70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Il.: Klawe Rzeczy / fot. Andrzej Walkusz

„Czy stać cię na to?”

Czasami zadaję sobie pytanie, czemu zajmuję się zawodowo przekładem literackim, a na domiar złego przekładem literatury polskiej – z niemieckiej perspektywy to nadal egzotyczny wybór.

Wczoraj przyszedł ten dzień – właściciel wydawnictwa teatralnego, który wcześniej opublikował sztukę Life is loading Mariusza Więcka i Jerzego Wójcickiego, zapytał mnie, czy nie chciałbym przetłumaczyć kolejnej sztuki tych autorów. Life is loading, tekst o ciemnych stronach internetu, wygrał trzy lata temu konkurs na spektakl teatralny w Norymberdze. Tamtejszy Staatstheater zlecił mi przekład i go wystawił. Tym razem wydawca oczekiwał, że przełożę tekst bezinteresownie, jako rodzaj inwestycji, a oferował mi tylko standardowy udział w tantiemach, jeśli sztuka trafi na scenę. Wydawca znajdujący się bez wątpienia w lepszej sytuacji finansowej niż ja nie chciał dzielić się ryzykiem, ale jeszcze bardziej mnie zaskoczył w momencie, kiedy określił siebie jako wielkiego idealistę, który jak wół walczy o młodych, kompletnie nieznanych polskich autorów. A ja tylko o pieniądzach! Poczułem się dotknięty, bo trzeba postradać zmysły, by zajmować się przekładem literackim, szczególnie kiedy ma się rodzinę i skutecznie wyleczyło się ze skłonności idealistycznych. Odmówiłem.

Na szczęście jednak takie refleksje wypieram dość szybko. Co nie oznacza, że problemy eksportowe polskiej literatury dotyczą tylko młodych, nawet w kraju słabo rozpoznawalnych autorów albo twórców tzw. literatury wysokiej. Literatura gatunkowa made in Poland to nie zagraniczny samograj. Parę dni temu wróciłem z tzw. Lesereise, którą odbyłem z Katarzyną Bondą, autorką mającą w Polsce status celebrity. Trzy tygodnie temu ukazał się w Niemczech Der Rat der Gerechten (Okularnik, który sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy), drugi tom tetralogii o profilerce Saszy Załuskiej. Tłumaczenie wykonałem razem z Saskią Herklotz. Były spotkania autorskie w Instytutach Polskich, na targach książki, w księgarniach i na festiwalach literatury kryminalnej w Berlinie, Lipsku, Stuttgarcie, Düsseldorfie i Monachium. Heyne Verlag, wydawnictwo należące do potężnej grupy wydawniczej Random House, już dwa lata temu wydało pierwszy tom tej serii. Cały nakład Das Mädchen aus dem Norden w wysokości 10 tys. egzemplarzy rozszedł się, co redaktorka prowadząca tytuł uznała za zadowalający wynik. Poza tym podkreśliła, że wydawnictwo nie oczekuje natychmiastowych zysków, jest gotowe cierpliwie wprowadzać autora z Polski na rynek niemiecki. Jednak gdy autorka pytała wprost, czy wydawnictwo planuje również wydać trzeci i czwarty tom serii, odpowiedź była rozbrająco szczera: „Musimy poczekać pół roku i to skalkulować”.

Rat der Gerechten całe zło dokonało się w przeszłości. Zbrodnia historyczna jest prawdziwa – pogrom ludzi Romualda Rajsa „Burego” na białoruskich cywilach w wioskach podlaskich w styczniu 1946 r. W książce to zaledwie tło akcji, która rozgrywa się głównie we współczesnej Hajnówce i przede wszystkim w latach transformacji. Czytelnika niemieckiego jednak najbardziej intryguje wątek historyczny i dyskusja tocząca się dziś w Polsce o żołnierzach wyklętych, co pokazują nie tylko recenzje książki, ale również pytania publiczności podczas spotkań autorskich. W Lipsku jeden z gości zapytał, czy to nie problematyczne, że akcja książki zaczyna się w roku 1946 i pokazuje konflikt między polsko-katolicką i białorusko-prawosławną ludnością. Niemiecki czytelnik nie dowie się z książki niczego o tym, co się działo na tych terenach podczas wojny.

Historia II wojny światowej znajduje się w orbicie moich ostatnich wyborów translatorskich – np. świetne felietony Erwina Axera o perypetiach wojennych, o spotkaniach z niemieckojęzycznymi twórcami teatralnymi, jak Brecht, Frisch i Dürrenmatt, po wojnie (Deutsch-polnische Gedächtnisübungen). Napisane z dużą dozą ironii i zawsze celną puentą. A w kwietniu ukażą się w Wallstein Verlag wspomnienia oświęcimskie Zofii Posmysz Die Schreiberin 7566. Świadectwo charyzmatycznej autorki Pasażerki, jednej z ostatnich żyjących ocalonych z niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Najważniejszy dla mnie jest teatr – w tej dziedzinie polsko-niemiecka wymiana jest bardzo żywa. Obecnie można obejrzeć  na Schauspiel w Hanowerze sztukę w moim tłumaczeniu Es war einmal… der Mensch, napisaną przez Marcina Cecko, a na Kammerspiele w Monachium sztukę chóralną Jedem das Seine Marty Górnickiej. Zresztą Marta Górnicka robiła furorę w Niemczech, nie tylko w Monachium, ale też w Berlinie, gdy w październiku ubiegłego roku na Dzień Jedności Niemiec wystawiła przed Bramą Brandenburską niemiecką konstytucję w wykonaniu chóru teatralnego.

*

Ogromnie się cieszę, że w Bibliotece „Więzi” pojawił się ostatnio  Album Albrechta. To piękny hołd dla wybitnego tłumacza i propagatora polskiej literatury Albrechta Lemppa, który zmarł sześć lat temu. Albrecht, którego w swojej bezgranicznej naiwności zapytałem prawie dwie dekady temu, czy nadaję się według niego na tłumacza literatury, odpowiedział: „A czy stać cię na to?”. Chyba tak. Bez niego na pewno nie robiłbym tego, co robię.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter