70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Patrycja Długosz

Anioł historii boi się o przyszłość

Jako socjologowie mamy zobowiązania wobec społeczeństwa. Nie powinniśmy pisać wyłącznie do specjalistycznych (najlepiej międzynarodowych) czasopism. Bauman mówi nam, że mamy też inne obowiązki, że naszym zadaniem jest pisać tak, by rozumieli to niespecjaliści.

Marta Duch-Dyngosz: Kim dla państwa jest Zygmunt Bauman? Jaki wpływ miała jego biografia na wybór tematów, które podejmował i których unikał?

Joanna Tokarska-Bakir:
Posłużę się określeniem Thomasa Mertona – Bauman to dla mnie „współwinny widz” (guilty bystander). On nigdy nie powiedziałby o sobie, że jest „ocalałym” – tak wyraziłby się o swojej żonie, która przeżyła czas Zagłady, ukrywając się na terenie okupowanej Polski. Bauman też był ocalałym (schronił się przed nazistami na terenie ZSRR), ale czuł się przede wszystkim świadkiem i kimś, kto ponosi pewną odpowiedzialność za zło czasów stalinizmu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w jego pracach brakuje dwóch tematów: komunizmu (o którym przecież chcielibyśmy się czegoś od niego dowiedzieć!) i religii. W obu przypadkach to jednak tylko pozorna nieobecność. W znanej wypowiedzi dla „The Guardian” z 2007 r. Bauman mówił, że zaangażował się w komunizm, bo uważał, że „ze wszystkich sił politycznych w kraju najlepszą odpowiedź [na jego problemy] sformułowała partia komunistyczna”. Idee komunistyczne stanowiły dla niego kontynuację oświecenia. W Nowoczesności i Zagładzie wskazał jednak na wpływ tego racjonalistycznego dziedzictwa na Holokaust. Sądzę więc, że można i należy tę słynną, pokazującą złowrogie konsekwencje oświecenia, książkę rozumieć właśnie jako polemikę i rozliczenie z jego własnym zaangażowaniem w projekt komunistyczny.

Etyka ponowoczesna, którą współtłumaczyłam, to zaś praca o pewnym typie doświadczenia religijnego. Bauman zajmuje się tam – trochę jak Rudolf Otto – poszukiwaniem źródeł mocy moralnej w tajemniczej niezdolności do zadania śmierci czy do użycia przemocy wobec drugiego człowieka. Gdy pisze np.: „Pytanie, po co być moralnym, jest końcem, nie zaś początkiem postawy moralnej, która (…) istnieje tylko w stanie an sich, trwając dopóty, dopóki sama o sobie nie wie”, to nasuwa się skojarzenie z religijnymi paradoksami – ze stwierdzeniem, że dobro traci wiele ze swych zalet, gdy nazwie siebie dobrem.

Bauman uprawiał refleksję teologiczną, ale taką, w której Bóg nie miał prawa się pojawić.

Dodam tu jednak uwagę krytyczną: gdy wróciłam po latach do Etyki ponowoczesnej, dostrzegłam, że to książka, w której ważne idee są przytłoczone niepotrzebnymi słowami. Ten stylistyczny nadmiar przeszkadza dziś w lekturze.

Dariusz Brzeziński: Bauman rozwijał swoją twórczość przez 63 lata, pisząc ok. 70 książek, 200 artykułów naukowych i wiele esejów. To dzieło wielowątkowe, wieloparadygmatyczne i wielotematyczne. Posługując się nieco zmodyfikowaną systematyzacją jego twórczości z książki Bauman Beyond Postmodernity, można powiedzieć o czterech etapach jego pracy naukowej: polskim, emigracyjnym wczesnym, poświęconym refleksjom nad nowoczesnością i ponowoczesnością, a w końcu „mozaikowym”, gdy podejmował się analiz rzeczywistości „płynnonowoczesnej”.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata