70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. z archiwum autorki / il. T. Piotrowski

Gościniec

Początkowo mówiłam tylko po angielsku, więc byłam turystką angielskojęzyczną. Od dwóch lat coś puściło i staram się przemawiać w nepali, jestem więc turystką mówiącą nieco w nepali. Robię więc nieco za cyrk, i na tym poprzestanę.

Jeżdżę z reguły sama, co o tyle ma znaczenie, że podróże w pojedynkę bardzo się różnią od tych, w któ­rych ktoś nam towarzyszy. Towa­rzystwo choćby tylko jednej osoby wpływa na wszystko – na dynamikę podróży, na spektrum postrzegania rzeczywistości, na intensywność kontaktu z każdą chwilą. Towarzysz podróży z reguły odwraca uwagę od tego, co się dzieje, i dlatego każda grupa zawsze bardziej się skupia na sobie niż na tym, co wokół. Grupa ma swoją grupową, zwielokrotnioną toż­samość, która robi za parawan i tępi percepcję. Grupa zagłusza rzeczywi­stość, bo nawet ta najmniejsza nie­ustannie snuje narrację – szemrze, gada, komentuje, porównuje, ocenia.

Gdy jestem sama, staję się więc uważniejsza, wyostrzają mi się zmysły. Otwieram się na sytuacje, wchodzę z nimi w interakcję, zmieniam barwy, wtapiam się w pejzaż jak patyczak w gałąź. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata