70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nierówna szczodrość

W wielu miejscach na świecie ludzie siadają do stołu z mniejszą niż kiedykolwiek wcześniej świadomością na temat tego, co jedzą, w jaki sposób ich żywność uprawiano, hodowano i przetwarzano, jakie chemikalia ona zawiera. Jeszcze mniejsza jest ich wiedza dotycząca szerszych społecznych i środowiskowych konsekwencji systemu, dzięki któremu tę żywność mają.

W drugiej połowie XX w. wydajność rolna per capita stale rosła i choć wzrost ten uległ spowolnieniu, nigdy dotąd w skali globalnej nie było tyle żywności na osobę co dziś. Jak to jasno ujął specjalny sprawozdawca Komisji Praw Człowieka ONZ i jak uparcie podkreśla Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organization, FAO), ilość produkowanej żywności nie pozwala wyjaśnić utrzymującego się na świecie głodu i niedożywienia. W rzeczywistości według danych ONZ-owskiego Światowego Programu Żywnościowego produkuje się dziś na świecie półtora raza więcej żywności, niż potrzeba, by każdej osobie na ziemi zapewnić pożywną dietę. I mimo że procent ludzi cierpiących na poważne niedobory żywności zmalał w ciągu ostatnich dziesięcioleci, to jednak ich liczebność wzrosła.

Głód pośród obfitości

Mniej więcej 800 mln z 842 mln osób cierpiących z powodu chronicznego niedożywienia zamieszkuje kraje rozwijające się. FAO ukuła dla tych terenów nazwę: „kontynent głodu” – przewyższa on liczebnością Amerykę Łacińską czy Afrykę Subsaharyjską. Choć epizody skrajnego głodu od czasu do czasu trafiają na czołówki gazet w krajach bogatych, to na temat długotrwałego niedostatku żywności, utrzymującego się na obszarze „kontynentu głodu”, panuje niemal całkowite milczenie. Dodatkowo ponad 2 mld ludzi na świecie stale cierpi z powodu niedoborów mikroelementów, a tych, którzy znajdują się w innej – niemierzalnej – sytuacji żywnościowego braku bezpieczeństwa, np. w stanie trwałej niepewności, czy uda im się zapewnić sobie kolejny posiłek, trudno zliczyć. Niełatwo również uzyskać dane statystyczne, które uwzględniałyby marginalizującą kobiety asymetrię głodu i braku bezpieczeństwa żywnościowego. Nie powinno to przesłaniać faktu, że w wielu miejscach na świecie ich sytuacja ulega pogorszeniu zarówno w obrębie gospodarstw domowych, jak i całych kultur. Bez względu jednak na wyzwania, jakie stanowi problem gromadzenia danych, z całą pewnością żyjemy w świecie, w którym „głód pośród niedostatku” ustąpił miejsca „głodowi pośród obfitości”.

Według przytaczanych powszechnie szacunków ONZ i Banku Światowego 2,8 mld osób – a zatem ponad dwie piąte populacji ziemi – żyje za mniej niż 2 dolary dziennie, a 1,2 mld w sytuacji „skrajnego ubóstwa”, tzn. za mniej niż dolara dziennie, przy czym niektórzy twierdzą, że nawet te ogromne liczby są zaniżone. W zasadzie cała ta grupa to mieszkańcy krajów rozwijających się. W wydawanym co roku przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UN Development Programme, UNDP) Raporcie o rozwoju społecznym stale zwraca się uwagę na to, że jedna piąta ludzkości sprawuje kontrolę nad ponad czterema piątymi jej bogactwa.
Kryzysy związane z głodem i ubóstwem są szczególnie dotkliwe na terenach wiejskich i w regionach takich jak Azja Południowa i Afryka Subsaharyjska. Istnieje odwrotna zależność między zakresem udziału rolnictwa w gospodarce a powszechnością głodu; wśród populacji cierpiącej skrajny niedostatek i głód, mniej więcej trzy czwarte stanowią mieszkańcy terenów wiejskich, a przetrwanie ponad 7 osób na 10 jest uzależnione od rolnictwa.

Przeciwstawnym problemem w stosunku do głodu i braku bezpieczeństwa żywnościowego jest otyłość. Globalnie rzecz ujmując, populacja ludzi otyłych w chwili obecnej przewyższa liczebnie populację osób niedożywionych. Zważywszy na skalę zjawiska oraz na to, że otyłość stanowi główną przyczynę chorób serca, podstawowy czynnik ryzyka wystąpienia cukrzycy, a także decydująco wpływa na rozwój niektórych chorób nowotworowych i innych, Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization, WHO) w 2000 r. uznała otyłość za „globalną epidemię”. Naczelny lekarz wojskowy Stanów Zjednoczonych ostrzegał ostatnio, że otyłość stanie się niedługo odpowiedzialna za śmierć takiej samej liczby Amerykanów rocznie co palenie . Te dwa przewrotne bieguny światowej gospodarki żywnościowej – otyłość i głód – doskonale ukazują podstawową prawdę: choć żywność jest dla życia i zdrowia czymś elementarnym, postrzega się ją jako towar, a nie coś, do czego ma się prawo – i to pomimo pomocy żywnościowej i banków żywności, które stanowią odbicie minimalistycznej koncepcji prawa do żywności – a pogoń za zyskiem przeważa nad troską o sprawiedliwość i wyżywienie ludzkości.

Żywność w klepsydrze

Rolę ponadnarodowych koncernów rolnych w gospodarce żywnościowej Stanów Zjednoczonych, a więc w szybko upowszechniającym się modelu, Heffernan przyrównuje do przewężenia w „klepsydrze, które kontroluje przepływ piasku z góry na dół” . To porównanie dobrze pokazuje miejsce, jakie niewielka liczba ogromnych firm zajmuje pomiędzy wieloma producentami i jeszcze większą liczbą konsumentów – pozycję, która zapewnia im „nieproporcjonalny wpływ na jakość, ilość, rodzaj i lokalizację produkcji, a także cenę artykułu zarówno na etapie jego wytwarzania, jak i w całym systemie żywieniowym”. Z jednej strony szybko konsolidujące się koncerny producentów komponentów rolnych w coraz większym stopniu kontrolują rynek nasion, nawozów, środków agrochemicznych i antybiotyków dla zwierząt hodowlanych, wymuszając standaryzację i uprzemysłowienie technik rolniczych (nie mówiąc już o tym, że garstka wielkich wytwórców zdominowała rynek maszyn rolniczych). Z drugiej strony – ponadnarodowe koncerny rolno-spożywcze kontrolują, udoskonalają, przetwarzają, dystrybuują i za pomocą nowych ekspansywnych metod wprowadzają na rynek to, co zostało wyprodukowane na farmach. Koncerny te, za pośrednictwem rozległych sieci zaopatrzenia i dystrybucji, zaawansowanych systemów obróbki i pakowania zmniejszających ryzyko psucia się żywności oraz obliczonych na zdobycie lojalności konsumentów strategii rynkowych, stanowiących część bardziej ogólnego zjawiska, które Naomi Klein nazwała „obrandowaniem”, systematycznie oddzielają wzorce konsumowania żywności od czasu, miejsca i tradycji kulturowych. Na całym świecie upowszechnienie żywności przetworzonej i dań gotowych w istotnym stopniu nadszarpnęło kulturowy sens przygotowywania i spożywania posiłków. Wysiłki marketingowe koncernów rolnych w wielu częściach świata otwarcie zmierzają do „zdeprecjonowania nie tylko samej lokalnej diety, lecz także symbolicznych wartości związanych z tradycyjnymi produktami spożywczymi (…) jako kulturowo uboższych” . Ze strategiami „obrandowywania” oraz pozbawiania żywności przestrzennego i kulturowego zakotwiczenia wiążą się także korporacyjne manipulacje. W wypadku wielu produktów opakowanie stwarza fasadę, która często ma niewiele wspólnego z miejscem, gdzie żywność została wyprodukowana: „meksykańskie” chipsy, „marokańska” zupa, pizza „śródziemnomorska”, „karaibski” poncz owocowy, „sajgonki” – lista jest długa. Tam, gdzie jedzenia nie da się łatwo oddzielić od kultury, koncerny rolno-spożywcze, żeby ukryć strukturę zaopatrzenia, posługują się bardzo subtelnymi strategiami, np. wykorzystują nazwy rozmaicie zlokalizowanych marek w zupełnie innych miejscach. Ponieważ zachodni przemysł rozrywkowy i media rozprzestrzeniają się po całym świecie, stanowią kolejny – mglisty, ale istotny – czynnik wpływający na kulturową zmianę, aspiracje życiowe oraz, na pewnym poziomie, także na sposób odżywiania się. Zmiany w diecie wiążą się ponadto z nasilającą się urbanizacją i chęcią czy też potrzebą zapewnienia sobie wygodnego, gotowego jedzenia w zabieganym, pokawałkowanym życiu.

W skrócie, „konsumencka siatka znaczeń” uległa zmianie i obecnie diety upodabniają się do siebie – żywność, tracąc związek z rytmem pór roku i lokalną bazą produkcyjną, nabiera „charakteru »jedzenia znikąd«” . Jak podkreślała Harriet Friedmann, swoistymi cechami światowej gospodarki żywnościowej są odległość i wytrzymałość, coś, co dobrze ujmuje pożyteczna koncepcja „żywnościokilometrów”. Mierzy się nimi odległość, jaką żywność pokonuje w drodze z miejsca powstania do naszych ust. W krajach podlegających procesowi uprzemysłowienia odległość ta stale rośnie, i to do takiego stopnia, że np. w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w wypadku przeciętnego produktu wynosi 2000–2500 km. Ponadto szacunki zwykle nie obejmują odległości, jaką pokonują inne środki wykorzystywane w procesie produkcji żywności, co jest szczególnie istotne w wypadku nawozów, ani ilości ropy służącej do ich produkcji lub wykorzystywanej w przemyśle agrochemicznym.

Podział klasowy na talerzu 

FAO zauważa, że ujednolicenie diety widać szczególnie w bogatych krajach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organization for Economic Co-operation and Development, OECD), stwierdzając przy tym, że zmiany w sposobie odżywiania ściśle wiążą się ze wzrostem dochodów i zachodzą niemal bez względu na geografię, historię, kulturę czy religię. Jednak proces odrywania się diety od miejsca zachodzi w pewnym stopniu niemal wszędzie na świecie, przy czym ponadnarodowe koncerny rolno-spożywcze największe możliwości wzrostu rynkowego upatrują wśród ludnych i kwitnących gospodarek Chin i Azji Wschodniej oraz Azji Południowo-Wschodniej i Indii. Ma on ponadto wymiar wyraźnie klasowy i najbardziej ekstremalny kształt przybiera na obu krańcach globalnego spektrum gospodarczego: wśród najbiedniejszych, uzależnionych od produktów trwałych, takich jak mąka, mąka kukurydziana i ryż, dostarczanych z regionów-spichlerzy w strefie umiarkowanej, oraz w bogatych supermarketach, zarówno na Północy, jak i na Południu, gdzie w przyprawiających o zawrót głowy działach można znaleźć świeże i paczkowane produkty z całego świata. A ponieważ coraz lepiej rozumie się konsekwencje uprzemysłowienia produkcji żywności, produkty organiczne zaś są drogie, bo w systemie kalkulacji kosztów żywność wytwarzana z wykorzystaniem maszyn, paliwa kopalnego i chemikaliów okazuje się dużo tańsza niż pozyskiwana za pomocą metod organicznych, wymagających dużego nakładu siły roboczej, najzamożniejszym konsumentom na świecie zależy na lepszym dostępie do najświeższego, najbardziej pożywnego i wolnego od chemii koszyka produktów żywnościowych.

Wobec tego, że globalizacja żywności umożliwia zamożnym konsumentom lepszy dostęp do bardziej zróżnicowanych i zdrowych produktów, biednym zaś zapewnia rafinowane produkty trwałe, szczególną uwagę zwraca pewien obszar zbieżności stylów odżywiania się tych klas: powszechność śmieciowego jedzenia – napojów gazowanych, paczkowanych przekąsek i dań gotowych, pełnych tłuszczów, słodzików, sztucznych aromatów i barwników. Wielu drobnych rolników, którzy nie są w stanie przyzwoicie zarobić pracą na roli, może znaleźć w lokalnym sklepie butelkę coca-coli, puszkę napoju Nestlé Milo czy paczkę chipsów Doritos, a restauracje typu fast food gwałtownie rozprzestrzeniają się po świecie, zwłaszcza w bogatych obszarach miejskich Azji, Ameryki Łacińskiej i Karaibów.

W skrócie, ponieważ produkcja i konsumpcja żywności są coraz ściślej powiązane ze zintegrowanym i nierównym systemem globalnym, małe gospodarstwa rolne stają się mniej opłacalne. Giną tradycje wiążące się ze zbieraniem plonów, przygotowywaniem posiłków i ich spożywaniem o określonych porach, a rolnictwo szybko przestaje odgrywać rolę „ostoi dla społeczeństw, państw i kultur”, zamieniając się w „niepewną składową strategii zaopatrzeniowych wielkich koncernów”.

Nieuchronny kapitalizm?

Ponadnarodowe koncerny rolne stoją za serią nacisków transformacyjnych, które przyczyniły się do spadku rentowności małych gospodarstw, tzn. za standaryzacją środków, warunków i technik produkcji; za zastępowaniem pracy ludzkiej przez maszyny; za stałym odpływem z farm zarówno kontroli nad produkcją, jak i jej nadwyżek; za pochwyceniem rolników w kleszcze rosnących kosztów i spadających cen, które pociągają za sobą redukcję ich zysków; za zastąpieniem biologicznego zróżnicowania w gospodarstwach pseudoróżnorodnością na supermarketowych półkach; za wzrostem liczby żywnościokilometrów; za procesem ujednolicania diety (zwłaszcza wśród globalnych elit, ale także – w całkiem inny sposób – wśród najbiedniejszych), tzn. za oddzieleniem żywności od czasu, miejsca i kultury; za hodowlą zwierząt na wielką skalę i za jej zamknięciem; za eksternalizacją pomijanych milczeniem kosztów środowiskowych, w tym także zwiększonego „śladu ekologicznego” [zapotrzebowania na zasoby naturalne – przyp. red.] w sytuacji, gdy żywienie zwierząt hodowlanych wymaga większych ilości zboża zarówno w wartościach bezwzględnych, jak i względnych.

Mimo to każda krytyczna analiza światowej gospodarki żywnościowej musi również zdawać sprawę z ogromu jej bogactwa. Jak już podkreślaliśmy, nigdy wcześniej nie produkowano takich ilości żywności per capita, a wyposażone w znacznie większy niż jeszcze kilka dekad temu asortyment tanich artykułów supermarkety zdają się większości mieszkańców krajów uprzemysłowionych i rosnącej liczbie krajów rozwijających się rogiem obfitości. Bogactwo to idzie w parze z rozprzestrzeniającym się i coraz głębiej postępującym utowarowieniem żywności, a także z tym, że relacje społeczne, zasoby, technologie oraz życie zwierząt, które stoją za produktami spożywczymi, stają się dla konsumentów coraz bardziej niewidoczne i niezrozumiałe. W wielu miejscach na świecie ludzie siadają do stołu z mniejszą niż kiedykolwiek wcześniej świadomością na temat tego, co jedzą, w jaki sposób ich żywność uprawiano, hodowano i przetwarzano, jakie chemikalia ona zawiera i kto o tym zadecydował lub jaki był sposób jej dystrybucji. Jeszcze mniejsza jest ich wiedza dotycząca szerszych społecznych i środowiskowych konsekwencji systemu, dzięki któremu tę żywność mają. Większość tej wiedzy zastępuje marka.

System ten jest podtrzymywany nie tylko przez interes własny zarządów korporacji, udziałowców, polityków i rolników wielkoobszarowych, dla których stanowi źródło bogactwa i wpływów, nie tylko przez zdolność do zaopatrywania konsumentów w nadmiar taniej żywności, lecz także dzięki temu, że na mocy wszechpotężnego prawa konkurencyjności jego logika stała się niewidoczna albo została uznana za oczywisty, normalny sposób funkcjonowania. A ponieważ logika ta, zgodnie z którą żywność jest towarem produkowanym w zdominowanych przez skupiska kapitału ogromnych gospodarstwach przemysłowych i nabywanym w ramach rynku, jest w sposób jawny lub ukryty coraz powszechniej akceptowana, zyskuje bez wątpienia aurę nieuniknioności, przywodząc tym samym na myśl słynne stwierdzenie Margaret Thatcher, że dla kapitalistycznej integracji rynkowej i dominacji wielkich korporacji w światowej gospodarce „nie ma żadnej alternatywy”.


Fragment pochodzi z książki Tony Weis, Światowa Gospodarka Żywnościowa. Batalia o przyszłość rolnictwa, tłum. K. Makaryk, Warszawa, Polska Akcja Humanitarna, 2011. Skróty i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Książka została wydana przez Polską Akcję Humanitarną w ramach projektu „Wiedza prowadzi do zmian! Silna współpraca między organizacjami pozarządowymi i środowiskiem akademickim w promocji zagadnień rozwojowych wśród polityków i społeczeństwa”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata