70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fińskie haiku

Kto zdążył się zapoznać z opublikowaną trzy lata temu biografią Tove Jansson, bez trudu rozkoduje Wiadomość jako odbicie stale powracających twórczych rozterek autorki i jej osobistych relacji, choć nie są to teksty wprost autobiograficzne. Przypominają autoportrety malowane przez artystkę w różnej konwencji na poszczególnych etapach życia.

W krajobrazie Finlandii jest też coś japońskiego: dzika i wszechobecna przyroda, wyspy, kontrasty: ciemność i światło, czystość wyrażana poprzez kąpielowe rytuały, prostota form. Podobieństwa sięgają również typowych dla obu nacji zachowań: umiejętność trzymania emocji na wodzy, małomówność, pewien rodzaj wycofania, poczucie pierwotnej wspólnoty i wynikający zeń dystans względem obcych. Koncentracja na tu i teraz, sporo ducha zen. Uważny odbiorca sztuki Tove Jansson (choć nie zapominajmy, że była w połowie Szwedką) odnajdzie te elementy w jej rysunkach i obrazach, zwłaszcza abstrakcyjnych, malowanych w latach 70., a także w książkach. Nic zatem dziwnego, że to właśnie japońska wielbicielka, zrodzona w wyobraźni Tove i nazwana przez nią Tamiko Matsumi, początkowo zasypująca autorkę listami kunsztownymi niczym ikebana, wyrażającymi chęć spotkania z „najdroższą Jansson-san”, w przeciwieństwie do hord innych natrętnych miłośników Muminków, zrozumie w końcu bezcelowość swych starań i wycofa się, informując o rezygnacji w równie elegancki, co przejmujący sposób. Rzekoma adresatka ułoży fikcyjne wiadomości w formę przypominającą haiku i zamieści w tomie opowiadań pod takim właśnie tytułem.

W rzeczywistości Japończycy nie byli równie empatyczni. Zwłaszcza ci, którzy – oszalawszy jak pół świata na punkcie historii o małych trollach – wypracowali jej własną wersję, wbrew intencjom autorki, zmuszając Jansson do wytoczenia im procesu. Oni i im podobni spowodowali, że zmęczona narzuconą jej przez otoczenie rolą muministki, zwróciła się z przesłaniem do dojrzałych czytelników, odreagowując chwile, kiedy szkicowała jeden komiks o Muminkach za drugim, nie mając czasu ani na tak ważne dla niej malowanie, ani na pisanie. Był to zarazem akt twórczej odwagi i buntu kogoś, kto nie chciał do końca życia kopiować swoich dokonań z przeszłości, żeby zaspokoić oczekiwania innych – nawet jeśli taka perspektywa przedstawiałaby się nader zyskownie.

Ascetyczne autoportrety

Opowiadanie to, wbrew pozorom, najtrudniejsze ćwiczenie dla pisarza, wie o tym każdy, kto choć raz próbował zamknąć historię na kilku stronach. Mimo to Tove uważała krótkie formy za kwintesencję pisarskiej dojrzałości; jakby w zgodzie z tym założeniem przypadek zrządził, że poświęciła się im dopiero w drugiej połowie życia (ostatnie powstawały, gdy miała 54 lata).

Poradziła sobie świetnie, lecz nie znalazła zrozumienia. Choć krytycy analizowali warsztat pisarski, narzekano, że w porównaniu ze światem Muminków jest zbyt poważnie i ponuro. Jej literacka twórczość dla dorosłych nie podzieliła sukcesu tej zaklasyfikowanej jako dziecięca i wciąż pozostaje stosunkowo mało znana poza rodzimą Finlandią, Szwecją i – czyż można się dziwić? – Japonią, gdzie ukazało się wszystko, co napisała Tove. Polska też nie jest pod tym względem wyjątkiem. Do dziś nie przetłumaczono na nasz język choćby „Miasta słońca” – przetworzonego zapisu wrażeń z odwiedzin luksusowych kurortów dla starców na Florydzie podczas wspólnej amerykańskiej wyprawy z Tuulikki Pietilä, a wydania kilku innych „dorosłych” książek Jansson, w znakomitych przekładach Teresy Chłapowskiej, pochodzą z lat 70. i 80. Lukę tę wypełnia wydawnictwo Marginesy, prezentując po raz pierwszy zbiór opowiadań wyselekcjonowanych niegdyś przez samą autorkę. Można je czytać jak uniwersalny przekaz, lecz ten, kto zdążył się zapoznać z opublikowną trzy lata temu przez tego samego wydawcę biografią Tove (B. Westin, Tove Jansson: Mama Muminków), bez trudu rozkoduje Wiadomość jako odbicie stale powracających twórczych rozterek autorki i jej osobistych relacji, choć nie są to teksty wprost autobiograficzne. Przypominają autoportrety malowane przez artystkę w różnej konwencji na poszczególnych etapach życia. Naszkicowane ascetycznie, jak pewnym ruchem ręki kreślącej linie po papierze, dzielą się na kilka kategorii. Najwcześniejszym, nawiązującym do dzieciństwa i studenckich przeżyć, najbliżej do pamiętnika, w kolejnych znajdziemy już fikcyjnych bohaterów. Wszystkie mówią na różne sposoby o tym, co dla Jansson najważniejsze: o twórczości, a w jej świetle – samotności oraz relacjach z innymi ludźmi i naturą, o dojrzewaniu i starzeniu się. To powracające motywy, znane ze scenografii Doliny Muminków, a także z malarskich prac, tylko wyrażone w nieco inny sposób. Czyż obawiający się wszystkiego, dziwnie dojrzały jak na swój wiek chłopiec z Małego letnika, którego przybycie wprowadza zamęt w poukładany, prosty świat rodziny Fredriksonów, nie przypomina wystraszonej Filifionki, a w rozmowach bohaterów nie słychać echa dialogów z nieczułą Gapsą?

Artystyczne wybory

Przedstawiony w opowiadaniach świat z pozoru jest zwyczajny, a jednak gdy przyjrzeć mu się bliżej, ujawnia niepokojące rysy. Niczym na zagadkowym pejzażu powstałym w okresie międzywojennym perspektywa zakrzywia się, kolory są zbyt jaskrawe, rośliny drapieżne, rzędy drzew przypominają cmentarną aleję, a miastu za wzgórzem, do którego wiedzie kręta droga, bliżej do modernistycznej wizji szklanych domów niż baśniowej osady. Tak dzieje się w opowiadaniu Czarno-białe, w którym upiorny w swej doskonałości pokój, odtworzony z pamięci przez rysownika wyzwalającego się spod wpływu żony, rozpada się na jego oczach; albo w Kobiecie, która pożyczała wspomnienia, gdzie bohaterka przywłaszcza sobie nie tylko cudze mieszkanie, ale także fragmenty życia dawnej znajomej.

Historie składające się na Wiadomość są wielowymiarowe, ale ich zasadnicze przesłanie wyłania się wystarczająco wyraźnie. Człowiek, który tworzy, zawsze będzie znajdował się w stanie napięcia wobec otaczającego świata, a zwłaszcza innych ludzi. Chce i musi być sam, ale jednocześnie pragnie być z innymi. Jest rozdarty, zawsze będzie wybierać albo zmuszać innych do wyboru. Najpierw praca, potem miłość, jak w życiu Tove Jansson. Idealnie byłoby, gdyby inni zaakceptowali, że w jego życiu najważniejsza jest sfera, której nie mogą z nim w pełni dzielić, a on – brałby ich takimi, jacy są, nie oczekując zbyt wiele. W Wiewiórce, ulubionym opowiadaniu Tove, taką lekcję daje starszej kobiecie, odizolowanej od świata na wyspie, pojawiające się niespodziewanie leśne stworzenie, które współdzieląc przestrzeń, nie podporządkuje się wyobrażeniom ani oczekiwaniom, jakie ma względem niego bohaterka. Czarno-białe dowodzi, że aby przemieniać otoczenie za pomocą sztuki, trzeba najpierw odnaleźć własny autonomiczny język. Dom dla lalek oraz Historia miłosna na dwa różne sposoby pokazują konflikt między potrzebą bycia razem a twórczym tęsknotami jednego z partnerów. Krucha równowaga chwieje się w posadach, zwłaszcza gdy w tle pojawia się cień „tego trzeciego” – czy będą to kobiece kształty wykute w kamieniu czy pomagier od nagle odkrytej pasji. Wreszcie: Podróż z małym bagażem przynosi gorzką refleksję, że doskonała samotność na dłuższą metę jest niemożliwa. Lecz nawet jeśli nie da się podróżować tak lekko, jakby się chciało, warto próbować, zamiast odkładać marzenia na bliżej nieokreślone „potem”.

W sierpniu 2014 r. ulice Helsinek przypominały rozżarzoną patelnię, a w miejskich autobusach, przystosowanych do północnego klimatu, nie dało się oddychać. Rozległe, chłodne sale Ateneum, gdzie z okazji 100-lecia rocznicy urodzin Tove Jansson zgromadzono obszerny zbiór jej prac malarskich, ilustracji, karykatur, rysunków, kostiumów do muminkowych przedstawień i listów, zapewniały potrzebne wytchnienie. Z tłumu zwiedzających nietrudno było wyłuskać tych, których przyciągnęła tutaj wyłącznie chęć obejrzenia z bliska dziesiątek muminkowych artefaktów. Ci przeżywali wstrząs niezwiązany ze zmianą temperatury. Zdezorientowani, krążyli rzędem wypełnionych pomieszczeń przytłoczeni obfitością zbiorów nie mniej niż upałem, jakby nie dowierzając, jak spójny manifest mogła wytworzyć w ciągu jednego życia ta sama drobna osoba, kojarzona przez nich dotąd jedynie z „mamą Muminków”. Podobnym przeżyciem może okazać się lektura Wiadomości.

A wystawa – gdyby ktoś zapragnął ją obejrzeć – podróżuje tymczasem po Japonii.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata