70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Lata 30 XX w. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Trzeba bronić inteligencji

Niewielu dostrzega dzisiaj inteligenta w psychologu, bibliotekarzu, urzędniku czy nauczycielu szkoły podstawowej w małym mieście. Tymczasem to oni stoją na pierwszej linii frontu pomocy najbardziej potrzebującym i w niektórych przynajmniej przypadkach ten tytuł im się po prostu należy.

Jako kategoria społeczna inteligencja spotyka się dziś z ostrą krytyką młodych elit. Owszem – można powiedzieć, że inteligencję krytykowano „od zawsze”. Zmiana polega jednak na tym, że dawne próby twórczego przepracowania inteligenckiego dorobku zostały zastąpione dążeniem do jego zupełnego odrzucenia. Warto zacytować kilka reprezentatywnych wypowiedzi. Pisarz Wojciech Engelking: „Inteligencja tak upiła się swoją władzą nad dyskursem, iż uznała, że Polska nie może się bez niej obejść. Jej działania doprowadziły do tego, że dziś słowo »inteligent« może funkcjonować jak obelga (…). Być inteligentem to być okcydentalistą i postępowcem. A contrario: wyznawać jakiekolwiek inne poglądy to być chamem. Dlaczego tak uważam? Bo tylko liberalno-lewicowy odłam inteligencji zyskał w latach 90. polityczną sprawczość – przy zachowaniu, rzecz dyskusyjna, inteligenckiej niezależności”. Polityk Jan Śpiewak: „Jej hegemoniczna pozycja została potwierdzona ustaleniami Okrągłego Stołu, które podzieliły wpływy w kraju między peerelowską nomenklaturę a inteligencję, wykluczając z politycznego porozumienia robotników i chłopów. Od 1989 r. inteligencja niepodzielnie włada i zatruwa wyobraźnię Polaków”.

Szczepan Twardoch argumentuje: „Kształt Polski to emanacja systemu wartości polskiej inteligencji, a polska inteligencja jako klasa społeczna jest potworna, nawet jeśli składa się również z ludzi inteligentnych, zacnych i przyzwoitych. Nic się nie zmienia. (…) W końcu zawsze i tak wyjdzie retoryka polskiego inteligenta wyzywającego innych od chamów”.

„Nie będę płakał po inteligencji” – dodaje Filip Leśniewicz, publicysta „Nowych Peryferii”.

Nie mniej krytyczne interpretacje proponują zawodowi badacze. Dla młodych historyków inteligencja w czasie rewolucji 1905–1907 r. była hamulcowym wobec robotniczych żądań. Inni przekonują, że inteligencja sprawuje dzisiaj kulturową hegemonię, blokując podmiotowość i możliwość partycypacji innych kategorii społecznych. Kulturoznawca Jan Sowa mówi z kolei, że przyznała ona sobie rolę przewodnika, i dodaje, że po niemiecku przewodnik tłumaczy się jako „Führer”.

W młodych pokoleniach tego rodzaju krytyka nie jest już wyjątkiem jak dawniej, ale sytuuje się w głównym nurcie myślenia. Dla grupy 70 młodych uczonych, dziennikarzy, pisarzy i aktywistów społecznych, z którymi przeprowadziłem wywiady[1], inteligencja okazuje się ważnym, choć głównie negatywnym punktem odniesienia. Nawet osobom skłonnym do spokojniejszej i bardziej wyważonej oceny identyfikacja z inteligencją wydaje się problematyczna. Postrzegają ją bowiem przez pryzmat genealogii. Widzą, że reprezentanci tej kategorii odgrywają ważne role społeczne i w niektórych miastach, głównie w Warszawie, nadal tworzą środowiska, które strzegą swojej inteligenckości i prawa do posługiwania się tym słowem. To sprawia, że właśnie w stolicy osobom bez stosownego pochodzenia najtrudniej powiedzieć o sobie, że są inteligentami, nawet jeśli wcześniej nie miały z tym problemu. W tych wypowiedziach inteligencja zdaje się kondensować wszystko to, co sprzeczne z duchem egalitaryzmu oraz demokracji.

Są jednak też tacy młodzi ludzie, którzy choć nie utożsamiają się z inteligencją, to pozytywnie odnoszą się do inteligenckiego etosu. Można wreszcie znaleźć osoby, najczęściej liderów młodych środowisk („Krytyki Politycznej”, „Kultury Liberalnej”, „Pressji” czy odmłodzonej redakcji „Znaku”), którzy – mimo braku takiego pochodzenia – identyfikują się z zaangażowaną inteligencją oraz z jej wartościami. Stanowi to dla nich okazję do pogłębionego namysłu nad sensem życia w planie osobistym, zawodowym czy publicznym. W moim przekonaniu to najbardziej obiecująca postawa, pozwalająca z jednej strony dostrzec ambiwalencje inteligenckiej tradycji, a z drugiej – wybrać tę jej część, która może mieć dziś dla nas istotne znaczenie.

Historyczne źródła ambiwalencji

Początki inteligencji sięgają końca XVIII w. Protointeligencka oświeceniowa elita obejmowała wówczas głównie duchownych, oficerów, nauczycieli, literatów, lekarzy i dziennikarzy. Zbiorowość ta nie dysponowała jeszcze poczuciem własnej odrębności[2]. Brakowało jej również jednego pojęcia, za pomocą którego jej członkowie mogliby się określić. Pojawiło się ono w polszczyźnie w 1844 r. za sprawą Karola Libelta. Jego zdaniem, ze względu na wykształcenie, inteligencja miała stanąć na czele narodu, przyjmując jednocześnie rolę służebną wobec niższych warstw społecznych.

Termin „inteligencja” był początkowo używany zamiennie w dwóch podstawowych znaczeniach: węższym oznaczającym elitę lub w szerszym, gdy dotyczył całej warstwy społecznej. Inteligencję w tym drugim znaczeniu można do pewnego stopnia postrzegać jako odpowiednik zachodniego mieszczaństwa. Inna była jednak jej genealogia – związana m.in. z procesem deklasacji szlachty. Ukształtowanie polskiej inteligencji było też efektem takich czynników, jak: zacofanie kraju, brak suwerenności, przekonanie o konieczności zachowania kulturowej odrębności własnego narodu. Wszystko to rodziło pewien rodzaj buntu oraz skłaniało do poszukiwania alternatywy.

Brak własnego państwa sprawiał, że inteligenci tworzyli środowiska składające się na półlegalne sieci: kawiarnie, salony, antykwariaty, redakcje czasopism, prywatne biblioteki, kółka samokształceniowe.

Część z nich oprócz funkcji jawnych pełniła też funkcje ukryte. Inteligencja stworzyła alternatywę dla legalnych instytucji, swoiste „państwo w państwie”. Kształtowała ona sferę publiczną, a zarazem szczególny etos odpowiedzialności za całość podzielonego zaborami społeczeństwa. W Galicji inteligencja dysponowała sporym zakresem autonomii. Trudniej było w zaborach niemieckim i rosyjskim, choć jednocześnie to właśnie Królestwo Kongresowe było faktycznym centrum inteligenckości.

Pod koniec XIX w. jej przedstawiciele stanowili już osobną warstwę rywalizującą z ziemiaństwem o pierwszorzędną, ideową i kulturotwórczą, pozycję w kraju. W jej obrębie pojawiły się naturalne polityczne i światopoglądowe podziały, dotyczące również roli i znaczenia inteligencji. Mniej więcej od lat 70. XIX w. do wybuchu I wojny światowej – jak pisze Marta Zahorska – w świadomości ówczesnej warstwy wykształconej funkcjonuje kilka sposobów rozumienia inteligencji: warstwa średnia, elita, grupa nieistniejąca (bądź taka, która istnieć nie powinna), inteligentny proletariat[3].

Mimo różnorodności odziedziczonych tradycji, wzorów kulturowych i stylów życia mówiono już jednak o pewnym rozpoznawalnym inteligenckim etosie.

Na przełomie wieków XIX i XX jedną z inteligenckich frakcji byli ludzie niepokorni, „podziemni”, najbardziej zaangażowani oraz zbuntowani przeciwko istniejącemu porządkowi i własnej genealogii. Odrzucali tradycję oraz spuściznę kulturową ziemiaństwa. Nie odpowiadała im pewna zachowawczość pozytywistów, choć ich wzorem wierzyli w naukę jako siłę zdolną do przeobrażenia świata. Z ideałów romantycznych czerpali przekonanie o swoim szczególnym posłannictwie i konieczności służby. Pod wpływem inteligencji rosyjskiej podkreślali znaczenie ludu, a wraz z tym artykułowali poczucie „winy” i „długu” wobec społeczeństwa, mowa była o „kajającej się szlachcie”. To oni właśnie będą stanowili trzon inteligencji zaangażowanej. Ten mniejszościowy początkowo nurt z czasem przeobraził się w główny, który później stał się istotną częścią inteligenckiej mitologii.

W ramach ruchu niepokornych wypracowane zostało stanowisko będące odpowiedzią na paternalizm warstwy wykształconej. To właśnie te środowiska z przełomu wieków oraz ich mniej lub bardziej bezpośredni kontynuatorzy zwracali uwagę na potrzebę demokratyzacji, uobywatelnienia, równości, pobudzenia do współpracy. Po jednej stronie jest zatem elita przekonana o wyróżnionej roli, w tym zawodowi rewolucjoniści, którzy budzą w masach świadomość i zasilają różne frakcje polityczne. „Na drugim – jak ujął to Andrzej Mencwel – skraju wachlarza mamy takie postawy jak Heleny Radlińskiej, Janusza Korczaka i innych, którzy mówią: »My właściwie uczymy się w dialogu; dajemy swoje doświadczenie, ale i coś dostajemy«. I nie ma tu miejsca dla wyniosłych Kulturträgerów, jest praca twórców wspólnoty. Radlińska ładnie to wyraziła w języku nieco młododopolskim, trzeba »przebudzić siły utajone«. (…) [A]pogeum tej postawy, do której się tutaj odwołujemy, widzę w równoprawnym współdziałaniu, współbyciu”[4].

Odzyskanie państwa w 1918 r. można uznać za triumf inteligencji, zasłużonej dla walki o niepodległość. W II RP dominowała inteligencja, która – jak pisał Janusz Żarnowski[5] – „była w pewnym stopniu narzędziem polityki tego państwa”. Uczniowie niepokornych z przełomu wieków budowali instytucje, a inteligencja rosła liczebnie oraz wyraźnie mieszczaniała. Pojęcie to staje się synonimem osób z wykształceniem, tzw. pracowników umysłowych. Inteligencja pozostawała warstwą zróżnicowaną pod względem wykształcenia, dochodów, orientacji ideologiczno-politycznych, kulturalnego wyrobienia i stylu życia, pochodzenia, zawodów. Miała jednak własne rytuały i progi dostępu, trzymając się przede wszystkim szlacheckich wzorców kulturowych. Janusz Żarnowski argumentuje, że górna warstwa inteligencji (nazywa ją inteligencją właściwą), obejmująca wyższe stanowiska pracowników umysłowych oraz wolnych zawodów, była trudno dostępna dla dzieci z rodzin robotniczych i chłopskich. Awans społeczny w wypadku osób z tych warstw przebiegał stopniowo i trwał przeciętnie dwa–trzy pokolenia. Świetnie uchwycił to Witold Gombrowicz w Ferdydurke, opisując reakcję Miętusa na brać studencką: „To wszystko synowie chłopscy kształcący się na inteligentów! Do diabła z byłymi parobkami! Nienawidzę byłych parobków! Jeszcze nos palcem uciera, a już ze skryptów się uczy! Książkowa wiedza w chłopie! Adwokat i lekarz z chłopa! Spójrz tylko, jak łby im puchną nad łacińskimi terminami, jak im paluchy wyłażą”.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter