70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fot. K. Kuczyk / Forum

Katolicyzm jako pokusa

W jednym z wywiadów Houellebecq mówił o sobie: „Jestem katolikiem w tym sensie, że pokazuję horror świata bez Boga”.

W Prologu do Cząstek elementarnych Houellebecq wprowadza pojęcie „mutacji metafizycznej”, którym to mianem określa „radykalne i całościowe przemiany przyjętej powszechnie wizji świata” (tłum. A. Daniłowicz-Grudzińska, Warszawa 2003, s. 6). Autor wyznacza w historii Europy trzy momenty, gdy dochodziło do takiej przemiany. Pierwsza mutacja metafizyczna dokonała się, gdy pogańska starożytność ustępowała miejsca chrześcijaństwu. Druga – gdy nowoczesna nauka wypierała chrześcijański, średniowieczny obraz świata. Trzecia to okres, w którym toczy się akcja Cząstek…, a więc umownie czas „pokolenia ‘68”. To „pod wieloma względami najbardziej radykalna” mutacja – twierdzi autor. Houellebecq opatruje swoją diagnozę ciekawą uwagą. Otóż według niego do mutacji metafizycznej nie dochodzi wcale w momencie osłabienia czy też kryzysu istniejącej struktury społecznej. Przeciwnie – „kiedy pojawiło się chrześcijaństwo, Cesarstwo Rzymskie znajdowało się u szczytu swej potęgi; jego organizacja osiągnęła najwyższy stopień i panowało ono nad całym światem”. Podobnie było w przypadku drugiej mutacji metafizycznej: „gdy pojawiła się nowoczesna nauka, średniowieczne chrześcijaństwo stanowiło gotowy system pojmowania człowieka i świata”. Do mutacji metafizycznej dochodzi więc w momencie szczytowym, gdy rozwój danej formy struktury społecznej sięga apogeum. „Pokolenie ‘68” przychodzi więc, gdy następuje wypełnienie nowoczesności, a jej miejsce zajmuje płynna, liberalna ponowoczesność. Kiedy czeka nas następna równie radykalna zmiana?

Zanim ukazała się Serotonina, można by sądzić, że Houellebecq udzielił już odpowiedzi na to pytanie, pisząc Uległość. Główny bohater tej powieści, François, profesor Sorbony i specjalista od Jorisa-Karla Huysmansa, XIX-wiecznego pisarza francuskiego, próbuje powtórzyć duchową drogę konwertyty. Huysmans, okrzyknięty najpierw skandalistą, a nawet satanistą, w wieku 47 lat publikuje książkę pt. W drodze, w której opisuje długą i bolesną drogę nawrócenia na katolicyzm. Ponad 100 lat później François udaje się do benedyktyńskiego opactwa w Ligugé, gdzie pod koniec życia Huysmans był świeckim oblatem. Pobyt niestety kończy się porażką. Duchowego doświadczenia konwertyty nie daje się powtórzyć. Żadnego impulsu nie dostarczyła mu także wcześniejsza podróż do pielgrzymkowego Rocamadour i kontemplacja figury Czarnej Madonny znajdującej się w romańsko-gotyckiej bazylice. „Po półgodzinie wstałem z ławki, czując się definitywnie opuszczony przez Ducha, zredukowany do upośledzonego, znikomego ciała” (Uległość, tłum. B. Geppert, Warszawa 2015, s. 166) – pisze bohater po ostatniej swojej wizycie przed figurą, „świadectwem świata, który od dawna nie istnieje” (s. 162). Powieściowy François nawraca się w końcu na islam. Jego decyzja wynika bardziej z wyrachowania niż z wewnętrznego przekonania. Trudno przejęcie władzy we Francji przez Bractwo Muzułmańskie nazwać mutacją metafizyczną. To raczej polityczna kalkulacja. Jedno jest jednak pewne, ponowoczesny świat wypełnia się na naszych oczach. Ale jego wypełnienie oznacza także wyczerpanie się. Co przyjdzie na jego miejsce?

Niektórzy twierdzą, że Houellebecq pisze wciąż tę samą książkę. To w pewnym sensie prawda. Wszystkie są bowiem w gruncie rzeczy o tym samym: o postępującej atrofii ludzkich relacji. Każda następna powieść jest coraz bardziej pesymistyczna. Serotonina to groteskowa, momentami rozśmieszająca, ale ostatecznie tragiczna diagnoza współczesności. Bohater powieści, Florent-Claude Labrouste, którego – z powodu narracji pierwszoosobowej – można wziąć za alter ego samego autora, odbywa melancholijną podróż w poszukiwaniu utraconych miłości. Okazuje się jednak, że powrót do którejkolwiek z kobiet, które kochał, jest niemożliwy. Nie ma proustowskiego „czasu odnalezionego”. Czym jest życie bez miłości? Jean-Paul Sartre mówił, że „piekło to inni”. Houellebecq stawia tezę dokładnie odwrotną: piekło to absolutny brak innych. Piekło jest samotnością. A ta prowadzi do samounicestwienia. Pewnego dnia lekarz oznajmia bohaterowi, że jest na najlepszej drodze, by umrzeć ze smutku: „jakby się pan spalał od wewnątrz”. Najnowsza książka jest zajadłą krytyką współczesnego społeczeństwa, które zamieniło świat w jego coraz bardziej sztuczny substytut pozbawiony ludzkich relacji. „Społeczeństwo to maszyna do niszczenia miłości” – mówi bohater. Gdzie więc jej szukać, jeśli nie między ludźmi?

Serotoninie szczelina nadziei otwiera się dopiero na ostatniej stronie powieści. „W rzeczywistości Bóg się nami zajmuje, myśli o nas w każdej sekundzie i daje nam niekiedy bardzo precyzyjne wskazówki. Te przypływy miłości, które zalewają nam piersi i odbierają dech, te iluminacje, ekstazy – niewytłumaczalne, uwzględniwszy naszą biologiczną naturę, nasz status naczelnych – to niezwykle jasne znaki. Dzisiaj już rozumiem punkt widzenia Chrystusa, jego nieustanne zniecierpliwienie zatwardziałością naszych serc: otrzymali wszystkie znaki i nie biorą ich pod uwagę. Czy naprawdę muszę jeszcze oddawać za tych nieszczęśników życie? Czy naprawdę trzeba być do tego stopnia dosłownym? Wygląda na to, że tak”. Joanna Tokarska-Bakir pisze, że te pytania zadaje „zdegustowany Chrystus”, a Serotonina „kończy się błaganiem o Drugie Przyjście”[1]. Jeśli tak, oznaczałoby to klęskę krzyżowej śmierci Jezusa i konieczność jej ponowienia. Ale to nie jest stan „zdegustowania” Jezusa, który dzisiaj spogląda z góry na to, co się dzieje na ziemi. To próba zrozumienia tego, co się wówczas musiało wydarzyć. Codzienne znaki nie wystarczyły. Potrzebny był jeszcze jeden znak, dodatkowy i dosłowny: śmierć. W tym sensie znaki, które dzisiaj daje nam Bóg, stają się przestrogą.

Już w roku 1996 w jednym z wywiadów Houellebecq mówił, że jest przekonany, iż wszelkie szczęście ze swej natury jest religijne. Kilkanaście lat później, w roku 2017, powiedział o sobie: „Jestem katolikiem w tym sensie, że pokazuję horror świata bez Boga”[2]. W jednym ze swoich wierszy (La Poursuite du Bonheur) pisze o tęsknocie za światem, „gdzie nasi ojcowie żyli pod skrzydłem archanioła”, która przypomina, że „nie możemy już żyć daleko od wieczności”[3]. Sam mówi o sobie, że nie jest ateistą – raczej agnostykiem – i przyznaje, że wielokrotnie rozważał „pokusę” zostania katolikiem. Ta myśl – niczym idée fixe – powraca w powieściach Houellebecqa. W Poszerzeniu pola walki kapłan namawia narratora do nawrócenia się na katolicyzm. W Cząstkach elementarnych główny bohater przyznaje, że podjął kolejną próbę zostania wyznawcą Chrystusa.

W Mapie i terytorium Houellebecq – postać z powieści – umiera jako chrześcijanin.

„Ku ogólnemu zaskoczeniu okazało się, że autor Cząstek elementarnych, który przez całe życie afiszował się z bezkompromisowym ateizmem, pół roku wcześniej dyskretnie ochrzcił się w kościele w Courtenay”. Jego obrzędom pogrzebowym przewodniczył nawet sam arcybiskup Paryża, który „osobiście wziął udział w zredagowaniu homilii, podkreślając uniwersalne wartości humanistyczne zawarte w dziele pisarza” (Mapa i terytorium, tłum. B. Geppert, Warszawa 2011, s. 284).

W wywiadzie udzielonym magazynowi „La Vie” w roku 2015, już po opublikowaniu Uległości, Houellebecq przekonywał, że religia ma bardzo duże znaczenie dla społeczeństwa i – idąc za Augustem Comtem – twierdził, że w dłuższym okresie czasu żadne społeczeństwo nie może istnieć bez religii. „Wierzę w powrót tego, co religijne”[4] – mówił. Houellebecq jawi się więc jako prorok nowej mutacji metafizycznej. Ponowoczesność wypełnia się na naszych oczach. Nie była w stanie zaproponować człowiekowi żadnej idei, która czyniłaby ze społeczeństwa wspólnotę. „Ludziom dawnej rasy nasz świat zdaje się rajem” – pisał w Cząstkach elementarnych (s. 363). W Serotoninie udowadnia, że bliżej temu światu do piekła.

Jest w Uległości taka scena, gdy François, będąc w kaplicy Najświętszej Maryi Panny w Rocamadour, staje się świadkiem czytania wierszy Charles’a Péguyego: „Usiadłem w przedostatnim rzędzie; słuchaczy było niewielu, głównie młodzi ludzie w dżinsach i koszulkach polo, z otwartym i braterskim wyrazem twarzy, który, nie wiem jakim cudem, potrafią przyoblekać młodzi katolicy” (s. 163). Houellebecq (jeszcze?) do nich nie należy. Ale oni nie są mu już obojętni.

 

[1] J. Tokarska-Bakir, Houellebecq rozmawia z Jezusem, „Książki. Magazyn do czytania”, marzec 2019, s. 20.

[2] Zob. J. Germain, La conversion de Michel Houellebecq au catholicisme, sa plus grande tentation?, „Aleteia” 18.12.2018 r. https:// fr.aleteia.org/2018/12/18/la-conversion-demichel-houellebecq-au-catholicisme-sa-plusgrande-tentation/, dostęp: 28 marca 2019 r.

[3] Zob. tamże.

[4] Michel Houellebecq: „Je ne suis plus athée”, Propos recueillis par M. Chaudey et J.-P. Denis,  „La Vie”, 27.01.2015 r., http://www.lavie.fr/ culture/litterature/michel-houellebecq-je-nesuis-plus-athee-27-01-2015-59984_30.php, dostęp: 28 marca 2019 r.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter