70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Euro, przyszłość Europy i kryzys globalnego kapitalizmu

Historia euro to w zasadzie historia permanentnego stanu wyjątkowego. Reguły traktatu z Maastricht wydają się wręcz stworzone do tego, by to silni decydowali o tym, kiedy i w jakim celu je łamać lub naciągać.

W księdze V Wojny peloponeskiej znajduje się słynny „dialog melijski”, w którym opisane jest przybycie ateńskiej floty na wyspę Melos. Melijczycy, choć płacili daninę Sparcie i udzielali schronienia spartańskim statkom, pozostawali oficjalnie neutralni w konflikcie między dwoma potężnymi państwami-miastami. Ateńczycy postawili jednak mieszkańcom wyspy ultimatum, Melijczycy je odrzucili, w konsekwencji czego ateńscy wodzowie zdecydowali się podbić wyspę, wymordować mężczyzn, a kobiety sprzedać w niewolę. Do tej właśnie historii nawiązuje Janis Warufakis w książce A słabi muszą ulegać? Europa, polityka oszczędnościowa a zagrożenie globalnej demokracji. Były minister finansów w pierwszym rządzie Aleksisa Tsiprasa, a obecnie lider lewicowego Ruchu Demokracji w Europie 2025 w tytule przywołuje argumentację ateńskich przywódców: sprawiedliwość panować może tylko między dwiema równymi potęgami. Słabi zaś muszą ulegać. Warufakis kwestionuje jednak zarówno geopolityczną lekcję zawartą w dziele Tukidydesa, jak i lekcję polityki oszczędnościowej, którą ponad 20 wieków później, po wielkim kryzysie 2008 r., zafundowano jego ojczyźnie.

A słabi muszą ulegać? stanowi kontynuację wydanego przed dwoma laty w Polsce Globalnego Minotaura i zawartej tam wielkiej narracji o powojennym rozwoju kapitalizmu, jego transformacji i przyczynach kryzysu 2008 r. Globalny Minotaur skupiał się na roli Stanów Zjednoczonych w stabilizowaniu globalnej gospodarki, nie mniej wypracowaną w nim teoretyczną perspektywę Warufakis umiejętnie zastosował do analizy historii wspólnej europejskiej waluty, błędów logicznych zawartych w konstrukcji euro i nieuniknionego kryzysu unii walutowej.

 

Obu książkom wspólne jest też przekonanie, że jeśli ekonomia chce cokolwiek opisać, to musi być polityczna. Jak również historyczna. Oraz literacka.

 

Śmierć globalnego Minotaura

Warufakis przeciwstawia się wszelkim teoriom ekonomicznym, które postulują polityczną neutralność mechanizmów rynkowych oraz pieniądza. Wielu marzyłby się pewnie stabilny, przewidywalny, pozornie przynajmniej neutralny pieniądz: politycy nie musieliby się bać widma dewaluacji, można by ograniczyć autonomię banków centralnych, a globalny kapitał mógłby ze spokojem zarządzać swoimi przepływami. Standard złota jest jednym z najsilniej ugruntowanych fantazmatów w wyobrażeniach na temat funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki, a jedno z jego wcieleń stanowi system stałych kursów walutowych wprowadzony po II wojnie światowej w Bretton Woods. Problem polega na tym, że takie wyobrażenie bierze się z myślenia o światowej gospodarce w sposób, który stosować można do konkurujących na rynku przedsiębiorstw, nie zaś do całego globu. Ponieważ wszyscy żyjemy na tej samej planecie, nadwyżka jednego kraju w handlu musi oznaczać dług drugiego. Dlatego właśnie zmiana kursów walut służy stabilizacji w handlu międzynarodowym. Poszczególne gospodarki się różnią. Gdy jedna z nich jest w stanie wytworzyć więcej wartości od drugiej, będzie gromadziła nadwyżki w handlu. Jej waluta będzie wtedy coraz silniejsza, a waluta kraju deficytowego – coraz słabsza. Eksport do kraju deficytowego staje się coraz mniej opłacalny – bo płaci on coraz słabszą walutą – natomiast coraz bardziej opłaca się import. Dzięki dewaluacji waluty kraj deficytowy może szybciej spłacić własny dług (jeśli był on zaciągany w jego walucie – np. poprzez emisję obligacji rządowych). W efekcie wraz z dewaluacją własnej waluty dana gospodarka może wprawdzie coraz mniej importować z krajów z nadwyżkami, niemniej jest w stanie coraz więcej eksportować, co napędza jej rozwój, a także szybciej spłacać zaciągnięty dług.

Gdy zwiąże się kursy walut różnych krajów lub gdy wprowadzi się standard złota, ten mechanizm dostosowywania wartości poszczególnych walut nie może działać. Eksporterzy, importerzy czy banki się cieszą – nie muszą obawiać się nagłych zmian w kursach – ale kraje deficytowe zostają pozbawione możliwości reagowania na akumulujący się u nich dług. By uniknąć kryzysu ekonomicznego, niezbędne jest wówczas wprowadzenie mechanizmu recyklingu nadwyżek, jak nazywa go Warufakis. Zasada jest prosta – jeśli kraj deficytowy nie może zdewaluować swojej waluty, to nadwyżki gromadzone przez jedną gospodarkę powinny być przenoszone (przynajmniej częściowo) do kraju deficytowego. Tylko wtedy kraje z nadwyżkami będą dalej w stanie sprzedawać swoje towary, a kraje deficytowe rozwijać się mimo negatywnego bilansu handlowego.

Taki mechanizm funkcjonuje chociażby w USA – gdzie poszczególne stany związane są nie tylko wspólną walutą, ale także polityką rządu federalnego. Słynny plan Marshalla czy pomoc udzielana USA Japonii były zaś elementami globalnego systemu recyklingu nadwyżek wprowadzonego przez USA po II wojnie światowej. Stany wysyłały zagranicę kapitał, by inne kraje mogły kupować ich produkty. System ten był oczywiście pomyślany nie tylko jako stabilizacja globalnej gospodarki, ale także jako mechanizm politycznej dominacji USA. Opisując w szczegółach jego funkcjonowanie w Globalnym Minotaurze, Warufakis pokazuje polityczne powody, dla których to właśnie Niemcy czy Japonia (a nie np. Francja) stały się odbiorcami amerykańskiego kapitału. Najważniejsza i najbardziej brzemienna w skutkach zmiana nastąpiła w latach 70., gdy system z Bretton Woods załamał się i decyzją prezydenta Nixona z 1971 r. przestał istnieć. To, co buduje największą wartość argumentacji Warufakisa, to pokazanie, że koniec powiązania kursu dolara ze złotem i walut europejskich z dolarem nie oznaczał końca mechanizmu recyklingu nadwyżek. Oznaczał jego głęboką transformację. W wyniku wielu zawirowań
lat 60. i 70. – w tym przede wszystkim wojny w Wietnamie, jak również kryzysu paliwowego – USA z kraju z nadwyżkami przekształciły się w kraj deficytowy. Ponieważ jednak dolar pozostał globalną walutą, którą System Rezerwy Federalnej, amerykański bank centralny, mógł drukować w nieograniczonych ilościach – co francuski prezydent Giscard d’Estaing nazywał „nadzwyczajnym przywilejem” Stanów Zjednoczonych – dominująca gospodarka USA przekształciła się w „globalnego Minotaura”, który niczym antyczny potwór z Krety pożerał ofiarę od innych gospodarek w postaci daniny z kapitału. Obie książki Warufakisa łączy skupienie się na tym wyjątkowym momencie w rozwoju globalnego kapitalizmu, gdy USA zamiast wysyłać w świat kapitał, za który inne kraje kupowałyby amerykańskie produkty, zaczęły bez ograniczeń akumulować dług: zarówno dług w handlu międzynarodowym (Amerykanie importowali dużo więcej, niż eksportowali), jak i dług publiczny (rząd federalny nieustannie, z drobnymi tylko momentami przerwy, zwiększał swoje zadłużenie). Było to możliwe dzięki temu, że nowe kraje z nadwyżkami – np. Niemcy czy niektóre kraje azjatyckie – zaczęły swoje nadwyżki z handlu z USA wysyłać z powrotem na amerykańskie rynki finansowe. Stany Zjednoczone dzięki ograniczeniu zarobków amerykańskich robotników i rozbudzeniu monstrum coraz bardziej nieograniczonej finansjalizacji mogły oferować globalnemu kapitałowi dużo korzystniejsze warunki, niż gdyby został on zainwestowany z powrotem w krajach nadwyżkowych. W efekcie mechanizm recyklingu nadwyżek w epoce globalnego Minotaura polegał na nieustannym wzroście gospodarki USA w oparciu o pochłanianie zarówno nadwyżek światowej produkcji, jak i nadwyżek kapitału.

 

Inwestowanie tak olbrzymich ilości kapitału na rynkach finansowych, przy jednoczesnym rozwoju coraz bardziej wymyślnych instrumentów pochodnych, musiało się zakończyć kryzysem.

 

Kryzysów tego rodzaju amerykańska gospodarka widziała w ostatnich 30 latach parę, ale według Warufakisa to kryzys 2008 r. był tym przełomowym, kolejnym Wielkim Kryzysem. Doprowadził on bowiem do śmierci globalnego Minotaura, czyli mówiąc krótko: Stany Zjednoczone przestały być w stanie napędzać istniejący od lat 70. globalny mechanizm recyklingu nadwyżek. To na tle tej właśnie wielkiej narracji o narodzinach i kryzysie gospodarczej dominacji USA Warufakis analizuje historię europejskiej waluty i jej kryzysu, który powoli prowadzi do rozpadu Unii Europejskiej.

 

Droga wspólnej europejskiej waluty

Europejska Unia walutowa to szczególna konstrukcja: jej główną podporą jest Europejski Bank Centralny, którego nie wspiera żadne państwo ani żaden demokratycznie wybrany parlament, a 19 państw należących do unii pozbawionych jest własnych banków centralnych. Nie posiada wewnętrznego mechanizmu recyklingu nadwyżek, nie ma wspólnego długu publicznego, lecz jedynie źle skonstruowane reguły zapisane w traktacie z Maastricht, które nakładają na członków unii ograniczenia m.in. w kwestii wielkości deficytu budżetowego. Warufakis śledzi wiele politycznych paradoksów strefy euro, jak chociażby obecne już od początku lat 80. i rządów François Mitteranda próby skończenia z polityką oszczędności za pomocą… wprowadzania polityki oszczędności. Polityka, która otworzyła drzwi neoliberalnym reformom w Europie, swoje żniwo zebrała w trakcie kryzysu strefy euro, kiedy to trojka (nieformalne ciało złożone z Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego) nie pozwoliła Grecji ani na ogłoszenie bankructwa, ani na wyjście ze strefy euro i jednocześnie narzuciła jej olbrzymie cięcia, które jedynie powiększały rozmiary kryzysu na Półwyspie Peloponeskim.

Najwięcej uwagi Warufakis poświęca jednak błędowi logicznemu, który znajduje się u samych podstaw europejskiej unii walutowej. By to zrobić, wprowadza rozróżnienie na dwa rodzaje recyklingu nadwyżek: koniunkturalny oraz polityczny. Zasadę działania mechanizmu politycznego już widzieliśmy – polega on na przenoszeniu, drogą politycznej decyzji i odgórnych regulacji, nadwyżek z jednego sektora gospodarki (lub państwa) do drugiego. Tego rodzaju mechanizm występował np. w systemie z Bretton Woods. Koniunkturalny mechanizm recyklingu nadwyżek zachodzi w kapitalizmie w sposób automatyczny, a jego głównymi trybami są banki. Gromadzące się nadwyżki (kapitał) w jednym kraju są z chęcią pożyczane przez banki do krajów deficytowych. W tych drugich pieniądz jest rzadszym dobrem, przez co też stopy procentowe są wyższe, a zwroty z kapitału większe – i to właśnie napędza pożyczki banków z krajów z nadwyżkami. Koniunkturalny recykling nadwyżek zapewnia przepływ kapitału, prowadzi jednak tak naprawdę do akumulacji długu w krajach deficytowych. Z tym długiem kraje te mogą sobie oczywiście poradzić dewaluacją własnej waluty. Natomiast w momencie wprowadzenia unii walutowej bez rzeczywistej unii politycznej (która mogłaby zapewnić polityczny mechanizm recyklingu) banki wpadają w szał. Pożyczają bez ograniczeń. A nie mając możliwości dewaluacji waluty, kraje deficytowe – jak chociażby Grecja, ale także Hiszpania czy Portugalia – nie są w stanie spłacić gwałtownie akumulującego się u nich długu i wciągają swoich obywateli i obywatelki w katastrofalną spiralę zadłużenia. Banki tym samym niczego nie ryzykują – mogą bez ograniczeń pożyczać akumulowany w krajach z nadwyżką kapitał bez zagrożenia, że kraj, któremu pożyczają, zdewaluuje swoją walutę. Dlatego też początki unii walutowej charakteryzowały się polepszeniem sytuacji w całej strefie euro, kapitał płynął strumieniami, wzrost był odczuwalny – ale stabilizacja całego systemu okazała się pozorna. Akumulacja długu bez jakiegokolwiek mechanizmu politycznego recyklingu nadwyżek (w postaci np. uwspólnienia długu krajów strefy euro) musiała w końcu doprowadzić do kryzysu, który nadszedł wraz ze śmiercią amerykańskiego Minotaura.

Tak mniej więcej wygląda ogólny teoretyczny zarzut Warufakisa-ekonomisty wobec konstrukcji strefy euro. Warufakis jest jednak również politykiem i utalentowanym pisarzem, z wyczuciem do tworzenia psychologicznych portretów polityków – zarówno postaci z historii, jak i wielu decydentów, z którymi miał kontakt podczas swojej krótkiej kariery ministra finansów Grecji (choć ci często wychodzą spod jego pióra trochę… przerysowani, niczym z Molierowskiej komedii). Jego głębokie przekonanie – podparte zarówno argumentacją natury teoretycznej, jak i przykładami zaczerpniętymi z historii – że mechanizmy stabilizujące lub destabilizujące globalną gospodarkę mają swoją genezę w czysto politycznych decyzjach (choć czasami ich najbardziej polityczny charakter bierze się z prostej ignorancji niedouczonych polityków) jest najlepiej widoczne w sposobie, w jaki Warufakis przedstawia kolejne kroki na drodze do wspólnej europejskiej waluty. Poczynając od przypomnienia, że korzenie Unii Europejskiej sięgają kartelu przemysłu ciężkiego (Europejska Wspólnota Węgla i Stali), który był napędzany przysyłanymi do Europy dolarami, Warufakis rozpisuje pierwsze pomysły wspólnej waluty (propozycja de Gaulle’a z 1964 r.) na spór o polityczną dominację w Europie między Francją i Niemcami. Krytycznym momentem było oczywiście, jak to ujmuje, „wyrzucenie Europy ze strefy dolara”, po końcu systemu z Bretton Woods i próba stworzenia zastępczego mechanizmu stabilizującego w ramach samej Europy. Stąd wzięły się pomysły „węża walutowego”(1972 r.), czyli systemu wzajemnie powiązanych kursów walut europejskich, który w 1978 r. przekształcił się w Europejski System Walutowy. Kolejnym krokiem był oczywiście traktat z Maastricht (wprowadzony w 1992 r.), który wyznaczył podstawy unii walutowej. Opowieść Warufakisa kończy się na szczegółowej i niezwykle interesującej – dzięki bogactwu drobiazgowych, nierzadko inteligentnie złośliwych analiz – rekonstrukcji kolejnych, najczęściej rozpaczliwych, decyzji w czasie kryzysu w strefie euro, gdy szefowie EBC starali się jednocześnie zapobiegać pogłębianiu się kryzysu i przestrzegać zasad wytyczonych w traktacie z Maastricht.

 

Pracowite mrówki, leniwe pasikoniki i walka klas

Jakie są największe zalety i jednocześnie największe wady tego, jak Warufakis pisze o historii i kryzysie strefy euro? Po pierwsze, każdy z kolejnych etapów rozpisywany jest na charaktery, ambicje, sympatie i konflikty konkretnych polityków: de Gaulle’a, Giscarda d’Estaing, Brandta, Kohla, Pompidou, Mitterranda itd. Równie pierwszoplanowe role odgrywają szefowie najważniejszych instytucji finansowych: przewodniczący Systemu Rezerwy Federalnej czy kolejni szefowie Bundesbanku, a następnie EBC. Dzięki takiej optyce widzimy zależność wielkich mechanizmów ekonomicznych od często bardzo osobistych, bardzo subiektywnych decyzji konkretnych ludzi. Ale w sumie widzimy tylko tych wielkich ludzi, globalne mechanizmy i zależność jednych od drugich. Po wtóre, Warufakis umiejętnie podkreśla zasadność stawiania pytania o to, czy to zawsze prawo silnych musi dyktować warunki słabszym. Pokazuje bowiem, że historia euro to w zasadzie historia permanentnego stanu wyjątkowego. Reguły traktatu z Maastricht wydają się wręcz stworzone do tego, by to silni decydowali o tym, kiedy i w jakim celu je łamać lub naciągać. Jak wielokrotnie podkreślał to filozof Giorgio Agamben, stan wyjątkowy może być wykorzystywany do zarządzania kryzysem i oddzielania tego procesu zarządzania od mechanizmów demokratycznej kontroli. Ale u Warufakisa, podobnie jak u Agambena, trudno dostrzec oddolne ruchy protestu przeciwko autorytaryzmowi niedemokratycznej władzy opartej na stanie wyjątkowym. Taka ich optyka – dzięki niej lepiej widać mechanizm kryzysu, ale ostatecznie niewiele widać poza nim. Po trzecie w końcu, A słabi muszą ulegać? oferuje też ciekawe socjologiczne wyjaśnienie niedemokratycznych struktur UE. O ile bowiem największe baty spadają w książce na Bundesbank i jego politykę nakierowaną na podtrzymanie eksportowej dominacji Niemiec, o tyle Francji dostaje się za ambicje jej elit. Według Warufakisa pewne przynajmniej elementy unii walutowej zostały stworzone po to, by absolwenci słynnych grandes écoles mieli gdzie znajdować odpowiednio prestiżowe stanowiska pracy. Aż prosiłoby się, by Warufakis powiedział wprost, że kolejne etapy wprowadzania unii walutowej były etapami artykułowania nowej walki klas. Tego elementu brakuje w jego narracji najbardziej.

Warufakis jest dobrym pisarzem, a raczej ekonomistą z dobrym piórem i świadomością tego, jak istotne są metafory, obrazy, wyraziste postacie i literackie motywy dla opisu rzeczywistości gospodarczej. Widać w tym zresztą wpływ jego intelektualnego i duchowego ojca Johna Maynarda Keynesa. Nie chodzi mu wyłącznie o to, by wykorzystywać literackie motywy do reprezentacji problemów ekonomicznych, ale także o świadomość, jak często nasze rozumienie ekonomii i polityki jest wciąż wyznaczane przez obrazy wzięte z literatury czy wręcz mitologii. Dlatego przywołuje Ezopową bajkę o pracowitych mrówkach i leniwych pasikonikach, która po kryzysie w strefie euro zaczęła odżywać w narracji na temat leniwych Greków; dlatego tytuły swoich książek czerpie z antycznej greckiej mitologii i historiografii, a opis narodzin wizji wspólnej Europy rozpoczyna od literackiego opisu wizyty prezydenta Giscarda d’Estaing i kanclerza Schmidta na grobie Karola Wielkiego; dlatego polityczne i gospodarcze motywacje różnych krajów europejskich do powołania unii walutowej przedstawia w formie zabawnej i złośliwej przypowieści; i stąd też częste u niego przywołania obrazów z literatury i filmu (jak chociażby Podwójnego życia Weroniki Kieślowskiego) oraz z własnego życia i z burzliwej historii współczesnej Grecji. Jednak literackość książki Warufakisa jest jednocześnie jej największą zaletą i wadą. W pogoni za znalezieniem adekwatnych przedstawień skomplikowanych problemów ekonomii i polityki Warufakis często powtarza wiele utartych stereotypów: zdyscyplinowani Niemcy przeciwstawieni zostają zadzierającym nosa Francuzom, a pragmatyczni i aroganccy Amerykanie (zwłaszcza z Teksasu) zestawieni zostają z równie aroganckimi Brytyjczykami (choć akurat arogancja Margaret Thatcher zostaje odmalowana w niezwykle pozytywnych barwach).

Ta sama umiejętność Warufakisa, by ukazać zależność finansowych regulacji i kryzysów od decyzji pojedynczych osób zamienia się na kartach jego książki w redukowanie polityki do dyskusji i sporów między wybitnymi mężami stanu. Nie widać partii politycznych, ruchów społecznych i fal protestów, widać jedynie zwykłych ludzi dotkniętych kryzysem. I jeśli rzeczywiście taka konwencja była Warufakisowi potrzebna, by przedstawić historię i logikę wadliwej struktury unii walutowej, czytelniczka nie powinna zapominać, że jest to właśnie konwencja, która co prawda w żaden sposób nie podważa jego argumentacji ekonomicznej, ale przedstawia tylko jedno spojrzenie na to, w jakim sensie ekonomia była i pozostanie polityczna.

 

Janis Warufakis

A słabi muszą ulegać? Europa, polityka oszczędnościowa a zagrożenie dla globalnej stabilizacji 

tłum. Robert Mitoraj, Wydawnictwo Krytyki Politycznej,

Warszawa 2017, s. 416

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata