70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Banknoty bez Mizrachijczyków

Współczesne społeczeństwo izraelskie powstało w wyniku migracji Żydów z różnych stron świata, która rozpoczęła się na masową skalę w latach 50. XX w. Ogromna różnorodność przybyszów wymusiła podjęcie starań, by w krótkim czasie wytworzyć nową tożsamość narodową

W eseju, który wywarł ogromny wpływ na późniejsze interpretacje idei syjonizmu, opublikowanym po raz pierwszy w 1979 r., Eliezer Schweid wskazał, że jednym z centralnych toposów myśli syjonistycznej była „negacja diaspory” (szelilat ha-galut)[1]. Życie w diasporze miało prowadzić albo do dyskryminacji i prześladowań, albo do asymilacji. Pogląd ten nabrał jeszcze większej mocy w obliczu Holokaustu. W wyniku takiego sposobu myślenia, a także niejako w odpowiedzi na Zagładę, Izrael miał być ojczyzną „nowych Żydów” będących przeciwieństwem tych niegdysiejszych żyjących w diasporze. „Nowy Żyd”, zwany Hebrajczykiem, Izraelczykiem bądź Sabrą[2], miał być odważnym, silnym, mówiącym po hebrajsku, przywiązanym do ziemi pionierem. O Shoah w początkach izraelskiej państwowości starano się zaś zapomnieć, do oficjalnego dyskursu włączając tylko pamięć o żydowskich bojownikach gett i partyzantach.

Jednocześnie politycy izraelscy wywodzący się najczęściej z Europy Wschodniej (Aszkenazim) w momencie kształtowania się państwa postrzegali siebie jako przynależących do nowoczesnego europejskiego świata. Od Europejczyków przejęli więc dychotomię Wschodu i Zachodu: aby stać się częścią syjonistycznej narracji, Żydzi wywodzący się z krajów świata islamu (Mizrachim) byli zmuszeni do pewnego rodzaju transformacji uprawniającej ich do wejścia w skład wyobrażonej syjonistycznej społeczności. Zgodnie z tym założeniem, zachodni syjonizm „uratował” prymitywnych Żydów ze Wschodu, proponując im model nowoczesnego zachodniego państwa. Ich adaptacja do niego miała być trudna, gdyż z dawnych miejsc zamieszkania przywieźli swoje orientalne – często seksistowskie – zachowania, analfabetyzm czy despotyzm, ale na szczęście możliwa. Ograniczenie ideałów syjonizmu do kultury europejskiej było jednak zaprzeczeniem faktycznych korzeni większej części populacji na nowo kształtującego się państwa.

Izrael budowano więc przede wszystkim rękami Żydów „orientalnych”, realizujących jednakże wizje ideologów syjonistycznych, pochodzących przeważnie z Europy Wschodniej.

Dziedzictwo sztetl zostało zastąpione spuścizną po kosmopolitycznym Berlinie czy Paryżu, która tak naprawdę była bliska niewielkiemu tylko procentowi rodzącego się narodu. Porządek panujący w Izraelu przynajmniej do lat 70. XX w. był czymś na kształt nieegalitarnego pluralizmu z określoną hierarchią kultur. Do języka codziennego wszedł nawet zwrot ukuty dzięki tytułowi debiutanckiej książki Samiego Michaela Równi i równiejsi[3] (Szawim we-szawim joter), dotyczący pozycji Mizrachim w społeczeństwie izraelskim. Na rzecz homogenizacji społeczeństwa na modłę aszkenazyjską działało w Izraelu wiele instytucji: wojsko, system edukacji, radio, telewizja itd.

Narzędziem, które temu sprzyjało, był także język. Dla Mizrachim pierwszego pokolenia językiem ojczystym był często arabski, obok perskiego czy kurdyjskiego. Polityka państwa zmierzała jednak, co stosunkowo zrozumiałe, do tego, by jedynym językiem używanym przez Żydów, przynajmniej w sferze publicznej, był hebrajski. Starano się więc wyrugować języki diaspory (także jej aszkenazyjskiej części). Tym samym kolejne pokolenia Izraelczyków w znikomym stopniu posługiwały i posługują się już mową swoich przodków: „Okrążają mnie i nie przestają rozmawiać ze sobą po arabsku. A co tu jest do omawiania? Co im tak wesoło? Rozumiem co dwudzieste słowo, ale nie daje mi to za dużo, bo jakoś nie łączą mi się te słowa w logiczną całość. W końcu to nie marokański naszych staruszków z miasteczka. (…)”[4]. Tymi słowami fikcyjny mieszkaniec jednego ze średniej wielkości przemysłowych miast na prowincji Izraela, gdzie najczęściej osiedlano Mizrachijczyków, Kobi Dadon, którego poznajemy na kartach książki Sary Shilo Krasnoludki nie przyjdą, relacjonuje swój pobyt w pobliskiej arabskiej wiosce.

Uprzedzenia w języku

Stosunek izraelskich aszkenazyjczyków do nowo przybywających Mizrachim pokazują liczne ówczesne teksty kultury. Prześmiewczo o mieszkańcach Izraela wywodzących się z Bliskiego Wschodu pisał np. Ephraim Kishon, jeden ze znanych dziennikarzy i humorystów izraelskich, w zbiorze satyr W tył zwrot, Pani Lot!: „Imigranci, głównie Żydzi pochodzący z okolic Bliskiego Wschodu, otrzymują początkowo tak zwane »Ma’abaroth«, czyli prowizoryczne zakwaterowanie w blaszanych barakach obozów przejściowych, i pozostają tam później przez całe lata. Państwo nieustannie troszczy się o ich istotne potrzeby materialne. Prócz tego funkcjonuje cały szeroko rozbudowany aparat opieki duchowej dbający o dobre samopoczucie osiedleńców”[5]. Jak wynika z dalszej lektury satyrycznego tekstu Kishona, autor (z którego opinią identyfikowało się najpewniej wielu Izraelczyków) uważał, że Mizrachijczycy sprytnie wykorzystują państwo i są bezproduktywni.

Uprzedzenia uzewnętrzniły się też na poziomie języka codziennego. Niezwykle ciekawa jest w tym kontekście etymologia słowa „frecha”, które trafiło do hebrajskiego języka ulicy za sprawą, a raczej z inspiracji (bo ukuli je z pewnością Aszkenazyjczycy), Mizrachim. Słowo to oznaczające literalnie „kwitnącą” było bardzo popularnym imieniem nadawanym Mizrachijkom w pierwszych dekadach izraelskiej państwowości. Dziś jest to obraźliwy epitet, jakim określa się mało ambitne dziewczyny, skoncentrowane tylko na pielęgnacji swojego wyglądu i oddawaniu się popularnym rozrywkom. Jeśli język świadczy o rzeczywistości, słowo to stanowi jeden z dowodów na poczucie wyższości, jakie mieli izraelscy Aszkenazyjczycy wobec swoich rodaczek wywodzących się z Afryki czy Azji. Męskim odpowiednikiem frecha jest ars – termin ten wywodzi się bezpośrednio z języka arabskiego, gdzie również zalicza się do obraźliwych.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter