwencje takiego myślenia? W gruncie rzeczy, być może nieco paradoksalnie, możliwość „odejścia ze służby” czy „zwolnienia z funkcji” konkretnego człowieka czyni Kościół jeszcze bardziej teocentrycznym, co z pewnością nie idzie w parze z postulowanym jeszcze tu i ówdzie antropocentryzmem, gdyż niekoniecznie łączy się z troską i z przysłowiowym już „pochyleniem się” nad losem poszczególnych ludzi.

Niemniej indywidualne losy Ratzingera śledzimy przez większą część wywiadu. Część dotycząca obecnego życia Benedykta XVI, zawierająca jego refleksje eschatologiczne, wspomnienia dotyczące chwil abdykacji i nowego konklawe, jest relatywnie krótka. W związku z tytułową „ostatniością” rozmów ta zwięzłość może być nawet rozczarowująca. Seewald przyznaje, że rozmowy z Benedyktem XVI zawarte w książce prowadził przed abdykcją i po niej. Zdecydowna większość z nich jest niezależna od kontekstu aktualnej sytuacji Benedykta XVI i dotyczy jego przeszłości. Śledzimy więc na nowo życie Ratzingera od wczesnego dzieciństwa do działalności jako papieża: relacje rodzinne, losy wojenne, spotkania z wielkimi osobistościami, podejmowane wybory. Widać, w jakim stopniu ukształtował go duch powojennych Niemiec optymistycznie zwróconych ku przyszłości. Dwukrotnie czytamy, że świadomie nie podejmował on tematów III Rzeszy, faszyzmu, wojny. Nie uważał tego za swoje zadanie, bo chciał budować i tworzyć przyszłość.

Czego jednak dowiadujemy się o przeszłości Josepha Ratzingera? Przyjrzyjmy się bliżej paru kwestiom.

Tylko jeden raz Benedykt XVI wspomina, że znalazł się „poniekąd na skraju przepaści”. To moment gdy ważyły się losy jego habilitacji. Jest czymś bardzo charakterystycznym i być może zaskakującym, że nie wojna i fizyczne czy moralne niebezpieczeństwa z nią związane, nie droga duchownego z wszystkimi rozterkami i trudami, ale właśnie ścieżka kariery naukowej jest miejscem tak silnie emocjonalnie angażującym przyszłego papieża. Daje to wgląd w ówczesny świat niemieckiej nauki, rangę, jaką nadawali jej ci, którzy ją tworzyli, i ci, którzy aspirowali do jej tworzenia. To także kwestia materialna – kolejne szczeble kariery naukowej w przypadku Ratzingera oznaczały możliwość utrzymywania rodziców. Gdy pod koniec książki pada pytanie o niezrealizowane plany, odpowiedź brzmi: „Oczywiście chętnie popracowałbym jeszcze naukowo”. Rzeczywiście, tylko z perspektywy całości wywiadu jesteśmy w stanie tę oczywistość chociaż częściowo zrozumieć.

*

Niezwykle ciekawe są refleksje na temat prac wokół II Soboru Watykańskiego i opis panującej wówczas atmosfery. Szczególnie piękne jest zdanie, wyraźnie będące wyrazem pewnej tęsknoty, wypowiadane w kontekście wspominania czasów wczesnej działalności akademickiej: „Panowało przekonanie, że żyjemy w czasach, kiedy mamy coś do powiedzenia”. Fragment wywiadu dotyczącego Soboru nosi znamienny tytuł: Marzenie i trauma. Świat teologa, intelektualisty, profesora zetknął się ze światem kościelnej polityki, duszpasterkich konsekwencji i społecznych reperkusji. Wspomnienia Ratzingera dają wyrazisty obraz teologicznego optymizmu czasów Soboru i rozczarowań czasu posoborowego. W jego słowach można wyczuć, jak mocny i trudny do opanowania był entuzjazm epoki soborowej, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się tak bardzo odległe, a nawet, w kontekście posoborowej „teologicznej depresji”, wprost niepokojące.

Seewald zauważa w pewnym momencie wywiadu, że jego rozmówcy nie udało się nigdzie zagrzać miejsca na dłużej. Rzeczywiście, w czasie wojny samowolnie opuścił pomocniczą służbę wojskową i udał się do domu, jako profesor odchodził z Bonn, z Münster, z Tybingi, z Ratyzbony, już jako biskup z Monachium, chciał też odejść z Rzymu po pierwszej kadencji sprawowania funkcji prefekta Kongregacji Nauki Wiary.

Trudno nie dopisać do tej listy również abdykacji z urzędu papieża. Z kolei wśród lektur, które ukształtowały młodego Josepha Ratzingera, wymienia on Grę szklanych paciorków Hermana Hessego. Mówi, jak poruszającym był dla niego moment opuszczenia dotychczasowego życia przez głównego bohatera powieści właśnie wtedy, gdy otrzymuje on najbardziej pożądany tytuł Magistra Ludi. Motyw odchodzenia jest mocno obecny w całym wywiadzie i to on w dużej mierze kształtuje jego charakter i usprawiedliwia nazwanie go „ostatnim” (lub też „najnowszym” w sensie dawnej nazwy eschatologii – De novissimi): Benedykt XVI mówi nunc dimittis, cytując pierwsze słowa pieśni Symeona, i czeka na kolejne odejście, które – jak wierzy – będzie pełniejszym spotkaniem z Bogiem i z ludźmi w pełnej radości i prawdziwej miłości.

_

Peter Seewald

Benedykt XVI. Ostatnie rozmowy

tłum. ks. Jacek Jurczyński,

Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2016, s. 312

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata