70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Gdzie tej nocy będą spać ubodzy?

Nazaret jest dla Codiny tematem teologicznym, nie zaś tylko niewielkim punktem geograficznym, co do którego wiadomo tyle, że wychowywał się tam Jezus Chrystus.

Przeświadczenie, zgodnie z którym teologia jest abstrakcyjną rozrywką intelektualną dla wybranych pasjonatów, jest dość powszechne, także w środowiskach kościelnych. Trzeba zauważyć, że pogląd taki nierzadko znajduje swoje racje, zwłaszcza gdy koncepcja teologiczna w żaden sposób nie przystaje do praktyki duszpasterskiej, zadowalając się wyłącznie własną oryginalnością i akademickością. Istnieją jednak publikacje, które niezależnie od tego, ile zawierają błędów i uproszczeń, potrafią zapalić w czytelniku pragnienie pogłębionych poszukiwań, odsłaniając przez to zupełnie nowe, dotąd nieznane perspektywy. Za takie otwierające dzieło można uznać książkę jezuickiego teologa Victora Codiny Kościół wykluczonych. Teologia z perspektywy Nazaretu.

Codina stara się łączyć teologiczną theoria z kościelnym praxis. Książka jest z jednej strony owocem kilkudziesięcioletniego doświadczenia duszpasterskiego wśród najbiedniejszej społeczności na przedmieściach boliwijskiej Cochababmy, z drugiej zaś – jej treść „dyktowana” jest zaawansowaną znajomością współczesnej teologii latynoamerykańskiej i europejskiej, jako że jej autor wykłada na Katolickim Uniwersytecie w Cochabambie. Nie bez znaczenia wydaje się fakt, iż Codina, rodowity Hiszpan, zdecydował się na przyjazd do Boliwii na początku lat 80., niedługo po tym jak milicja na usługach dyktatury zamordowała jego przyjaciela o. Luisa Espinala, poetę, dziennikarza, zdecydowanego krytyka nadużyć władzy, wrażliwego na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość. Wypada o tym pamiętać, dlatego że pragnienie społecznej sprawiedliwości w myśl ewangelicznego Kazania na Górze, którym tak bardzo przejął się Espinal, można uznać za lejtmotyw książki Codiny. Autor bowiem „łaknie i pragnie” programowego, eklezjalnego powrotu do ewangelicznej prostoty i wprost z niej wynikającej głębokiej, pierwszoplanowej solidarności z wszystkimi osobami wykluczonymi: skrajnie ubogimi, chorymi, odrzuconymi, pogubionymi, których nie brakuje na całym świecie, szczególnie zaś w rzeczywistości latynoamerykańskiej. Dlatego Codina nazywa swój teologiczny projekt mianem nazaretańskiego. Jak czytamy: „Kościół nazaretański pragnie powrócić do nazaretańskiej opcji Jezusa: być ubogim i przejść przez świat niemal niezauważonym, wszystkim dobrze czyniąc (por. Dz 10, 38). Jest to Kościół, który tak jak Jezus wchodzi w lud i z nim się identyfikuje – przeżywa cierpienie swoich rodaków, patrzy na świat z perspektywy ostatnich. (…) Kościół nazaretański ukazuje światu Boga, którego Jezus z Nazaretu stopniowo odkrywa jako Ojca pełnego dobroci i miłosierdzia, wzruszającego się wobec cierpienia swego ludu, sprawiającego, że deszcz pada na dobrych i złych. Boga, który spogląda w serce człowieka, nie na zewnętrzne formy kultu faryzeuszy i który posiada alternatywny projekt – królestwo Boże” (s. 284). Na antypodach tak rozumianej wizji chrześcijaństwa znajduje się to, co Codina nazywa Kościołem dawidowym, którego znakami rozpoznawczymi są m.in. triumfalizm, rytualizm, bogactwo, dążenie do władzy czy  wpływów polityczno-biznesowych.

Nazaret jest zatem dla Codiny tematem teologicznym, nie zaś tylko niewielkim punktem geograficznym, co do którego wiadomo tyle, iż wychowywał się tam Jezus Chrystus. Zdaniem jezuickiego teologa fakt, iż Jezus przez 30 lat swojego życia wychowywał się wśród niewykształconej i ubogiej wiejskiej społeczności, ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia chrześcijaństwa i misji jego wyznawców w świecie. Świadczy bowiem o tym, że ubodzy i marginalizowani są nie tylko pierwszymi adresatami Jezusowego przesłania, ale znacznie więcej, mają być podmiotami duszpasterskiej misji Kościoła. Co to jednak ma konkretnie oznaczać? Codina nie udziela satysfakcjonujących odpowiedzi, podkreślając jednocześnie, iż poszukiwanie przyszłościowych rozwiązań jest jednym z najpilniejszych współczesnych zadań myśli teologicznej, która nie może nie zauważać i nie doceniać fenomenu pobożności ludowej, co miało niestety miejsce w dominujących europejskich nurtach teologicznych.

*

Tym, co może niepokoić w dziele Codiny, jest zabieg, który nosi znamiona ideologizacji i polega na swoistej uniwersalizacji ubóstwa, rozumianego przez autora zbyt jednostronnie. Teolog, pisząc o ubóstwie, utożsamia je bowiem wyłącznie ze skrajną biedą materialną i często od niej zależnymi zaburzeniami wrażliwości moralnej. Tymczasem ubóstwo ma jeszcze przynajmniej dwa sensy. Pierwszy, negatywny, odnosi się do istotnego braku natury niematerialnej: sfery duchowości, moralności czy zdolności intelektualnych. Tak rozumiane ubóstwo duchowe może towarzyszyć materialnemu dostatkowi, ale także religijności rytaulistyczno-deklaratywnej, której symbolem są ewangeliczni faryzeusze. Drugi sens, pozytywny, odnosi się do ubóstwa jako cnoty właściwej ludziom bez reszty oddanym Bogu i Jego sprawom. To właśnie takie ubóstwo jest ewangelicznym ideałem, z którego nikt nie jest wykluczony: ani człowiek biedny, ani średnio zamożny, ani nawet bogaty. Być u-bogim to bowiem nic innego, jak zrozumieć, iż nie ma innej drogi do Boga jak tylko przez miłość do człowieka, do której wprost i wielokrotnie wzywa Jezus. Ta prawda zobowiązuje i ma implikacje etyczno-społeczne. Dlatego Codina, podkreślając eklezjalny obowiązek głębokiej solidarności z wykluczonymi, ma świętą rację, choć rozumienie ubóstwa i przesłanki, z których wychodzi, mogą być nieprzekonujące. Teolog stwierdza bowiem, że opcja na rzecz ubogich znajduje swoje racje wyłącznie w postawie Chrystusa względem nich, a zatem ma wyłącznie podstawy teologiczne, nie zaś antropologiczne czy etyczne (s. 36). Innymi słowy, osoby wykluczone zasługują na szczególną uwagę tylko dlatego, że taka jest wola Boża, którą odczytujemy na kartach Ewangelii. Rzecz jednak w tym, że argument taki – w swej istocie fideistyczny – może sugerować pewną arbitralność boskich wyroków, które są takie, a nie inne, ponieważ „Bóg tak chciał”. Lecz Bóg wiary chrześcijańskiej, jak wprost mówią apostołowie Paweł i Jan, jest miłością. To oznacza, że wyłącznym motywem uprzywilejowanej pozycji osób ubogich (w sensie materialnym) jest fakt ich marginalizacji i odrzucenia, które „wołają o pomstę do nieba”. Dlatego nigdy dość podkreślania, iż społeczna sprawiedliwość, o którą słusznie zabiega Codina, musi podążać krok za tym, co jako jedyne nie daje się zrelatywizować, mianowicie za miłością, która nikogo nie wykluczając, stara się ratować wszystkich, zarówno ofiary, jak i katów – tych spośród możnych i silnych, których nie obchodzi tragiczny los dziesiątek milionów odrzuconych: uchodźców, dzieci, starszych, schorowanych, wszystkich żyjących poniżej granicy godności, zawsze pozostającej czymś świętym i niezbywalnym.

*

Codina, pisząc o rzeczach pierwszoplanowych i fundamentalnych, zdradza własne nastawienie, które można by śmiało określić mianem antyfilozoficznego. W swojej książce kilkakrotnie i zdecydowanie uderza w greckie podstawy myślenia teologicznego, popadając w daleko idące uproszczenia. I tak stwierdza m.in., że biblijny obraz Boga jest czymś skrajnie odmiennym niż koncepcje absolutu wypracowane w filozofii greckiej (s. 209). Nie wchodząc w szczegóły tej złożonej problematyki, odnotujmy jedynie, że teolog wyraźnie zapomniał o tak znaczących dziełach jak choćby Platońska Uczta, w której absolut nie jest przedstawiany jako anonimowa potęga i „chłodna”, czysto intelektualna wszechmoc, lecz kojarzony jest z miłością, dobrem i pięknem. To zaś pozwala przypuszczać, że mariaż chrześcijaństwa z kulturą antyczną nie był (i nie jest) czymś dowolnym. Poza tym Biblia również nie jest wolna od wpływów greckich, jako że powstawała w kulturowej bliskości wyznaczonej przez basen Morza Śródziemnego. Inną rzeczą jest krytyczny stosunek do historii i dziedzictwa, który, wskazując aspekty negatywne, nie zapomina o pozytywnych, a inną jednostronna diagnoza, która nie znajduje niemalże żadnego iunctim między kulturą zachodnią a Bożym zamysłem.

Świadectwem tendencji do jednostronności i przesady autora jest też określanie Karla Marksa mianem myśliciela żydowskiego, zaraz po tym gdy jako tacy wymieniani są Martin Buber i Emmanuel Lévinas (s. 214). A przecież żydowskie korzenie Marksa nie czynią z niego automatycznie myśliciela religijnego, tak samo jak Friedricha Nietzschego nie czyni myślicielem chrześcijańskim fakt, iż jego ojciec był pastorem.

Książka Codiny zawiera wiele kontrowersji – w tym miejscu wypada jednak wspomnieć zdanie wypowiedziane przez Fernando Cardenala, jezuitę i teologa wyzwolenia pełniącego funkcję ministra oświaty w rewolucyjnym nikaraguańskim rządzie. Pod naciskiem krytyki powiedział on: „Może się mylę jako jezuita i minister. Ale pozwólcie mi się mylić na korzyść biednych, skoro Kościół przez długie wieki mylił się na korzyść bogatych”. (cyt. za: M. Stasiński, Pan Bóg ma serce po lewej stronie, „Gazeta Wyborcza”, 16–17 sierpnia 2014 r.) Inny teolog wyzwolenia, którego Codina przywołuje w książce kilkakrotnie, dominikanin Gustavo Gutierrez pyta natomiast z autentyczną troską: „Gdzie tej nocy będą spać ubodzy?” (s. 61). Miłość do drugiego człowieka, głęboka solidarność i pragnienie zaradzenia ludzkiemu cierpieniu i nieszczęściu są zatem tym, co dominuje w książce Codiny i parafrazując zdanie Cardenala, pozwala mu się z czystym sumieniem mylić, zawstydzając przez to ortodoksyjnych, lecz dalekich od miłości i ortopraksji niewrażliwych krytyków, przyzwyczajonych do zastanych schematów myślenia i postępowania.

_

Victor Codina

Kościół wykluczonych. Teologia z perspektywy Nazaretu

tłum. Kasper Mariusz Kaproń,

Wydawnictwo WAM, Kraków 2018, s. 320


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter